Szymon Hołownia na prezydenta!

„Dzięki lajkom rachunków nie popłacisz. Dzięki sprzedaży – owszem”
Noah Kagan

Od kilku tygodni nie cichną głosy, że pewien liberalny telewizyjny *kaznodzieja* zamierza wziąć udział w wyścigu o tytuł strażnika żyrandola w jednym z budynków na warszawskim Krakowskim Przedmieściu. W konsekwencji wieść gminna niesie, że ma nawet szansę zdeklasować pozostałych pretendentów, w tym Maliniaka, panię Gosię1nie wiem w sumie, jakie przezwisko ma Małgorzata Kidawa-Błońska, jeśli żadnego nie ma, to według mnie nie świadczy zbyt dobrze o jej rozpoznawalności i drwala.

Nie bójcie się, to nie będzie tekst o polityce. Gdybym się jednak zapomniał, szturchnijcie mnie w ramię, ok? To będzie tekst o świętach. 

A w zasadzie to nawet nie.

Gdy w radio wybrzmiewają pierwsze nuty Last Christmas, gdy niesprzedane znicze są na paletach chowane w magazynach i zastępowane sztucznymi choinkami, łańcuchami i bombkami, a oświetlenie uliczne ma dokręcane ozdoby świąteczne, niektórzy szykują się na wojnę. No, może bitwę. Nie, nie myślę o handlu wielkopowierzchniowym (przynajmniej nie w pierwszej kolejności). 

Leciały tu z nieba bomby na głowy,
a teraz ćwierki Twittera, Instashoty i fotosy jedzenia2zamieszczone w niniejszym tekście dwa cytaty to fragmenty utworu Okna na zachód z ostatniej płyty Zeusa, “Kamilfornia”.

Rozpoczyna się najgorętszy okres w roku. Copyrighterzy, storytellerzy, advertiserzy rozpoczynają tak intensywne pisanie na klawiaturach swoich laptoków, że opuszki palców mają zdarte niczym członkowie Yakuzy. Działy marketingu i promocji szukają coraz to nowych rozwiązań, dzięki którym reklamowany przez nich produkt stanie się nam niezbędny do życia. W branży mówi się o tym jako o kreowaniu potrzeb. Na nasze potrzeby nazwijmy to wprost, wciskanie kitu.

Nie spadają nam dziś z nieba ulotki,
Bo dostajemy na maila kody promocji

Tradycyjny marketing ma to do siebie, że jest drogi. Kapitalizm ma to do siebie, że szuka oszczędności. Digitalizacja jest dobrym pomysłem na szukanie oszczędności. W dobie spadających nakładów gazet i oglądalności tradycyjnej telewizji (jakim cudem ona jeszcze w ogóle nie upadła?), przeniesienie działalności marketingowej do internetów może przynieść wymierne korzyści. Po pierwsze, umożliwia precyzyjniejsze “celowanie” w grupę, do której chcemy dotrzeć. Po drugie, umożliwia kreowanie wirali, które bez ponoszenia dalszych kosztów geometrycznie powiększają zasięgi naszej reklamy.

Ten guerilla marketing (w Polsce określany mianem marketingu partyzanckiego) to nic innego (obcesowo mówiąc), jak szukanie sposobu jak zarobić, a się nie narobić. Wydaje się więc, że pytanie, jakie sobie muszą postawić marketingowcy brzmi: jaką reklamę zrobić, żeby nie była nachalna i ludzie chcieli sami ją dalej udostępniać. 

Nie trzeba geniuszu, by zauważyć, że jednym z tematów, które budzą społeczne emocje jest spór polityczny. Jego temperatura już dawno wymknęła się spod jakiejkolwiek kontroli i gdyby miała wpływ na zmiany klimatyczne, parawany na plażing od wielu lat byśmy zabierali na Grenlandię. Na polityce można się ustawić z dwóch stron: polityka czyniącego wrzutki do mediów (pozdrawiam każdą partię) i dziennikarza, który z poważną miną te wrzutki rozpowszechnia (pozdrawiam prawie wszystkich dziennikarzy).

Wystarczy więc szepnąć jednemu, czy drugiemu influencerowi (czyt. dziennikarzowi pudelkopodobnemu) podrzucić jeden temat, może półgębkiem, a może i wprost. I czekać. Kamyczek może i mały, ale uruchomi lawinę. Kamyczek rozpoczął swój ruch 7 listopada. Spójrzcie, jak wyglądają trendy wyszukiwania samego nazwiska Szymona Hołowni oraz zestawu nazwiska z sugestią prezydentury:

previous arrow
next arrow
Slider

Podobno Szymon Hołownia ma ogłosić, czy będzie kandydował na prezydenta w najbliższą niedzielę, 8 grudnia. To może być naprawdę duża szansa na zakopanie coraz większego rowu dzielącego Polskę. Oto liberalny inteligent, katolik tzw. kościoła łagiewnickiego, otwartego. Niedogmatyczny. Bez bagażu politycznych kłótni. Z szansami na poparcie liberałów, umiarkowanej prawicy i umiarkowanej lewicy. Aż chciałoby się zakrzyknąć: Teraz, albo nigdy!

I z pewnością czystym przypadkiem jest, że jest to równocześnie tytuł najnowszej książki Szymona Hołowni, którą w księgarniach znajdziecie w połowie grudnia.

Filip

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.

Podziel się z innymi