Nie tylko nowości, czyli wyzwanie na resztę roku.

Dokonałem autokrytycznego przeglądu półek z książkami. Od jakiegoś czasu wyrzucam bowiem sobie, że oto znów coś kupiłem, a zaległości czytelnicze aż wołają o ich przeczytanie. Wytypowałem więc 5 książek, które chciałbym przeczytać do końca roku, co wydatnie wyczyści moje sumienie, zapewni bagaż wiedzy i emocji, a ostatecznie (uff…) pozwoli na dalsze nieskrępowane zakupy.

Dominic Lieven, W pożogę. Imperium, wojna i koniec carskiej Rosji, Wydawnictwo Akademickie SEDNO, Warszawa 2018

Dobrych książek o Rosji nigdy dość, tym bardziej tych historycznych. Dominic Lieven to zwolennik ponadnarodowych imperiów, wróg nacjonalizmów, były doradca Margaret Thatcher, członek British Academy i Trinity College w Cambridge, pochodzący z rodu niemieckich książąt bałtyckich służących na carskim dworze. Już ten krótki opis, zestawiony z tytułem jego książki, pozwala domyślać się, co dostaniemy w jej treści. Ostatnie lata XIX w. i pierwsze XX w. to czas fatalnych w skutkach decyzji, które zaprowadziły Imperium Romanowów do katastrofy Wielkiej Wojny i Rewolucji Październikowej. Liczę na rzeczową argumentację i swoistą nutkę żalu za imperium, przeciwstawioną agresywnym ideom nacjonalizmu i państw narodowych powstałych na gruzach La belle époque.

Szczególnie nie mogę się doczekać zestawienia sobie W pożogę ze znanymi mi pracami Andrzeja Nowaka, który chociażby w Metamorfozach Imperium RosyjskiegoO historii nie dla idiotów dał wyraz swoim przekonaniom o słuszności innych koncepcji porządku tej części Europy. Obaj historycy z resztą, mniej lub bardziej bezpośrednio, spierali się o swoje racje. W sposób oczywiście cywilizowany i jakże daleki od medialnej papki w stylu „ja panu nie przerywałem”. Obyśmy tylko w taki sposób potrafili się spierać.

Robert I. Frost, Oksfordzka historia unii polsko-litewskiej tom 1. Powstanie i rozwój 1385 – 1569, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2019

Powiedzieć, że jako nacja jesteśmy bardzo przewrażliwieni na punkcie własnej historii, a już szczególnie gdy opowiadają ją zagraniczni pisarze i historycy, to nic nie powiedzieć (mistrzu Jerzy, wybacz kradzież tej figury stylistycznej). Osobiście uważam jednak za bardzo cenne tak zwane świeże spojrzenie z zewnątrz. Z takim nastawieniem podejdę do lektury pierwszego tomu historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Autor był studentem m. in. Uniwersytetu Jagiellońskiego, a dziś kieruje katedrą historii na uniwersytecie w Aberdeen. 

Miałem okazję niedawno uczestniczyć w rozmowie, w której młody polski naukowiec podawał Frosta jako przykład zagranicznego naukowca świetnie zorientowanego w naszej historii. Przekonywał, iż takich osób potrzeba obecnie jak najwięcej, by trochę „odświeżyć” myślenie o polskiej historii, sposób jej badania i opowiadania o naszych dziejach.

Wiele sobie obiecuję nie tylko po opowieści o czasach największej chyba naszej chwały i potęgi w historii, ale przede wszystkim po możliwości dojrzenia, jak historia unii widziana jest na zachodzie, gdzie niejednokrotnie za pierwsze imperium w tej części świata uważa się dopiero Rosję od czasów Piotra Wielkiego. 

Tomasz Mościcki, Janusz Majcherek, Kryptonim „Dziady” Teatr Narodowy 1967-1968, Wydawnictwo Fundacja Historia i Kultura, Warszawa 2017

W Liceum Ogólnokształcącym przeżyłem „ukąszenie romantyzmem”, z którego leczyłem się lata całe. Wyrugowałem z siebie ówczesną myśl polityczną, ale postała mi fascynacja poezją tamtych czasów i przekonanie, że Dziady były, są i będą najwspanialszym dramatem w historii nie tylko polskiej literatury.  

