ok 7 minut zajmie Ci przeczytanie tego tekstuMira Marcinów, „Historia polskiego szaleństwa” – fragment książki

Dzięki uprzejmości wydawnictwa słowo/obraz terytoria poniżej przedstawiamy fragment pierwszego tomu Historii polskiego szaleństwa dr Miry Marcinów z Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk.

Tom pierwszy, w całości poświęcony kategorii z kręgu depresji w polskiej psychiatrii począwszy od XIX wieku premierę ma zaplanowaną na 5 marca 2018 roku. Następne tomy będą dotyczyły kolejno histerii i psychozy. Oddając głos samej autorce

Historia polskiego szaleństwa w XIX wieku jest bowiem historią bezprecedensowej medykalizacji. Im bliżej końca stulecia, tym rozpoznanie choroby umysłowej stawało się częstsze. Wiek XIX uznał prawo do choroby umysłowej, ale to wiek XX i XXI całkowicie utożsamił szalonego z „chorym na szaleństwo”.

Bez zbędnej zwłoki zachęcamy Czytelniczki i Czytelników do zapoznania się z niniejszym fragmentem w nadziei, że zachęci was on do bliższej znajomości z książką. Zapowiada się szalenie [sic!] interesująca lektura.

***

Bartłomiej Frydrych, ordynator oddziału szpitala psychiatrycznego dla kobiet, poczynił wiele interesujących uwag na temat specyfiki zaburzeń psychicznych u płci żeńskiej. Jego dzieło, uchodzące za pierwszy podręcznik psychiatrii w Polsce, wyróżnia się rozdziałem poświęconym opisowi przypadków, będącym czymś na kształt specyficznego i nowatorskiego wówczas casebooka szpitala Bożego Ciała w Warszawie. Tekst ten – poza interesującymi notatkami na temat objawów poszczególnych chorób, w tym ponurowatości (na której się tu skoncentruję) – zawiera materiał intrygujący z perspektywy współ­czesnych studiów rodzajowych (gender studies). Z jednej strony mamy tu bowiem dążący do obiektywności zapis charakterystyki kobiety ponurowatej. Z drugiej zaś wybór języka stosowanego do opisu żeń­skiej melancholii sugeruje, że Frydrych miesza własne obserwacje kliniczne z ówczesnym zapleczem kulturowym, przypisującym kobie­tom niższą pozycję, a tym samym przyczynia się do naturalizacji różnic płciowych. Choć takie odczytanie tekstów nie stanowi celu niniejszego studium, warto zaznaczyć, że tego typu próby przebadania podręczników psychiatrycznych zostały już podjęte, między innymi w odniesieniu do melancholiczek w dziewiętnastowiecznych Niem­czech, jak również w szerszej perspektywie czasowej (od połowy XIX wieku do początków XXI stulecia) w polskiej pracy dok­torskiej.

Ponurowatość, jak nazywa ją Frydrych, tłumacząc francuskie pojęcie lypémanie, poznasz u pacjentów po tym, że „[m]yśli ich i wzruszenia są zawsze przesadzone i pomieszane, najprostsze wypadki biorą za bardzo ważne i z nich najsmutniejsze wyprowadzają wnioski. Lękają się naj­mniejszego szelestu, a niepokoi ich zupełna cichość”. Ponurowatość wyróżnia się więc pod względem psychicznym nad­miernym roztrząsaniem przeżytych zdarzeń. Ponurowate wciąż się czymś zamartwiają. Nadmiernym rozmyślaniom zawsze towarzyszy smutek. Kluczem do obrazu choroby jest więc już nie tylko sfera poznawcza, lecz także stan emocjonalnego pogrążania się. Nie ma jednak pewności co do tego, czy Frydrych rzeczywiście użył Esquirolowskiej lipemanii jako sui generis pojęcia pomostowego w celu przeprowadzenia melancholii ze sfery zaburzeń o zasadniczo poznawczym charakterze w stronę nieprawidłowości nastroju. Czytamy bowiem dalej, że „ponurowatości nie można mieszać z hipochondrią ani z histerią, w których chociaż są przesadzone cierpienia […] nie ma przecież majaczenia”. Przerost smutku i nie­pokoju nie pozwala zatem odróżnić ponurowatej od hipochondryczki czy histeryczki. Umożliwia to dopiero zaburzenie świadomości.

Aby przyjrzeć się zachowaniu ponurowatych, warto przytoczyć kon­kretne ich przykłady.

„S. Dorota, lat 49, matka kilkorga dzieci po utracie czasów5 wpadła w obłąkanie ponurowatość i obmierzła sobie życie. Chciała się zniszczyć głodem […] wspomina że dlatego tylko chciała sobie życie odebrać, że nie chciała ciążyć dzieciom, na które już zapracować nie może, a chociaż już się zatrudnia, przecież jeszcze jest smutną i małomówną”. Omawianą pensjonariuszkę cechuje przede wszystkim rodzaj taedium vitae. To jednak nie wstręt do życia dał bezpośredni asumpt do prób samobójczych, lecz poczucie bezużyteczności i bycia ciężarem dla własnych dzieci. Jako pewne novum jawi się tutaj powiązanie przypadków obłąkanych ponurowatością i potencjalnych samobójców. Połączenie, któ­rego wcześniej nie udaje się odnaleźć w dojrzałej warstwie konceptualnej.

