ok 17 minut zajmie Ci przeczytanie tego tekstu(Nie)boskie Buenos [część 2]

Wielcy emigranci: Cortázar i Saer

Julio Cortázar (1914–1984) uchodzi, obok Mario Vargasa Llosy, Gabriela Garcíi Márqueza i Carlosa Fuentesa, za najbardziej znanego reprezentanta latynoamerykańskiego boomu i z pewnością jest, poza Borgesem, najlepiej rozpoznawalnym argentyńskim autorem. Niepominięty przy rozdawaniu talentów, pomijany przy rozdawaniu nagród[1], był twórcą niezwykle wszechstronnym, publikującym poezję, opowiadania i powieści; dodatkowo pracował jako tłumacz przy UNESCO oraz zajmował się redakcjami tekstów (to on przygotował meksykańskie wydanie „Raju” kubańskiego klasyka José Lezamy Limy). Raczej apatryda, w 1951 wyemigrował do Francji, gdzie spędził resztę życia, choć sporo podróżując i angażując się politycznie; wspierał między innymi rewolucję sandinistów w Nikaragui, rewolucję kubańską oraz rząd Salvadora Allende w Chile.

Na styl Cortázara wpływ mieli przede wszystkim europejscy moderniści pokroju Jamesa Joyce’a (np. w „Grze w klasy”), jak również surrealiści („List do znajomej w Paryżu”, „Aksolotl”) i francuscy przedstawiciele nouveau roman („Pościg”, „Babie lato”). Możliwe, że tak różnorodne inspiracje ukształtowały go ostatecznie jako twórcę wielowymiarowego, z maestrią posługującego się tak poetyką snu („Bóstwo z Cyklad”, „Opowieść na tle wody”), jak i wprowadzającego duszną atmosferę szaleństwa („List do znajomej w Paryżu”, „Aksolotl”), raz enigmatycznego („Bestiarium”, „Ciągłość parków”), to znów absurdalnego („Opowieści o kronopiach i famach”, „Zajęty dom”) czy wreszcie po prostu wzruszającego (list Magi do Rocamadoura w „Grze w klasy”), nieodmiennie zgrabnie balansującego na granicy poważnej refleksji i egzystencjalistycznej malaise, szczęśliwie unikającego pretensjonalności i banału spod znaku Paulo Coelho. W swoim najbardziej znanym dziele — innowatorskiej, formalnie eksperymentalnej „Grze w klasy” — Cortázar jawi się przede wszystkim jako dyskretnie ironiczny kronikarz życia paryskiej imigranckiej bohemy; dowiadujemy się, gdzie ambitni i aspirujący intelektualiści bywają — głównie przesiadują w kawiarniach, rzadziej w restauracjach, czasem chodzą do kina lub na koncerty, czego słuchają — Vivaldi, Charlie Parker, Dizzy Gillespie, wreszcie czym się zajmują i czemu się oddają — spacery, przeciągające się dysputy dotyczące filozofii spekulatywnej, palenie papierosów, picie mate, uprawianie seksu, podglądanie wróbli, kontemplowanie deszczu (nie masz pojęcia, ile my palimy, ile robimy tej miłości, na stojąco, na leżąco, na klęczkach, rękami, ustami, śpiewając i płacząc, a za oknami jest tyle rzeczy, powietrze, wróble i rynny, tylko dużo tu pada[2]). Dwoistość charakteru samego autora, ukształtowanego zarówno przez kulturę argentyńską, jak i europejską, oddają dwie części książki — akcja pierwszej rozgrywa się w Paryżu, drugiej zaś w Buenos Aires;obie w konsekwencji subtelnie różnią się stylami, tematyką oraz atmosferą.

