ok 18 minut zajmie Ci przeczytanie tego tekstu(nie)boskie Buenos [część 1]

[…] skurwysyny muszą się popisywać erudycją, nawet gdy piszą kryminały.

Silas Haslam[1]

W „An Unnecessary Woman” Rabih Allamedine przywołuje zdanie z Alberta Camusa, wedle którego amerykańskim pisarzom jako jedynym wydaje się, że nie muszą być intelektualistami[2].Nie rozstrzygając tak prawdziwości — nie sposób wykluczyć, że mamy do czynienia z paracytatem — jak i zasadności — nietrudno w końcu wskazać kilku amerykańskich autorów, do których ta kwalifikacja pasuje jak ulał, z Williamem Faulknerem na czele — tego stwierdzenia, chciałbym potraktować je jako pretekst do rozważań na temat pewnego południowoamerykańskiego kraju, w którym bez mała wszyscy pisarze byli (i są) intelektualistami. Będzie więc o Argentynie.

Niełatwo pisać o literaturze argentyńskiej en bloc, literaturze pełnej indywidualności i indywiduów, literaturze poruszającej różnorodną tematykę oraz czerpiącej z rozmaitych stylów, literaturze noszącej znamiona tak realizmu i metafikcji, jak fantastyki, realizmu magicznego oraz symbolizmu, literaturze pełnej eksperymentów konceptualnych i formalnych, do tego nierzadko, ze względu na liczne podróże i — najczęściej niekoniecznie dobrowolną — emigrację autorów, literaturze głęboko zakorzenionej w kulturze europejskiej czy, szerzej nawet, światowej. Będzie zatem też o literaturze.

Gdybym miał wyróżnić cechy, którymi charakteryzuje się proza Argentyńczyków, wskazałbym dwie klasy przymiotów. Do pierwszej należą te zbywalne i akcydentalne, czyli ogólnie pojęte odniesienia geograficzno-kulturowo-społeczne (pampa, gauczowie, tango, Buenos Aires, mate, bombilla oraz kwestie historyczne i klasowe, związane choćby z napływem imigrantów czy okresem ostatniej dyktatury w latach 1976–1983[3]), do drugiej zaś — dla mnie kluczowy — wszechobecny intelektualizm, głęboka świadomość literacka oraz międzynarodowy charakter pisarstwa, tak że mając do czynienia z twórczością Argentyńczyków niemal zawsze stykamy się z pomysłowymi i erudycyjnymi odwołaniami do spuścizny literackiej przede wszystkim Europy, ale też Ameryki Północnej i Południowej, od Marcela Prousta i Franza Kafki, przez Jamesa Joyce’a i Faulknera, po Raymonda Chandlera.Językowo-kulturowy tygiel stanowić może rzecz jasna mieszankę wybuchową. I najczęściej rzeczywiście stanowi.

Dobre jeszcze lepszego początki, czyli Grupo de Florida i Grupo de Boedo

Mimo iż z dzisiejszej perspektywy podział środowiska artystycznego na dwa nieformalne, radykalne, polemizujące z sobą ugrupowania — Grupo de Florida i Grupo de Boedo — ma charakter przede wszystkim historyczny, to w moim przekonaniu zarysowane już wtedy różnice oraz wyłaniające się z tych różnic tendencje odegrały niebagatelną rolę w kształtowaniu się świadomości twórczej późniejszych artystów. Oba stronnictwa funkcjonowały głównie w latach dwudziestych i trzydziestych dwudziestego wieku. Pierwsze, o nastawieniu liberalnym, nazywane też „Grupo Martin Fíerro”, skupione głównie wokół pism „Proa” i „Martin Fíerro”[4], wprost nawiązywało do europejskich awangardowych prądów artystycznych, w tym dadaizmu i surrealizmu. Do jego najważniejszych przedstawicieli należeli poeci i pisarze pokroju Ricardo Güiraldesa, OliverioGirondo, Norah Lange, Francisco Luisa Bernárdeza, Leopoldo Marechala, jak również artystka i krytyczka sztuki Norah Borges oraz dziennikarka, tłumaczka i działaczka feministyczna Pelegrina Pastorino. Drugie, bardziej upolitycznione, związane z ruchem robotniczym,o skłonnościach socjalistycznych, publikowało w „Los Pensadores”, „Extrema Izquierda” i „Dínamo”. Członkami grupy byli między innymi pisarze CésarTiempo, Enrique Amorim, Álvaro Yunque, Leónidas Barletta, Elías Castelnuovo, Abel Rodríguez i malarz Adolfo Bellocq.

