A co, jeśli książki znikną?

Czytający

Pod koniec lipca Główny Urząd Statystyczny opublikował informację o stanie bibliotek publicznych w 2017 roku. Dobra wiadomość jest taka, że biblioteki nadal istnieją i jeszcze przez jakiś czas się to nie zmieni.

Na koniec 2017 roku w Polsce funkcjonowało blisko 8 tysięcy bibliotek publicznych (wraz z filiami). Liczba ta nieznacznie spadła w porównaniu z 2016 rokiem (7 953 do 7 984). Spadła również liczba punktów bibliotecznych [przypis: punkt biblioteczny to placówka biblioteczna, nie posiadająca własnego księgozbioru, a udostępniająca książki formalnie należące do biblioteki macierzystej] – z 1 260 w 2016 roku do 1 210 rok temu. Nie są to duże spadki.

Mniejsza liczba bibliotek i punktów bibliotecznych mogłaby sugerować, że część użytkowników bibliotek zaopatruje się w książki w księgarniach. Ich liczba jednak również spada. W połowie 2017 roku zarejestrowanych było 1 800 księgarni (o 55 mniej, niż na koniec 2016 roku). Jednakże od 2011 roku ich liczba spadła o blisko 300 lokali. Gdzie się więc podziali czytelnicy książek?

Liczba użytkowników bibliotek również spadła, z 6 096 tys. do 6 020 tys. Optymizmem napawa aktywność użytkowników bibliotek – przeciętny czytelnik wypożyczył z biblioteki 18 książek.

Choć rok do roku nie są to duże zmiany, warto zwrócić uwagę na dłuższą perspektywę czasową. Okazuje się, że na przestrzeni 5 lat, od 2013 roku, liczba użytkowników bibliotek spadła o ponad 400 tysięcy użytkowników.

Podobnie alarmujące statystyki opublikowała wcześniej Biblioteka Narodowa, która w raporcie Stan czytelnictwa w Polsce w 2017 roku1Stan czytelnictwa w Polsce w 2017 r., raport Biblioteki Narodowej stwierdziła, że w 2017 roku tylko 38% Polaków powyżej 15 roku życia przeczytało co najmniej jedną książkę.

Z badań Biblioteki Narodowej wynika też, że jedynie 9% Polaków przeczytało w minionym roku przynajmniej siedem książek.

Najciekawsze jednak są badania „tradycji” czytania. Okazuje się, że osoby pochodzące z rodzin czytających również częściej sięgają po literaturę – 82% respondentów pochodzących z takich rodzin potwierdziło, że przeczytało w 2017 roku co najmniej jedną książkę. I odwrotnie: jeśli ktoś pochodził z rodziny nieczytającej, prawie na pewno nie sięgnął w 2017 roku po żadną książkę – tę zależność potwierdziły odpowiedzi 87% respondentów.

Właśnie dlatego tak ważne jest regularne czytanie w domu – to najlepszy sposób na zachęcenie do czytania własne dzieci. A każdy z was, czytelniczek i czytelników, potrafi pewnie wymienić z dziesięć powodów, dlaczego czytanie jest ważne w życiu.

Jeszcze wyraźniej – alarmuje Biblioteka Narodowa – widać tę zależność w pytaniu o znajomych i przyjaciół: w nieczytającym kręgu towarzyskim znajdziemy zaledwie 5% czytelników.

Wydający

Spadająca liczba bibliotek, księgarni i czytelników musi się odbić na branży wydawniczej. Z analiz Bisnode Polska wynika, że w ciągu roku wzrósł odsetek firm wydających i sprzedających książki w słabej kondycji finansowej (z 44 do 53 procent). Co ciekawe, w trudniejszej sytuacji finansowej są wydawcy2 Forbes . Z danych wynika, że łączna kwota zaległości wydawców i księgarzy wynosi ponad 35 milionów złotych, z czego blisko 29 milionów przypada na wydawców.

Być może wynika to z faktu, że część księgarni może „odrobić” straty handlem innymi produktami. Niestety jednak duży wpływ na złą kondycję wydawców mają sami księgarze. Do znanych i chyba już powszechnych praktyk należy wydłużanie terminów płatności i wykorzystywanie swojej przewagi przez głównych dystrybutorów i księgarzy do maksymalizacji przyznawanych przez wydawcę rabatów. Koncentracja rynku handlu detalicznego w kilku podmiotach (oczywiście mówimy tutaj o handlu w księgarniach stacjonarnych) zdecydowanie utrudnia możliwości negocjacyjne szczególnie małym wydawnictwom.

Każdy z nas chciałby kupować książki jak najtaniej, więc wydawać się może, że nie ma nic lepszego w tym, by ten proces postępował. Musimy mieć jednak na uwadze, że przewaga – nie bójmy się tego słowa – monopolistyczna nigdy nie jest dobra dla nas, odbiorców końcowych literatury. Nie jest ona również dobra dla wydawców, czyli drugiego ogniwa uproszczonego łańcucha (autor-wydawca-dystrybutor-czytelnik).

