I jak tu poznać Islandię? Śledzie po islandzku

Zostawić Islandię Huberta Klimko-Dobrzanieckiego należy do tych książek, które więcej obiecują, niż dają. Choć może wystarczyłoby spojrzenie na jej objętość, by nie dać się nabrać? Liczy przecież tylko 125 stron, więc obszernego przewodnika po Islandii nie ma się co spodziewać. Jednak chcielibyśmy przeczytać coś na jej temat, skoro już jest umieszczona w tytule, prawda? Tymczasem wcale tak wiele o Islandii się z niej nie dowiecie. Za to o autorze – sporo.

Dla tych, którzy nie wiedzą – Hubert Klimo-Dobrzaniecki przez kilka lat mieszkał na Islandii, tam też napisał nominowaną w 2007 do Literackiej Nagrody Nike powieść Dom Róży. Krysuvik oraz opublikował dwa tomiki wierszy napisane w języku islandzkim. O tym jak trafił na tę najbardziej wysuniętą na północ wyspę Europy możemy się dowiedzieć właśnie z omawianej książki. Powstała z nostalgii za opuszczoną wyspą, i sporo tej nostalgii znajdziemy. Jednak jeszcze więcej jest tu o polskiej peerelowskiej prowincji, o trudach wyjazdu z ówczesnej Polski, o dzieciństwie autora, o narodzinach jego syna, a także jego islandzkim ślubie zorganizowanym tuż przed wyjazdem, a także o podróży przedślubnej.

Ale najciekawsze fragmenty tej książki dotyczą właśnie Islandii – choćby opowieść o słoiku śledzi, który natchnął pisarza do marzenia o północnej wyspie, albo o pogrzebie islandzkiego noblisty Halldóra Laxnessa.

Oddając autorowi nieco sprawiedliwości trzeba przyznać, że kilka zaskakujących informacji o Islandii można z jego książki zaczerpnąć, np. tego by konia islandzkiego pod żadnym pozorem nie nazywać kucykiem albo o ciekawych losach rękopisów średniowiecznych sag islandzkich, o cieście wulkanicznym czy też o jakże fajnym islandzkim imieniu Lodowiec. No dobrze, jeszcze o tym, jak Slavoj Žižek nie zdał egzaminu na Przyjaciela Islandii przewrotnie odpowiadając na pytanie „How do you like Iceland?” :„Powiedział, że Islandię kocha, bo jest idealnie brzydka, a on lubi rzeczy idealne”1Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Zostawić Islandię, Noir sur Blanc 2016, str. 95.[/mft].

Tak, jest to książka dowcipna, szkoda jednak, że nie została dopracowana. Poza swojskością, jaką uraczył nas autor na wielu stronach, przydałoby się nieco więcej islandzkiej egzotyki. Dodatkowy rozdział poświęcony samemu pobytowi na tej wyspie na pewno byłby korzystny dla książki. A tak otrzymujemy narcystyczną opowieść średnio interesującego człowieka o jego mniej lub bardziej frapujących perypetiach oraz o fascynacji Islandią. Jeśli lubicie dowcipne anegdoty – czytajcie.

Sporo miejsca w tej książeczce zajmują rozważania o kinie, więcej o ulubionym filmie autora Cinema Paradiso (1988) w reżyserii Giuseppe Tornatore (zachwyty nad tym filmem popieram w zupełności), mniej o kinie islandzkim, które jest przypadkiem dość niezwykłym, zważywszy na wielkość tego państwa (to mniej więcej tak, jakby Białystok produkował kilka filmów rocznie). Jednak książka jest świetnym pretekstem do tego, by zachęcić Was do przyjrzenia się kinu islandzkiemu. Autor wspomina o kilku dziełach: Dzieciach natury (1991) i Dniach kina (1994)  w reżyserii Friðrika Þór Friðrikssona oraz 101 Reykiavik (2000) Baltasara Kormákura. O tym ostatnim reżyserze mogliście słyszeć, bo udało mu się trafić do międzynarodowej czołówki – wyreżyserował i wyprodukował takie wielkie budżetowe produkcje jak: Agenci (2013), Everest (2015), 41 dni nadziei (2018).

Stoi też za bardzo dobrym serialem kryminalnym – W pułapce (znanym też jako Trapped). To najdroższa produkcja telewizyjna na wyspie, która zyskała sobie też liczną publiczność międzynarodową (u nas dostępna na jednej z platform streamingowych). W małej wiosce na wschodzie Islandii, w pobliżu portu odnalezione zostają okaleczone zwłoki, w dodatku tuż po przybyciu duńskiego promu. Lokalni policjanci sami muszą rozwiązać zagadkę, bo choć nie są specjalistami od spraw kryminalnych, nie mogą liczyć na wsparcie wykwalifikowanej ekipy, bo kiedy śnieżyca odcina cały region od świat. Możecie liczyć na klaustrofobiczną atmosferę, mroźne krajobrazy i dających się lubić policjantów. W tym roku powstał drugi sezon serialu.

Wróćmy jednak do filmów. Islandzkie filmy trafiające do polskich kin to w przeważającej mierze nagradzane kino festiwalowe, ale Islandczycy mają tę zdolność, że kręcone przez nich filmy, szczególnie ostatnio, sprawdzają się też wśród absolutnie nie-festiwalowej publiczności. Nie które nawet gromadzą tłumy w salach kinowych. Dla przykładu podrzucam trzy filmy z tego samego roku, co W pułapce, które zdobyły łącznie 55 nagród na świecie (a drugie tyle nominacji). Łatwo znajdziecie je w ofercie serwisów typu video na życzenie.

Barany. Islandzka opowieść, reż. Rúnar Rúnarssonwzruszająca i niepozbawiona humoru opowieść o dwóch braciach, którzy od lat ze sobą nie rozmawiają, ale których łączy miłość do owiec. W polskich kinach studyjnych to był hit grany przez wiele tygodni.

Wróble, reż. Rúnar Rúnarsson – o nastoletnim chłopaku, który jest zmuszony  zamieszkać z niewidzianym od lat ojcem i  nauczyć się dorosłości, warto zobaczyć nie tylko ze względu na olśniewające islandzkie krajobrazy.

WRÓBLE trailer zwiastun PL HD BOMBA FILM from Dystrybucja on Vimeo.

Fúsi, reż. Dagur Kári – tytułowy Fúsi pracuje na lotnisku  przy rozładunku bagaży, ma czterdzieści lat, kilkadziesiąt kilogramów nadwagi i mieszka z mamą. Koledzy w pracy mu dokuczają, a jego życie pełne jest rutyny i przyzwyczajeń, do czasu aż poznaje pewną kobietę. Nie spodziewajcie się jednak komedii romantycznej, ani wyciskacza łez. To mądre, wrażliwe kino.

A Wy jakie filmy lub seriale z Islandii możecie polecić?

Anna Lipińska, @PoProstuAnia

Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Zostawić Islandię, Wydawnictwo Noir sur Blanc 2016