Literatura kobieca, czyli #CzytamyAutorki

Chciałabym poprosić was o wykonanie małego eksperyment. Podejdźcie do swoich półek lub stosów z książkami, nieważne czy należą do was, czy są pożyczone. Ewentualnie możecie popatrzeć na listę w swoich czytnikach czy w komputerach.

A teraz policzcie ile wśród nich jest książek autorstwa pisarek.

Dużo?

Prawdopodobnie doświadczycie podobnej sytuacji, co odwiedzający niezależną księgarnię Loganberry Books w Cleveland, Ohio. Jej właściciele w pierwszych tygodniach marca zeszłego roku postanowili „wyciszyć” męskich autorów i w sekcji poświęconej fikcji poodwracali wszystkie książki napisane przez mężczyzn grzbietami do tyłu, tak by ich tytuły były niewidoczne. Na półkach księgarni zapanowała biel. Książki napisane przez kobiety stanowiły tylko 37% tytułów w tej sekcji. Wątpię by u Was procent ten był większy. Idę o zakład, że jeżeli jesteście mężczyznami procent ten jest znacznie mniejszy. Nie uważacie, że to trochę dziwne? Kobiety przecież stanowią połowę społeczeństwa, w niektórych społecznościach, nawet większość.

Zapewne zainspirowana eksperymentem w księgarni lub innym podobnym artykułem czy audycją w radiu, w marcu zeszłego roku postanowiłam zadziałać i zwrócić uwagę na pisarki dodatkowym, obok #readlist2017pl na Twitterze, hasztagiem: #CzytamyAutorki. Jednak, kiedy go wymyślałam, nie przypuszczałam, że nie byłam pierwszą osobą, która wpadła na taki pomysł.

W 2014 roku brytyjska pisarka i ilustratorka Joanna Walsh przy okazji wysyłania znajomym noworocznych pocztówek na Twitterze wymyśliła coś podobnego. Walsh stworzyła pocztówki-zakładki z wizerunkami pisarek oraz listą autorek na odwrocie. Lista, dzięki wsparciu twitterowych znajomych, zaczęła się rozszerzać, bo każdy dorzucał kilka nazwisk swoich ulubionych pisarek. Tak powstała akcja #readwomen2014, która, także dzięki wsparciu mediów tradycyjnych, okazała się wielkim sukcesem. Gazety papierowe i portale internetowe rozpisywały się na temat akcji, niektórzy krytycy zobowiązywali się nawet do czytania wyłącznie książek autorstwa kobiet.

Problem niewystarczającej obecności pisarek nie dotyczy, bowiem, tylko półek w księgarniach czy w domach, ale jest zjawiskiem o wiele szerszym, od dawna zauważonym na świecie, w Polsce sygnalizowanym tylko od czasu do czasu. Piszący mężczyźni są częściej niż kobiety recenzowani i nagradzani, książki autorstwa mężczyzn częściej znajdują się na listach lektur. Męskie pisarstwo jest bardziej doceniane i szanowane, natomiast literatura kobieca kojarzy się z czymś słabym i niskiej wartości. Powszechnie uważa się, że mężczyźni piszą literaturę uniwersalną, kobiety zaś literaturę dla kobiet.

„To powszechnie znana prawda, potwierdzona przez VIDA (amerykańską organizację badającą obecność kobiet w literaturze), że chociaż kobiety czytają więcej książek niż mężczyźni, a pisarki są wydawane w porównywalnych liczbach co pisarze, łatwiej jest je przeoczyć: są mniej obecne w czasopismach literackich, zarówno jako recenzentki, jak i autorki

recenzowanych książek, odpowiadają również za mniej tłumaczeń literackich” – napisała w 2014 roku Walsh. Na szczęście badania VIDA pokazują, że od tamtego czasu w anglojęzycznych mediach następują stopniowe zmiany w kierunku większej równowagi.

Nie wszędzie jednak można dostrzec zmiany. W Australii dzięki przeprowadzonym niedawno badaniom wykazano, że sytuacja piszących kobiet nie jest zbyt różowa. Okazało się, że chociaż dwie trzecie wydawanych autorów to kobiety, wśród pisarzy recenzowanych dominują mężczyźni (również dwie trzecie), i ta relacja jest właściwie niezmienne od 30 lat.

Nie znam danych dotyczących Polski, ale możemy przyjrzeć się stronie, na której czytacie ten artykuł. Na dzień 06.03 na readlist.pl zrecenzowano 34 książki (wzięłam pod uwagę tylko dział z recenzjami). Tylko 9 z nich napisały kobiety, co stanowi nikłe 26%, czyli mniej niż jedną trzecią. Również autorzy recenzji to w większości mężczyźni (jest ich niemal dwukrotnie więcej niż recenzentek).

