Kroniki czasu zwyczajnego. Podróż na Nową Fundlandię

Nie podróżuję dużo. Jeżeli już, to są to wyprawy po Polsce. Świat poznaję przez literaturę. To książki zapewniają mi swobodę w wyborze kierunku. Nie muszę się obawiać o stan karty kredytowej, nie potrzebuję się pakować, gorączkowo planować lotów itd. Za pośrednictwem papieru wracam do swoich ulubionych miejsc i ludzi, których poznałem.

Od paru lat z Michaelem Crummey’em regularnie odwiedzam Nową Fundlandię. Wędruję w sztormiaku po wysokich klifowych wybrzeżach, obserwuję surowy, zamglony krajobraz, spotykam ludzi, którzy od zawsze zdani byli tylko na siebie. Jednak, tak naprawdę, moja przygoda z Nową Fundlandią zaczęła się wiele lat temu, kiedy po raz pierwszy sięgnąłem po Kroniki portowe Annie Proulx. Wyprawę na kanadyjską wyspę położoną u wschodnich wybrzeży Ameryki Północnej zapamiętałem na długo i wiedziałem, że chcę tam wrócić.

Kilka miesięcy temu – niespodziewanie dla mnie – dowiedziałem się, że Wydawnictwo Poznańskie planuje wznowienie powieści Proulx w tłumaczeniu Jędrzeja Polaka, który należy do jednych z moich ulubionych tłumaczy. Zdradzę, że nowe tłumaczenie mnie zachwyciło. Odłożyłem inne lektury na bok by wrócić do znajomych miejsc na Nowej Fundlandii.

Annie Proulx jest pisarką i dziennikarką amerykańskiego pochodzenia. Debiutowała późno, po pięćdziesiątce. Jej powieści i opowiadania szybko znalazły miejsce w sercach czytelników na całym świecie. Popularność zawdzięcza powieści Kroniki Portowe oraz opowiadaniu Tajemnica Brokeback Mountain. Obydwie pozycje z powodzeniem zostały przeniesione na duży ekran. W ubiegłym roku w Polsce ukazała się monumentalna powieść Drwale – określana przez niektórych manifestem Proulx. W swojej twórczości pisarka podkreśla rolę natury w życiu człowieka, jego przywiązanie do miejsca, z którego pochodzi.

Warto nadmienić, że autorka przygotowywała się do napisania powieści bardzo starannie. Dziewięć razy odwiedziła wyspę, a spotkania z miejscową ludnością pozwoliły jej wiarygodnie oddać ducha tej surowej krainy. Jaka jest Nowa Fundlandia u Annie Proulx?

Podobnie jak u Crummey’a jest to miejsce pachnące żywicą i solą, gdzie panują trudne warunki atmosferyczne, „mgła jest gęsta jak wata” i na próżno szukać tu schronienia przed porywistym wiatrem lub deszczem. Ale to właśnie klimat tej wyspy zdaje się kształtować, wykuwać charaktery bohaterów książki Proulx. Czytając Kroniki Portowe często towarzyszyła mi myśl, że to miejsce – Nowa Fundlandia – jest najważniejszym bohaterem powieści. To właśnie miejsce determinuje postawy i zachowania ludzkich bohaterów.

Kroniki… to także opowieść o sile Natury, wobec której wszyscy jesteśmy bezradni, jesteśmy tylko jej pokornymi sługami. Tę poddańczą relację człowieka wobec sił przyrody obserwujemy choćby w bardzo prostych scenach, kiedy deszcz wymywa drogi, śnieg paraliżuje życie mieszkańców, a morze zabiera najbliższych i zdaje się, że chce zatrzymać ich szczątki na zawsze.

Kto zna twórczość Proulx, ten wie, że autorka nie oszczędza swoich postaci. Nie inaczej jest w Kronikach portowych.

Quoyle to prawdziwy pechowiec, jego losem rządzi przypadek. Nie wiodło się mu w życiu zawodowym i osobistym. Często tracił pracę, nawet dziennikarzem został za sprawą splotu przypadków. Spotkana w końcu kobieta zamieniła jego życie w prawdziwy koszmar. Jedyną radością są dla niego córki – Bunny i Sunshine. Quoyle decyduje się rzucić wszystko i szukać sensu życia w krainie swoich przodków.

Każde zdarzenie w jego życiu to kolejny węzeł, z którego rozsupłaniem musi się zmierzyć. Motyw węzła staje się spoiwem całej powieści. Autorka kolejne rozdziały rozpoczyna mottem zaczerpniętym z Księgi węzłów Clifforda W. Ashley’a. Uważna lektura tych krótkich wyimków, pozwala traktować je jako życiowe porady, drogowskazy, czasem bardzo proste, ale w prostocie – zdaje się mówić Proulx – tkwi siła prowadząca do życiowych zmian.

W powieści ważną rolę odgrywa pamięć i historia, zarówna ta zbiorowa jak i prywatna. Tylko konfrontacja i pogodzenie się z duchami przeszłości pozwoliły bohaterom ruszyć dalej. Nie jest to droga łatwa, szczególnie w tak małej społeczności w jakiej przyszło żyć Quoylowi, jego ciotce i dwóm córkom. Kroniki portowe w doskonały sposób oddają mechanizmy zależności i władzy, szczególnie w małych środowiskach.

Wyprawa Quoyla na Nową Fundlandię ma go doprowadzić do wewnętrznego oczyszczenia. Nowa praca w lokalnej gazecie – „Ględźbie codziennej” (brawa dla Polaka za świetny pomysł) staje się początkiem jego przemiany. U Proulx jest to proces powolny. Autorka nie serwuje czytelnikowi spektakularnych zwrotów akcji, odnajdywanie siebie następuje codziennie, w zwykłych chwilach, na które często nie zwracamy uwagi.

Proszę dać się porwać morskiej gawędzie jaką snuje Proulx. To uniwersalna opowieść o tym, że, na zmianę swojego życia nigdy nie jest za późno. A może po lekturze uda nam się dostrzec, że w naszej zwykłej, niekiedy szarej codzienności kryją się najpiękniejsze momenty naszego życia. Może dziś jest czas na rozsupłanie niekiedy bardzo zapętlonych węzłów?

Wojtek, @HiStoryk79

Annie Proulx, Kroniki portowe, przeł. Jędrzej Polak, Wydawnictwo Poznańskie 2018

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.