Mój przyjaciel Romeo. Opowieść o niezwykłym wilku z Alaski

Teraz, kiedy poznaliście już historię Adama Wajraka i Antonii, wyobraźcie sobie, że wybieracie się na spacer z psem – ukochaną labradorką. I spotykacie wilka. Do którego wasza suczka Dakota, tak jak swego czasu Antonia, gna na łeb na szyję. Jeśli wiecie co nieco o wilkach, to pewnie uginają się pod wami kolana. Wołacie, ale Dakota nie reaguje, pędzi jak zahipnotyzowana na spotkanie z ogromnym wilkiem. Już myślicie, że jej koniec jest bliski, przecież wilk może ją rozszarpać na strzępy, jak to zwykle z psami i wilkami bywa. Ale nie. Nie dzieje się nic złego. Oba zwierzęta są do siebie nastawione przyjacielsko, „witają się”. Ki diabeł?!

Tak właśnie Nick Jans poznał czarnego wilka. Był grudzień 2003 roku. Udało mu się uwiecznić to pierwsze niezwykłe międzygatunkowe spotkanie. Oczywiście nie było ostatnim.  W książce Wilk zwany Romeo Nick Jans opisuje historię wilka i lokalnej społeczności Juneau, ale także odpowiada na liczne pytania o życie i zwyczaje wilków. Dowiadujemy się czym żywią się wilki, kiedy nie mogą sobie pozwolić na większą zwierzynę, w jakich społecznościach żyją, jak się zachowują.

Sporo miejsca Jans poświęca w swojej książce na rozprawienie się z irracjonalnym lękiem przed wilkami, podsycanym przez popkulturę. Jakoś dziwnym trafem strach ten zawędrował także do Ameryki Północnej. Tutaj niedźwiedź na przedmieściach nikogo nie dziwi, nawet jeśli powoduje szkody, ale żeby od razu sięgać po broń? A samo słowo wilk wywołuje w ludziach pierwotny lęk. Podsycają go doniesienia o osobach przez wilki zaatakowanych – również i te przypadki wnikliwie i skrupulatnie analizuje Jans w swojej książce, wynika z nich jeden wniosek – wilk nie jest tak straszny jak go malują.

fot. Nick Jans

Skąd się wziął czarny wilk?

Canis lapus na Alasce nie jest najczęściej występującym gatunkiem. W całym stanie według ostrożnych szacunków jest ich od siedmiu do dwunastu tysięcy – „średnio mniej niż dwie setne wilka na każdy kilometr kwadratowy prawie dwumilionowej powierzchni Alaski”1Nick Jans, Wilk zwany Romeo, przeł. Adam Pluszka, Marginesy 2016, s. 20.. Wcale nie jest go tak łatwo spotkać. I chyba właśnie temu alaskańskie wilki zawdzięczają fakt, że nie zostały wytępione, jak w innych stanach czy w Europie Zachodniej.

Ciemno umaszczeni przedstawiciele gatunku canis lapus (wilk szary) występują właściwie tylko w Ameryce Północnej. Są genetycznym dowodem na krzyżowanie się wilków z udomowionymi psami należącymi do rdzennych Amerykanów, tysiące lat temu. Działo się to nie tylko z inicjatywy człowieka, ale i przypadkowo. Udowodniły to badania markerów genetycznych przeprowadzone w 2007 roku z National Science Foundation. Ten wilk nie tylko był czarny, ale i bardzo duży, najprawdopodobniej pochodził więc ze środkowej części Alaski lub Kanady – tamtejsze wilki są bowiem jednymi z największych na świecie.

Myśliwy z aparatem

Sam Nick Jans wie sporo o wilkach, wielokrotnie spotykał się z nimi. W książce kilka z tych spotkań opisuje. Zdarzały się one często w czasach, gdy był jeszcze po „ciemnej stronie mocy” i polował. Urodził się w rodzinie dyplomaty, przez pierwszych kilkanaście lat życia mieszkał głównie za granicą. Mieszkał głównie w miastach, ale w 1979 roku wyjechał na Alaskę, wyciągnął go tam zew przygody. Najpierw wyruszył na wyprawę kanu, ale później osiadł na stałe w północnej, arktycznej części Alaski. Tropienia zwierzyny nauczył się od myśliwych z plemienia Inupiaków, zanim został nauczycielem w miejscowej szkole. Po kilku latach przygodę z dzikim krajem i jego zwierzętami zamienił w źródło utrzymania. Skończył kurs pisania, stał się zawodowym fotografem przyrody i pisarzem, razem z żoną Sherrie zamieszkał na południowo-wschodniej Alasce, w domu z widokiem na Jezioro Mendenhalla.

Jans napisał już kilkanaście książek i setki artykułów do czasopism. Największą popularnością wśród nich cieszy się właśnie Wilk zwany Romeo, który w Polsce został wydany przez wydawnictwo Marginesy w ramach fantastycznej serii Eco w przekładzie Adama Pluszki. Tłumaczowi udało się świetnie przełożyć angielskie kolokwializmy na nasze swojskie zwroty, przez co język tej książki jest żywy i czyta się ją tym przyjemniej.

