Adam Tooze, „Cena zniszczenia. Wzrost i załamanie nazistowskiej gospodarki”

Götz Aly w swoim „Państwie Hitlera” stawia dwie kontrowersyjne  tezy. Pierwsza, że podbój Europy służył nazistom za metodę wzrostu zamożności rodowitych Niemców oraz drugi, że Holocaust również motywowany był ekonomicznie i służył wzbogaceniu ludności.

Uzbrojony w taką argumentację przystąpiłem do czytania „Ceny zniszczenia” Adama Tooze. Ta monumentalna praca cechuje się ekonomiczną perspektywą spojrzenia na okres Trzeciej Rzeszy. Ogrom materiałów i źródeł przytaczanych przez autora może w pewnym momencie przytłoczyć casualowego czytelnika (do jakich się zaliczam), stąd do samej pracy podchodziłem z kilkoma przerwami. Liczba poruszonych wątków oraz fakt, że Tooze nie pomija nawet pozornie błahych posunięć zmusza czytelniczkę i czytelnika do nieustannego skupienia. Nie da się tego materiału połknąć na raz.

Z myślą o tej recenzji całą książkę mam pokreśloną ołówkiem; zaznaczałem cytaty, dopisywałem komentarze, a ponieważ równolegle czytałem ebooka, robiłem zdjęcia poszczególnych fragmentów na czytniku. Rzeczowa recenzja tak masywnych 700 stron tekstu wymagałaby jednak tekstu na tyle długiego, że część z was zapewne nie dotrwałaby do końca. Zamiast tego chciałbym zwrócić waszą uwagę na dwa wątki niejako poboczne, ale bez których żadna tragedia na miarę II wojny światowej mogłaby nie mieć miejsca.

Tooze zwraca nasza uwagę, że przedhitlerowskie rządy Republiki Weimarskiej bardzo przytomnie lawirowały między Stanami Zjednoczonymi a krajami Europy Zachodniej (Francją i Wielką Brytanią) w zakresie spłaty swoich zobowiązań i reparacji. Początkowo również Hitler do końca lat 20. XX wieku był zwolennikiem zbliżenia ze Stanami Zjednoczonymi. Zmiana optyki Hitlera nastąpiła przypadkiem, w wyniku decyzji Roosevelta o odejściu od tzw. „standardu złota”. Decyzja ta diametralnie zmieniła sytuację hitlerowskich Niemiec. 19 kwietnia 1933 roku Stany zjednoczone jednostronnie zawiesiły wymienialność dolara na złoto. Postawiło to krzepnący reżim hitlerowski przed nie lada dylematem: z jednej strony dalsze powiązanie marki ze złotem zrujnuje konkurencyjność gospodarki niemieckiej, z drugiej zaś – dewaluacja samego dolara drastycznie zmniejszyła stan zadłużenia Niemiec u Stanów Zjednoczonych. Hitler nigdy nie wybaczył tej „zdrady” Rooseveltowi, uznając go od tego czasu za głowę spisku światowego żydostwa.

W zaistniałej sytuacji Niemcy zastosowały bardzo ciekawy fortel. Ogłosiły memorandum na niemieckie długoterminowe długi z zastrzeżeniem, że mogą być one spłacane, ale tylko w niemieckich markach, bez możliwości wymiany waluty. Z jednym wyjątkiem: jeśliby wierzyciele chcieli wymienić marki na własne waluty, musieliby kupować niemieckie towary, tak, aby niemiecka sytuacja w handlu zagranicznym powróciła do sporej nadwyżki.

Pod koniec 1933 roku Hitler ogłosił, że wycofuje się z rozmów rozbrojeniowych oraz z członkostwa w Lidze Narodów. Równocześnie naziści przystąpili do wdrażania programu intensywnych zbrojeń, a także – kalkulując na kilka lat do przodu – planowali opanowanie Nadrenii oraz remilitaryzację Zagłębia Ruhry najpóźniej do 1937 roku. Od grudnia 1933 roku zegar odmierzał już czas do konfrontacji z Francją.

Założone plany zbrojeniowe jeszcze po wielokroć były modyfikowane. Okazało się, że naziści zdecydowanie przeceniają możliwości niemieckiej gospodarki. Adam Tooze na kilkudziesięciu stronach obala popularny mit:

Upraszczająca klisza, która ukazuje Niemców jako przekonanych do reżimu Hitlera z powodu triumfów na polu tworzenia miejsc pracy, najzwyczajniej nie jest poparta żadnymi dowodami.

Stosunek reżimu hitlerowskiego do wielkiego biznesu (oraz tegoż do reżimu) jest zdecydowanie jednym z najciekawszych wątków książki.

