Najciekawsze książki historyczne z 2019 roku

Jak powszechnie wiadomo, książka jest zawsze jednym z najlepszych pomysłów na gwiazdkowy prezent. Tym bardziej więc – przynajmniej według mnie – książka historyczna. Dla chcących obdarzyć kogoś niebanalną lekturą historyczną, mam kilka propozycji spośród wielu wydanych w tym roku. 

Piotr Cichoracki, Joanna Dufrat, Janusz Mierzwa, Oblicza buntu społecznego w II Rzeczypospolitej doby Wielkiego Kryzysu (1930-1935). Uwarunkowania, skala, konsekwencje, Historia Jagellonica. Towarzystwo Wydawnicze, 2019

Nie da się zaprzeczyć, że historia II Rzeczpospolitej jest mitologizowana lub mówiąc brutalnie – pisana na kolanach. Wizja szybko rozwijającego się i scalającego trzy byłe zabory państwa zdominowała szeroki nurt polityki historycznej. Mało jest w tych opowieściach historii społecznej, pokazującej że życie większości warstw społecznych dalekie było nie tylko od ideału, ale nawet od życia na godnym poziomie. 

Z tym większą radością należy powitać tytaniczną pracę połączonego zespołu wrocławskich i krakowskich historyków, którzy pokazują mało znaną szerokiemu odbiorcy sprawę buntów na polskiej wsi okresu międzywojennego. W pierwszym odruchu można zawołać, że to opis zaledwie 5 lat, więc daleki od pełnego opisu czasów II RP. Lata 1930-1935 to jednak czas dewastujących Polskę skutków światowego Wielkiego Kryzysu, a więc i największego nasilenia buntu biednych warstw

Praca nad książką obejmowała szczegółową kwerendę akt na terenie całej byłej II RP. O tym jak pracochłonne to zadanie świadczy zajmujący ponad 100 ze wszystkich 600 stron aneks, w którym autorzy drobiazgowo wyliczają wszystkie wystąpienia i bunty na polskiej wsi z tych 5 lat.

Jestem zwolennikiem mierzenia się z niewygodnymi prawdami o naszej historii, a niniejsza praca to jedna z najlepszych chyba ostatnio pozycji, jakie na to pozwalają.

Geoffrey Parker, Globalny kryzys. Wojna, zmiany klimatyczne i katastrofa w XVII wieku, Wydawnictwo Napoleon V, 2019

Z dzieciństwa pamiętam zamkniętą szkołę, gdy temperatury przez kilkanaście kolejnych zimowych dni spadały w nocy do ponad minus 35 stopni. Wydawało się, że skoro – cytując klasyka – „jest zima, to musi być zimno”, więc nie dziwiły także obrazy srogich zim w powtarzanych w telewizji w każde Święta ekranizacji dwóch części sienkiewiczowskiej Trylogii. Dopiero lata później dotarła do mnie wiedza o XVII-wiecznej małej epoce lodowcowej. Przywołanej zresztą po części w wykładzie noblowskim Olgi Tokarczuk sprzed kilku dni. 

Nie dałem więc długo czekać na siebie na księgarskiej półce opasłej pracy brytyjskiego historyka. I nie chodziło mi tylko o to, by się dowiedzieć, jak to było naprawdę z tymi karczmami stawianymi rzekomo na zamarzniętym Bałtyku po drodze do Szwecji. Przez prawie 750 stron gęstego (jak zawsze brawa dla wydawnictwa Napoleon V) druku Parker pokazuje nam w zasadzie cały ówczesny świat, od Chin po Amerykę, który pogrążył się w wojnach i rozruchach prowadzonych w okowach najsroższych zim w dziejach. Autor nie stawia jednak łatwej tezy, że mrozy i postępujący po nich głód były bezpośrednimi przyczynami tego, że jak świat długi i szeroki chwycono za broń i ochoczo rozlewano krew. Bada sumiennie zależności obu zjawisk: pogodowych i politycznych, by pokazać nam, co było pierwsze: pogodowe jajko czy wojenna kura. 