Nick miał szczęście do wilków, dlatego na pierwszej randce obiecał żonie, że i ona będzie miała szansę kiedyś zobaczyć wilka, ale „nie można zaplanować obserwowania wilków, podobnie jak nie da się zaplanować, czy się w kimś zakocha”2ibidem, s. 26.. Długo nie udawało im się podejść wystarczająco blisko do napotkanych zwierząt. Tym razem nadarzyła się wyjątkowa okazja, bo w okolicy, nieopodal domu, pojawił się pięknie zbudowany czarny młody wilk.

Bliskie spotkania trzeciego stopnia3Nawiązanie do tytułu filmu Stevena Spielberga z 1977 roku.

Kto mógł przypuszczać, że wilk nie tylko nie zniknie po kilku dniach, ale i pozwoli Nickowi się do siebie zbliżyć na odległość 70 metrów i to już następnego poranka? Mimo częstych „spotkań” Nicka z wilkami, to było zupełnie inne. Wilki co do zasady są bardzo czujne, nawet jeśli z ciekawości podchodzą do człowieka, każdy gwałtowny ruch może je spłoszyć. Ten nie tylko nic sobie z jego obecności nie robił, ale leżał i obserwował go w tym samym stopniu co fotograf jego.

Całe życie Nicka i Sherrie na kilka tygodni zaczęło kręcić się wokół niespodziewanego gościa, nic innego nie było tak ważne, jak wypady nad jezioro by go ponownie zobaczyć. Nickowi zależało na tym, by zrobić mu jak najlepsze zdjęcie. Do tej pory nie było to takie łatwe – z wyżej wspomnianego powodu – płochliwość tych zwierząt pozwoliła fotografowi na uwiecznianie głównie „czmychających włochatych zadków”4ibidem, s. 28. Początkowo z młodym wilkiem wcale nie zapowiadało się lepiej.

Aż pewnego dnia Nick zobaczył narciarkę spacerującą ze swoim husky w „wilczym” miejscu. Jego zdziwienie było ogromne, gdy zobaczył jak wilk skacze i zaczyna bawić się z psem. Zwierzęta pacały się łapami, napierały na siebie jak szczeniaki, do tego wilk skakał i wykonywał piruety w powietrzu. Takie rzeczy się nie zdarzają! Owszem, czasem trafia się, że młode samotne samce, licząc na sparowanie krzątają się koło psów zaprzęgowych, ale nikt nie słyszał o tym by to tak po prostu zaprosiły psy do zabawy. A ten najwyraźniej szukał interakcji społecznej. Ba! Nawet chętnie kradł zabawki, które rzucali swoim pupilom właściciele.

Romeo! Czemuż ty jesteś Romeo!

Imię „Romeo” zyskał, bo upodobał sobie Dakotę i wyczekiwał jej pojawienia się niedaleko od domu Nicka i Sherrie. Właściciele jednak ustalili, że dla dobra obojga lepiej trzymać suczkę z daleka od niego. Sąsiedzi narzekali na wilka, niedaleko znajdowała się często uczęszczana szosa. Jansowie uznali, że bezpieczniejsze dla zwierzęcia będzie trzymanie się jak najdalej ludzi. Cóż jednak mogli poradzić na to, że był to wyjątkowo towarzyski osobnik?

No dobrze, ale co tu robił na przedmieściach miasta? Czemu nie specjalnie boi się ludzi i szuka towarzystwa psów? Na ten temat Nick snuje przypuszczenia w swojej książce, opowiadając nam przy okazji o życiu wilków. Opisuje też dalsze losy Romeo wśród społeczności mieszkańców Juneau podczas tych kilku lat, kiedy powracał w rejony Lodowca Mendenhalla.

Nick Jans trzymający w ręku tablicę upamiętniającą Romeo. Tablica została zamontowana na granitowym głazie w Juneau i przypomina mieszkańcom o czarnym wilku.
Od 2017 można także oglądać wystawę poświęconą Romeo w Mendenhall Glacier Visitor Center.

Ta opowieść o niezwykłej międzygatunkowej przyjaźni napawa optymizmem, choć im bliżej końca, tym bardziej niepokoimy się o losy Romea. Wilk miał to szczęście, mimo wielkiej popularności, że przybył w okolice Jeziora Mendenhalla w czasach przed powszechnością mediów społecznościowych. Gdyby taka historia zdarzyła się dzisiaj pewnie nie byłoby dane Nickowi, ani innym przyjaciołom wilka, poznać go bliżej na przestrzeni aż sześciu lat. Choć koniec tej historii jest dokładnie taki, jakiego możecie się spodziewać, to wilk miał sporo szczęścia – większość pozostających na wolności wilków nie żyje dłużej niż cztery lata.

Dziś po Romeo zostało wspomnienie i wspaniała książka. Ale możecie go też zobaczyć5https://www.alaskamagazine.com/articles/featured/the-wolf-comes-home/; https://www.youtube.com/watch?reload=9&v=H98D23Eb9Ow i usłyszeć:

Anna Lipińska, @PoProstuAnia

Nick Jans, Wilk zwany Romeo, przeł. Adam Pluszka, Wydawnictwo Marginesy 2016.

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.

Podziel się z innymi