Był prawdziwym wirtuozem ekscentrycznych a sugestywnych sformułowań, jak choćby tutaj: Mam w pamięci raczej obraz chłopca niż jego ciało (co zresztą wyjaśni się później), natomiast pewien jestem, że lepiej przypominam sobie ciało kobiety niż jej obraz. Była szczupła, smukła, oba słowa źle dobrane, aby właściwie określić, jaka była, ubrana w futro prawie czarne, prawie długie, prawie piękne. Cały wiatr owego poranka (teraz był to zaledwie słaby podmuch i nie było zimno) przewiał jej jasne włosy, które otaczały twarz białą, a pełną cienia — znów niedobrane dwa słowa — i było się straszliwie bezbronnym i samotnym naprzeciw jej czarnych oczu, które spadały na wszystko jak dwa orły, jak dwa salta w pustkę, jak dwa wytryski zielonej rzęsy. Niczego nie opisuję, raczej staram się zrozumieć. Powiedziałem, dwa wytryski zielonej rzęsy[3]. Dla mnie na zawsze pozostanie Wielkim Kronopiem, mistrzem krótkiej formy i autorem zachwycającej „Gry w klasy”. Oraz jednym z moich ulubionych pisarzy.

O ile Cortázar prawie połowę życia mieszkał poza Argentyną (wyjechał w wieku trzydziestu siedmiu lat), to Juan José Saer (1937–2005) tego życia na obczyźnie spędził ponad połowę (opuścił ojczyznę, mając lat trzydzieści jeden). Jednak w przeciwieństwie do Cortázara, choć również dysponował ogromnym talentem (przez krytyków jest stawiany obok Borgesa), a do tego mieszkał w jednej z kulturalnych stolic świata, nie zrobił aż tak spektakularnej międzynarodowej kariery literackiej; tylko niektóre (sześć z dwunastu) z jego pisanych po hiszpańsku książek zostały przetłumaczone na angielski (zdecydowanie więcej na francuski; po polsku ukazała się do tej pory zaledwie jedna, wydana w 2016 roku — „Śledztwo”). Najbardziej prestiżową nagrodą, jaką otrzymał, była Premio Nadal, wśród której laureatów znajdziemy między innymi Anę Maríę Matute, Rafaela Sanchéza Ferlosio czy Fernando Arrabala.

Podobnie jak Cortázar, był artystą niezwykle oryginalnym i avant-garde (choć jego eksperymenty miały odmienną naturę i zdecydowanie mniej rzucają się w oczy), twórcą oczytanym i o wszechstronnych zainteresowaniach (w Argentynie wykładał historię kinematografii, na Uniwersytecie w Rennes — literaturoznawstwo), świadomym, ale też krytycznym spadkobiercą Marcela Prousta, Williama Faulknera, Grahama Greene’a, Hermana Melville’a, Jamesa Joyce’a czy Jorge Luisa Borgesa i Alaina Robbe-Grilleta (zwłaszcza do odniesieniu do struktury powieści oraz samej narracji), jednocześnie kontestującym utarte poglądy, często wyrażającym sceptycyzm w odniesieniu tak do realizmu magicznego (czy latynoamerykańskiego boomu w ogóle), jak i oddziaływań Borgesa, wreszcie pozwalającym sobie na krytyczne uwagi odnośnie do prozy innych autorów, takich jak Nabokov, Martin Amis i Philip Roth, dzięki czemu zasłużył sobie na miano „ajatollaha literatury”. Sam, zainteresowany ograniczeniami języka oraz konsekwencjami wyboru danej narracji, posługiwał się wyrafinowanym i erudycyjnym stylem, który pozwalał mu na przemycanie nieoczywistych odniesień („Uczta” Platona, twórczość Prousta i Joyce’a), wprowadzanie wątków popkulturowych (choćby dyskusji na temat esejów zatytułowanych „Batman i Robin: mętlik uczuć”, „Profesor Nietzsche i Clark Kent”, „Ideologiczna ewolucja Myszki Miki” w „Scars”), żonglowanie konwencjami czy umiejętne przechodzenie od proustowskich zdań do niemal telegraficznego staccato z licznymi powtórzeniami (Ale tam w grudniu szybko się zmierzcha. Morvan o tym wiedział. I może dlatego że taki po prostu był, a może też z racji swojego zawodu, prawie od razu po powrocie z obiadu, z wysokości trzeciego pięta biura specjalnego mieszczącego się przy bulwarze, wypatrywał z niepokojem pierwszych oznak nocy przez oszronione okna i poprzez gałęzie platanów, gołe i błyszczące, żywe zaprzeczenie obietnicy bogów, mówiącej o tym, że platany nigdy nie tracą liści, bo to pod platanem, na Krecie, nieznośnie biały byk z rogami w kształcie półksiężyca, uprowadziwszy ją najpierw z którejś plaży Tyru czy Sydonu — w tym wypadku to obojętne — zgwałcił, jak wiadomo, przerażoną nimfę[4]). Jego proza to nade wszystko refleksja nad wariantywnymi sposobami narracji (interesujące wydaje się porównanie strumienia wezbranej rzeki świadomości w „The Sixty-Five Years of Washington” oraz zapisu dialogów w „Scars”), przede wszystkim literackiej, ale też historycznej czy społecznej(na przykład zastosowanie czasu przyszłego w celu opowiedzenia dalszych losów bohaterów w „The Sixty-Five Years of Washington”, bezlitośnie przeciągające się opisy gry w bakarat w „Scars”), niezależnie od tego, czy chodzi o opis zderzenia kultur w oparciu o „antropologię spekulatywną” („The Witness”), (anty)kryminał rozsadzający ramy gatunku („Śledztwo”), czy też powieść obyczajową z wątkami thrillera, w której czterech częściach(obejmujących coraz krótsze okresy: luty–czerwiec, marzec–maj, kwiecień, maj, maj[5]), zmieniających narratorów i wprowadzających coraz to nowych, niepowiązanych z sobą bohaterów, prezentując różne punkty widzenia, ostatecznie przedstawiony zostaje łańcuch wydarzeń prowadzących do zbrodni („Scars”).

