Skandynawski kryminał od A do Z. Osobiste spojrzenie na Nordic Noir

Po książkach, które wrzucam na readlistę, nie tylko w 2018 roku, nietrudno się zorientować, że lubię powieść kryminalną. Poproszona o zestawienie skandynawskich kryminałów, przedstawiam całkowicie subiektywną listę tego, co mnie w nich pociąga, przy czym nie napiszę ani słowa na temat tych, których nie czytałam. Jeśli więc w tym zestawieniu zabraknie Asy Larsson i kilku innych, to jedynie dlatego, że nie przeczytałam ani jednej książki tych autorów. Nie będę też zamęczać definicjami, bo chyba dość powszechnie wiadomo, że są to pełnoprawne powieści obyczajowe z wątkiem kryminalnym i wyeksponowaniem mrocznej strony wikińskiej duszy.

M jak „Millennium”

Nordic noir rozkwita imponująco od czasów trylogii „Millenium” nieżyjącego już Stiega Larssona. Chyba jego nazwisko najczęściej otwiera listy znanych na całym świecie skandynawskich pisarzy tego gatunku – 27 milionów egzemplarzy sprzedanych w 40 krajach robi wrażenie. Brutalny i ponury świat Larssona jest znakomitym wprowadzeniem do skandynawskiego kryminału, choć jego Trylogia była jak walnięcie obuchem w łeb.

H jak rozrachunki z historią

Jeden ze stałych motywów to zło w postaci kolaboracji z Niemcami w czasie II wojny światowej, które zostaje ukarane dopiero po latach. Skandynawowie skorzystali z konwencji kryminału i pokazali, że nikt nie jest bezkarny. Niektóre powieści przypominają okrutne baśnie z morałem.

Do polecenia:

Henning Mankell Powrót nauczyciela tańca, Morderca bez twarzy

Johan Theorin Duch na wyspie, (cały cykl pod wspólnym tytułem Kwartet olandzki jest godny polecenia, choć nie w każdym tomie ożywa tajemnica z czasów wojny, ale zagadka z przeszłości jest wspólnym tu mianownikiem. I Olandia).

Camilla Läckberg Niemiecki bękart.

K jak kawa!

Camilla Läckberg przekonała mnie, że Szwedzi maniakalnie piją kawę. Nie miałam o tym pojęcia, dopóki nie przeczytałam jej pierwszej książki z cyklu „Saga o Fjällbace”. Z każdą kolejną pozycją było coraz gorzej, to znaczy coraz więcej kawy na każdej stronie. Hektolitry. Wizyta w czyimś domu obowiązkowo zaczynała się od wejścia do kuchni, wstawienia, parzenia kawy, picia kawy (nie bez przyczyny Szwedzi są w czołówce konsumentów kawy na świecie). Coraz więcej też było porad na temat wychowania dzieci, bo bohaterka cyklu jest młodą matką. Kiedy kawa i kwestie wychowawcze zaczęły przeważać nad „sprawą”, porzuciłam cykl. Choć do kompletu zabrakło mi tylko dwóch pozycji.

A jak atmosfera klaustrofobii

Nordyckie klimaty bardzo jej sprzyjają. Opustoszałe po sezonie miejscowości letniskowe, długie noce, mroźne zimy, wyspa odcięta od świata, ludzi jak na lekarstwo, a do tego wiadomo, że wśród tych nielicznych kryje się morderca. Godny rekomendacji wydaje mi się Statek Stefana Mani. Już bardziej klaustrofobicznie nie można było, ponieważ Mani zamknął swoich bohaterów na tytułowym statku. Do tego samych socjopatów. Wyszło trzymające w napięciu studium zła.

Z jak zło prastare

W tym specjalizuje się Yrsa Sigurdadottir z krainy elfów. Okazuje się, że nie tylko elfy zamieszkują Islandię, ale plączą się po niej także pogańscy bogowie i, co gorsza, ich współcześni kapłani, którzy nadal wykonują swoje praktyki ezoteryczne. Ze szkodą dla innych. Jeśli przyjmie się czynniki nadnaturalne za dobrą monetę, to mamy świetne thrillery. Weź moją duszę, W proch się obrócisz, Trzeci znak – oto tytuły absolutnie adekwatne do treści.

