Paweł Adamowicz oczami Benjamina R. Barbera

W 2013 roku Benjamin R. Barber, sławny filozof polityczny i politolog, swego czasu również doradca wielkich tego świata, a także twórca projektu Citizens without borders zadał nam jedno pytanie: co by było, gdyby burmistrzowie rządzili światem? W napisanej przez siebie książce Barber wiele miejsca poświęca rozważaniom, dlaczego to państwa, a nie miasta, są podstawową “globalną” jednostką polityczną. Czy zmiana tego porządku przyniosłaby nam – ludzkości – zmianę na lepsze, czy na gorsze?

Rok później książka Gdyby burmistrzowie rządzili światem nakładem wydawnictwa Muza ukazała się na polskim rynku. Dla polskiego czytelnika – prócz samych tytułowych rozważań – wartość dodaną ma suplement, w którym Benjamin Barber przygląda się polskim władzom municypalnym. Szczególne miejsce zajmują: Hanna Gronkiewicz-Waltz, Rafał Dutkiewicz i Paweł Adamowicz. W tym tragicznym momencie, dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza prezentujemy Czytelniczkom i Czytelnikom słowa wielkiego teoretyka i praktyka na temat zamordowanego Prezydenta Gdańska – Pawła Adamowicza.

***

Fot. Renata Dąbrowska, http://adamowicz.pl
Fot. Renata Dąbrowska, http://adamowicz.pl

Na północ od Wrocławia, na południowym wybrzeżu Bałtyku, gdzie do morza wpadają Wisła i Motława, leży inne miasto pogranicza między dawnymi Prusami a nową Polską – Gdańsk (niegdyś Danzig). I nim też rządzi niezwykły burmistrz, Paweł Adamowicz. Od 1998 roku, kiedy miał zaledwie trzydzieści trzy lata, sprawuje urząd prezydenta miasta, którego stocznia była na początku lat osiemdziesiątych kolebką Solidarności, dzięki czemu Gdańsk kojarzy się z wydarzeniami 1989 roku i upadkiem muru odgraniczającego Wschód od Zachodu.

Adamowicz, tak jak Dutkiewicz, jest zwyczajnym obywatelem, który rządzi zarówno swoimi sąsiadami, jak i wspólnie z nimi z nadzwyczajną łatwością – może dlatego, że bardziej ich przypomina, niż się od nich różni. Nie tak dawno odbyliśmy wspólny spacer Długim targiem przez pieczołowicie odbudowane gdańskie “stare miasto” (pieczołowicie, ponieważ podczas wojny zostało prawie całkowicie zniszczone i musiano je odtworzyć nie jako niemieckie cesarskie miasto Danzig, ale dawniejsze przedniemieckie i pomorski miasto Gdańsk). Uczestniczyliśmy właśnie w uroczystości, podczas której współzałożyciel Solidarności, były prezydent Polski i gdańszczanin, Lech Wałęsa przyznał nagrodę swojego imienia byłemu prezydentowi Brazylii, Luizowi Luli da Silvie. Była to typowo globalna impreza w skromnym z pozoru mieście.

Prezydent Adamowicz zrobił na mnie raczej wrażenie bezpretensjonalnego serdecznego gospodarza, niż ambitnego burmistrza największego miasta na polskim Pomorzu (Gdańsk, liczący blisko pół miliona mieszkańców, jest szóstym co do wielkości miastem Polski), a także jednego z najważniejszych historycznych ośrodków miejskich Europy Północnej. Jako czołowe miasto średniowiecznej Ligi Hanzeatyckiej (wskrzeszonej nie tak dawno w nowej formie) i największy polski port, Gdańsk gra lokalne skrzypce w globalnej orkiestrze, której energicznym dyrygentem jest Adamowicz, a sfera wpływów miasta się rozszerza. Razem z Gdynią, a także znanym nadmorskim kurortem Sopotem i kilkoma przedmieściami Gdańsk tworzy konurbację, Trójmiasto, liczącą trzy czwarte miliona mieszkańców.

Historia Gdańska jest różnorodna i złożona jak dzieje Europy. Pozostawał on pod władzą średniowiecznych i nowożytnych polskich monarchii (a później republik), należał do Księstwa Pomorskiego, zakonu krzyżackiego, Unii Polsko-Litewskiej, Prus, Cesarstwa Niemieckiego i Niemiec weimarskich. Przez krótki międzywojenny okres, zanim zajęli go naziści, był po prostu Wolnym Miastem Gdańskiem, choć na ile mógł być wolny w ówczesnej sytuacji, to już inna sprawa – większość mieszkańców stanowili Niemcy, wśród nich wielu sympatyków nazistów, ale na mocy mandatu Ligi Narodów za politykę zagraniczną Gdańska odpowiadała Polska. Tymczasem na zachodzie rósł w siłę nazistowski reżim.