Ricardo Piglia twierdził, że Saer jest jednym z najlepszych współczesnych pisarzy, nie tylko argentyńskich, nie tylko hiszpańskojęzycznych, ale w ogóle. Mnie się wydaje, że przede wszystkim jest jednym z najważniejszych współczesnych literatów nadal czekających na odkrycie. Nie tylko argentyńskich, nie tylko hiszpańskojęzycznych, ale w ogóle.

Literatura argentyńska dzisiaj

Tak jak [n]iełatwo pisać o literaturze argentyńskiej en bloc, literaturze pełnej indywidualności i indywiduów etc., tak nie sposób na kilku stronach zdać relację ze stanu współczesnej prozy argentyńskiej, prozy pełnej indywidualności i indywiduów, prozy poruszającej różnorodną tematykę oraz czerpiącej z rozmaitych stylów, prozy noszącej znamiona tak realizmu i metafikcji, jak fantastyki, realizmu magicznego oraz symbolizmu, prozy pełnej eksperymentów konceptualnych i formalnych, do tego nierzadko, ze względu na liczne podróże i — dziś już raczej dobrowolną — emigrację autorów, prozy głęboko zakorzenionej w kulturze europejskiej czy, szerzej nawet, światowej. Na tej liście mogli się znaleźć Mempo Giardinelli (ur. 1947),Samanta Schweblin (ur. 1978), Alan Pauls (ur. 1959), Fábian Casas (ur. 1965) albo Martín Caparrós (ur. 1957). Mogli, ale się nie znaleźli.

Trafił na nią za to Ricardo Piglia (1941–2017) — krytyk literacki, wykładowca literatury latynoamerykańskiej na Uniwersytecie Harvarda i Uniwersytecie Princeton, autor pięciu powieści (wszystkie przetłumaczono na język angielski, dwie na polski: „Sztuczne oddychanie” w 2009 i „Spaloną forsę” rok później), kilku zbiorów opowiadań oraz licznych esejów, do tego popularyzator amerykańskich czarnych kryminałów Dashiella Hammetta, Raymonda Chandlera czy Davida Goodisa, laureat, między innymi, Premio Casa de las Américas, Premio Rómulo Gallegos[6] oraz Prix Formentor[7]. Wśród jego głównych inspiracji wymienia się wspomnianych wcześniej pisarzy z nurtu noir, jak również klasyków: Faulknera, F. Scotta Fitzgeralda, Kafkę, Roberta Musila oraz, last but not least, Borgesa i Arlta[8].

