David Grann, „Czas Krwawego Księżyca. Zabójstwa Indian Osagów i powstanie FBI” – fragment książki

Dzięki uprzejmości wydawnictwa W.A.B. poniżej prezentujemy naszym Czytelniczkom i Czytelnikom fragment świeżutkiej książki Davida Granna. W „Czasie krwawego księżyca” Grann, autor wspaniałego [naprawdę polecam – Filip] „Zaginionego miasta Z” opisuje nam tajemnicze zgony Indian ze szczepu Osagów, na których terenach odkryto bogate złoża ropy naftowej. W sprawę włącza się nowo utworzone Federalne Biuro Śledcze.

***

Na początku XX wieku Bigheart i inni Osagowie wiedzieli już,że nie unikną tego, co pewien amerykański urzędnik nazwał „wielką burzą”. Rząd USA planował wkroczyć na Terytorium Indiańskie i uczynić je częścią nowego stanu – Oklahomy. (W języku Indian Czoktawów nazwa ta znaczy „czerwonoskórzy”). Przez kilka lat wodzowi udawało się odwlekać to, co nieuniknione. Osagowie byli ostatnim plemieniem na Terytorium, których ziemię miano podzielić, i to dawało im większe możliwości nacisku, ponieważ urzędnikom zależało na uniknięciu jakichkolwiek przeszkód na ostatniej prostej do założenia stanu. W 1904 roku Bigheart wysłał do stolicy żarliwego młodego prawnika Johna Palmera, „by trzymał rękę na waszyngtońskim pulsie”. Ten syn białego handlowca i Indianki z plemienia Siuksów po tym, jak w dzieciństwie stracił rodziców, został przygarnięty przez rodzinę Osagów, a potem ożenił się z Indianką z tego plemienia.Amerykański senator z Oklahomy nazwał Palmera „najbardziej elokwentnym z Indian”.

Bigheart, Palmer i inni członkowie plemienia miesiącami negocjowali z rządem warunki parcelacji terytorium na działki. Osagowie nakłonili stronę rządową, by podzieliła teren wyłącznie między członków plemienia, dzięki czemu każda działka miała objąć dwieście sześćdziesiąt sześć hektarów zamiast sześćdziesięciu pięciu.Ta strategia zapobiegała krwawym walkom o ziemię, chociaż biali mogli próbować kupić działki od członków plemienia. Indianom udało się również umieścić w umowie zapis, który wydawał się w tym czasie dość osobliwym zabezpieczeniem: „Ropa naftowa,gaz, węgiel i minerały ukryte w ziemi […] należeć będą do plemienia Osagów.

Członkowie plemienia zdawali sobie sprawę z tego, że pod ziemią znajdują się złoża ropy. Ponad dekadę wcześniej jeden z Indian pokazał Johnowi Florerowi, właścicielowi sklepu w Gray Horse, tęczę na powierzchni strumienia we wschodniej części rezerwatu. Zanurzył w wodzie swój koc, po czym wyżął go nad pojemnikiem. Florer pomyślał, że zawartość naczynia śmierdzi jak smar do osi, który sprzedawał w swoim sklepie. Wrócił do miasta i pokazał próbkę pozostałym osadnikom, ci zaś potwierdzili jego podejrzenia: to była ropa. Florer i jego zamożny wspólnik wydzierżawili od plemienia ten teren,by zacząć odwierty w rezerwacie. Niewiele osób się zorientowało, że Osagowie siedzą na fortunie, choć do czasu rozpoczęcia negocjacji z rządem kilka małych złóż zaczęto już eksploatować. Dlatego właśnie członkom plemienia, dzięki sprytowi, udało się zachować ten skarb ukryty w ziemi – bogactwo, którego nawet nie mogli zobaczyć. Gdyw 1906 roku warunki zostały uzgodnione, Palmer przechwalał się przed Kongresem: „Spisaliśmy tę umowę odręcznie”.

Podobnie jak inni członkowie plemienia, Mollie i jej krewni otrzymali udziały w złożach będących własnością plemienia. Kiedy w następnym roku Oklahoma dołączyła do USA jako czterdziesty szósty stan,Indianie mogli zacząć sprzedawać swoje naziemne tereny hrabstwu Osage. Jednak aby plemię utrzymało złoża ropy naftowej pod kontrolą,żaden z jego członków nie miał prawa sprzedać swoich udziałów ani kupić nowych. Można je było tylko odziedziczyć. Mollie i jej rodzina stali się częścią pierwszego podziemnego rezerwatu.

