Wiatr wolności. Nie warto bać się poezji!

W Trójmieście rozmawiam z Aną Matusevic organizatorką projektów literackich w Instytucie Kultury Miejskiej w Gdańsku o Międzynarodowym Festiwalu Literatury Europejski Poeta Wolności, który odbył się  w marcu 2018 roku.

Ana Matusevic: Widziałam, że czytałaś niedawno Alice Oswald wydaną przez nas w ramach Europejskiego Poety Wolności (dalej jako EPW).

Ana Matusevic, archiwum prywatne
Ana Matusevic, archiwum prywatne

Anna Lipińska: Tak! Wyjątkowo w tym roku, chyba z powodu okładek, chcę mieć wszystkie publikacje EPW.

Bardzo się cieszę z tego głosu! W tym roku postanowiliśmy zaangażować do zaprojektowana całej serii kogoś, kogo bardzo cenimy w temacie okładek – Przemka Dębowskiego. Wydaje mi się, że wiele osób kupuje książkę dla okładki – bo ładnie wygląda, bo przyjemnie się ją dotyka, a przy okazji podczytuje lub czyta w całości. Jak Twoje wrażenia?

Jestem pod wrażeniem tej poezji, a szczególnie tłumaczenia. Jest prawie idealne. Zaś same wiersze – urzekły mnie te rymowane, które w dzisiejszych czasach dominacji wiersza białego brzmią bardzo elegancko.

Przed festiwalem nagraliśmy fajną rozmowę o tej książce Szymona Kloski i Agnieszki Wolny-Hamkało, jest dostępna na Youtube:

Wiem, oglądałam, dzięki niej kupiłam tę książkę. I omawiany wraz z nią tom Menno Wigmana. Inne rozmowy o poezji EPW również są świetne, szczególnie ta z udziałem Justyny Sobolewskiej i Michała Nogasia!

Pewnie przeczytałaś nominowane tomiki, które najbardziej do Ciebie przemówiły? Czy sama, poza zaangażowanie zawodowym, czytasz poezję?

Tak, czytam wszystko, co wydajemy na festiwal, choć poezję raczej czytuję, niż czytam nałogowo. Szybko się zniechęcam – jeśli nie rozumiem, co autor miał na myśli, odkładam. Jeśli ktoś pisze zupełnie sztampowo – szkoda mi na to czasu. Ale trafiam na takie tomy, które przeczytałam z dużą przyjemnością albo które mnie poruszyły. Takim tomem są, na przykład, “Wiersze” Yahyi Hassana. Hassan jest z pochodzenia Palestyńczykiem, mieszka w dzielnicy imigranckiej i należał do tzw. trudnej młodzieży. Ojciec-despota, przemoc domowa, konflikty z prawem, tułaczka po poprawczakach, hermetyczne środowisko religijne, muzułmańskie getto. Rozdarty między kulturą duńską i kulturą środowiska, z którego pochodzi, szuka własnej drogi. I dużo błądzi. Yahyha Hassam wydał ten tom mając 18 lat i wyobraź sobie, że nakład 100 tysięcy sprzedał się w małej Danii w parę miesięcy! To dopiero niesamowitość.

Ale wróćmy do samej nagrody. Skąd pomysł na nagrodę, czy Gdańsk pozazdrościł Gdyni?

