Rozmawiając o literaturze – relacja z Festiwalu Puls Literatury

Festiwal Puls Literatury to wyjątkowe wydarzenie w Łodzi – mieście, w którym społeczność czytelników nie jest zbyt wielka, a lokalne księgarnie to dużo częściej antykwariaty spotykane głównie w centrum. Ma zupełnie inną atmosferę niż Big Book Festival, którego dwie ostatnie edycje miałam okazję odwiedzić – tam kultywuje się radość czytania książek, a samo czytanie jako pozytywną czynność o społecznym wymiarze. Puls Literatury natomiast jest prawdziwym świętem literatury, którą konsumuje się kameralnie i z namaszczeniem. Takie przynajmniej można odnieść wrażenie, gdy przybywa się na spotkanie autorskie czy dyskusję do Domu Literatury w Łodzi. Scena na podwyższeniu, przygaszone światła, ciemne, bordowe ściany, niewielkie okrągłe stoliki, niedrogie piwo i wino, gdyby dodać do tego jeszcze kłęby dymu papierosowego, to można by odnieść wrażenie, że gościmy na wieczorku poetyckim w klubie studenckim gdzieś na początku wieku lub jeszcze wcześniej. Literaci i tłumacze chyba lubią te nostalgiczne klimaty, bo przybywają dość licznie w roli nie tylko gości, ale i słuchaczy. Mimo panującej tu atmosfery spotkania tylko dla wtajemniczonych, nie jest to miejsce niegościnne.

Zeszłoroczna, jedenasta już edycja Festiwalu, trwająca od 23 listopada do 3 grudnia 2017 r., obfitowała jak zwykle w ciekawe wydarzenia. Najbardziej zaciekawiły mnie dni poświęcone literaturze języków europejskich. W dniu austriackim wybitni tłumacze Małgorzata Łukasiewicz i Jacek St. Buras z niekłamaną przyjemnością opowiadali o niedawno przekładanych książkach – „Atlasie lękliwego mężczyzny” Christopha Ransmayra i „Zapiskach z domu wariatów” Chrisitne Lavant. W dniu rumuńskim Varujan Vosganian autor „Księgi szeptów” jak rasowy polityk unikał odpowiedzi na pytania prowadzącej spotkanie Justyny Sobolewskiej, ale cóż się dziwić – przecież jest politykiem. W Rumunii, nie tak dawno temu, sprawował funkcję ministra finansów oraz ministra handlu. Jakub Kornhauser zaś, ku uciesze widowni, wygłosił sprinterski wykład o rumuńskiej awangardzie poetyckiej. Następnie z prawdziwie aktorskim zacięciem odczytał nam co ciekawsze fragmenty awangardowych wierszy, wydobywając z nich pokłady grozy i komizmu – otrzymał owacje na stojąco. Wzięłam udział także w spotkaniu z polskimi reporterami, podczas którego laureat Literackiej Nagrody „Nike” 2017 Cezary Łazarewicz i Marcin Kołodziejczyk, zwany Homerem polskiej prowincji, stworzyli, przerzucając się licznymi anegdotami, mini-dekalog reportera[1].

Największym wydarzeniem festiwalu, w którym miałam przyjemność uczestniczyć, był jednak panel mistrzowski z udziałem noblistki Herty Müller[2] i podwójnej laureatki Literackiej Nagrody „Nike” Olgi Tokarczuk. Cieszące się największą popularnością podczas festiwalu spotkanie dwóch gwiazd literackich miało miejsce nie w Domu Literatury, lecz w auli Hali EXPO-ŁÓDŹ podczas trwającego Salonu Ciekawej Książki i już samo to umiejscowienie wpłynęło na frekwencję. Zanim pisarki zajęły miejsce na scenie, rozsiadając się na dwóch ogromnych kanapach, czytelnicy mieli chwilę na bezpośrednią rozmowę z nimi i zdobycie autografów. Odbywało się to w atmosferze pewnej prowizoryczności, bo autorkom nie przygotowano miejsca do podpisywania książek, nie mówiąc już o dostarczeniu im długopisów (Halo! Organizatorzy festiwali i spotkań literackich! Kawałek blatu i długopis, to absolutne minimum, które powinniście przygotować dla zapraszanego autora). Pisarki podpisywały więc książki czym się dało i do tego w powietrzu, nawet opasłe „Księgi Jakubowe”. Organizatorzy zapomnieli również o tłumaczu na tę nieformalną część spotkania. W efekcie podpisywanie książek przez Hertę Müller odbywało się często bezgłośnie, ponieważ nie wszyscy łowcy autografów znali niemiecki. Kontrastowało to z wylewnymi podziękowaniami składanymi Oldze Tokarczuk przez jej wiernych czytelników. Niestety, nie wyglądało to najlepiej.

