Anna Cieplak, „Lata powyżej zera”

Lata powyżej zera są zaskakująco dobrą literaturą środka. To, przy kilku wątpliwościach, muszę na wstępie podkreślić. Bardzo brakowało dotychczas tego typu prozy z tego pokolenia, już za chwilę przecież trzydziestolatków. Pierwsze 100 stron po prostu połknąłem i zanurzając się w atmosferę Będzinia – narratorka nazwę rodzinnego Będzina regularnie podaje przez „ń” na końcu, obiecując w pewnym momencie wyjaśnienie tego ortograficznego fenomenu, czego chyba finalnie nie czyni albo nie zauważyłem – pierwszych lat XXI wieku, przypominałem sobie różne wydarzenia i mnie pośrednio dotykające. Już na pierwszej stronie pojawiają się słowa piosenki Paktofoniki, a po śląskiej stronie Brynicy przecież szał na ten zespół był wtedy chyba jeszcze większy. „Jestem Bogiem” nucili wtedy wszyscy. No, w pewnym wieku. Duch Magika unosi się nad powieścią w zasadzie do ostatniej strony.

Bohaterkę poznajemy w 2001 roku, chyba w pierwszej klasie gimnazjum, a może ostatniej podstawówki i jej losy będziemy śledzić aż do 2010 roku. Nie będę ukrywać, wolę opis pierwszych lat, kiedy to częściowo nasze – Anity i mój – światy się pokrywały, no w dziedzinie komunikacji i popkultury. Moim ulubionym fragmentem jest chyba ten o ojcu słuchającym w supermarkecie najnowszej płyty Kazika („Melassa”) ze specjalnego sklepowego odtwarzacza (pamiętam to!) i ulegającym wyrafinowanemu szantażowi emocjonalnemu kochanej córy. Obrazki z wczesnej nastoletniości są naprawdę zabawne i wciągające, potem robi się trochę gorzej, a przynajmniej inaczej.

Bo też w okolicy 120-130 strony Lata… jednak tracą na intensywności, gubią dotychczasową werwę i widać to nie tylko w fabule powieści – portrety rodziców w tym właśnie momencie stają się nieznośnie jednowymiarowe – ale i pod względem literackim. Tak jakby w pewnym momencie autorce zabrakło cierpliwości do kontynuowania historii, zmienia się rytm, opowieść zaczyna się rozjeżdżać, i zdarzają się potknięcia. Cieplak ratuje się wprowadzeniem w życie bohaterki szeregu komplikacji, zresztą poza jedną, wstrząsającą w urywkowości zapisu, nie są one szczególnie traumatyczne. Jeśli pisarka miała na celu ukazanie uniwersalnego losu pokolenia, ostatniej generacji peerelowskiego wyżu demograficznego, wchodzącego w dorosłość tuż po otwarciu zagranicznych rynków pracy dla Polaków, to nie bardzo się to udaje. Nie wiem jednak, na ile powieść Cieplak jest autobiograficzna, może to, co się wydaje czytelnikowi nieracjonalne albo dodane na siłę, naprawdę miało miejsce, i dlatego autorka postanowiła o tym napisać?

'Lata powyżej zera' są zaskakująco dobrą literaturą środka. Click To Tweet

U kresu powieści pojawia się znowu kilka zapadających, poprzez swą zwyczajność, w pamięć scen, przede wszystkim w ważnej roli wraca ojciec i nawet urwane, pozostawiające bohaterkę w obliczu niewiadomego, zakończenie po pierwszej irytacji wydaje się jak najbardziej zrozumiałe. Mimo wszystko. Pewnie nie sięgnę po debiutancką książkę Cieplak, zebrała ona dość kontrowersyjne oceny przecież, ale raczej dam szansę następnej.

PS Jako nieustraszony tropiciel silesianów w polskiej prozie współczesnej jestem dość rozczarowany niewielką w sumie liczbą odniesień, no i traktowaniem Katowic jako kolejnego miasta, a nie centrum wszechświata. Ale ironiczną uwagę o podziale ludzkości na Hanysów i ludzi wolnych sobie zapamiętam!

Anna Cieplak, Lata powyżej zera, Znak literanova

Adam, @naTTjuzbylo

1 (20%) 1 vote