O początkach EPW fantastycznie opowiada pomysłodawczyni Nagrody, Anna Czekanowicz-Drążewska, do niedawna wieloletnia szefowa biura prezydenta Gdańska ds. kultury. Kiedy ponad 10 lat temu została ustanowiona Nagroda, niektórzy się spodziewali, że temat wolności będzie po trochę dezaktualizował. Dlatego esencją Nagrody nie jest nagradzanie piszących o wolności w sensie politycznym czy opozycjonistów, choć tak też się zdarzyło, np. dwa lata temu laureatką została Ana Blandiana, rumuńska opozycjonistka w czasach Ceaușescu i która miała nawet zakaz wydawania w czasach komunistycznych, ale, co ciekawe, nagrodę  otrzymała za niesamowicie liryczny tom, gdzie nie ma nic o polityce.Pytanie z grubej rury! Mieszkam w Gdyni, pracuję na co dzień w Gdańsku i jestem bardzo związana z obiema miastami. Uważam, że oferta kulturalna Gdańska i Gdyni fajnie się uzupełnia. Nagroda EPW ma zupełnie inny charakter. Gdańsk ma fantastyczną energię, jeśli chodzi o rozumienie indywidualności, wolności, wyrażania siebie i właśnie jakby z tego zrodził się pomysł pokazywania w Gdańsku ciekawych współczesnych poetyckich nazwisk z całej Europy.

Laureatka Nagrody Literackiej Miasta Gdańska Europejski Poeta Wolności w 2018 roku – Linda Vilhjálmsdóttir wraz z tłumaczem zwycięskiego tomiku – Jackiem Godkiem. Fot.: Bogna Kociumbas

No właśnie, temat wolności jest w wierszach nominowanych poetów rozumiany bardzo różnie.

Piąta „okrągła” edycja, która była w tym roku, dała okazję do refleksji. I okazuje się, że wolność, o której mówi tytuł Nagrody, jest pojęciem szerokim, mało tego – zmienia się z czasem. Zmienia się nasza rzeczywistość, zmieniamy się my, jedne tematy przestają być palące, ale w ich miejsce pojawiają się nowe. Stąd pewnie, na przykład, ciekawy werdykt tegoroczny – w tomie “Wolność” islandzkiej poetki Lindy Vilhjálmsdóttir dużo jest rozważania o ekologii, religii, granicach wolności. Bo wolność to nie tylko prawo, ale też odpowiedzialność.

Niełatwo promować dziś poezję, czy znaleźć dla niej czytelnika. Jak EPW stara się przebić do szerszej publiczności?

Pracując przy organizacji festiwalu dużo myślę o tym, co robimy. Czytam,  obserwuję. Cały nasz zespół pracuje tak, że naprawdę tym żyjemy, nie jest to wyłącznie mechaniczna praca organizacyjna.

Chcemy dotrzeć do jak najszerszej publiczności. Gdyby poezja stała się mainstreamem – ekstra! Ale to trochę utopia. I osobiście, im dłużej w tym jestem, tym bardziej skłaniam się ku temu, że to jest okay nie czytać poezji – jeżeli ktoś nie odnajduje w niej nic dla siebie, to dlaczego ma się męczyć? Tak samo ja, na przykład, nie czytam kryminałów. Ale poezja jest wielowymiarowa, ma wiele twarzy, różne głosy, dlatego staramy się na festiwalu też to pokazać. Obok tradycyjnych formatów i tematów, takich jak spotkanie autorskie i rozmawianie o poezji, zapraszamy publiczność do rozmów np. o okładkach (jak już sama wspomniałaś – okładka jest ważna!), o inspiracji czerpanej z poezji, o jej promowaniu i inne.

Ale na EPW spotkania autorskie nawet z poetami, których niewielu zna w Polsce (to jest ta specyfika EPW – sprowadzamy ważne i znane nazwiska w ich kraju, a nieraz nie byli w ogóle wydawani po polsku, więc polski czytelnik nie miał nawet jak ich poznać) są bardzo ciekawe. Dlatego, że nasi goście przywożą ze sobą doświadczenie, które dla nas może być nowe. Opowiadają o sprawach, które wiemy, jak wyglądają w Polsce, ale nie wiemy, jak z tym jest na przykład w Armenii albo Białorusi. Rozmowy toczą się więc nie tylko wokół słowa pisanego, ale dotykają spraw aktualnych w danych krajach. I to jest chyba nasz sposób na promowanie poezji. Nie wołamy “kup książkę, przeczytaj wiersz!”, ale najpierw pokazujemy potencjalnemu czytelnikowi tło, osobę, język i liczymy, że jeśli to go zainteresuje, to przeczyta. Co ciekawe, od paru lat przy okazji festiwalu organizujemy czytania poezji. Robimy to tak, jak sami byśmy chcieli tej poezji słuchać – czasami przy winie i w kameralnym otoczeniu, innym razem w postoczniowej hali, jeszcze innym w połączeniu z ambientową muzyką. Czytamy, słuchamy i dobrze się bawimy.