Skrajnie nieoczywista twórczość Piglii, przez niego samego i krytyków nazywana „paranoid fiction”, wymyka się łatwym kwalifikacjom. Mamy tu do czynienia tak z mariażem antyutopii, powieści detektywistycznej i fantastyki przywodzącej na myśl twórczość Philipa K. Dicka i Thomasa Pynchona („The Absent City”), na poły dokumentalną, uzupełnianą notatkami prasowymi, raportami policyjnymi i opiniami biegłych, choć sfabularyzowaną historię pewnego nie do końca udanego napadu na bank („Spalona forsa”), jak i historię — w pierwszej części epistolarną, w drugiej dyskursywną — trzech pokoleń pewnej rodziny na tle argentyńskich przemian społeczno-politycznych oraz kulturowych („Sztuczne oddychanie”) oraz, wreszcie, opatrzoną wcale licznymi przypisami powieść z pogranicza kryminału, thrillera i eseju („Target in the Night”). Warto dodać, iż trzy ostatnie łączy postać bohatera (głównego bądź jednego z wielu, zależy, jak na to spojrzeć) — Emilio Renziego, porte-parole samego Piglii (jego drugie imię brzmiało „Emilio”, a „Renzi” to nazwisko panieńskie jego matki), który na przestrzeni lat z początkującego pisarza w „Sztucznym oddychaniu” przeobraził się w pełnokrwistego dziennikarza z ambicjami detektywistycznymi w „Spalonej formie” i „Target in the Night”.

Biorąc pod uwagę mniej wymagającą niż u większości z prezentowanych tu prozaików formę, Piglia jako jeden z niewielu ma potencjał, by stać się autorem popularnym, po którego twórczość sięgać będą zarówno bardziej, jak i mniej wymagający czytelnicy. Mnie pozostaje czekać, bo jemu to już obojętne.

Nawet w prezentowanym, barwnym korowodzie indywidualności i indywiduów, jak ich tu parę razy nazwałem, César Aira (ur. 1947) zdecydowanie się wyróżnia. Enfant terrible literatury współczesnej, wydał ponad osiemdziesiąt (tak, osiemdziesiąt) pozycji (z których ani jedna nie ukazała się po polsku), w tym powieści, zbiorów opowiadań oraz esejów, poza tym zajmując się przekładami, redakcją oraz wygłaszając wykłady na temat twórczości Arthura Rimbauda, Stéphane’a Mallarmé i Copiego (nom de plume rysownika Raúla Damonte Botany). Jego proza, radykalna i niesztampowa, charakteryzuje się maniakalnym stylem, trochę kojarzącym się z pracami Arlta, lecz doprowadzonym do skrajności. Sam Aira przyznaje, iż stosuje na poły dadaistyczną technikę improwizacji, nie wracając, nie poprawiając, nie cyzelując, tylko frenetycznie pisząc. Mimo iż na pierwszy rzut oka takie podejście wydaje się karkołomne, akurat w wypadku tego twórcy sprawdza się zaskakująco znakomicie.

Choć zabrzmi to trywialnie, pomysłowość Airy ogranicza tylko jego własna wyobraźnia. Stąd powieść o szalonym naukowcu, przy okazji tłumaczu, pragnącym przejąć władzę nad światem przy pomocy armii klonów Carlosa Fuentesa („The Literary Conference”), alegoryczna opowieść o gender-queerowym dziecku wplątanym w sprawę zabójstwa, z zemstą i lodami truskawkowymi w tle („How I Became a Nun”) czy zbiór bardzo zróżnicowanych w formie i treści opowiadań, zatytułowany „The Musical Brain”, w którym autor prezentuje pełne spektrum swoim możliwości. Znajdziemy tu tekst o Cecilu Taylorze oraz potrzebie stwarzania odbiorcy nowoczesnej sztuki („Cecil Taylor”), niepokojącą opowieść o zinternalizowanej winie („The Dog”), zaproszenie na urodzinową herbatkę u Boga (raczej w charakterze podglądaczy, ponieważ zaproszenie skierowane jest do małp człekokształtnych z wyłączeniem ludzi), będącą tak wydarzeniem, jak i symbolem („God’s Tea Party”), do tego fantastyczną anegdotę o spotkaniu z dżinem, który daje nam do wyboru: mieć [obraz] Picassa czy być Picassem, sentymentalne, lecz nie tandetne wspomnienie odległego dzieciństwa („A Brick Wall”) oraz krótką relację z aktywności pewnego wózka sklepowego (z którym narrator się utożsamia), przemierzającego sklepowe alejki w poszukiwaniu przygody, wiedzy i (czemu nie?) miłości.