Luminarze — Borges i Arlt

Chociaż Jorge Luis Borges (1899–1986) i Roberto Arlt (1900–1942) nie należeli oficjalnie ani doGrupo de Florida, ani do Grupo de Boedo, to bywali na spotkaniach obu stowarzyszeń, a w ich stylach pisarskich bez problemu rozpoznać można ślady dawnych podziałów. Skupiona na trendach europejskich proza Borgesa —kunsztowna, erudycyjna i oniryczna, przepełniona zwierciadłami, labiryntami, przepastnymi (czasem nawet nieskończonymi) bibliotekami i zaginionymi woluminami, zawierająca streszczenia książek, które nigdy nie powstały czy biografie nieistniejących autorów, poruszająca zagadnienia matematyczne i translatorskie oraz problematy filozoficzne i teologiczne — nieodmiennie przywodzi na myśl fascynacje Grupo Martin Fíerro, a zdecydowanie bardziej bezpośrednie, momentami wręcz maniakalne pióro Arlta oraz przyziemną tematykę jego dzieł, których akcja rozgrywa się w środowiskach uliczników i ulicznic,skojarzyć można z postulatami Grupo de Boedo. Oba jbyli co prawda bardzo wpływowymi twórcami, wyznaczającymi tendencje artystyczne nie tylko w prozie argentyńskiej, lecz również światowej, poza tym jednak różniło ich wszystko, od biografii, przez zainteresowania, po status pisarski.

Specjalizujący się w krótkiej formie Borges należał do estetyzującego i snobizującego się na Europę środowiska intelektualnego łączonego z pismem „Sur”, wydawanego przez Victorię Ocampo (1890–1979), którą nazwał kiedyś „kwintesencją argentyńskiej kobiecości” (hisp. la mujer más argentina). Ocampo, obeznana z literackimi prądami epoki, pisała biografie, szkice krytyczne i komentarze dotyczące twórczości innych autorów (Dante Alighieri, Emily Brontë, T.E. Lawrence, Virginia Woolf), zasłynęła jednak głównie jako spiritus movens życia kulturalnego oraz mecenaska artystów (gośćmi Villa Ocampo byli między innymi Rabindranath Tagore, André Malraux i Igor Strawiński). W „Sur”, poza Borgesem, Victorią Ocampo czy wspomnianą wcześniej Pelegriną Pastorino, publikowali też inni Argentyńczycy, na przykład Ernesto Sábato i Julio Cortázar (do których wrócimy później), a także siostra Victorii, Silvina Ocampo[5] (1903–1993), której mroczna proza stanowi interesujący mariaż fantastycznego z okrutnym, co widać chociażby w „Thus Were Their Faces”, i jej [Silviny] mąż Adolfo Bioy Casares[6] (1914–1999), prywatnie przyjaciel i bliski współpracownik Borgesa, laureat Nagrody Cervantesa, dziś znany głównie jako autor „Wynalazku Morela”, krótkiej powieści fantastycznej, na owe czasy niezwykle oryginalnej, która zdobyła uznanie latynoamerykańskich literatów tej miary, co Octavio Paz, Juan Carlos Onetti, Alejo Carpentier i Gabriel García Márquez. Poza nimi w „Sur” publikowali chociażby Albert Camus, José Ortega y Gasset oraz hiszpański poeta i krytyk literacki, członek ruchu dadaistów, mąż Norah Borges (siostry Jorge Luisa Borgesa) — Guillermo de Torre.

