Tragedia, polityka i jeszcze więcej kłamstw. „Czarnobyl. Instrukcje przetrwania” Kate Brown

Płyn Lugola i postapokaliptyczna sceneria opuszczonej Zony – to pierwsze skojarzenia, jakie przychodziły mi na myśl, gdy słyszałam słowo „Czarnobyl”. Słowo-wytrych, mityczne odwołanie, hasło rozpoznawalne u wszystkich na północnej półkuli. Dopiero za sprawą książki Kate Brown Czarnobyl. Instrukcje przetrwania hasło to stało się opowieścią. Historią o kłamstwie, propagandzie i tragedii tysięcy istnień poświęconych w imię polityki. Oczywiście potem przyszedł serial HBO, który z drobiazgową dokładnością pokazał moment awarii. A także jej przyczyny i sposób radzenia sobie z bezpośrednimi skutkami katastrofy. Warto jednak podążyć, jak zrobiła to Kate Brown, śladem radioaktywnej chmury i dowiedzieć się jakie długotrwałe efekty dla tysięcy ludzi oraz ekosystemu przyniósł Czarnobyl.

Czarnobyl w archiwach

Aby napisać reportaż o Czarnobylu Kate Brown dotarła do dwudziestu siedmiu archiwów. Nie tylko na terenie byłego ZSRR, ale i w Europie oraz USA. Znaczna część dokumentów na temat katastrofy dopiero niedawno ujrzała światło dzienne, badaczka docierała do wielu akt jako pierwsza. Nie poprzestała jednak na samych dokumentach – wyruszyła w teren, rozmawiała z naukowcami, lekarzami, cywilami. To, co reporterkę interesowało przede wszystkim, to ustalenie jaki rzeczywisty wpływ miała czarnobylska katastrofa na populację i środowisko. Chciała zweryfikować co na temat Czarnobyla jest prawdą, a co tylko mitem. Oficjalna liczba zgonów w wyniku awarii reaktora czwartego to raptem kilkadziesiąt osób zmarłych na chorobę popromienną. Do tego dochodzą także inne osoby przebywające w bezpośrednim pobliżu reaktora, a raczej tego, co po nim zostało, próbujące zapobiec eskalacji tragedii. Ich zmagania widzieliście w serialu. Jednak czy to naprawdę wszyscy?

Pionierska praca Kate Brown pozwala odtworzyć to, jak na katastrofę zareagowali partyjni decydenci, naukowcy i lekarze, obywatele ZSRR, a wreszcie instytucje międzynarodowe. Reporterce udało się stworzyć opowieść o zakłamaniu systemu, chaosie i nieporadności władzy, hipokryzji instytucji, bezradności obywateli, ale i odwadze pojedynczych osób. Przede wszystkim jednak o tym, jak brak przygotowania na katastrofę nuklearną tylko zwiększa jej zasięg.

Wiarygodność w przypisach

Zanim przejdziemy do sedna, warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt tej książki. Na podstawie Czarnobyla łatwo możecie zauważyć różnice w podejściu do reportażu w USA i Polsce. Napisane przez polskiego reportera książki rzadko kiedy posiadają odesłania do źródeł cytatu, co najwyżej znajdziemy w nich bibliografię. Tymczasem u Kate Brown nie ma miejsca na nieudokumentowane stwierdzenia – wszystkie fakty opisane w książce opatrzone są przypisami odsyłającymi albo do odpowiedniego dokumentu, albo do przeprowadzonej rozmowy (z datą!). A że reporterka przeprowadziła bardzo drobiazgowe badania, przypisy na końcu książki zajmują jedną piątą papierowego wydania (jedną trzecią wydania elektronicznego). Jeszcze nie tak dawno temu jury Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego zwracało uwagę na braki bibliografii i indeksów w polskich wydaniach książek1miało to miejsce w 2017 roku, cyt.: „Jury zwraca uwagę – już po raz trzeci w ośmioletniej historii Nagrody – że w dziełach, będących efektem ogromnej pracy dokumentacyjnej, jak niektóre z nominowanych reportaży, indeksy powinny być normą. Tymczasem żadna z nominowanych książek nie została przez polskich wydawców zaopatrzona w indeks, zaś w dwóch przypadkach wręcz usunięto indeks, istniejący w angielskim oryginale. Normą powinna być też bibliografia (w tym internetowa). Te niedostatki – zwłaszcza brak bibliografii – świadczą o braku szacunku do czytelnika, obniżają dokumentacyjną wartość pracy autorów, a samych autorów taka niefrasobliwość wydawców w przyszłości może pozbawić szans na nominacje do liczących się nagród literackich”. – jak widać na przykładzie Czarnobyla zmiana na lepsze jest coraz bliżej.