D jak detektyw ze skazą

Tych akurat jest wielu, podam tylko przykłady:

Kurt Wallander – melancholijny, wiecznie przygnębiony, samotny śledczy z Ystad, stworzony przez Henninga Mankella. Nie ma w sobie nic z superbohatera, przechodzi przez kolejne stadia kryzysu wieku średniego, choroby go nie oszczędzają, a Wallander rozwiązuje najtrudniejsze sprawy. Bliski, bo ludzki.

Malin Fors – pragmatyczna, mocno stojąca na ziemi kobieta w „męskim świecie”. Komisarz stworzona przez Monsa Kallentofta, choć jest samotną matką po przejściach, zdołała z grubsza uporządkować swoje życie. Jest kompetentna i potrafi współpracować z innymi. Czasem nadużywa tequili. Pracuje w Linköping. Raptem 104.000 mieszkańców, a okolice niespokojne o każdej porze roku (jak w tytułach serii: Ofiara w środku zimy, Śmierć letnią porą, Jesienna sonata, Zło budzi się wiosną, itd.).

Harry Hole – mój ulubieniec. Za tę postać darzę Jo Nesbø wielkim podziwem. Harry jest żywą postacią, zmienia się w każdym tomie, z każdą trudnością, którą przeważnie sam sobie funduje. Z niemal oślim uporem drąży sprawy, których lepiej byłoby nie ruszać. Jedyny alkoholik, którego darzę zaufaniem. Nesbø stworzył ze złych cech, słabości i sprzeczności postać bardzo ludzką. Zdarzyły się ze dwie słabsze pozycje w serii, ale i tak bardzo ją lubię.

Joona Linna. Fin w Szwecji, ponieważ tutaj właśnie emigrowali jego rodzice. Były żołnierz, bardzo sprawny, świetny śledczy, który potrafi zrozumieć motywy bandytów. Fizycznie wszystko z nim w porządku, ale po zniknięciu żony i córki jest przekonany, że sądzona mu samotność. Nawiasem mówiąc ten wątek jest bardzo obiecujący. Postać stworzona przez Larsa Keplera, czyli parę pisarzy używających pseudonimu. Cykl zaczyna się Hipnotyzerem.

W jak wyjątek

William Wisting – detektyw bez skazy, którego powołał do życia Jørn Lier Horst. Sam autor przepracował 20 lat w policji, zbrodnię zna więc niejako z autopsji. Jego bohater jest zwykłym człowiekiem, ma poukładane życie, nie zapija stresów i kocha swoją pracę. Seria jest w znacznym stopniu oparta na autentycznych śledztwach i nic w tym dziwnego – pisarz wykorzystał doświadczenie ze swoich spraw. Także tych niewyjaśnionych.

O lub P jak morderstwo Olofa Palmego

28 lutego 1986 roku szwedzki premier Olof Palme został zastrzelony w centrum Sztokholmu. Wracał z żoną z kina. Sprawa jego zabójstwa do tej pory pozostaje nierozwiązana, choć w trakcie dochodzenia powstały opasłe tomy akt. Lief GW Persson pisze o tym w trylogii policyjnej. Mogłam wymienić Między tęsknotą lata a chłodem zimy w rozrachunkach z historią, ale cała trylogia zawiera dodatkowo wątki szpiegowskie i przez to wymyka się nieco „czystej” kategorii kryminału skandynawskiego. W innym czasie, w innym życiu (t.2) pojawia się Stasi, t.3 Swobodny upadek jak we śnie to dalszy ciąg zakulisowych gier politycznych i ich konsekwencji.

Kryminał skandynawski stał się marką, dobrą marką, toteż znalazł naśladowców. Coś jak Stephen King. Swego czasu prawie każdy początkujący autor (nie tylko polski) był „drugim Stephenem Kingiem”, przynajmniej zdaniem wydawcy. Dziś „kryminaliści” starają się pisać jak Skandynawowie. Czasem pseudonim nie wystarcza ;)

 Ewa Pfeifer, @ewapfeifer

 

Spread the love