Arlt z kolei był typem samotnika, twórcą wybitnie niezależnym, odseparowanym od głównego nurtu. Do swoich „rynsztokowych”, dość surowych formalnie powieści przemycał lunfardo, czyli używaną w Buenos Aires żargonową odmianę hiszpańskiego, którą poznał jako mechanik oraz robotnik portowy i budowlany. Balansując na krawędzi między surrealizmem, absurdyzmem a realizmem, uchodzi za — jak określa to Rajmund Kalicki, tłumacz „Siedmiu szaleńców”, w posłowiu do książki — wyraziciela niepokoju i zagubienia warstw średnich, skoncentrowanego na opisach życia półświatka i klasy pracującej[7].

Różnice między manierami Borgesa i Arlta można, w sporym uproszczeniu, sprowadzić do kwestii klasowych. Podczas gdy Borgesowskie pięknoduchy zajmują się literaturą, metafizyką i rozważaniami okołożyciowymi, bohaterowie Arlta nieustannie walczą o przetrwanie i awans społeczny, a głównym motywem ich działań są próby wzbogacenia się i otrzymania wymarzonej pozycji, nawet jeśli Arlt — psychologicznie dość naiwny — próbuje im wmówić intencje metafizyczne. Na przykład w swojej najsłynniejszej powieści, zatytułowanej „Siedmiu szaleńców”, nazywanej przez niektórych krytyków — moim zdaniem zdecydowanie na wyrost — argentyńskimi „Biesami”, pisarz prezentuje zarys spisku mającego na celu przejęcie władzy w kraju poprzez zarządzanie siecią domów publicznych. To w „Siedmiu szaleńcach” pojawia się najbardziej bodaj znany bohater Arlta, archetypiczny Astrolog — watażka z ambicjami na dyktatora— momentami przywodzący na myśl postaci z „Kociej kołyski” Kurta Vonneguta.Borges natomiast, jak wspomniałem, to pisarz finezyjny i wyrafinowany, mało efekciarski, za to mocno skupiony na treści, wymagający od czytelnika sporej cierpliwości, uwagi oraz zaangażowania. Na przykład opowiadanie „Poszukiwanie Al-Mutasima”[8], w którym przedstawia treść nieistniejącej książki „The Approach to Al-Mu’tasim”, której fabułę oparł na „On the City Wall” Rudyarda Kiplinga, zaczyna od słów: Philip Guedalla pisze, że powieść „The Approach to Al-Mu’tasim”adwokata Mira Bahadura Alego z Bombaju„jest nieco niewygodną kombinacją (a rather unconfortable combination) owych alegorycznych poematów islamu, którym rzadko nie udaje się zaciekawić tłumacza, i tych powieści kryminalnych, które w nieunikniony sposób przewyższają Johna H. Watsona i doprowadzają do doskonałości okropność życia ludzkiego w najwytworniejszych pensjonatach w Brighton”. Kawałek dalej mamy następujący passus: Bahadur opublikował wówczas wydanie ilustrowane, które zatytułował „The Conversation with the Man Called Al-Mu’tasim”z następującym pięknym podtytułem: „A Game with the Shifting Mirrors” („Zabawa z poruszającymi się zwierciadłami”). To właśnie wydanie przedrukował obecnie w Londynie Victor Gollancz, z przedmową Dorothy L. Sayers; pominął on — być może przez miłosierdzie— ilustracje. I wreszcie: [Jedna z postaci występujących w „The Approach to Al-Mu’tasim” [o]powiada z wyraźną urazą o pewnych złodziejach koni z Gudżaratu, „jedzących psy i jaszczurki, krótko mówiąc, o ludziach równie nikczemnych jak my dwaj”. Dnieje; w powietrzu nisko latają tłuste sępy. Student wyczerpany zasypia, gdy budzi się, słońce jest już wysoko i złodziej zniknął. Zniknęło również parę papierosów z Tiruchirapalli i kilka srebrnych rupii. Przywołuję te trzy, pozornie niepowiązane, fragmenty, by zwrócić uwagę na konceptualną maestrię Borgesa oraz by uzmysłowić Czytelniczkom i Czytelnikom, że postaci Johna H. Watsona i Dorothy L. Sayers, a także nazwa „Tiruchirapalli” pojawiają się tutaj nieprzypadkowo. Otóż„papierosy z Tiruchirapalli”, inaczej „trichies” lub „tritchies”, to marka papierosów wyrabianych z tytoniu z okolic Tiruchirapalli. W okresie wiktoriańskim był to jeden z najważniejszych indyjskich produktów eksportowych. Trichies pojawiają się, odgrywając istotną rolę, zarówno w jednym z najpopularniejszych opowiadań o Sherlocku Holmesie, jak i u Dorothy Sayers czy Rudyarda Kiplinga. Wyobrażam sobie, że Borges świetnie się bawił, mimochodem przemycając te niepozorne, lecz jakże pomysłowe nawiązania.

