Jerzy Limon, „Szekspir bez cenzury” – fragment książki

Wiele mitów krąży o Szekspirze. Jednym z popularniejszych jest twierdzenie, że William Shakespeare tak naprawdę w ogóle nie istniał, a był tylko pseudonimem wielkiego filozofa tamtych czasów, Francisa Bacona. Inna, że jako Szekspir pisało kilku różnych autorów (co przypomina nam podobną insynuację Phillipa K. Dicka pod adresem Stanisława Lema). Jeszcze inna, że Szekspir faktycznie istniał, ale marny był z niego twórca, za to niezły złodziejaszek, który przywłaszczał sobie cudze prace. Takie teorie tylko podsyca największy nieobecny element szekspirowski, mianowicie rękopis.

Jak by nie było, prace opatrzone nazwiskiem Williama Szekspira fascynują nas po dziś dzień i należą do tych lektur szkolnych, które czytamy z przyjemnością (przynajmniej my tak mieliśmy). Wiele powstało biografii Szekspira, powstały również liczne analizy i komentarze do jego twórczości. W ostatnich dniach wydawnictwo Słowo/obraz terytoria wydało pracę Jerzego Limona, anglisty i literaturoznawcy, teatrologa i tłumacza m.in. Williama Shakespeare’a, a także dyrektora Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego.

Praca Jerzego Limona jest wyjątkowa – nie jest to zwykła biografia Williama Shakespeare’a, a… słownik. Słownik nietypowy, odnoszący się do słów i zwrotów, których wielki dramaturg używał w swoich pracach. Jerzy Limon wyciąga na wierzch erotyczne podteksty twórczości Szekspira. Czytając Szekspira bez cenzury wyobrażamy sobie widownię siedzącą w Globe Theatre w Londynie i zastanawiamy się, jak reagowała na kolejne żarty słowne. Czy panie rumieniły się zasłaniając chustami? Czy panowie śmiali się w głos? A może było na odwrót? Wydaje się jednak, że publiczność poprawnie odczytywała podteksty, co ostatecznie doprowadziło do zamknięcia teatru po sprzeciwach purytanów. A może nie miało to żadnego związku?

Jak by nie było, książkę Jerzego Limona czyta się z wypiekami na twarzy. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Słowo/obraz terytoria, Czytelniczki i Czytelnicy readlist.pl mogą zapoznać się z jednym napisanym hasłem. Mamy nadzieję, że zachęci to Was do bliższego zapoznania się z całą pracą. Zapraszamy do lektury!

***

„Argument”, „kłótnia”, „wywód”, ale możliwe, że i „pochwa”, a także „nasienie” (w tym ostatnim znaczeniu używano też mało wyszukanego słowa „water”, zwłaszcza „white water”). Takie dwuznaczne znaczenie słowa „argument” (= pochwa) znajdujemy, między innymi, w scenie IV aktu II Romea i Julii, gdzie Merkucjo, ponaglany, by już wreszcie skończył świntuszyć („tale”), powiada, że – parafrazując – „sam bym to skończył, bo dotarłem już do końca swojego wywodu i nie miałem ochoty dalej się nim zajmować” (zob. też BAUBLE i PRICK, gdzie omówiona jest wymiana żartów bezpośrednio poprzedzających i następujących po fragmencie teraz przywoływanym). Po angielsku zdanie to brzmi z pozoru niewinnie: „I would have  m a d e  i t  s h o r t, for I was  c o m e  to the whole  d e p t h o f  m y  t a l e, and meant indeed to  o c c u p y  the  a r g u m e n t  no longer”. Ale nadbudowuje się tutaj dodatkowe znaczenie o wyraźnie erotycznym podtekście. Kluczowymi słowami są tu „come”, co i w dzisiejszej angielszczyźnie oznacza „orgazm”, „ejakulację” (choć dziś często pisane „cum”), „short”, czyli „skracać”, ale również – przymiotnikowo – „krótki” (czyli penis zwiotczały po akcji), „whole” – „cały”, ale też częsty homofon z „hole” (oba słowa wymawiano [o:l]), czyli „dziurką”. W bardzo sprośnej sztuce Johna Fletchera The Tamer Tamed pada zdanie: „You may kiss her whole” (V.i.23) – co w tym kontekście znaczy „możesz uzdrowić ją pocałunkiem”, „możesz ją całą wycałować” (bo „whole” to także homofon z „all”) albo „możesz pocałować ją w dziurkę”. Takie znaczenie miała też „mysia dziurka”, czyli „mouse-hole”, gdyż „myszka” była częstym czułym słówkiem, jakim obdarzano kobiety. „Is not wholesale the chiefest merchandise?” – „Czy sprzedaż hurtowa nie jest podstawą kupiectwa?”, pyta retorycznie Kurtyzana w sztuce Thomasa Middletona Michaelmas Tearme (IV.ii.14–15); ale „sprzedaż hurtowa” – „wholesale” – to także „hole sale”, a zatem „sprzedaż dziurek”, czyli prostytucja.