Spotkanie autorskie podczas EPW. Fot.: Bogna Kociumbas

Taki trend zauważyłam także na innych festiwalach literackich – literatura staje się pretekstem do rozmów o aktualnych problemach na świecie.

Jednak, czy nie uważasz, że na takie spotkania i tak przychodzą osoby już z założenia otwarte, ciekawe, chcące rozmawiać i uczestniczyć w kulturze? Bywam na festiwalach w moim mieście, ale i na BBF, który odbywa się w Warszawie,  i mimo ciekawych wydarzeń są one dość kameralne, nawet transmisje z festiwalu Apostrof organizowanego przez wielką sieć sprzedaży, ogląda co najwyżej kilkaset osób.

Ale tak jest ze wszystkim. Jest stała publiczność i jest publiczność, którą próbujemy zainteresować. Która może nawet jeszcze nie wie, że mamy poezję, która im się spodoba! Do restauracji też chodzą osoby, które wprawdzie potrafią gotować, ale chcą inaczej spędzić czas lub odkryć nowe smaki. Tak samo tutaj. Powtórzę – uważam, że nie można kogoś na siłę ciągnąć na koncert, wystawę, spotkanie literackie. Lepiej jest pokazać korzyści – co fajnego mnie tu spotka? Co ciekawego usłyszę? To może być spotkane kogoś, kogo znam z telewizji, to może być fakt, że idą moi znajomi, albo uczę się portugalskiego, a poeta jest z Portugalii i można się osłuchać lub porozmawiać w tym języku. W tym roku obok typowych plakatów z zaproszeniem na festiwal, umieściliśmy na przystankach Gdańska citilighty z wierszami nominowanych poetów. Znudzeni czekający na autobus czytali więc poezję nawet nad tym się nie zastanawiając. Mniej więcej w tym samym czasie byliśmy też na Gdańskich Targach Książki. Podeszła do naszego stoiska kobieta i niemal chciała nas wyściskać – “jak dobrze, że tu jesteście!”. Przeczytany na przystanku wiersz Tatev Chakhian (Ormianki nominowanej do Nagrody) tak ją poruszył, że koniecznie chciała kupić jej książkę. Nie interesowało jej wydarzenie, inne tomy, tylko ten jeden tytuł. To pokazuje, jak bardzo zróżnicowana jest nasza publiczność i jak różne ma potrzeby.

Wybór tomów nominowanych do nagrody EPW, zgodnie z regulaminem, został rozpisany na dwa lata w siedmioletnim cyklu. Zgodnie z regulaminem już powinniśmy wiedzieć reprezentanci jakich krajów znajdą się wśród nominowanych w 2020 roku, zdradzisz jakie to kraje?

Tak, w 2020 roku będziemy czytać poezję z Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry, Gruzji, Irlandii, Litwy, Luksemburga, Łotwy i Malty. A nazwiska poznamy jesienią.

Fot.: Bogna Kociumbas

Który z tegorocznych tomików i wierszy najbardziej przypadł Ci do gustu?

Ulubionego wiersza nie mam, w ogóle chyba nie mogę przytoczyć żadnego ulubionego wiersza z żadnego tomu. Po prostu albo lubię, jak ktoś pisze, albo do mnie nie przemawia. Natomiast jeśli chodzi o tomy z ostatniej edycji EPW to, wyjątkowo, nie mam swoich faworytów. Każda z tych książek to zupełnie inny głos poetycki. Co ciekawe, kiedy usłyszałam czytającą swoją poezję Tatev Chakhian i Płamena Dojnowa, spojrzałam na to, co napisali, z nowej perspektywy. W przypadku Chakhian jej wiersze nabrały jeszcze mocniejszego tonu, a u Dojnowa zobaczyłam jeszcze więcej dystansu i humoru.