Geneza, przebieg i polityczne następstwa zdjęcia spektaklu Dejmka z afisza są powszechnie znane i dogłębnie omówione. Koniecznie w takim razie muszę sięgnąć po tę pozycję, bowiem stworzyło ją dwóch krytyków, ludzi teatru. Nie pominęli i nie zlekceważyli wielkiej polityki związanej z tymże spektaklem, ale przede wszystkim nastawiam się na opowieść o teatrze i sztuce. Kto z nas bowiem, myśląc o Marcu ’68, w ogóle zastanawia się nad walorami artystycznymi dzieła wystawianego na scenie Teatru Narodowego..?

I uparcie nie mogę się pozbyć myśli, że mimo wszystko wielki to naród i wspaniałe czasy, gdy rewolucja wybucha przez i dzięki sztuce teatralnej.

Red. Igor Strojecki, Utracony świat. Podróże Leona Barszczewskiego po XIX-wiecznej Azji Środkowej, Wydawnictwo Bezdroża, Gliwice 2016 

Trzy lata temu reportaż Maxa Cegielskiego sprawił, że odkryłem postać Bronisława Grąbczewskiego, syna powstańca styczniowego, który jako oficer armii carskiej w latach osiemdziesiątych XIX wieku był jednym z najważniejszych uczestników “Wielkiej Gry”, czyli rywalizacji Rosji i Wielkiej Brytanii na terenach Azji Środkowej. Po tym zaś zacząłem odkrywać powoli kolejnych Polaków, którzy w latach zaborów wybrali robienie kariery zawodowej i naukowej jako „wierni poddani cara”.

Leon Barszczewski to wśród nich postać stosunkowo mało znana. Podróżnik, który na ówczesnych szklanych negatywach dokumentował kraje Azji Środkowej i którego można uznać za niejako powtórnego odkrywcę piękna Samarkandy. Postać której arcyciekawymi losami można by obdzielić kilka osób. 

Bogato ilustrowaną książkę, dzięki której oglądamy mieszkańców dalekich zakątków Azji sprzed ponad wieku, zawdzięczamy jego prawnukowi. Igor Strojecki, genealog i varsavianista, z pasją walczy o pamięć po swoim przodku. Dzięki temu my otrzymujemy fascynującą opowieść o czasach wielkich badań i odkryć. Cieszymy się tym, że żyjemy na planecie, która nie ma przed nami prawie żadnych tajemnic. Tracimy jednak przez to uloty dreszczyk emocji, który musieli doświadczać ludzie tacy jak Barszczewski. Dreszczyk odkrywania tego, co jeszcze w ogóle nie jest znane.

František Šmahel, Rewolucja husycka tom I: Okres wyrwany z ram, Wydawnictwo Napoleon V, Oświęcim 2018

Chyba nie będę daleki od prawdy, jeśli powiem, że najwięcej dla popularyzacji w Polsce rewolucji husyckiej zrobił Andrzej Sapkowski swoją rewelacyjną (tak, tak – stawiam ją wyżej od Wiedźmina) Trylogią husycką.

Narastało we mnie jednak przekonanie i chęć do zgłębienia tematu w sposób daleko bardziej naukowy. Z radością więc powitałem pierwszy z trzech tomów Rewolucji husyckiej autorstwa Františka Šmahela – wybitnego (jak można się przekonać z informacji internetowych; nie jestem bowiem biegły w temacie czeskich historyków) specjalisty od historii średniowiecza i czeskiej reformacji. 

Szybka analiza, choćby spisu treści pierwszego tomu, sprawia, że do lektury podejdę z pewną obawą i szacunkiem. Już teraz zakładam, że często będę robił przerwy, by w innych źródłach wyjaśnić sobie szczegółowe informacje o historii Czech i w ogóle kawałka średniowiecznej Europy. Pierwszy tom bowiem do historii rewolucji husyckiej dopiero prowadzi. Jest wielkim (ponad 500 stron, a Wydawnictwo Napoleon V należy szanować za gęsty druk i brak sztucznego zwiększania liczby stron wydawanych książek) wstępem, traktującym o obecnym stanie wiedzy i badań nad husytami oraz opowieścią o wcześniejszych ruchach heretyckich. 

Nie brakuje również tego, co cenię najbardziej, czyli obszernego opisu sytuacji społecznej i gospodarczej w przededniu wystąpienia Jana Husa. Mijają dziesięciolecia od zakończenia mojego kształcenia historycznego w polskim systemie edukacji, a ja wciąż cieszę się jak dziecko z tego, że ktoś mówi o historii nie przez pryzmat bitew i bohaterskich śmierci, lecz pochyla się nad społeczeństwem i jego dniem codziennym.

Piotr, @P_e_t_ar

Podziel się z innymi