W przypadku Doroty S. jeszcze nie mamy, jako esencjalnej, chęci odebrania sobie życia, lecz smutek i małomówność, które jako znamio­na ponurowatości, nie ustąpiły w okresie powrotu do pracy. Dopiero następna z opisywanych pacjentek szpitala Bożego Ciała wykaże rys ponurowatej samobójczyni jako centralny: „J. Kunegunda lat 67 z po­wodu nędzy wpadła w obłąkanie ponurowate z chęcią samobójstwa”. Wątek ten nie zostaje jednak szerzej omówiony na kartach pierwszego polskiego podręcznika chorób umysłowych.

Inny opis ponurowatej zostaje silnie naznaczony nastrojem przygnę­bienia, a także rodzajem przywidzeń nawiązujących do zezwierzęcenia: „O. Joanna, 36 lat, mężatka zamożna po niezgodach domowych ulegała często nagłemu smutkowi, aż wreszcie w ubiegłym roku przywidzia­ło się jej, że jest klaczką białą […]. Wyniszczona na ciele, z głową pochyloną do ziemi, oczami zapuchniętymi i prawie zamkniętymi”. Temu przypadkowi Frydrych poświęca nieco więcej miejsca. Napady smutku zalicza tu jednak do mechanizmów wytwa­rzających ponurowatość, do etiopatogenezy, nie zaś do symptomów samej choroby. Smutek miał doprowadzić Joannę O. do choroby obja­wiającej się przywidzeniami na temat transformacji w białego konia. Chora coraz bardziej zaczyna przypominać klacz. Właściwie to każda ponurowata, nawet bez przywidzeń o byciu zwierzęciem, ulegała swo­istemu zezwierzęceniu. Istotne jest to, jak chora się porusza, jeszcze ważniejsze jest jednak to, jak patrzy. Wzrok jako centralny objaw melancholijności był wskazywany od czasu powstania miedziorytu Albrechta Dürera Melancholia I (1514). Po spojrzeniu bowiem naj­łatwiej poznać melancholika. Frydrych opisze ten fenomen również w innym miejscu: „Wzrok ponurowatego bywa zwrócony do ziemi, wyraża podejrzenie i niespokojność”. Zmiany w sposobie patrzenia będą też antycypować proces zdrowienia. Joanna O. po leczeniu „nosi głowę prosto, patrzy na ludzi, gra na fortepianie i śpiewa a nawet odważyła się tańczyć”.

Podsumując przytoczone przez Frydrycha przykłady, można zauważyć, że ponurowatość cechuje się przede wszystkim majaczeniem i przesa­dą – zbyt mocnym trzymaniem się jednej myśli albo uczuć oscylujących wokół smutku i lęku. Porównując ponurowatość według Frydrycha do lipemanii w ujęciu Esquirola, trzeba zaznaczyć, że ta druga wyróżniać się miała omamami (delirium bez gorączki) oraz namiętnością do przy­tłaczających i smutnych myśli (Esquirol, 1820). Różnica nie wydaje się więc radykalna. Od pomysłu, by ponurowatość potraktować jako zwykłe tłumaczenie Esquirolowskiego terminu, oddala nas jednak inne rozłożenie akcentów. U Frydrycha myśl, której czepia się chory, nie musi być naznaczona smutkiem. Przekonanie, że jest się koniem, nie wyklucza, iż myśl ta mogła być neutralna, niezależnie od tego zaś pacjentka odczuwała smutek, który ją do tego przywidzenia dopro­wadził. U polskiego lekarza nie ma również miejsca na ponurowatość jako rodzaj manii, owej namiętności do przytłaczających przekonań, choć mamy do czynienia z przesadą, której ciężar zdaje się jednak nieco mniejszy niż wtedy, gdy pojawia się ona jako cecha towarzysząca stanom maniakalnym.

Ponurowatości może towarzyszyć chęć popełnienia samobójstwa, ale po tym nie poznasz ponurowatej. Poznasz ją na pewno po spojrzeniu. Oczy są niemal zamknięte, wpatrzone w ziemię, przejawia się w nich cały ten ruch niepokoju, przywidzeń i podejrzliwości, rządzący lipemaniaczką. Reszta ciała w kontraście do oczu ponurowatej jest niemalże nieruchoma, nic nie wyraża. Chora prawie się nie rusza, prawie nie mówi. Na koniec warto oddać głos w tej sprawie samemu Frydrychowi, który tak opisuje jedną ze swych pacjentek: „[b]yła to maszyna ledwo się poruszająca bez mowy i jakiej bądź żądzy”.

Mira Marcinów, Historia polskiego szaleństwa, t. 1 Słońce wśród czarnego nieba melancholii, Słowo/obraz terytoria

5 (100%) 1 vote