W ogóle przykładamy dużo uwagi do tego, by twórczość poetycka mogła wybrzmieć na naszym festiwalu w oryginale. Każdy z nas dostaje do rąk świetny przekład, ale kiedy słyszymy melodię języka oryginału, nawet, jeżeli się go nie zna, to jest to niesamowite

Jak wspominasz sam festiwal?

Od kuchni czas festiwalu to w zasadzie praca non-stop. Często jestem tylko na niektórych wydarzeniach, bo jest wiele spraw do przypilnowania. Na przykład, posiedzenie jury czy próby do gali, odbywają się równolegle do spotkań festiwalowych. Teraz, z perspektywy czasu, najlepiej wspominam współpracę z Agnieszką Wolny-Hamkało, z którą m. in. nagraliśmy rozmowę o poezji Menno Wigmana. Agnieszka programuje Międzynarodowy Festiwal Opowiadania we Wrocławiu, więc pewnie wie, ile pracy trzeba włożyć, by festiwal się odbył. Zawsze konkretna i jednocześnie miła.  Fantastycznie słuchało się też dyskusję o wolności, którą prowadził Krzysztof Czyżewski. Wielowątkowa i bardzo ciekawa. .

Co jest najtrudniejsze przy organizacji festiwalu literackiego?

Tegoroczny Europejski Poeta Wolności to chyba piąte tak duże wydarzenie, nad którym pracowałam – oczywiście nie sama, z zespołem. I myślę, że to jest kluczowe – praca zespołowa z jak najlepszym wykorzystaniem umiejętności każdego z nas. W ogóle, bardzo cenię w Instytucie Kultury Miejskiej to, że mamy osoby z dużym doświadczeniem w bardzo różnych dziedzinach i jeśli czegoś nie jestem pewna lub szukam opinii lub inspiracji, to mam do kogo się zwrócić. Bardzo lubię to, co robię, ale zawsze trzeba pamiętać, że jest to praca z ludźmi. A czynnik ludzki jest najbardziej nieprzewidywalny! Trudności i niespodzianki wynikające z tego bywają najróżniejsze. Osobiście dla mnie najtrudniejsze w mojej pracy są momenty, kiedy muszę powiedzieć coś publicznie lub do kamery. Zabawne, bo jest tego coraz więcej, ale ile stresu przeżyję, to moje. Żeby zmniejszyć stres, zawsze się przygotowuję wcześniej, robię jakieś notatki.

Fot.: Bogna Kociumbas

Co byś powiedziała tym, którzy “boją się” poezji, ostatni raz mieli z nią kontakt w szkole i od tego czasu unikają, choć niekoniecznie dlatego, że jej nie lubią, ot, nie wiedzą “z czym to się je”? Jakbyś zachęciła ich do spróbowania i na przykład przeczytania wierszy nominowanych do EPW?

Nie ma się czego bać, trzeba zwyczajnie spróbować. Dla mnie czytanie poezji jest odskocznią od przytłaczającej masy informacji, jaka dociera do nas każdego dnia. Przyzwyczajamy się do szybkiej konsumpcji tej informacji. Natomiast poezji nie da się tak szybko konsumować, potrzebny jest czas na obrócenie każdego słowa, na próby czytania między wersami. Jeżeli ktoś też czuje zmęczenie codziennym pędem, to proponuję sięgnąć po jakiś tomik poezji, raz i drugi. 

Wiersze są dla mnie swoistymi puzzlami, układają się w zaskakujące kształty, które potem próbuję dopasować do mojego postrzegania rzeczywistości. Czasami nie pasują, ale tym lepiej, tym bardziej mnie fascynują. To pielęgnowanie własnej wrażliwości.

Rozmawiały: Ana Matusevic i Anna Lipińska

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.