Skoro obaj — Borges i Arlt — byli tak różni jako pisarze, to i wpływ, jaki wywarli na późniejsze pokolenia twórców, musi być odmienny, a przynajmniej inaczej się objawiać. I tak autor „Fikcji” i „Alefa” nie tylko zyskał międzynarodowy rozgłos i uznanie, poświadczone otrzymaniem prestiżowych nagród, w tym Nagrody Cervantesa[9], Nagrody Jerozolimskiej[10] oraz Prix Formentor (Prix International)[11],lecz również stał się, chcąc nie chcąc, postacią literacką (po latach trochę podobny status osiągną Roberto Bolaño i Paul Auster) i koniecznym odniesieniem dla pisarzy z ambicjami; przymiotnikiem od jego nazwiska posługuje się w „Dublinesce” Enrique Vila-Matas, cytat z „Poszukiwania Al-Mutasima” pełni bardzo ważną funkcję w „Biegunach” Olgi Tokarczuk, W.G. Sebald w „Pierścieniach Saturna” poświęcił trochę miejsca rozważaniom translatorskim dotyczącym „Tlön, Uqbar, Orbis Tertius”, „Niewidzialne miasta” Italo Calvino wydają się momentami kontynuacją „Loterii w Babilonie”, a niewidomy bibliotekarz Jorge z Burgos z „Imienia róży” Umberto Eco pod wieloma względami niepokojąco przypomina Argentyńczyka. Wpływ Arlta jest z kolei mniej bezpośredni i namacalny, to jest dalekie jego  echa dostrzec można w „Grze w klasy” Cortázara, „O bohaterach i grobach” Sábato, lecz również w prozie Bolaño, Puiga, Airy i Piglii. Dla pisarzy argentyńskich debiutujących w połowie lat pięćdziesiątych (tak zwane „pokolenie ojcobójców”) był co prawda symbolem twórcy bezkompromisowego i zaangażowanego, dziś jest raczej zapomniany.