Warto przywołać w tym miejscu fragment publikacji Biblioteki Analiz z 2014 roku, w której analizowane są zarówno zagrożenia ze strony koncentracji rynku handlu „stacjonarnego”, jak również e-handlu:

W grupie małych podmiotów w handlu internetowym w ostatnim czasie rozszerzyła się praktyka sprzedaży książek po cenach bliskich dumpingowym, gdyż firmy te zadowalają się minimalną marżą, wynoszącą nawet 1-2 proc. od ceny sprzedaży, co jednak pozwala na pokrycie niewielkich kosztów takiego przedsięwzięcia. W praktyce oznacza to, że ceny oferowane przez te podmioty są nie tylko niższe od cen w księgarniach niezależnych, ale nawet od najniższych cen oferowanych przez sklepy wielko powierzchniowe, większe podmioty handlujące w Internecie, a nawet samych wydawców3Polski rynek książki. Szanse i zagrożenia – konieczność zmian, P. Dobrołęcki, Ł. Gołębiewski, E. Tenderenda-Ożóg, P. Waszczyk, Warszawa 2014.

W tym momencie musimy przeprowadzić małe rozróżnienie. Jako konsumenci-czytelnicy interesujemy się przede wszystkim ceną książki. Jednak cena książki różna jest w zależności od tego, jako kto i na jakim etapie tę książkę kupujemy. Jako dystrybutor/księgarz posługujemy się ceną książki w stosunku do czytelnika, ale z wydawcą negocjujemy tzw. cenę zbytu. Cena zbytu to cena, po jakiej książkę hurtowo kupuje dystrybutor/księgarz.

Biblioteka Analiz porównała cenę zbytu książek z ich ceną detaliczną na przestrzeni lat. Oto, co im wyszło:

Rok/cena 2005 2006 2007 2008 2009 2010 2011 2012 2015
zbytu 17,70 18,20 18,40 19,80 19,90 21 22,70 23,10 23,70
detal. 29,30 30,20 30,50 31,90 32,50 34,30 37,80 38,70 41,80

Z powyższej tabeli widać, że o ile w 2005 roku cena zbytu wynosiła 59% ceny detalicznej książki, o tyle w 2015 r. było to 56%. To samo w sobie nie byłoby jeszcze drastyczną zmianą, ale musimy analizować to razem z innymi elementami polityki cenowej wielkich graczy, tj. opóźnianiem terminu płatności za książki, a także „płaceniem” za nie niesprzedanymi egzemplarzami, które dystrybutorzy „oddają” wydawcom po wielu miesiącach Nic dziwnego, że i przychody wydawców spadają:

Wydawcy podejmują różne próby przeciwdziałania temu, wśród których możemy dostrzec przede wszystkim zwiększenie oferty wydawniczej przez dywersyfikację tematyki (weźmy na przykład grupę kapitałową PWN, która oprócz wydawnictw naukowych raczy nas przewodnikami turystycznymi, atlasami i literaturą podróżniczą pod marką Carta Blanca, czy kursami językowymi jako SuperMemo).

wyszczególnienie 2010 2011 2012 2013 2014 2015 2016
Wydane tytuły 24 380 24 920 27 060 29 710 32 480 33 454 34 235
Nakłady (w mln. egz.) 139,2 122,4 107,9 112,4 105,1 97,7 94,2
średni nakład (w egz.) 5 710 4 912 3 987 3 783 3 236 2 798 2 435
cena detaliczna książki (w zł) 34,3 37,8 38,7 38,3 41,5 41,8 42,6

Z powyższej tabeli wyłania się ciekawy obraz: na przestrzeni siedmiu lat o 40% wzrosła liczba wydanych tytułów, ale sumaryczny nakład spadł o ponad 1/3, średni nakład spadł o połowę, a cena detaliczna wzrosła o blisko 1/3. Przychody wydawców jednak spadły.

Gdy więc analizujemy rynek książki całościowo, możemy dostrzec, że spadająca liczba czytelników skutkuje mniejszą liczbą bibliotek i księgarni, które zamawiają mniej książek. Spadają więc nakłady, co powoduje wzrost kosztów druku książki. Rosną więc koszty wydawcy i spadają jego zyski, które stara się kompensować wzrostem ceny zbytu, co się z kolei przekłada na wyższą cenę detaliczną książki. A jak rosną ceny, to spada popyt, a więc wracamy do punktu pierwszego.

Wydawać się może, że ów zaklęty krąg nie może doprowadzić nas do niczego dobrego. Być może jest jednak szansa na przełamanie. Być może tę historię można jeszcze zmienić. Być może dystrybucja elektroniczna e-booków i audiobooków, być może e-wypożyczalnie odwrócą ten trend? Być może, ale to już inna opowieść.

Filip, @smootnyclown

PS. Uważni Czytelnicy zauważyli, że w powyższej historii na obrzeżach przewija się jeden gracz, który nie został wymieniony tutaj śródtytułem. Oczywiście to, gdzie kupujemy książki ma niebagatelne znaczenie. Nie tylko dla nas, konsumentów, zagrożeniem jest postępująca monopolizacja rynku handlu detalicznego (na ile jest to ryzyko realne, można spekulować). Sami uczestnicy rynku literackiego zwracają uwagę na zagrożenia związane z koncentracją w ramach jednego podmiotu zarówno wydawców, jak i dystrybutorów i księgarni detalicznych (stacjonarnych i internetowych). Księgarnie coraz częściej po prostu “handlują kulturą”, wyzbyły się swojego pierwotnego znaczenia, kulturalnego punktu orientacyjnego na mapie miasta, miasteczka. Miejsca spotkań, rozmów i kontemplacji. Warto pielęgnować te dobre praktyki.