Dobrze, że jest taki pisarz. Jeszcze lepiej, że tylko jeden. Dwóch już byśmy nie zdzierżyli.

Przygotowując ten tekst, godzinami zastanawiałem się nad kwestią zaangażowania społecznego pisarzy oraz nad powinnościami twórcy wobec czytelnika. Inaczej mówiąc, szukałem odpowiedzi na pytanie: Co zrobić, by wpienić rozwścieczyć doprowadzić do szału wkurwić neofaszystów, których brązowa (skojarzenia kolorystyczne jak najmilej widziane) fala przelewa się przez Polskę? Udało mi się napisać o bezkompromisowych intelektualistach, pojawił się jeden gej, brakuje Żyda. Panie i Panowie, Sergio Chejfec.

Chejfec (ur. 1956) — kolejny autor czekający na polskojęzyczny debiut (po angielsku ukazały się jego cztery książki) — to twórca wyjątkowo wysublimowany, nienachalny i nieostentacyjny, raczej zanurzony w introspekcji, kontemplujący rzeczywistość z bezpiecznej odległości śladów pamięciowych. Jego proza — refleksyjna i dygresyjna — wszelkie obserwacje, wydarzenia i wypadki traktuje jako pretekst do okołożyciowych rozmyślań, wspomnień oraz kreacji możliwych a nieurzeczywistnionych przeszłości („The Planets”), tak że bohaterowie wydają się nie mieć życia zewnętrznego, tylko wewnętrzne, toczone, niby w solipsystycznym traktacie, siłą samej — niewolnej od fantazmatów — wyobraźni.

Przez piętnaście lat mieszkał w Wenezueli, obecnie wykłada na Uniwersytecie Nowojorskim. Ślady jego podróży, nawet jeśli to bardziej geografia wyobrażeń i spekulacji niż opisy krajobrazu, odnajdujemy choćby w „Baroni, a Journey”, traktującej o wenezuelskiej artystce  ludowej Rafaeli Baroni, i w „My  Two Worlds”, w którym to niewielkim tomiku pisarz zabiera nas na bardzo długi spacer gdzieś na południu Brazylii. Enrique Vila-Matas, w przedmowie do tej ostatniej, pisze: Chejfec jest kimś […], do kogo słowo „powieściopisarz” nie do końca pasuje, ponieważ on tworzy artefakty, narracje, książki, „narracje myśli” raczej niż powieści[9], co szczególnie dobrze widać, gdy autor, jak gdyby w zamyśleniu bądź roztargnieniu, urywa zdania, w rzeczywistości lepiej oddając dynamikę procesów myślowych, zwłaszcza w odniesieniu do luźnych skojarzeń i ewokacji etc. (na przykład tutaj: Wtedy wyobraziłem sobie to jezioro i ten sam park jako przedsionek owego wielkiego kontynentu — zieloną gęstość złożoną z roślin i tajemnicy, pożerającą ludzi i ich godność, duszę obracającą w perzynę, nieprzejednaną naturę, do której nawiązywałem wcześniej etc.[10], tu: Dzień wydaje się nie mieć końca; myślę o godzinach rozciągających się przede mną, podczas gdy ja idę i idę, kwartał za kwartałem, jeden za drugim, uliczne korki, gwar skrzyżowań, tłumy etc., lub wręcz przeciwnie: opuszczenie, samotność, porządek lub zaniedbanie[11] oraz tu: Domyśliłem się, że prawdopodobnie jadali lunch na tej ławce każdego dnia i zawsze przybywali o tej samej godzinie, spotykając się, by porozmawiać o swoich rodzinach i powspominać Wschód, i że przyszło mi odegrać rolę komplikacji, której szybko zaradzono. Ot, kolejny przybysz, który omyłkowo usiadł na ich ławce…[12]).