Coś się kończy, coś się zaczyna — ostatni klasyk i pierwszy queer

Droga pisarska Ernesto Sábato (1911–2011)była dość specyficzna. Zanim poświęcił sięsztuce (był również malarzem), zrobił doktorat z fizyki i pracował krótko w Massachusetts Institute of Technology oraz w Instytucie Curie w Paryżu. Na początku lat osiemdziesiątych stanął na czele Narodowej Komisji ds. Zaginięć (CONADEP — Comisión Nacional Sobre la Desaparición de Personas), zajmującej się zbrodniami popełnionymi przez prawicową juntę wojskową w czasie tak zwanej „brudnej wojny” w Argentynie w latach 1976–1983[12]. Mimo iż wydał tylko trzy powieści, to jest „Tunel”, następnie „O bohaterach i grobach” (te dwie przyniosły mu największe uznanie) oraz „Abaddón — anioł zagłady”, to otrzymał Prix du Meilleur Livre Étranger oraz, podobnie jak Borges i Bioy Casares, Nagrodę Cervantesa, a „El País” pośmiertnie nazwał go „ostatnim klasykiem literatury argentyńskiej”. Poza tym Sábato jest autorem licznych esejów poświęconychtak różnorodnym tematom, jak tango, metafizyka, wpływ myśli społecznej Pedra Henríqueza Ureñiczy twórczość Alaina Robbe-Grilleta, Jean-Paula Sartre’a i Borgesa. Dodatkowo dokonał przekładów książek popularnonaukowych z zakresu fizyki: „The Birth and Death of the Sun” George’a Gamowa i „ABC teorii względności” Bertranda Russella. Całkiem sporo jak na jednego człowieka.

Trzy powieści Sábato— zdaniem niektórych komentatorów, zwłaszcza ze względu na powracające postaci, składające się na trylogię luźno powiązanych wątków — w interesujący sposób prezentują ewolucję stylu pisarskiego i umiejętności autora. Debiutancki „Tunel” — dobrze przyjęty między innymi przez Alberta Camusa, Tomasza Manna i Grahama Greene’a — to napisana elegancką prozą, niepokojąca powieść psychologiczna czy też historia namiętności i zazdrości, zaczynająca się od słów: Wystarczy, że powiem, iż jestem Juan Pablo Castel, malarz, który zabił Marię Iribarne. Sądzę, że proces pamiętają jeszcze wszyscy, nie widzę więc potrzeby udzielania bardziej wyczerpujących wyjaśnień co do mojej osoby[13]. Sábato zajmuje się w niej głównie analizą życia wewnętrznego bohatera — jego przemyśleń, intencji i przekonań, które doprowadziły go do zbrodni, choć znajdzie się tu miejsce i dla wcale ironicznych uwag na temat literatury rosyjskiej[14]. Druga powieść, „O bohaterach i grobach”, uchodzi za opus magnum autora. Na pozór prosta historia miłosna, w rzeczywistości stanowi opowieść o dwóch światach, zderzeniu odmiennych kultur oraz niemożności dostosowania się do zastanych, nowych warunków społecznych i kulturowych. Obrazu całości dopełniają pisane kursywą surrealistyczne wstawki opisujące wyimek z historii Juana Lavalle’a oraz dziwny, ezoteryczny, momentami wręcz histeryczny „Raport o ślepcach” (część III), w którym Rajmund Kalicki[15] odnajduje wpływy Arlta. Ostatnia powieść, apokaliptyczna, rozliczeniowa,fragmentaryczna i sprawiająca wrażenie niedokończonej, zatytułowana „Abaddón — anioł zagłady”, jest najbardziej oryginalnym dziełem Sábato, z jednej strony przywołującym najboleśniejsze doświadczenia dwudziestego wieku, a z drugiej, pośród gąszczu roztrząsanych zagadnień filozoficznych i krytycznoliterackich,stanowiącym refleksję na temat zbrodni i zła. Powiedzieć, że to interesująca proza, to jakby nic nie powiedzieć.

