Małe śmierci czytelnika literatury francuskiej

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem tekst Doroty Padzik Nie tylko Paryż, czyli literacka podróż po Francji. Cieszy mnie, że Autorka postanowiła przedstawić szersze niż się przyjęło spektrum literatury francuskiej, pomijając nieznośnego stylistycznie Houellebecqa i w gruncie rzeczy dość miałkiego Modiano, choć jednocześnie ubolewam, że z zaprezentowanej listy znam tylko czworo autorów i zaledwie dwie książki. 

Korzystając z okazji, że #czytamyFrancuzów jeszcze co najmniej przez kilka dni, chciałbym podzielić się własnymi francuskojęzycznymi inspiracjami, unikając jednak większości oczywistych tropów, to jest tak filozofów (Montaigne, Monteskiusz, Wolter, Diderot, Sartre, de Beauvoir, Camus), jak i klasyków (Stendhal, Balzac, Hugo, Flaubert, Zola, Guy de Maupassant oraz, moim zdaniem najznakomitszy z nich wszystkich, Marcel Proust). Zaznaczam, że większość z proponowanych przeze mnie pozycji została wydana w Polsce dość dawno temu, więc niełatwo je dziś zdobyć. Niech więc ten tekst będzie z jednej strony zaproszeniem dla Czytelników i Czytelniczek do poszukiwań antykwarycznych i — w konsekwencji — do wymagającej lektury, a dla wydawców — do wznowień bardzo dobrej literatury. 

Raymond Roussel (1877–1933)

Gdy w filmie dokumentalnym Raymond Roussel: Le Jour de Gloire bardziej i mniej wybitni przedstawiciele świata kultury i sztuki mówią: [Roussel] jest hiperwrażliwy, dostrzega w życiu wiele z tego, czego my nie widzimy, Niektórzy ludzie pytają „Co zrobiłby Jezus?”, a ja zawsze pytam „Co zrobiłby Raymond Roussel?”, Był ćpunem, homoseksualistą, przepuścił cały rodzinny majątek, Uważam, że Proust i Roussel to dwaj najznakomitsi pisarze swoich czasów, to w żadnej z tych wypowiedzi nie ma ani grama przesady. Gdyby postawić Muzeum Pisarskich Osobliwości, Roussel bez wątpienia byłby centralnym eksponatem, zaraz obok Arno Schmidta i Roberta Walsera. 

Roussel był niezwykłym oryginałem, pod każdym względem zdecydowanie wyprzedzającym swoje czasy: utracjuszem, narkomanem, szaleńcem, geniuszem, bohaterem wielu anegdot (o kim innym mówi się, że jadł tylko raz dziennie, za to posiłek złożony z dwunastu, zawsze tych samych dań?, kto inny wybrałby się w podróż z Europy do Indii tylko po to, by — osiągnąwszy cel — powiedzieć Więc tak wyglądają Indie i powrócić na statek?), wielkim ekscentrykiem, zapalonym podróżnikiem, który — jak sam stwierdził — niczego ze swoich podróży nie wykorzystał w książkach. Za życia jego twórczość przeszła niezauważona, a nawet gdy ktoś już ją zauważył, to wywoływała li tylko skandale i szyderstwa, zarówno niewyrobionej i nieprzygotowanej publiczności, jak również abderyckich prebendarzy kultury, których nazwisk dziś nikt już nie pamięta. Dopiero po śmierci pisarza liczni twórcy zaczęli dostrzegać w nim swojego mistrza, a przynajmniej prekursora najbardziej awangardowych kierunków XX wieku.

Propagatorem twórczości Roussela był nadrealista Michel Leiris, André Breton napisał w Antologii czarnego humoru: Roussel jest, wraz z Lautréamontem, największym magnetyzerem czasów nowoczesnych, a Marcel Duchamp uznał go za tego, który wskazał drogę surrealistom. Do fascynacji pisarzem przyznawali się też Man Ray, Salvador Dalí, Alain Robbe-Grillet, poeci ze szkoły nowojorskiej (m.in. John Ashbery) oraz, last but not least, oulipijczycy. Mimo iż jako pierwsi zwrócili na niego uwagę surrealiści, to warto nadmienić, iż metoda pisarska Roussela, opisana w Comment j’ai écrit certains de mes livres (Jak napisałem niektóre z moich książek), znajdowała się na antypodach onirycznego, opartego na zasadzie luźnych skojarzeń i strumienia świadomości podejścia nadrealistów. Tak pisał o niej sam autor:

Wybieram dwa słowa bardzo podobne. Na przykład billard (bilard) i pillard (łupieżca, ten co popełnia plagiat), następnie dorzucam do nich podobne słowa, ale brane w dwóch różnych znaczeniach, i w ten sposób otrzymuję dwa zdania prawie identyczne. […] Dalej, rozwijając ten proceder, szukam nowych słów odnoszących się do słowa bilard, biorąc je zawsze w innym znaczeniu niż to, które narzuca się najpierw. […] Jeśli chodzi o napisanie opowiadania, to pierwsze ze znalezionych zdań może je rozpoczynać, a drugie kończyć. […] Dochodzę w końcu do jakiegoś zdania, z którego wydobywam obrazy, rozmieszczając je trochę tak, jakby chodziło o układ rysunków w rebusie

Roussel podobno maniakalnie pracował nad swoimi dziełami po 10–12 godzin dziennie. Pozostawił po sobie powieści, sztuki teatralne, poematy, powieści przemienione w sztuki teatralne i wszystko pomiędzy (La Doublure, La vue, Impressions d’Afrique, Nouvelles Impressions d’Afrique, Létoile au front, La poussière de soleil). Jego najsłynniejszym osiągnięciem literackim i jedyną powieścią przełożoną na język polski jest Locus Solus (trzy wydania: 1979, 1998, 2017), mnie pod względem wysiłku, jaki trzeba włożyć w jej przeczytanie, przywodząca na myśl Ulissesa Jamesa Joyce’a i Korektę Thomasa Bernharda. Nie sposób mieć do Roussela ambiwalentnego stosunku. Kto sięgnie po jego książki, ten albo zostanie jego wyznawcą, albo go szczerze znienawidzi. Warto się przekonać, do której grupy należymy.

Oulipijczycy (1960–)

Raymond Queneau

OuLiPo, czyli Ouvoir de littérature potentielle (Warsztat literatury potencjalnej), to skupiająca głównie pisarzy, poetów, tłumaczy i matematyków eksperymentalna “grupa literacka”, założona w 1960 roku przez Satrapę z Kolegium ‘Patafizyki Raymonda Queneau i matematyka François Le Lionnais. (Jak pisał sam Queneau w eseju zatytułowanym La Littérature potentielle: 1. Nie jest to ruch literacki. 2. Nie jest to seminarium naukowe. 3. Nie jest to przypadkowa literatura). Poza nimi do OuLiPo należeli bądź nadal należą, na różnych zresztą prawach, między innymi: Georges Perec, Italo Calvino, Jacques Jouet, Marcel Bénabou, Hervé Le Tellier, Harry Matthews, Jacques RoubaudIan Monk

Naczelną zasadą ruchu jest konstruowanie dzieł literackich w oparciu o arbitralne reguły wywiedzione z różnych dziedzin matematyki (m.in. logika matematyczna, teoria gier, kombinatoryka). Zastosowanie takiej metody pisarskiej w praktyce może zaowocować powieścią-lipogramem (La Disparition Georges’a Pereca), w której autor na 300 stronach ani raz nie używa litery e (nota bene najczęściej występującej litery w języku francuskim), opowiedzeniem tej samej historii pewnego niefortunnego spotkania w autobusie na 99 sposobów (Ćwiczenia stylistyczne Queneau), opisami życia w dziesięciopiętrowej paryskiej kamienicy, po której przemieszczamy się ruchem skoczka szachowego (Życie instrukcja obsługi Pereca), a nawet stoma tysiącami miliardów wierszy (Sto tysięcy miliardów wierszy Queneau). Poza wymienionymi polecić można Queneau Zazi w metrzePsią trawkę, Pereca Człowieka, który śpi (naprawdę nie trzeba wiedzieć, że tytuł to cytat z pierwszego tomu „W poszukiwaniu straconego czasu” — strona 25 wg polskojęzycznego wydania z 1965 roku), Dlaczego nie napisałem żadnej z moich książek Bénabou oraz powieść zbiorową Podróże zimowe

