Nie samą książką człowiek żyje

Odkąd pamiętam, czytanie miało dla mnie walor edukacyjny. Nigdy nie czytałem zbyt wielu powieści (nie uwzględniam czasów szkoły podstawowej), zawsze wolałem przeczytać coś, co poszerzało moją wiedzę i było zbieżne z moimi zainteresowaniami. Pamiętam, jak na studiach przerabialiśmy lektury słynnych myślicieli politycznych, od Platona przez Hobbesa, aż po, powiedzmy, Rousseau. Był to mój ulubiony przedmiot, choć większość lektur, z którymi się zapoznawaliśmy, ja przeczytałem już w liceum, z ciekawości. Problem z takimi lekturami jest taki, że wymagają czasu i skupienia. Z wiekiem coraz trudniej i o jedno, i o drugie. Chciałby człowiek przeczytać coś lżejszego, a przynajmniej krótszego, żeby wypełnić literami tych kilka minut. W takich przypadkach z pomocą przychodzi mi prasa. W dobie internetu rola drukowanej prasy jest spychana na margines i niedoceniana. Mam jednak to szczęście, że mam działkę w takim miejscu, że internet zwalnia do roku 1995. Spróbujcie w takich warunkach poczytać coś w necie!

A więc prasa. Ale jaka?

Nie codzienna. Niecodzienna. Bardzo rzadko czytam prasę codzienną. Jeśli chcę newsów (a coraz rzadziej chcę), zaglądam na twitter. Jeśli chcę komentarzy, zaglądam na twitter. A jeśli chcę dłużej analizy to również zaglądam na twitter, bo tam dostanę link do www. Okazjonalnie zdarza mi się kupić Gazetę Wyborczą (najczęściej w poniedziałki), ale zastanawiam się, czy lektura Gadomskiego, Maziarskiego i teraz jeszcze Elizy Michalik, przy rezygnacji z Tochmana jest w ogóle warta pieniędzy. I to pomimo tego, że wielu naprawdę dobrych dziennikarzy w Gazecie Wyborczej pracuje. Czasami zdarza mi się również kupić Dziennik Gazetę PrawnąPolskę The Times, ale nie pamiętam, żebym kupił jakieś wydanie nie-weekendowe.

Nie czytam również tygodników. Owszem, zdarza mi się kupić raz na kwartał Newsweeka (Tomasz Lis gonna Tomasz Lis po raz kolejny, nihil novi sub sole), podobnie Politykę (Władyka i Janicki gonna et cetera). Długi czas czytałem w miarę regularnie Tygodnik Powszechny, który prezentuje bardzo dobry poziom i mnie, oszalałego z nienawiści ateistę, nie odstręcza swoim katolicyzmem. Nie mam jednak zamiaru wspierać pisma, dla którego pisze redaktor .., gdyż uważam, że jego wartościowa rola w dyskursie publicznym skończyła się wraz z odejściem z Dziennika Gazety Prawnej. Niemniej cieszę się, że Tygodnik Powszechny regularnie zyskuje czytelników.

Zdecydowanie najwięcej w domu mam miesięczników. Tutaj jednak muszę się wytłumaczyć: nie samą polityką człowiek żyje, czasami trzeba się zrelaksować. W tym może pomóc play station i nintendo switch. Żeby wiedzieć, co wartego uwagi pojawiło się na rynku gier, regularnie czytam CD-Action. Poważnie, rewelacyjny periodyk (periodyk, bo wychodzi “ciut częściej”, niż raz w miesiącu). Co istotne, piszą tam naprawdę przyzwoici, tolerancyjni i – według mnie – progresywnie myślący ludzie. Szalenie doceniam to co robią i to, jak wychowują kolejne pokolenia graczy. A piszą nie tylko o grach komputerowych: z artykułu Jedwabny szlag z numeru 09/2019 możemy dowiedzieć się na temat wojny handlowej USA z Chinami o wiele więcej, niż z podobnego artykułu z sierpniowego numeru Forbesa. 

Regularnie czytam również National Geographic, które w każdym numerze potrafi pozytywnie zaskoczyć przygotowywanymi materiałami. Nie wiem, na ile polska redakcja ma wpływ na dobór publikowanych materiałów, ale mam wrażenie, że od zmiany redaktor naczelnej magazynu, dobór tematów zmienił się na lepsze (przynajmniej dla mnie). A jeśli to tylko moja wyobraźnia, nie zabierajcie mi tego:)

Co miesiąc kupuję również Świat nauki. Spośród wydawanych w Polsce czasopism popularno-naukowych wyróżniają się tak naprawdę dwa tytuły: Świat nauki właśnie i Wiedza i życie. Preferuję Świat nauki, ponieważ więcej w nim jest materiałów z zakresu nauk humanistycznych i społecznych, niż w tym drugim tytule, który więcej miejsca poświęca naukom ścisłym. Ponadto redaktorzy Świata nauki nie boją się podejmować kontrowersyjnych tematów społecznych, ot choćby duży materiał na temat praw reprodukcyjnych w czerwcu. Albo materiał o tym, że osoby czarnoskóre w USA są dużo bardziej narażone na choroby związane z życiem w zanieczyszczonym środowisku, niż biali, choć w dużo mniejszym stopniu niż biali, odpowiadają za to zanieczyszczenie.