A jak jest z czytelnikami? Amazon w roku 2014 zbadał zarejestrowanych u siebie czytelników i wyszło mu, że czytelnicy preferują autorów swojej własnej płci. Na pewno są jakieś przyczyny, dla których ze statystycznego punktu widzenia te wyniki są uprawnione, ale moim zdaniem to mit, który wielokrotnie powtarzany prowadzi do utrwalenia się negatywnego stereotypu literatury kobiecej, jako tej adresowanej tylko do kobiet.

Prawda, bowiem, wygląda o wiele gorzej – mało kto preferuje pisarstwo kobiet, choć jeśli ktoś czyta autorki, to robią to właśnie kobiety. Dla udowodnienia tej tezy zbadałam statystyki czytelnicze z naszego hasztaga. Oczywiście, nie są to dane idealne. Część z Was nie publikuje wszystkich przeczytanych książek, czy to z powodu wstydu, czy zapomnienia, czy też dlatego, że dopiero w grudniu dowiedzieliście się o jego istnieniu. Nie są to też dane reprezentacyjne dla naszego społeczeństwa, ale przymknijmy na chwilę oko na te niedostatki.

W roku 2016 osoby na hasztagu to 25% kobiety, wtedy procent czytanych autorek (łącznie ze współautorkami) wynosił 19%. W 2017 roku – udział kobiet-czytelniczek zwiększył się do 36%, wzrosła też liczba przeczytanych książek autorstwa kobiet do 26% (w styczniu i lutym 2018 odsetek ten wzrósł do 27%).

Gdy przyjrzeć się tym danym dokładniej można zaobserwować, że 40% mężczyzn z naszego hasztaga nie przeczytało w 2017 roku żadnej książki napisanej (lub współnapisanej) przez kobietę. Zero. Tymczasem u prawie połowy kobiet z hasztaga przynajmniej jedna trzecia książek na liście przeczytanych w 2017 roku została napisana przez kobietę. Jeśli więc komuś przyjdzie do głowy posłużyć się argumentem, że mężczyźni piszą lepiej od kobiet, odpowiem wprost: Nie wiecie tego, nie macie porównania!

Kolejne liczby dla zobrazowania tego trendu: większość kobiet z hasztaga (65%) wybiera co najmniej 1 książkę autorstwa kobiety na 4 przeczytane przez siebie w 2017 roku książki. Większość mężczyzn (63%) wybiera książki autorstwa kobiet nie częściej niż 1 na 5.

Mężczyźni rzadziej sięgają po książki napisane przez kobiety, dlaczego? Moim zdaniem dla większości czytających facetów płeć autora zwyczajnie nie istnieje, nie zauważają jej, bo nie należą do grupy dyskryminowanej– ich płeć jest należycie reprezentowana, więc w czym problem (to samo, moim zdaniem, dotyczy innych zjawisk społecznych, w których brak równouprawnienia wynika po prostu z odmiennych doświadczeń po stronie grup uprzywilejowanych i dyskryminowanych)?

No właśnie, temat nie istnieje. W Polsce prawie nikt się dyskryminacją kobiet w literaturze nie oburza. Może poza niektórymi kobietami. Na przykład w maju ubiegłego roku Maja Staśko napisała list otwarty do Kapituły Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Zwróciła w nim uwagę na problem dyskryminacji poetek w konkursach literackich, bo w 2017 roku ani jedna poetka nie została nominowana do tej, przypomnijmy, najwyższej finansowo nagrody literackiej w Polsce (200 tys. zł), a nierówności płciowe w przypadku innych nagród, choć nie tak rażące, są normą. Co ciekawe, w przypadku płci jurorów nagród literackich (nie tylko poetyckich) proporcje są podobne. Można wręcz śmiało powiedzieć, że to mężczyźni decydują o ich przyznawaniu. Nic mi nie wiadomo na temat odpowiedzi Kapituły, nigdzie jej nie znalazłam.

Dzięki najnowszemu numerowi „Książek. Magazynu do czytania” i m.in. wstępniakowi Katarzyny Wężyk temat płci w literaturze trafił do szerokiej publiczności. Czy zagości tam na dłużej? Czy też wraz z 8 marca szybko przeminie, jak wszystkie kobiece (czytaj: nieistotne) tematy?

I jeszcze jedna sprawa – okładki. „Nie chodzi o to, czy kobiety są wydawane (bo są), ale o to w jaki sposób są wydawane” – napisała w 2014 roku Joanna Walsh. Pisarka zauważyła, że okładki książek napisanych przez kobiety, bez względu na ich treść, są przyozdobione kwiatkami. W polskich wydaniach ornamenty kwiatowe stosowane są zamiennie z kolorem różowym i wizerunkiem kobiecej twarzy lub sylwetki. Widzieliście kiedyś książkę napisaną przez mężczyznę, która byłaby przyozdobiona kwiatami? Ja też nie.