Jednakże tamtego dnia na Długim Targu i podczas kolejnych spotkań nie rozmawialiśmy o historii, lecz o polityce. Prezydent Adamowicz dzielił się ze mną uwagami na temat reputacji prezydenta Obamy w Europie, wyzwań, jakimi stawia czoło pochodzący z Gdańska premier Donald Tusk, oraz wytrwałości Lecha Wałęsy, dzięki której polski noblista, mimo wahań swojej popularności, stał się symbolem nieustraszonego oporu. W uwagach tych nie było nic z pochlebstwa ani plotki. Adamowicz, stojąc na czele wielkiego północnoeuropejskiego portu hanzeatyckiego, uczestniczył w pozytywnej rywalizacji z innymi miastami hanzeatyckimi na wybrzeżu Europy Północnej oraz z głównymi ośrodkami miejskimi w Polsce, jak Kraków, Lublin, Wrocław i Katowice. (Ich rywalizacja to równanie w górę, a nie w dół!) Obserwował polityczny i gospodarczy krajobraz Europy (a także Północnego Atlantyku i Azji), żeby się zorientować, jak najlepiej przyciągnąć do Gdańska korporacyjnych oraz państwowych inwestorów i zabezpieczyć lokalnej gospodarce należny udział w globalnym biznesie i handlu. Los Gdańska jako portu i ośrodka petrochemii był raczej pewny, ale podstawą współczesnej gospodarki jest dywersyfikacja, o czym prezydent dobrze wie. Tak jak gospodarze Wrocławia i Krakowa, jest świadomy znaczenia gospodarki informacyjnej i społeczeństwa opartego na wiedzy. Nowe firmy IT, przedsiębiorstwa zajmujące się przetwarzaniem żywności i spółki farmaceutyczne podejmują działalność w cieniu wciąż żywotnego przemysłu stoczniowego, z którego słynie miasto.

Gdańsk mógłby patrzeć w przeszłość i upajać się swoją niezmienną sławą portu hanzeatyckiego oraz celebrować tradycje oporu, który Solidarność stawiła komunizmowi, upamiętnionego przez Instytut Lecha Wałęsy i obecność samego Wałęsy (też przyciągają turystów), lecz musi również spoglądać w przyszłość. Jego zalety i atrybuty gospodarcze to niezamknięty rozdział, z którego miasto czerpie lokalną dumę – muszą stać się podstawą ekonomicznego i kulturalnego rozwoju w świecie gospodarki rynkowej.

Poza tym, jak powiedział mi Adamowicz, Gdańsk musi zostać portem o światowym znaczeniu i ważnym ośrodkiem handlowym, ale nie wolno mu przy tym zaniedbać pomocy społecznej i zapewnienia ludziom równych szans. Choć Polska niewątpliwie doświadczyła tego zimnego prysznica kapitalizmu, który – jak się niepokoją socjaldemokraci – może rozmyć państwo opiekuńcze, Gdańskowi pod rządami prezydenta Adamowicza raczej nie grozi perspektywa “opowieści o dwóch miastach” (jak Bill de Blasio określił Nowy Jork z jego zróżnicowaniem dochodów). Być może między innymi dzięki równemu zaangażowaniu w sprawę rozwoju i sprawiedliwości Adamowicz został uhonorowany przez papieża Jana Pawła II Złotym Krzyżem Pro Ecclesia et Poticice, a przez prezydenta Polski – Srebrnym Krzyżem Zasługi

W wywiadzie udzielonym w 2013 roku European Times prezydent Adamowicz wypowiadał się jednak jak skromny pragmatyk od rozwiązywania problemów, którym jest – żadnej wzniosłej retoryki na temat współzależności (choć jest żywotnie zainteresowany tą koncepcją i uczestniczy w dialogu na temat globalnego parlamentu burmistrzów), przedstawił tylko portret miasta, które, jak się wyraził, “przeszło wielką transformację z socjalizmu do kapitalizmu. Po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej okazało się, że polskie miasta od europejskich dzieli wielka przepaść infrastrukturalna i kulturalna. Przystąpiliśmy do zasypywania tej przepaści, dokonując znaczących inwestycji. Gdańsk zmodernizował budynki mieszkalne, sieć wodno-kanalizacyjną, drogi, mosty i nie tylko […], proces ten trwa, […] a jakość życia znacznie się poprawiła”.

Niech burmistrz, zapytany o swoje najbardziej efektowne osiągnięcia, mówi o “budynach mieszkalnych i sieci wodno-kanalizacyjnej”. To jest prawdziwy sens skutecznego rządzenia, a także, co istotniejsze, demokracji w działaniu. I właśnie dlatego dowodzę w tej książce, że wszystkim nam zapewne wyszłoby na dobre, gdyby to burmistrzowie rządzili światem.

***

Słowa te napisał Benjamin R. Barber w 2013 lub w 2014 roku. Od tamtego czasu Paweł Adamowicz jeszcze dwukrotnie został wybrany na prezydenta Gdańska, a kolejne cztery lata u steru miasta zaowocowało z pewnością kolejnymi elementami rozwoju Gdańska, o czym z pewnością najlepiej mogą zaświadczyć sami gdańszczanie. Benjamin Barber zmarł w 2017 roku. Naszkicowany przezeń portret prezydenta Adamowicza siłą rzeczy był niepełny. Nawet, gdyby Benjamin Barber wciąż żył, gdyby nakreślił dalszy ciąg, gdyby podsumował kolejną kadencję Adamowicza u steru Gdańska… nawet wtedy jego portret byłby niepełny. Czy da się w ogóle nakreślić kompletny portret człowieka wyrwanego ze swojego miasta u szczytu swoich możliwości z taką brutalnością?

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.