Wszystkie postaci dramatu

Nie myślcie przy tym, że taki bogaty materiał faktograficzny oznacza nudną lekturę. Nic z tych rzeczy. Narracja reporterki jest bardzo wciągająca – każdy rozdział zyskuje ludzkie oblicze, bo autorka skupia się na ciekawych postaciach – bohaterach, ofiarach, badaczach. Mamy więc tu opowieść o lekarce-pionierce medycyny nuklearnej, która pomagała cierpiącym na chorobę popromienną ofiarom katastrofy, lecz ze względu na tajność swojego zajęcia (oraz płeć) nie zyskała należytego uznania. Znajdziecie też historię pilota – jednego z wielu próbujących kontrolować trasę chmury radiacyjnej, czy odważnych naukowczyń, które próbowały zaalarmować Zachód o epidemii nowotworów tarczycy wśród dzieci. Nie brakuje również ciekawostek, jak choćby frapująca historia o odcisku palca Marii Skłodowskiej-Curie, który… kilkadziesiąt lat od śmierci naukowczyni nadal emitował promieniowanie. Reportaż Kate Brown przynosi także sporo osobistych refleksji, a przede wszystkim pytań. W gąszczu kłamstw, matactw czy sporów naukowców wcale nie tak łatwo dotrzeć do prawdy.

Początkowe rozdziały Czarnobyla skupiają się na samym wypadku, na operatorach elektrowni, fizykach, likwidatorach, pierwszych chwilach po katastrofie. Dzięki jasnemu i klarownemu wyjaśnieniu działania elektrowni atomowej (tego typu), nawet laicy mogą zrozumieć powody, dla których doszło do wypadku i tak tragicznego w skutkach skażenia. Swoje miejsce w opowieści mają też lekarze czy piloci (którzy mieli za zadanie nie dopuścić do przemieszczenia się radioaktywnego opadu na tereny dużych miast). Ponadto, dowiadujemy się o tym, jak radziła sobie z katastrofą partyjna wierchuszka. W jak arbitralny i bezduszny (a często i bezmyślny) sposób podejmowano decyzje dotyczące ludności. Kate Brown udało się choćby dotrzeć do sporządzonego w jednym egzemplarzu dokumentu z tajnego posiedzenia Politbiura, na którym omawiano kwestię przyczyn katastrofy. Na tym zebraniu głos zabierali, m. in. znani z serialu HBO o Czarnobylu Walerij Legasow i Borys Szczerbyna, jednak nikt nie martwił się zdrowiem obywateli.

Ale co z ludźmi?

Kate Brown dużo miejsca w reportażu poświęca ofiarom. Ewakuacja ludności była ogromnym przedsięwzięciem logistycznym, z którym władze nie poradziły sobie jak należy. Często mieszkańcy terenów skażonych musieli czekać kilka dni na wywózkę, przyjmując do tego czasu duże dawki promieniowania. Były też i takie miejsca, z których, pomimo ogromnego napromieniowania, nikt nie został ewakuowany. Problemów było jeszcze więcej. Fakt, że do katastrofy jądrowej doszło na terenie Ukrainy miał niebagatelne znaczenie dla podejścia władz. O wiele łatwiej centrali w Moskwie było nie dać wiary wysokim wskaźnikom promieniowania na “prowincji” ZSRR i nie troszczyć się o zdrowie i życie lokalnej ludności. Całe to przedsięwzięcie było niewyobrażalnie trudne i kosztowne, a przesiedlenie wszystkich osób doświadczonych faktycznie szkodliwym promieniowaniem, byłoby dla ZSRR po prostu niemożliwe. Stąd przyjęte urzędowo “dopuszczalne dawki promieniowania”, które były takimi tylko z nazwy.

Większość osób doświadczających skutków katastrofy nie zetknęła się jednak z ogromnymi dozami promieniowania. Spotkali się ze zdradliwie niewielkimi, ale chronicznymi dawkami. Takie zbagatelizować najłatwiej, bo nauka nie miała aż tak wielu bezspornych dowodów na ich szkodliwość (o przypadku dziewcząt malujących cyferblaty farbą z dodatkiem radu, tzw. “radowych dziewczyn” pisaliśmy już wcześniej). Gdyby kierować się zachodnią literaturą niskie dawki promieniowania nie powodowały szkód zdrowotnych. Do dziś pokutuje przekonanie o “stresie przesiedleńczym”, który rzekomo spowodował więcej szkód na ludzkim zdrowiu, niż sam opad radioaktywny. Przy czym tendencja do “łagodzenia” informacji o skutkach zdrowotnych Czarnobyla nie była tylko sowiecką specjalnością.

Kłamstwa Wschodu i Zachodu

O ile pierwszą, wstrząsającą część książki czyta się w pełnym napięciu, o tyle druga sprawia, że włosy stają dęba. Na działanie groźnego promieniowania w ogromnych dawkach narażone zostały nie tylko osoby znajdujące się w bezpośredniej bliskości reaktora, ale i przebywające setki kilometrów od miejsca zdarzenia. Jak to możliwe?