Słowo „tale” z kolei – wracając do kwestii Merkucja – to „opowieść”, ale też (na scenie, gdzie ortografia jest nieuchwytna) homonim „tail”, czyli ogon albo penis, „occupy”, czyli „zająć”, „wziąć” (= zaliczyć w sensie seksualnym), oraz „argument”, czyli wywód albo wagina. A zatem omawiane zdanie może znaczyć: „I tak sam bym go skrócił [kutasa], bo właśnie doszedłem do końca z moim ogonkiem w dziurce i już dłużej przebywać tam/bzykać nie miałem zamiaru”. Ale – jak zawsze – oba znaczenia nachodzą na siebie, tworząc trzecie, unikatowe dla tego konkretnego kontekstu słownego i sytuacyjnego. Również i w tym wypadku żaden z tłumaczy nie poradził sobie z wieloznacznością omawianej kwestii (jak i całej sceny). Zob. TAIL, a tam szczegółowe omówienie i tłumaczenia tego fragmentu.

Słowo „argument” pojawia się też w sonetach, w większości poświęconych pięknemu młodzieńcowi. Związek pomiędzy młodzieńcem a poetą jest dość zawiły; jest nawet w sonecie 38 dosłownie opisany w kategoriach małżeństwa i fizycznego związku między dwojgiem osób. Jak mojej muzie może zabraknąć tematu do pisania – pyta poeta – kiedy ty… i tu trzeba ponownie odwołać się do oryginału, żeby pokazać złożoność Szekspirowskiej poezji. Padają tam następujące słowa: „While thou dost breathe, that p o u r ’ s t into my verse / Thine own sweet a r g u m e n t…”. Czyli dosłownie: „mojej muzie nie może zabraknąć tematu do pisania, ty bowiem oddychasz (żyjesz) i [samym sobą] dostarczasz słodkiej materii («sweet argument» i tak dalej), czyli inspiracji i «tworzywa» do moich wersów”. Tak się jednak składa, że w tym kontekście słowo oryginału „argument” nabiera zupełnie innych konotacji. Szekspir niekiedy (w innych utworach) używa tego rzeczownika w sposób nader dwuznaczny, tutaj wzmocniony jeszcze przez czasownik „pour into” („wlewać”, ale także „wtryskiwać”); „argument” może bowiem oznaczać kuciapkę, ale także spermę, „nasienie”.

Podobnie w Trojlusie i Kressydzie (IV.V.26–29), w scenie powitania Kressydy w obozie greckim, kiedy po kolei – w symbolicznym gwałcie – wszyscy mężczyźni na powitanie namiętnie ją całują, znajdujemy następujący dialog: „Menelaus: I had good argument for kissing once” – co można tłumaczyć nieco eufemistycznie: „miałem niegdyś smakowity kąsek/powód do całowania [czyli Helenę]” (nie zapominajmy jednak o ukrytym znaczeniu słowa „argument”), na co złośliwy Patrokles mówi:

But that’s no  a r g u m e n t  for kissing now;
For thus popp’d Paris in his  h a r d i m e n t,
And parted thus you and your  a r g u m e n t
(IV.V.26–29)

Zofia Siwicka:
Lecz to nie powód, byś teraz całował.
Zuchwały Parys tak zaszedł cię z przodu,
Że cię rozdzielił od twego powodu.

Jerzy Limon i Władysław Zawistowski:
Lecz już go nie masz, bo bez twojej zgody
Bezczelny Parys zabrał ci powody

Leon Ulrich:
Lecz to nie powód, byś teraz całował;
Zuchwały Parys tak niegdyś wystrzelił
I od powodów tak cię twych rozdzielił.