Wkrótce potem plemię zaczęło wydzierżawiać ziemię coraz większejliczbie białych poszukiwaczy ropy. Mollie widziała uwijających się, ubłoconych robotników. Po umieszczeniu pod ziemią ładunkuz nitrogliceryną wywoływali eksplozję, w wyniku której od czasu doczasu wylatywał w powietrze kawałek jakiejś starej indiańskiej włócznialbo strzały. Wszyscy patrzyli na to z niedowierzaniem. Ci ludziewznosili drewniane konstrukcje, które celowały w niebo niczym iglicekościołów, i monotonnie pokrzykiwali w jedynym w swoim rodzajujęzyku: „Kopcie, kocury, kopcie. Załadujcie ją, robaczki. Tak jest.A teraz zdejmijcie to, ptaszki. W górę. I szlus!”. Wielu poszukiwaczyropy dokopywało się do wyschniętych złóż i zrozpaczeni odjeżdżali. Pewien członek plemienia Osagów zauważył, że ci biali „zachowywalisię tak, jakby miało nie być jutra”.

Na początku XX wieku George Getty, adwokat z Minneapolis, rozpoczął poszukiwania ropy na wschodnich rubieżach terytorium Osagów, na działce numer 50, którą wydzierżawił za pięćset dolarów.Kiedy jego syn, Jean Paul Getty, był jeszcze dzieckiem, odwiedzał tęparcelę wraz z nim. „To były pionierskie czasy – wspominał później Jean Paul, założyciel GettyOil Company. – Żadnych samochodów,prawie bez telefonów, rzadko kiedy światło elektryczne. Chociaż byłyto początki XX wieku, czuło się wciąż silne wpływy wieku XIX. […] Wydawałosię, że to wielka przygoda, jednak dla moich rodziców, w odróżnieniuode mnie, nie miało to żadnego uroku. Często jeździliśmyna działkę numer 50, jakieś piętnaście kilometrów w głąb terytorium Osagów, wozem ciągniętym przez konia. Zajmowało to kilka godzini po drodze musieliśmy pokonywać rzekę”.

Przed spotkaniem z Indianami Jean Paul zapytał ojca: „Czy onisą niebezpieczni? Będziemy musieli z nimi walczyć?”. Ojciec parsknąłśmiechem. „Nie – odparł. – Są raczej cisi i pokojowo nastawieni”.

Pewnego deszczowego wiosennego dnia w 1917 roku Frank Phillips– poszukiwacz ropy, który wcześniej sprzedawał balsam zapobiegającyłysieniu – znajdował się ze swoimi robotnikami na działcenumer 185, położonej niecały kilometr od działki numer 50. Stali naplatformie, wiercąc, kiedy nagle wieża wiertnicza zaczęła drżeć, zupełniejakby obok przejeżdżała lokomotywa. Z dziury w ziemi zaczęłydochodzić dudniące, bulgoczące dźwięki i robotnicy rzucili się doucieczki. Ich krzyki zostały zagłuszone przez huk. Wiertacz chwyciłPhillipsa i ściągnął go z platformy w momencie, gdy ziemia się rozpękłai w powietrze wystrzeliłczarny słup ropy.

Każde nowe znalezisko zdawało się bardziej zapierać dech w piersiach niż poprzednie. W 1920 roku E.W. Marland, który niegdyś klepał taką biedę, że nie było go stać na bilet kolejowy, odkrył Burbank, jedno z najwydajniejszych złóż ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych –w pierwszej dobie przyniosło ono sześćset osiemdziesiąt baryłek.

Wielu Osagów pojawiło się na miejscu, żeby podziwiać wytrysk ropy.Przepychali się, chcąc mieć jak najlepszy widok i pilnując się przy tym,żeby nie zaprószyć ognia. Ich wzrok podążał za ropą, która unosiła się piętnaście, osiemnaście, a czasami nawet trzydzieści metrów nad ziemią.Czarne krople zakreślały łuk ponad wieżą, przypominając skrzydła anioła śmierci, a potem opadały na kwiaty na łąkach i opryskiwały twarze robotników oraz gapiów. Ludzie ściskali się i podrzucali z radości kapelusze. Bigheart, który umarł niedługo po podziale terenów swojego plemienia, zyskał miano Mojżesza Osagów. A ciemna, lepka,śmierdząca substancja wydawała się najpiękniejszą rzeczą na świecie.

David Grann, Czas Krwawego Księżyca. Zabójstwa Indian Osagów i powstanie FBI, wydawnictwo W.A.B.

Oceń ten wpis!