Rozmowa pod hasłem „Europa – Demokracja – Literatura” nie mogła nie poruszyć współczesnych społeczno-politycznych zagadnień. Angelika Kuźniak, która moderowała spotkanie, rozpoczęła od cytatu z wykładu Herty Müller w Brukseli, dotyczącego wzrostu populizmu i ksenofobii w Europie oraz stosunku państw europejskich do uchodźców[3] oraz cytatami z wywiadu, którego Olga Tokarczuk udzieliła Justynie Sobolewskiej z tygodnika „Polityka”[4]. Herta Müller rozpoczynając swą wypowiedź zwróciła uwagę, że prawicowi populiści dzielą społeczeństwa szerząc strach i ksenofobię. „Nacjonalizm zawsze się usamodzielnia i traci rozum. Dlaczego zachodzi tak daleko?”. Zdaniem noblistki trzeba mieć nadzieję, że Europa będzie potrafiła nad tym zapanować, nie dojdzie do dzielenia społeczeństw i obywateli. Do tego potrzeba jednak odpowiedzialności i konsekwencji.

autor: Marcin Bałczewski

Z kolei, Tokarczuk przyrównała nacjonalizm do groźnej choroby zakaźnej, która atakuje osłabiony kryzysami (nie tylko gospodarczymi) organizm społeczny. Jej zdaniem z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w czasach rewolucji przemysłowej, kiedy narastający lęk wobec szybko zmieniającego się świata i gwałtownych przemian społecznych stał się pokarmem dla bakcyla nacjonalizmu. Obecnie żyjemy w czasach ogromnej zmiany paradygmatu. Za sprawą technologii, cyfryzacji i baniek społecznych zaczęliśmy żyć w świecie, który przestaliśmy rozumieć. Takie zmiany niosą ze sobą lęk o przyszłość, a najprostszym sposobem na poradzenie sobie z rodzącym się lękiem jest ucieczka do tego, co rozumiemy – do dobrze znanego i bezpiecznego, uporządkowanego świata przeszłości. Ta tęsknota, twierdzi Tokarczuk, w Polsce przybiera często postać nostalgii za komuną. Politycy, jej zdaniem, cynicznie wykorzystują niepewność o jutro zarządzając społecznym lękiem dla własnych korzyści.

Po tej pesymistycznej diagnozie Angelika Kuźniak spytała o rolę literatury w kształtowaniu społeczeństwa. Zdaniem Herty Müller literatura nie ma mocy wpływu na społeczeństwo. Jest potrzebna jednostkom, a nie instytucjom, bo czytanie jest własnością prywatną. Literatura nie może być tworzona na zamówienie, programowo, a jedynie wypływać z wewnętrznej potrzeby twórcy. Ponadto, pisarze nie są wcale lepszymi ludźmi, niektórzy z nich są totalnie politycznie zagubieni. Dla Müller prawdziwa moc literatury objawiła się przy czytaniu „Stu lat samotności” Gabriela Garcíi Márqueza, gdy Macondo stawało się rumuńskim Banatem, w którym sama się wychowała.

Tokarczuk zaś stwierdziła , że nawet w dzisiejszych czasach książki mają duże znaczenie dla polityków, którzy nadal chcą wpływać na kanon. Literatura, powieści działają na myśli czytelnika, pozwalają mu na moment poddać w wątpliwość własną tożsamość i poczuć emocje innych. Dzięki temu czytelnik nabywa umiejętność empatii, zdobywa życiowe doświadczenia. To zostaje w człowieku, z każdą przeczytaną książką zwiększa się świadomość, stajemy się lepsi i mądrzejsi.