A że historia jest wielką nauczycielką, to cały czas z tyłu głowy pobrzmiewa pytanie, czy jesteśmy gotowi na zmiany klimatu, które zbliżają się do nas wielkimi krokami tu i teraz.

Ernst Schubert, Jedzenie i picie w średniowieczu, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, 2019

Miłośników Roberta Makłowicza z jednej i cyklu Jadłonomia z drugiej strony ostrzegam: nie jest to książka kucharska wieków średnich. Nie mamy więc do czynienia z otwarciem kolejnej mody na coś nowego, po np. diecie paleo. 

To raczej opis tego, jak o jedzenie niemalże walczono. Jak ono było istotne, bowiem trudno było je zdobyć na poziomie zapewniającym minimum egzystencji. To historia m.in. niezbędnej do życia soli i chleba, o którym mówiono, że zawsze „dobra rada i dobry chleb są drogie”.

O rozkoszach podniebienia możemy więc raczej zapomnieć, bo jak wspomina sam autor: „Mediewiści z Ameryki Północnej, którzy od wielu lat badają średniowieczne przyjemności kulinarne, zapewniają wciąż, że w przypadku niewielu polecanych wówczas potraw życzyć można było smacznego”. Powtarzane w filmach obrazy lejącego się wina i rwanego rękami pieczonego mięsiwa lepiej więc zamazać w pamięci jeszcze przed lekturą.

Na warszawskich Targach Książki Historycznej przedstawicielka wydawnictwa, zapewniając że książka jest napisania ciekawie i przystępnie, przyznała, że po lekturze zostały jej w pamięci nade wszystko opisy zepsutego jedzenia. Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie to wielka zachęta. 

Artur Wójcik, Fantazmat Wielkiej Lechii. Jak pseudonauka zawładnęła umysłami Polaków, Wydawnictwo Napoleon V, 2019

Tej pozycji teoretycznie reklamować nie trzeba, bo jest o niej ostatnio dość (na szczęście) głośno. Nigdy nie za dużo jednak piętnowania jednej z największych bzdur, z jaką mamy do czynienia w mówieniu o historii. Dobrze że zaczynają się pojawiać książki, która stawiają tamę zalewowi pseudonaukowych książek o naszych przodkach – rzekomym starożytnym plemieniu dzielnych Lechitów, którzy mieli rządzić kawałem ówczesnego świata, dzielnie przeciwstawiać się choćby Aleksandrowi Wielkiemu i tego typu bzdurach. 

Wiem, że pecunia non olet, ale smutne jest, że w wydawaniu takich książek celuje choćby jedno z uznanych wydawnictw zajmujących się szeroko rozumianą książką o tematyce militarnej. Uśmiech politowania wzbudziła zaś u mnie niedawna promocja w jednej z księgarń internetowych, w ramach której można było kupić zarówno książkę Wójcika, jak i Romana Żuchowicza – innego krytyka Wielkiej Lechii – a z drugiej strony całkiem pokaźny stosik majaczeń o starożytnej chwale Lechitów.

Fantazmat Wielkiej Lechii taktuje temat szeroko – nie zaniedbuje źródeł historycznych i naukowych, jednocześnie wskazując choćby internet jako niewyczerpane źródło paliwa dla teorii pseudonaukowych. Rację miał nieodżałowany Stanisław Lem mówiąc, że dopiero dzięki temu medium zdajemy sobie sprawę z liczby otaczających nas ludzi z niedostatkami mądrości. 

Nie ukrywam, że całość lektury jeszcze przede mną, ale liczę, że dopełnię swą wiedzę o tym, skąd wokół nas tyle rojeń o wielkiej Polsce. Co sprawia, że koncepcja Wielkiej Lechii i literatura bardzo fiction o mocarstwie od morza do morza, tak łatwo znajdują zajadłych wyznawców.