Manuel Puig (1932–1990), o pokolenie młodszy od Sábato, jest pierwszym na prezentowanej liście argentyńskich literatów autorem, którego można zaliczyć do nurtu postmodernistycznego oraz pierwszym, który znaczną część życia spędził na obczyźnie, mieszkając w Rzymie, Nowym Jorku, Londynie, Paryżu, Sztokholmie, Rio de Janeiro, a od 1973 w Meksyku, gdzie, w mieście Cuernavaca, zmarł siedemnaście lat później. Początkowo, ze względu na zainteresowanie francuskim i amerykańskim kinem,pragnął zostać reżyserem, co później znalazło odzwierciedlenie w jego „filmowej” prozie, przedstawiającej jedno wydarzenie z kilku punktów widzenia, zawierającej mnóstwo odniesień popkulturowych, z licznymi zmianami tempa i zwrotami akcji oraz wręcz „scenariuszowymi” dialogami. Te wczesne fascynacje nie powinny nikogo dziwić, zważywszy na fakt, iż koniec lat pięćdziesiątych i cała następna dekada (Puig debiutował w 1968) były okresem powstania i rozwoju nowej fali (fr. la Nouvelle Vague) w kinematografii oraz nowej powieści (fr. nouveau roman) w literaturze francuskiej, skutkiem czego była bliska współpraca znakomitych filmowców i wybitnych pisarzy. Dość wspomnieć, iż w 1959 Alain Resnais nakręcił „Hiroszima, moja miłość” na podstawie scenariusza wielkiej damy literatury francuskiej, Marguerite Duras, dwa lata później ten sam reżyser zrealizował „Zeszłego roku w Marienbadzie”, do którego scenariusz napisał czołowy przedstawiciel nouveau roman, Alain Robbe-Grillet, a w 1966 powstało „Powiększenie” Michelangelo Antonioniego na podstawie opowiadania „Babie lato”  Cortázara.

Poza kinem wpływ na prozę Puiga miały jego lewicowe przekonania polityczno-społeczne oraz orientacja homoseksualna.Tylko dwie jego książki zostały przełożone na język polski: w 1969 ukazało się „Przeklęte tango” w przekładzie Zofii Chądzyńskiej, a w 1984 (pierwsze wydanie, drugie w 1999) „Pocałunek kobiety-pająka” w tłumaczeniu Zofii Wasitowej. Ta ostatnia—kampowa, queerowa, subwersywna, transgresywna i popartowa, być może niezachwycająca stylistycznie, lecz ciekawa formalnie,składająca się w znacznej mierze z samych dialogów (choć na przykład w rozdziale jedenastym z podziałem na role), z licznymi przypisami dotyczącymi psychoanalizy i ówczesnego stanu wiedzy (mocno zdezaktualizowanej) na temat homoseksualizmu, wypełniona rozważaniami na temat miłości, przyjaźni, kina i polityki — stanowi najbardziej znane dzieło Puiga, zaadaptowane na scenariusz teatralny, scenariusz filmowy oraz musical. Co ciekawe, jako sztuka „Pocałunek kobiety-pająka”do dziś jest wystawiany, również w Polsce.

Adrian Krysiak, adrian_krysiak[at]wp.pl

[1] „Nine Sketches on the Argentinian Literature”. Wszystkie przekłady w tekście, o ile nie zaznaczono inaczej, zostały dokonane przez autora.W oryginale: […] motherfuckers have to show off their erudition, even when writing crime stories [wszystkie przypisy pochodzą od autora — A.K.].

[2] Tytuły w języku angielskim, sugerujące brak przekładu danej pozycji na język polski, wskazują na anglojęzyczne wydania książek, po polsku — polskojęzyczne. U Allamedine’a czytamy: It was Camus who asserted that American novelists are the only ones who think they need not be intellectuals.

[3] „Zbywalne”, ponieważ jednak mniej wyraziste i istotne niż w twórczości autorów meksykańskich, kolumbijskich, chilijskich czy peruwiańskich.

[4] Tytuł stanowił nawiązanie do poematu „Martin Fíerro” José Hernándeza.

[5] To jej Borges zadedykował opowiadanie „Pierre Menard, autor Don Kichota”.

[6] Jako postać pojawiający się chociażby w tekście „Tlön, Uqbar, Orbis Tertius” Borgesa.

[7] Sam Kalicki pisze, że „błędem byłoby sądzić, że jest to tylko powieść o ludziach marginesu”. W moim przekonaniu, nawet jeśli bohaterowie Arlta nominalnie przynależą do (niższej) klasy średniej, to poprzez swoje paranoje (kradzieże, porwania, zabójstwa, spiski) umieszczają się raczej na peryferiach społeczeństwa i w tym sensie są właśnie „ludźmi marginesu”.