Mam nadzieję, że jakiś ambitny polskojęzyczny tłumacz przełoży w końcu książki Chejfeca, jakieś ambitne wydawnictwo je wyda, a do tego znajdą się ambitni czytelnicy, którzy po nie sięgną. Mnie pozostaje czekać, bo jemu to pewnie obojętne.

W ramach podsumowania — cytat z Piglii

W „Target in the Night” Piglii jedna z bohaterek, Sofía, mówi: Powieści. Każdego miesiąca przyjeżdżają w wielkich paczkach, matka zamawia je przez telefon, zawsze czyta wszystko pisarza, który ją interesuje. Wszystko Giorgio Bassaniego, wszystko Jane Austen, wszystko Henry’ego Jamesa, wszystko Edith Wharton, wszystko Jeana Giono, wszystko Carson McCullers, wszystko Ivy Compton-Burnett, wszystko Davida Goodisa, wszystko Aldousa Huxleya, wszystko Alberto Moravii, wszystko Tomasza Manna, wszystko Galdósa. Nigdy jednak nie czyta powieści argentyńskich pisarzy; mówi, że te historie już zna[13]. Ja, w przeciwieństwie do matki Sofíi, najchętniej sięgam właśnie po argentyńskich autorów. Być może dlatego, że wydaje mi się, iż tylko tych opowieści jeszcze nie znam.

Adrian Krysiak, adrian_krysiak[at]wp.pl

[1] Otrzymał Prix Médicis étranger, którą przyznano również prozaikom tej miary, co Milan Kundera, Alejo Carpentier, Umberto Eco, Thomas Bernhard, Doris Lessing, Paul Auster, David Grossman, Enrique Vila-Matas i Philip Roth.

[2] „Gra w klasy”, przeł. Z. Chądzyńska.

[3] „Babie lato”, przeł. Z. Chądzyńska.

[4] Trzy pierwsze zdania ze „Śledztwa” (w przekładzie N. Pluty).

[5] Właściwie jeden majowy dzień.

[6] Inni wyróżnieni: Mario Vargas Llosa, Gabriel García Márquez, Carlos Fuentes, Javier Marías, Enrique Vila-Matas, Elena Poniatowska, Roberto Bolaño, Fernando del Paso, Fernando Vallejo.

[7] Wśród pozostałych nagrodzonych znaleźli się Carlos Fuentes, Javier Marías, Enrique Vila-Matas, Juan Goytisolo.

[8] Sergio Waisman, tłumacz „Target in the Night”, podaje poza tym nazwiska Macedonio Fernándeza, Bertolda Brechta, Dona DeLillo, Manuela Puiga, Ernesta Hemingwaya, Williama Burroughsa oraz Rodolfo Walsha.

[9] Cytaty z „My Two Worlds” na podstawie tłumaczenia M.B. Carson: Chejfec is someone […] for whom the word novelist is a poor fit, because he creates artifacts, narrations, books, narrated thoughts rather than novels [wyróżnienia w oryginale].

[10] I then imagined the lake and that same park as the anteroom of that great continent—the green denseness composed of plant life and mystery, devourer of people and dignities, pulverizer of souls, the implacable nature I referred to earlier, etc.

[11]The day seems endless; I think of the hours that stretch ahead as I walk and walk, blocks and blocks, one after the other, the traffic jams, noisy corners, crowds, etc., or the opposite: abandonment, solitude, order, or neglect

[12]I guessed that they probably ate their lunch on that bench every day and always arrived at the same hour, getting together to meet and speak of their families and their memories of the East, and that I had played the role of a quickly remedied setback. Yet another of those visitors who occasionally erred and sat down on their bench…

[13] Na podstawie tłumaczenia S. Waismana: Novels […] They arrive in large packages every month, my mother orders them on the telephone, she always reads everything by a writer she’s interested in. Everything by Giorgio Bassani, all Jane Austen, all Henry James, all Edith Wharton, all Jean Giono, all Carson McCullers, all Ivy Compton-Burnett, all David Goodis, all Aldous Huxley, all Alberto Moravia, all Thomas Mann, all Galdós. But she never reads novels by Argentine writers; she says those stories, she already knows.

Oceń ten wpis!