Ilustracją do tego tekstu są właśnie „kobiece” okładki książek, obowiązkowo różowe, kwieciste lub z kobietą na okładce. Jak często, drodzy panowie, sięgacie po książki z takimi okładkami? Pewnie się zdziwicie, że choć ich autorkami i bohaterkami są kobiety, książki te opowiadają o uniwersalnych problemach.

Jedna z nich opisuje życie codzienne w Auschwitz, inna – emocjonalne opuszczenie przez matkę, która przeżyła Zagładę. Kolejna portretuje dylematy szukających swojej tożsamości millenialsów oraz toksyczną relację z rodzicem. Następna opowiada o bliskowschodniej tożsamości oraz wpływie nieustannie toczonych wojen na życie mieszkańców Bliskiego Wschodu. Ostatnia z nich opisuje przekleństwo zamkniętych osiedli oraz podziały klasowe i rasowe w argentyńskim społeczeństwie.

Czy po tych różowych i pastelowych okładkach, z kwiatami, twarzami czy sylwetkami kobiet, odgadlibyście treść książek? Czy te krótkie opisy brzmią według was jak coś, czego mężczyzna nie mógłby przeczytać? Czy te tematy są w jakiś szczególny sposób kobiece? Jedyne, co sprawia, że tak są postrzegane, to płeć autorek i bohaterek oraz okładki w jakie zostały ubrane. Nadal uważacie, że nie ma problemu?

Nie ma co ukrywać, kobieca perspektywa jest różna od męskiej. Kobiety piszą inaczej, skupiając się na innych tematach lub te same tematy pokazując z innej strony. Dla czytelników przyzwyczajonych do męskiego punktu widzenia ta perspektywa może okazać się odświeżająca, a może ciekawsza. Ale pamiętajmy, kobiety piszą na każdy temat. Można to ładnie ująć po angielsku: there is a book by a woman for every kind of leader (tłum.: znajdzie się książka napisana przez kobietę dla każdego rodzaju czytelnika). I tego się trzymajmy!

Ania, @PoProstuAnia

Chcących rozpocząć świadomą przygodę z pisarstwem kobiet zapraszam do obserwowania @czytamyautorki oraz zerkania na #CzytamyAutorki.

Zamieszczam także tabelę z listą wszystkich tytułów autorstwa pisarek, jakie ukazały się na hasztagu #readlist2017pl: CzytamyAutorki

A dla tych, którzy nie chcą się wysilać, lista autorek, których książki znalazły się na różnych listach The Best Of w latach 2013 – 2018:

Swietłana Aleksijewicz, Majgull Axelsson, Justyna Bargielska, Alison Bechdel, Lucia Berlin, Anna Bikont, Kamila Błażejowska, Anna Bolava, Katarzyna Boni, Marta Bunda, Tereza Boučková, Eleanor Catton, Beata Chomątowska, Sylwia Chutnik, Anna Cieplak, Joanna Czeczott, Mariana Enriquez, Elena Ferrante, Natalia Fiedorczuk, Robert Galbraith, Barbara Gawryluk, Janice di Giovanni, Natasza Goerke, Magdalena Grzebałkowska, Wioletta Grzegorzewska, Arlie Russel Hochschild, Siri Hustvedt, Inga Iwasiów, Urszula Jabłońska, Maria Janion, Anna Janko, Justyna Kopińska, Hanna Krall, Anna Król, Joanna Kuciel–Frydryszak, Angelika Kuźniak, Christine Lavant, Ida Linde, Aleksandra Lipczak, Renata Lis, Anna Malinowska, Hilary Mantel, Alex Marwood, Lisa McInerney, Lorrie Moore, Alice Munro, Weronika Murek, Lidia Ostałowska, Zośka Papużanka, Magdalena Parys, Agneta Pleijel, Annie Proulx, Patrycja Pustkowiak, Arundathi Roy, Kristina Sabaliauskaite, Zeruya Shalev, Dominika Słowik, Zadie Smith, Rebecca Solnit, Susan Sontag, Petra Soukopova, Elizabeth Strout, Klementyna Suchanow, Katarzyna Surmiak–Domańska, Kazimiera Szczuka, Małgorzata Szejnert, Monika Sznajderman, Wisława Szymborska, Olga Tokarczuk, Magdalena Tulli, Ewa Winnicka, Virginia Woolf, Hanya Yanagihara.

4.7 (94.29%) 7 votes