[8] Drugi tekst ze zbioru „Fikcje”, przeł. A. Sobol-Jurczykowski.

[9] Inni nagrodzeni: Alejo Carpentier, Octavio Paz, Juan Carlos Onetti, Carlos Fuentes, Augusto Roa Bastos, Mario Vargas Llosa, Camilo José Cela, Guillermo Cabrera Infante, Sergio Pitol, Ana María Matute, Elena Poniatowska, Juan Goytisolo, Eduardo Mendoza.

[10] Otrzymali ją także Bertrand Russell, Eugène Ionesco, Graham Greene, Octavio Paz, Arthur Miller, Mario Vargas Llosa, Susan Sontag, Don DeLillo, J.M. Coetzee, Ian McEwan i Ismail Kadare.

[11] Inni laureaci: Samuel Beckett, Carlo Emilio Gadda, Saul Bellow, Witold Gombrowicz.

[12] W raporcie końcowym, zatytułowanym „NuncaMás” („Nigdy więcej”),wspomina się o 50000 stron zgromadzonej dokumentacji oraz informacjach dotyczących kilkuset zarządzanych przez armię „miejsc odosobnienia”. Cały raport jest dostępny (w języku angielskim) na stronie: http://www.desaparecidos.org/nuncamas/web/english/library/nevagain/nevagain_001.htm
Jedną z ofiar reżimu był autor opowiadań, powieści i scenariuszy filmowych, Haroldo Conti (1925–1976?), który zaginął w roku 1976 [przypadek uwzględniony w raporcie]. Z kolei Antonio di Benedetto (1922–1986), dziennikarz i pisarz tworzący w nurcie egzystencjalizmu, autor przede wszystkim bardzo cenionej w świecie hiszpańskojęzycznym „Zamy” (w oryginale opublikowanej w 1956, wydanie polskojęzyczne — 1976, anglojęzyczne — 2016), został aresztowany i spędził rok w więzieniu, gdzie był poddawany torturom [przypadek nieuwzględniony w raporcie]. Wreszcie Rodolfo Walsh (1927–1977), prekursor argentyńskiego dziennikarstwa śledczego i działacz polityczny związany z radykalną lewicową organizacją partyzancką Montoneros, został zastrzelony na ulicy podczas próby zatrzymania, dzień po opublikowaniu głośnego „Otwartego listu pisarza do junty wojskowej” („Carta Abierta de un Escritor a la Junta Militar”) [przypadek opisany w raporcie, gdzie jednak nie rozstrzyga się momentu śmierci Walsha].To oczywiście tylko trzej wybrani marksiści-leniniści, zdrajcy ojczyzny, materialiści i ateiści, wrogowie zachodnich, chrześcijańskich wartości (te określenia przywołuje we wstępie do raportu Sábato).

[13] Cytaty z „Tunelu” w przekładzie J. Keksztasa.

[14] Mimi, nuworyszka i snobka, w przypływie naiwnej erudycji mówi: Wiesz, nigdy nie mogę doczytać do końca powieści rosyjskich. Są takie ciężkie… Występują w nich tysiące typów, a w końcu okazuje się, że jest ich zaledwie czterech czy pięciu. Ledwo zdążysz zorientować się, że istnieje osobnik imieniem Alexandre, niedługo okazuje się, że się nazywa Sacha, potem Sachka, potem Sachenka, a wreszcie wprost niesamowicie: Alexandre Alexandrovitch Bunine, nieco zaś dalej znów tylko Alexandre Alexandrovitch. Coś strasznego: każdy bohater powieści zdaje się być całą rodziną. Chyba nie zaprzeczysz, że to jest nużące także dla ciebie.

[15]W posłowiu do „Siedmiu szaleńców”.

3.8 (76.67%) 12 votes