Aleksandar Hemon, “Dwa razy życie” – fragment książki

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Dowody na Istnienie mamy możliwość zaprezentowania Wam fragmentu książki Aleksandara Hemona, Dwa razy życie.  Jest  to pozycja ze wszech miar wyjątkowa. Hemon opisuje swoją beztroską młodość z okresu Jugosławii i wczesną dorosłość już w czasach, gdy świat który znał, rozpadł się na jego oczach. Ale o dojmującej stracie mówi w tak piękny sposób, że – choć książka została wydana w Polsce w 2015 roku – nie mogliśmy oprzeć się opublikowaniu jej fragmentu.

Jeżeli ktoś z Was byłby zainteresowany zakupem, więcej o książce przeczyta na stronie wydawnictwa Dowody na Istnienie. Poniżej opublikowany fragment jest początkową częścią książki i można go traktować jako wprowadzenie do tego, co stało się w krajach byłej Jugosławii.

***

Kim pan jest?

Oto historia, którą chciałbym opowiedzieć. Przeczytałem ją w kanadyjskiej gazecie i opowiedziałem już tyle razy, że czasem mam wrażenie, jakbym to ja ją wymyślił.

Pewien kanadyjski profesor politologii pojechał podczas wojny do Bośni. Urodził się gdzieś na terenie dawnej Jugosławii, ale jego rodzice wyemigrowali do Kanady, kiedy był dzieckiem, co oznaczało, że miał rozpoznawalnie południowosłowiańskie nazwisko. W Bośni, zaopatrzony w kanadyjski paszport i przepustkę UNPROFOR-u [United Nation Protection Force, Siły Ochronne Organizacji Narodów Zjednoczonych], poruszał się w eskorcie uzbrojonych błękitnych hełmów, w pełni chroniony przed wojną, żeby mógł ją badać. Dzięki kanadyjskiemu paszportowi i przepustce przejechał przez wiele punktów kontrolnych, aż na którymś z kolei żołnierzy zaciekawiło jego południowosłowiańskie nazwisko w kanadyjskim paszporcie i zapytali go: “Kim pan jest?”. Przerażony, zdenerwowany i z podniesionym poziomem adrenaliny, odpowiedział: “Jestem profesorem”. Patriotyczni wojownicy z posterunku wojskowego uznali pewnie jego odpowiedź za przejaw dziecinnej niewinności, bo bynajmniej nie pytali o zawód. Może śmiali się i wszystkim opowiadali, kiedy go puścili. Z pewnością wydał im się człowiekiem nie z tego świata.

Żeby dzielni żołnierze choć trochę potrafili go zrozumieć jako przedstawiciela rodzaju ludzkiego, musiałby dysponować określoną – by nie rzecz oczywistą – tożsamością etniczną; przynależność etniczna profesora byłaby jedyną istotną informacją na jego temat. Jego wiedza politologiczna czy kwalifikacje dydaktyczne nie miały najmniejszego znaczenia w tej części świata, pokrojonej przez rozmaite współistniejące systemy etnicznej inności – zresztą jak większość innych regionów świata. Profesor miał się określić w stosunku do jakiegoś “innego”, ale żadna inność nie przyszła mu w tym momencie do głowy.

Żeby znów stać się profesorem, musiał wrócić do Kanady, gdzie być może spotkał moich rodziców, którzy z pewnością zobaczyliby w nim doskonały okaz jednego z “onych”.

Kim ja jestem?

Moja siostra wróciła po wojnie do Sarajewa i pracowała tam zaopatrzona w kanadyjski paszport. W toku swojej pracy analityka politycznego spotykała wielu zagranicznych i krajowych polityków oraz urzędników. Ponieważ posługiwała się niejednoznacznym etnicznie nazwiskiem i mówiła po bośniacku i po angielsku, trudno ją było zaszufladkować, toteż zarówno miejscowi, jak i cudzoziemcy często ją pytali: “Kim pani jest?”. Kristina to ostra i zuchwała kobieta (w końcu jako dziecko przeżyła zamach na swoje życie), więc natychmiast odparowywała: “Po co chcecie to wiedzieć?”. Pytali oczywiście po to, żeby poznaj jej przynależność etniczną, co z kolei pozwoliłoby im ustalić, co naprawdę myśli, jaką grupę etniczną naprawdę reprezentuje i jakie są jej prawdziwe cele. Nie była dla nich ważna jako człowiek, a tym bardziej jako kobieta, a jej wykształcenie i zdolność samodzielnego myślenia według nich nie były w stanie sprawić, by potrafiła wznieść się ponad zdeterminowaną etnicznie mentalność, by ją przezwyciężyć. Można powiedzieć, że była beznadziejnie zaplątana w swoje korzenie.

Pytanie było oczywiście z gruntu rasistowskie, toteż bardziej wrażliwych politycznie cudzoziemców jej riposta wprawiała w zakłopotanie, ale po chwili wahania naciskali dalej, natomiast miejscowi naciskali bez żadnego wahania – dopóki moja siostra nie zadeklarowała się etnicznie, nie dało się stwierdzić, jakie ma poglądy, a nawet czy w ogóle istnieje. W końcu mówiła: “Jestem Bośniaczką”, co nie oznacza grupy etnicznej, tylko jedno z jej dwóch obywatelstw – odpowiedź absolutnie niesatysfakcjonująca międzynarodowych administratorów, którzy dzielnie obsiadali biurka rządowe i stoliki w drogich restauracjach.

Kiedy słyszę pytanie: “Kim pan jest?”, po doświadczeniach mojej siostry mam ochotę odpowiedzieć z dumą: “Jestem pisarzem”. Ale rzadko to robię, bo jest to nie tylko pretensjonalne i głupie, ale także nie do końca zgodne z prawdą – czuję się pisarzem tylko wtedy, kiedy piszę. Mówię zatem, że jestem skomplikowany. Chętnie dodaję również, że w gruncie rzeczy jestem plątaniną pytań bez odpowiedzi, skupiskiem “innych”.

Chętnie bym też zareplikował, że na odpowiedź być może jest jeszcze za wcześnie.