Georges Perec z kotem

Zważywszy na fakt, że przekład oulipijczyków zawsze stanowi karkołomne zadanie dla tłumacza (bo jak tu oddać i elegancję stylu, i gry językowe, i jeszcze czynić zadość wszystkim, a przynajmniej większości reguł?), zresztą nie tylko karkołomne, ale wręcz skazane na niepowodzenie (ponieważ nie da się jednocześnie oddać i elegancji stylu, i gier językowych, i do tego przestrzegać wszystkich, a przynajmniej większości reguł), to należy odnotować, iż w Polsce znaleźli się śmiałkowie, którzy podjęli ten trud, przybliżając projekt OuLiPo polskojęzycznym czytelnikom. Dlatego słowa uznania należą się Annie Wasilewskiej, Hannie Igalson-Tygielskiej, Wawrzyńcowi Brzozowskiemu, Janowi Gondowiczowi, Krzysztofowi Zabłockiemu i Jackowi Giszczakowi. 

Co nie zmienia faktu, że jest to typ literatury, który najlepiej czytać w oryginale, znając język obcy co najmniej bardzo dobrze, a do tego być gotowym na czytelnicze poświęcenia, by móc w pełni docenić majsterszyk formy. OuLiPo niewątpliwie zasługuje zresztą na osobny tekst w poważnym opracowaniu, to jest na opisanie przeróżnych technik stosowanych przez oulipijczyków oraz na zdanie relacji z tego, jak ten “ruch literacki” — który nie jest ruchem literackim — funkcjonuje dziś. 

Julien Gracq (1910–2007)

Julien Gracq

Jakby mało było oryginałów na tej liście, kolejny jest Julien Gracq, również — zasadnie bądź nie — kojarzony z surrealistami. Odludek i przeciwnik artystycznych koterii, krytyk krytyki literackiej (czemu dał upust w pamflecie zatytułowanym La Littérature à l’estomac), gardził — podobnie jak Thomas Bernhard — nagrodami literackimi, lecz — w przeciwieństwie do Bernharda — on tych nagród (w tym Goncourtów) nie przyjmował. 

Gdy Samuel Riba, upadły wydawca ambitnej literatury, główny bohater Dublineski Enrique Vili-Matasa przedstawia listę swych osiągnięć, stwierdza, że wydał jedno dzieło wybitne, to jest Brzegi Syrtów Gracqa, czyli trudną, lecz zachwycającą, wysublimowaną metaforycznie i niezwykle impresjonistyczną książkę, w której niewiele się dzieje, bowiem autor skupia się nie tyle na treści, co na kreowaniu niepokojącej atmosfery, którą nie sposób nie przesiąknąć podczas lektury. Z kimś, kto ma tak dobry literacki gust (mam tu na myśli zarówno Vilę-Matasa, jak i Ribę) nie sposób polemizować. 

Przy okazji Rzeki Syrtów warto zwrócić uwagę na fakt, że nawet jeśli ktoś się uprze, by zaliczyć Gracqa w poczet surrealistów, to ten ktoś (kto się upiera) musi przyznać, że prezentuje on inny rodzaj surrealizmu niż, dajmy na to, Marcel Aymé, autor na przykład bardzo interesującego zbioru opowiadań Przechodzimur, u którego groteska wchodzi w naturalną symbiozę z realizmem i nadrealizmem (i który, naturalnie, również wart jest polecenia). U Gracqa nie natkniemy się na elementy fantastyczne, których u Aymégo mamy bez liku (multiplikująca się kobieta, mężczyzna przenikający przez ściany), lecz raczej na niepokój ewokowanych obrazów. W kategoriach malarskich zdecydowanie bliżej mu, moim zdaniem, do Giorgio de Chirico niż do Dalego. 

Po polsku, nakładem wydawnictwa Austeria, ukazały się trzy dzieła Gracqa: wagnerowska w duchu sztuka Król-Rybak (jedyny utwór sceniczny pisarza), zbiór esejów Bliskie wody oraz wspomniana powieść Brzegi Syrtów, wszystkie w przekładzie Adama Wodnickiego. 