Michał Zwierzykowski (red.), Sejm niemy. Między mitem a reformą państwa, Wydawnictwo Sejmowe, 2019

Literackie dekonstruowanie polskich mitów historycznych to ostatnio jedno z moich ulubionych zajęć. Z zaciekawieniem przyjrzałem się wiec pracy, która jest pokłosiem przeprowadzonej w 2017 r. konferencji W trzechsetną rocznicę Sejmu Niemego. 1717-2017

Ów sejm już dla jego współczesnych okrył się złą sławą. Przeprowadzony jednego dnia, w ciągu kilku zaledwie godzin, pod czujnym okiem Grzegorza Dołgorukowa, posła cara Piotra I, do dziś jest symbolem upadku Pierwszej Rzeczpospolitej i jej zależności od Cesarstwa Rosyjskiego. Symboliczne znaczenie pojęcia „Sejm Niemy” stoi chyba w zbiorowej negatywnej wyobraźni rodaków kilka zaledwie stopni niżej od „Targowicy”. 

Czy słusznie? Uczestnicy konferencji, a dziś także autorzy 14 rozdziałów niniejszego opracowania, od początku postawili sobie za cel właśnie dekonstrukcję złej sławy Sejmu Niemego. Poszczególne rozdziały opisują różne: polityczne, społeczne czy też militarne kwestie związane z kilkugodzinnymi obradami sejmu. Dążą jednak wspólnie do pokazania, że za sukces można uznać wdrożenie przygotowanych reform i zakończenie tego dnia konfliktu między szlachtą skupioną w konfederacji tarnogrodzkiej, a królem Augustem II Mocnym i jego stronnikami.

Pozostawiając nawet z boku najważniejsze pytanie, czyli na ile Polska była wtedy zależna od Rosji, arcyciekawy jest osąd, iż tempo obrad nie wynikało z nacisku mocarstw ościennych, jak się powszechnie do dziś przyjmuje, a właśnie z wewnętrznej, polskiej strategii mającej umożliwić szybkie wdrożenie przygotowanych reform. Jak nic czas na zmianę kolejnego osądu o wydarzeniach dawno już niby jednoznacznie ocenionych.

Andrzej Andrusiewicz, Trzeci Rzym. Z dziejów rosyjskiego nacjonalizmu, Wydawnictwo Literackie, 2019

Serhii Plokhy, Kwestia rosyjska. Jak budowano naród i imperium, Wydawnictwo Znak, 2019

Na koniec coś dla tych, którzy kogoś lubią tak bardzo, że chcą i są gotowi podarować jej lub jemu dwie książki na raz. Ich rozpasanym potrzebom literackim polecam dwie pozycje, których wspólnym mianownikiem jest rosyjski nacjonalizm. 

Andrzej Andrusiewicz to uznany polski znawca Rosji i autor wielu poczytnych książek dotyczących jej historii. Czasami w recenzjach jego prac pojawiają się zarzuty co do pewnych nieścisłości lub dość kontrowersyjnych tez, ale zdecydowanie nie można mu odmówić wiedzy, oczytania oraz umiejętności prowadzenia ciekawej i wartkiej narracji. Sam to potwierdzam jako bezkrytyczny odbiorca jego dorobku. 

Z kolei Serhii Plokhy to uznany ukraiński historyk i wykładowca Uniwersytetu Harvarda, mieszkający od wielu lat w Stanach Zjednoczonych, znany u nas choćby z wydanych niedawno książek: Ostatnie imperium o końcowych chwilach Związku Radzieckiego oraz Czarnobyl. Historia nuklearnej katastrofy, pozycji wyróżniającej się w zalewie książek wydanych ostatnio na fali popularności telewizyjnego serialu. 

Obaj autorzy starają się, każdy w rozpoznawalnej dla siebie formie, odpowiedzieć na pytanie czym jest rosyjski nacjonalizm? Jaka jest jego geneza i jak bardzo odpowiadają dzisiejszej rzeczywistości wizje rosyjskiego mocarstwa? Ile pozostało do dziś z przekonania, że Moskwa (w domyśle: Rosja) jest następnym – po „oryginalnym” Rzymie i Konstantynopolu – mitycznym niemalże Trzecim Rzymem, uzurpującym sobie prawo do rządów (przynajmniej dusz) nad światem.

Wiele sobie obiecuję po równoczesnej zapewne lekturze obu tych książek. Warto będzie poświęcić na nią świąteczny czas, w przerwach między kolejnymi porcjami karpia i kapusty z grzybami. 

Piotr, @P_e_t_ar

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.

Podziel się z innymi