Z mediów tematycznych często przeglądam miesięczniki historyczne. Co jakiś czas kupuję Newsweek Historię, Naszą historięMówią wieki. Spośród tych trzech tytułów najczęściej sięgam po Mówią wieki, choć niestety wszystkie polskie miesięczniki historyczne (w gruncie rzeczy nie wiem, czy pierwsze dwa tytuły to miesięczniki, na tyle nieregularnie do nich zaglądam) zbyt dużą wagę przykładają do historii Polski, w szczególności XX wieku. Nie mogę mieć do nich o to pretensji, w końcu prawdopodobnie to się dobrze sprzedaje. Nie ich wina, że mnie to w ogóle nie interesuje.

Od czasu do czasu kupuję Le Monde Diplomatique PolskaPismo. Jakiś czas temu co miesiąc kupowałem Press. Obecnie robię to dwa razy rzadziej, co akurat wynika wyłącznie ze zmiany częstotliwości publikacji magazynu. W Press czytam głównie o mediach, a kwestię PR i reklamy najczęściej pomijam; na szczęście pierwsza część magazynu dostarcza wystarczająco dużo dobrych treści. Bardzo dobre materiały na temat polskich mediów uzupełniane są często rewelacyjnymi materiałami na temat stanu mediów w różnych częściach świata. W dobie coraz głupszej prasy społeczno-politycznej z zazdrością patrzę na media holenderskie, czy francuskie i marzę sobie, że i do nas kiedyś dotrze jakość i misja.

Ale najbardziej i tak lubię kwartalniki. Z perspektywy kwartalnika widać dopiero, jaki pierdołami zajmujemy się na co dzień. Kwartalnik pomaga nam uchwycić kontekst i swoistą longue durée przemian społecznych. Wreszcie kwartalnik oferuje mi czas. Nie muszę wszystkiego czytać od razu, mogę nad tekstami pomyśleć, mogę je przetrawić.

Wśród kwartalników chciałbym zwrócić Waszą uwagę na kilka tytułów: zdecydowanie bezkonkurencyjny jest Magazyn Miasta. Nie ma na polskim rynku drugiego takiego tytułu. Z jego stron dowiecie się nie tylko o tym, jak miasta radzą sobie z problemami, ale też w jaki sposób kreują nowe rozwiązania, które za kilka lat staną się standardem. Na świecie jest pełno miast, z których można czerpać garściami. Chciałbym, by Magazyn Miasta był lekturą obowiązkową w każdym biurze prezydenta miasta w Polsce. 

Regularnie zaglądam, choć nieregularnie kupuję jeszcze Kontakt, a jeszcze rzadziej zdarza mi się przynieść do domu PressjeKronos. W 2019 roku pojawiły się jednak w moim domu dwa nowe tytuły. Pierwszy z nich, Holistic News (powiązany z portalem Holistic.news) pojawił się na rynku na początku tego roku, a w ostatnich tygodniach do kiosku trafił drugi numer. Jest to bardzo przekrojowy magazyn, zajmujący się m.in. edukacją, ekonomią, turystyką i polityką. Z pewnością jest to obecnie jeden z ciekawszych tytułów w swojej kategorii, choć zdarzają się tam również przeciętne teksty.

Drugi tytuł, który odkryłem w tym roku, funkcjonuje na rynku już od wielu lat. Dopiero ostatnio zostaliśmy sobie jednak przedstawieni. Choć nazwa Kwartalnik Architektoniczny Rzut, bo o ten periodyk chodzi, może sugerować, że nie jest to pismo przeznaczone dla szerokiego grona odbiorców, nie dajcie się zwieść! W gruncie rzeczy jest to bardzo interdyscyplinarny periodyk dla wszystkich zainteresowanych przestrzenią, w jakiej żyjemy. Zerknijcie zresztą na ich stronę internetową i na tematy przewodnie poszczególnych numerów. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że zamówicie kilka numerów. I się nie zawiedziecie.

Jak widzicie, gdy kiedyś skończą mi się książki do czytania, będę miał lektury zastępcze. Zaletą prasy niecodziennej jest to, że nie dezaktualizuje się po tygodniu.

A jednak cały czas czuję, jakby mi czegoś brakowało. Od jakiegoś czasu szukam magazynu, który w ciekawy sposób przekazywałby mi wiedzę o różnych regionach świata i ich kulturach. Może znacie taki tytuł? A może sami chcielibyście się podzielić swoimi nieksiążkowymi lekturami?

Filip, @smootnyclown

Podziel się z innymi