W 1936 roku wśród władz Trzeciej Rzeszy rozszedł się raport, w którym doktryna nadchodzącej wojny została wyrażona wprost. Gwałtowna militaryzacja (wydatki na zbrojenia osiągnęły astronomiczny poziom 20% dochodu narodowego) kazała się zastanowić, co stanie się z tymi mocami produkcyjnymi po osiągnięciu zamierzonych celów. Czy możliwe było przestawienie produkcji na potrzeby cywilne, bez ubytków bogactwa i wzrostu bezrobocia? Biorąc pod uwagę skalę dotychczasowych działań, jedną z konkluzji raportu było, że samą wojnę należało rozważać teraz już nie jako opcję, ale jako logiczną konsekwencję prowadzonych przygotowań.

Od 1936 roku władze niemieckie nie miały wątpliwości, do czego prowadzą dalsze zbrojenia. W tym kontekście musimy wrócić do „zdrady” Roosevelta. 24 maja 1939 roku naczelny ekonomista Wehrmachtu przedstawił analizę równowagi sił. Z analizy Thomasa wynikało, że Niemcy w 1939 roku przeznaczały na Wehrmacht 23% swego dochodu narodowego, natomiast dla Francji oraz Wielkiej Brytanii wartości te wynosił odpowiednio 17% i 12%. Dodatkowo po stronie przeciwników należało dopisać Stany Zjednoczone, których wydatki na zbrojenia oscylowały wokół 2% produktu narodowego. Przy grającym po stronie Wielkiej Brytanii i Francji Wielkim potencjale przemysłowym Stanów Zjednoczonych, niemiecka słabość była przytłaczająca.

Wydawać by się mogło, że nie można było znaleźć lepszego argumentu przeciwko kontynuacji dotychczasowej polityki zbrojeń i perspektywy wojny.

Z drugiej strony – pisze Tooze – jeśli ktoś się nastawił na wojnę, jak coraz bardziej okazywali się takimi Hitler i Robbentrop, dane zaprezentowane przez Thomasa mogły dostarczyć także alternatywnego wniosku. W wyścigu zbrojeń na pełną skalę z „demokracjami” czas wyraźnie grał na niekorzyść Niemiec.

Sukces Niemiec był wobec tego możliwy jedynie przy wykorzystaniu czegoś, co znamy jako blitzkrieg. Błyskawiczne połknięcie Europy Środkowo-Wschodniej oraz równie szybkie zajęcie Skandynawii oraz Francji było do tego pierwszym krokiem. Jak pisze Tooze, konsekwentne stosowanie „strategii długiej wojny” oznaczało więc od samego początku rezygnacje z wykorzystania jakiejkolwiek szansy sięgnięcia po decydujący triumf militarny.

Całą resztę znamy już z podręczników. Niewątpliwie wielką wartością książki Adama Tooze jest przywoływanie znanych nam wszystkim elementów wojny, inwazji na Francję, wojny ze Związkiem Radzieckim, wojen w Afryce, z uwzględnieniem gospodarczych podstaw, które kryły się za wieloma decyzjami. Zdecydowanie najwięcej miejsca, choć to nie dziwne, autor poświęca wojnie na wschodzie. Pozornie bezsensowne posunięcia Wehrmachtu okazują się być świadomymi decyzjami, za którymi kryła się potrzeba zdobycia lub zachowania jak największych ilości surowców niezbędnych do napędzania dalszej militaryzacji Niemiec. Musimy bowiem pamiętać, i Tooze nam o tym przypomina niemal na każdej stronie, że hitlerowskie Niemcy podczas drugiej wojny światowej były de facto kolosem na glinianych nogach.

Wychodząc poza zakres książki, Tooze analizuje również – choć oczywiście w ograniczonym zakresie – decyzje podejmowane przez innych uczestników teatru działań wojennych. Szczególnie urzekł mnie fragment dotyczący pretensji aliantów do działań sowieckiej Rosji, która niezbyt kwapiła się zaangażowaniem w konflikt w Europie Zachodniej.

Zgodnie ze standardami księgowości, zauważył radziecki dyplomata, straty RAF stoją po jednej stronie bilansu, a straty Luftwaffe po drugiej, zaś Związek Radziecki „umieszcza je w jednej kolumnie i dodaje do siebie”.

Największą zaletą pracy Adama Tooze jest wyciągnięcie na wierzch tego, co zazwyczaj jest pomijane w analizach dotyczących Trzeciej Rzeszy i II wojny światowej. I choć przesadą byłoby stwierdzenie, że za każdym działaniem stoją najbardziej podstawowe potrzeby (bo jak w ten sposób wytłumaczyć Shoah?), to niewątpliwie Tooze pozwala nam na nowo spojrzeć na ten okres XX wieku. Oby więcej takich książek.

Filip, @smootnyclown

Adam Tooze, Cena zniszczenia. Wzrost i załamanie nazistowskiej gospodarki, wydawnictwo Napoleon V

5 (100%) 2 votes