Słowo „hardiment” jednak to nie tylko „hardość”, lecz także „stwardnienie”, „twardość”, co w tym i tak obscenicznym kontekście nadaje słowom Patroklesa dość wymowne znaczenie (odnoszące się do tego, co Grecy nazywali „ithyphallos”; poematy ku chwale sterczącego fallusa do dziś nazywamy ityfallikami). Podkreśla to też rym (żeński, żeby nie było wątpliwości): „hardiment” – „argument”. Cytowany fragment może więc znaczyć: „lecz teraz nic nie masz, bo pomiędzy ciebie a cipkę/Helenę wskoczył Parys ze sterczącym fallusem”. W każdym razie przytoczone wersy sonetu 38 to nie tylko „słodka materia”, która dostarcza poecie natchnienia i tematu, lecz także „słodkie nasienie”, którym młodzieniec metaforycznie zrasza umysł poety, dzięki czemu dochodzi do zapłodnienia i rodzą się ich „dzieci” – Szekspirowskie wiersze. W całym cyklu poświęconym młodzieńcowi przewija się metafora macicy i ciąży. To umysł poety jest ową metaforyczną macicą, a uroda młodzieńca i miłość są niczym nasienie, którym zrasza on macicę i doprowadza do zapłodnienia. W ten oto sposób rodzą się sonety, ich wspólne potomstwo, które wdziękom młodzieńca – który dzieci mieć nie chce bądź nie może – zapewnić mają nieśmiertelność.

Czytając dziś sonety, czytelnik potwierdza, że jednak Szekspir miał rację. O tym, że w metaforyce Szekspira umysł może „płodzić” i „rodzić”, świadczy też fragment w Ryszardzie II, gdzie w scenie 5 aktu V (w. 6–8) Ryszard mówi: „My brain I’ll prove the female to my soul, / My soul the father, and these two beget / A generation of still breeding thoughts” – „Mózg, jak samicę, sparzę z moją duszą, / Rodzice owi zaś na świat wydadzą / Chutliwych myśli całe pokolenia, / Które z kolei zaludnią mój światek” (przekład Piotra Kamińskiego). Napomknąć przy tym warto, że słowo „brain” („mózg”) pojawia się niekiedy w znaczeniu „nasienia” (u Aubreya czytamy „the brein of such a father”) – już od antyku i to nie tylko w ludowych wierzeniach twierdzono, że podczas stosunku to mózg z mężczyzny wypływa. W starożytności sądzono, że sperma oddziela się od szpiku w kręgosłupie (tak też na słynnym rysunku anatomicznym Leonarda, ukazującym penisa w pochwie). Francis Bacon przestrzegał (w Sylva Sylvarum), że nadmiar seksu osłabia wzrok. Ironia losu sprawiła, że wdowę po nim oskarżano, iż – poślubiwszy Sir Thomasa Underhilla – pozbawiła go słuchu i wzroku właśnie swymi rozbuchanymi chuciami. Ciekawa metafora ciążowa pojawia się również w Peryklesie, gdzie Król mówi o sobie: „I AM great with woe, and shall deliver weeping” (V.i.106) – „jestem w ciąży z rozpaczą i płacz tylko urodzę / będę rodził w płaczu”. Zob. też CON, gdzie cytat z Cymbelina, a w nim pada słowo „argument” w przedstawionym wyżej znaczeniu.

Jeden z najbardziej aktywnych pisarzy purytańskich, Philip Stubbes, wróg teatru i nawiedzony świętoszek, przestrzegał w The Anatomy of Abuses (1583), że grzeszne, pozamałżeńskie stosunki „Przyniosą wieczne potępienie tym wszystkim, którzy żyją w grzechu bez końca, bez pokuty… Przyćmiewają wzrok, osłabiają słuch, nadwątlają ścięgna, unieruchamiają stawy, doprowadzają do zaniku szpiku, wysysają wilgotność i żywotność z ciała, twarz czynią pomarszczoną, a wygląd odstraszający, tłamszą ducha, przyćmiewają pamięć, osłabiają całe ciało i doprowadzają je do ruiny, przynoszą owrzodzenia, świerzb, łupież, obrzęki, opuchliznę, wysypkę i krosty, sprawiają, że włosy siwieją i pojawia się plackowate łysienie, przyśpieszają starzenie, a na koniec śmierć przynoszą, nim natura o to poprosi, nim choroba ją przyniesie albo wiek wymusi” („It bringeth everlasting dmanation to all that live therein to the end, without repentence… it dimmeth the sight, it impaireth the hearing, it infirmeth ye sinewes, it weakeneth the ioynts, it exhausteth the marrow, consumeth the moisture and suplement of the body, it riveleth the face, appaleth the countenance, it dulleth ye spirits, it hurteth the memorie, it weakeneth ye whole body, it bringeth it into consumption, it bringeth ulcerations, scab, scurf, blain, botch, pocks, and biles, it maketh hoare haires, and bald pates: it induceth olde age, and in fine bringeth death before nature urge it, malady enforce it, or age require it”). Tak więc w epoce Szekspira mamy dwa główne nurty: radość z seksu i humor wynikający ze słabości człowieka wobec pokus oraz potępienie seksu jako voluptas carnis.

Jerzy Limon, Szekspir bez cenzury. Erotyczny żart na scenie elżbietańskiej, wydawnictwo Słowo/obraz terytoria