W następnym pytaniu Kuźniak poruszyła kwestię ceny jaką płaci pisarz za swoją twórczość. Za przykład podała sytuację hejtu i krytyki ze strony polityków z jakim spotkała się Olga Tokarczuk po wywiadzie dotyczącym „Ksiąg Jakubowych”. Tokarczuk, która określa się jako niepolityczna, była rozmiarem tej reakcji zaskoczona, choć przyznała, że krytyka to cena za tworzenie. Herta Müller zaoponowała stwierdzając, że wszystko jest polityczne. Jeśli robi się coś z przekonaniem, to ma to wartość, a przez to i cenę. Müller mocno podkreśliła, że hejt nie jest ceną za tworzenie, bo z nim spotykamy się wszyscy. Cenę za twórczość płacą ci autorzy, którzy przypłacają pisanie represjami, pozbawieniem wolności czy wręcz ryzykują własnym życiem, jak sygnatariusze Karty 77, chiński noblista Liu Xiaobo czy objęty fatwą Salman Rushdie. Nie jest nią sytuacja, gdy ktoś nas krytykuje. Jednak, odpowiedziała Tokarczuk, nie można czekać na moment takich szykan wobec twórców, bo przemiany polityczne dzieją się stopniowo.

Kolejna część rozmowy dotyczyła już spraw niepolitycznych. Dla Olgi Tokarczuk najbliższa w pisaniu jest perspektywa bezcielesnego oka, panoptykonu, drona, który potrafi widzieć i ogół, i szczegół. Sama widzi siebie jako pisarza skaczącego po tematach, choć podziwia pisarzy krążących wokół jednego tematu i zataczających wokół niego coraz większe kręgi (jak robi to Herta Müller). „Pisarz jest ostrygą, która ma jakiś cierń, a akt pisania jest obrabianiem tej perły”, stwierdziła. Müller podkreśliła, że moc literatury to także moc poezji, o czym nie powinniśmy zapominać. Liryka jest fantastyczną rzeczą! W dyktaturze poezja sprawdza się w sytuacjach takich jak przesłuchanie. Recytowanie dobrego wiersza w sytuacji stresu uspokaja.

Podczas całego spotkania dało się odczuć pewne napięcie wynikające z różnicy zdań czy temperamentów między pisarkami. Romantyzm często wypływające ze słów Olgi Tokarczuk można było przeciwstawić trzeźwości osądu i kategorycznym stwierdzeniom Herty Müller. Być może to pośrednictwo tłumaczki sprawiało, że przez większość czasu odczuwałam ten wręcz stereotypowy rozdźwięk miedzy polskim punktem widzenia pełnym górnolotnych, poetyckich stwierdzeń (reprezentowanym zarówno przez polską pisarkę, jak i prowadzącą panel reporterkę), a precyzją dobierania słów i rzeczowym wyjaśnianiem nieścisłości przez noblistkę. Te dwie uznane pisarki spotkały się po raz pierwszy właśnie w Łodzi podczas Festiwalu Puls Literatury i choćby dlatego było to wydarzenie wyjątkowe.

Ania, @PoProstuAnia

[1] Dla ciekawych, wśród najważniejszych punktów znalazły się: 1) Nie krzywdzić, 2) Nie zmyślać, 3) Nie zaprzyjaźniać się, 4) Używać języka bohaterów. Od siebie dodałabym jeszcze, że ważnym czynnikiem decydującym o sukcesie w zawodzie reportera jest jego (lub jej) urok osobisty.

[2] W 2009 roku Akademia Noblowska wyróżniła Müller jako autorkę, “która łącząc intensywność poezji i szczerość prozy, przedstawia świat wykorzenionych.”

[3] do odsłuchania na stronie: http://lodz.wyborcza.pl/lodz/7,35136,22701087,salon-ciekawej-ksiazki-noblistka-herta-Müller-w-lodzi.html

[4] cały wywiad do przeczytania tutaj: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1663554,1,olga-tokarczuk-o-literaturze-i-funkcjonowaniu-nowej-wladzy.read

4.8 (95%) 4 votes