Nouveau Roman

Marguerite Duras

Zjawisko określane mianem nowej powieści (francuskiej) powstało w latach 50. XX wieku, a jego nazwa została ukuta 22 maja 1957 na łamach Le Monde. Termin ten miał opisywać rozmaite nowe eksperymentalne tendencje w literaturze i tym samym nie odnosił się do jednego konkretnego stylu (nie sposób zatem mówić w tym kontekście o szkole). Z drugiej strony, dzięki pewnym ogólnym cechom wspólnym znakomitej większości literackich buntowników tego okresu, zjawisko to można z powodzeniem scharakteryzować jako nastawione na zerwanie z psychologizmem i egzystencjalizmem oraz jako dążenie do obiektywnego opisu nie fabuły czy postaci, lecz przedmiotów świata przedstawionego, czego zapowiedź stanowiła już zresztą twórczość Kafki, Joyce’a i absurdystów. 

Mimo iż wielu pisarzy, w tym Michel Butor (1926–2016), wspomniani wcześniej Perec czy Italo Calvino, jak również dwóch noblistów — Claude Simon (1913–2005) i J.M.G. Le Clézio (ur. 1940) było łączonych, przynajmniej na pewnym etapie swojego rozwoju artystycznego, z nurtem nouveau roman, to najznakomitszymi przedstawicielami pozostają Marguerite Duras (1914–1996) i Alain Robbe-Grillet (1922–2008). 

Mieli z sobą sporo wspólnego — oboje byli wpływowymi, wszechstronnymi i sporo publikującymi autorami. Oboje napisali scenariusze do filmów Alaina Resnais’go (Duras do Hiroszima, moja miłość, Robbe-Grillet do Zeszłego roku w Marienbadzie), oboje też reżyserowali. Chociaż nie byli jeszcze eksperymentatorami na miarę oulipijczyków, to i w ich twórczości można dostrzec interesujące zabiegi formalne. Wspomniana zaś wszechstronność znajduje wyraz w rozmachu gatunkowym — większość pozycji trudno zakwalifikować do jednej kategorii, kryminał miesza się tu z powieścią historyczną, powieść obyczajowa z romansem. Przede wszystkim zaś — z przyczyn programowych — ich dzieła jawią się najczęściej jako zimne, pozbawione głębi psychologicznej, gdyż bazują wyłącznie na poziomie języka, nie uczuć i przeżyć, lecz deklaracjach uczuć i przeżyć oraz konkretnych zachowaniach, wypływających ze stanów emocjonalnych.

Alain Robbe-Grillet

Dziś trudno w popularnych księgarniach natrafić na ich książki, lepiej więc zdać się na łut szczęścia i poszukać w antykwariatach. Do najbardziej znanych dzieł Duras należą KochanekModerato cantabile, Robbe-Grillet natomiast wydaje się osiągać najlepszy efekt w Gumach, PodglądaczuŻaluzji. (Ona, co ciekawe, jako postać pojawia się w Paryż nigdy nie ma końca Vili-Matasa, przedstawiona — jakżeby inaczej — przede wszystkim poprzez swoje przekonania literackie, nie zaś fizyczną obecność). 

Podsumowanie

Nie sposób w krótkiej formie wspomnieć o wszystkich, którzy zasługują na to, by o nich wspomnieć. Kierując się wyłącznie własnym gustem i doświadczeniem czytelniczym, powinienem był pewnie napisać jeszcze o takich twórcach, jak: Louis-Ferdinand Céline, André Malraux, Marguerite Yourcenar, Henri Michaux, Pierre Michon i Daniel Pennac (i wielu innych). 

Literatura francuska stanowi istotny wkład do literatury europejskiej, można ją zatem polecić każdemu, kto ma już dość amerykańskich wydmuszek, skandynawskich kryminałów oraz tak zwanych ważnych książek. Pośród Francuzek i Francuzów znajdziemy jednych z największych oryginałów, eksperymentatorów i intelektualnych chuliganów, którzy (z)rewolucjonizowali nasze myślenie o pisaniu i czytaniu. Szkoda, że dziś nie cieszą się aż takim zainteresowaniem, jak autorzy głównego nurtu. Vive la révolution?

Adrian Krysiak, adrian_krysiak[at]wp.pl

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.

Podziel się z innymi