Działo się tak choćby dlatego, że machina biurokratyczno-polityczna ZSRR nie mogła sobie pozwolić na straty ekonomiczne w wyniku katastrofy. Zwierzęta pochodzące ze Strefy Wykluczenia (bądź terenów z nią sąsiadujących, ale nadal napromieniowanych) zwyczajnie w świecie postanowiono wykorzystać przemysłowo. Powstawały napromieniowane kiełbasy, skóry, wełna, a pracujący przy tym ludzie zostali potraktowani poziomami promieniowania porównywalnymi z przyjętymi przez likwidatorów katastrofy w Prypeci.

Najbardziej złowieszcze są jednak kolejne części reportażu. Nie tylko bowiem władze ZSRR bagatelizowały zagrożenie. Robiły to także praktycznie wszystkie organizacje międzynarodowe badające ofiary katastrofy (nawet w latach dziewięćdziesiątych!) oraz wielu zachodnich naukowców. Nie dawali wiary białoruskim i ukraińskim lekarzom czy naukowcom. Nie radzili sobie z pomiarem skażenia, problemy zdrowotne łączyli z zacofaniem cywilizacyjnym.

Historia w tle Czarnobyla

Osobnym wątkiem, który został opisany, niejako przy okazji, jest historia rozpadu Związku Radzieckiego. Opowieść o radzeniu sobie z czarnobylską katastrofą i jej konsekwencjami w bardzo ciekawy sposób wpisała się w historię schyłku ZSRR. Kto wie, czy nie była jedną z przyczyn jego upadku. Książka Brown daje nam unikalny wgląd w tamte czasy – od Gorbaczowa i pierestrojki, przez czas przewrotu, rodzenia się społeczeństwa obywatelskiego i nastanie krwiożerczego kapitalizmu. Ta dziejąca się w tle historia miała spory wpływ na przebieg wydarzeń w sprawie Czarnobyla.

Choć robiono sporo w sprawie katastrofy, to wiele z tych działań zostało skazanych na porażkę. Związek Radziecki nie miał wystarczających środków do właściwego poradzenia sobie z rozmiarem skażenia. Jednak o wiele większym problemem był brak wiedzy, kultura tajności, unikania przyznania się do porażki, spychania problemów pod dywan i robienia dobrej miny do złej gry. Odrębnym wątkiem jest odmienność postaw władz Ukrainy i Białorusi wobec odgórnych decyzji Moskwy. Odważni przywódcy dbali o obywateli, służalczy – tylko o swoje stanowiska.

W sprawie Czarnobyla społeczeństwo zostało najpierw okłamane, aktywnie dezinformowane i uciszane przez władze ZSRR. Potem działania obywatelskie, uwolnione za sprawą polityki Gorbaczowa, zmierzały do zdobycia pełni informacji o rzeczywistych konsekwencjach katastrofy. Definitywny upadek ZSRR przyniósł jednak zmierzch tych starań. Zwłaszcza w obliczu braku finansowania takich inicjatyw oraz rozczarowania postawą zachodnich organizacji, które nie przyniosły obiecanej pomocy.

Wypromować się na Czarnobylu

Ciekawe jest także to, jak katastrofę rozgrywano politycznie i PR-owo. Bulwersuje choćby historia amerykańskiego lekarza, który przeprowadzał nieetyczne (i szkodliwe) eksperymenty medyczne na cierpiących na chorobę popromienną strażakach (także na znanym z serialu Wasiliju Ignatence, o czym możecie dowiedzieć się z Czarnobylskiej modlitwy Swietłany Aleksijewicz, na której podstawie powstał serialowy wątek strażaka), co zapewniło mu sławę specjalisty od medycyny nuklearnej.

W momencie przemian ustrojowych politycy radzieccy zdobywali głosy obiecując rozwiązać kwestie konsekwencji Czarnobyla przy współpracy z organizacjami międzynarodowymi. Te ostatnie zaś skutecznie rozpowszechniały hasła o bezpieczeństwie energii atomowej – zaniżając dane o napromieniowaniu i jego skutkach.

Sam Czarnobyl stał się zresztą turystyczną atrakcją. Po sukcesie serialu, z pewnością liczba odwiedzających Prypeć zdecydowanie wzrośnie. Na pewno słyszeliście o tym, że po kilkudziesięciu latach od katastrofy fauna w Zonie rozkwita? Bardzo łatwo wysunąć stąd wniosek, że promieniowanie nie jest takie straszne. Jednak te opowieści możecie włożyć między bajki. Fakt, że na terenie Zony przebywają zwierzęta, nie oznacza, że nagle promieniowanie przestało być dla nich niebezpieczne. Jak pokazują przedstawione w Czarnobylu. Instrukcji przetrwania badania Czerwonego Lasu jest ono wyjątkowo szkodliwe dla ekosystemów, ponieważ w pierwszej kolejności uśmierca owady.

Nauka i polityka

Czytając Czarnobyl Kate Brown warto zwrócić uwagę na jeszcze jedno niebezpieczeństwo, które nie dotyczy tylko sprawy atomu. Książka pokazuje jak łatwo można manipulować nauką, jak bardzo podatna jest ona na ideologizację. Promieniowania nie widać, nie słychać, nie czuć. Dlatego w momencie nuklearnej katastrofy ludzkość staje wobec trudnego wyzwania – musi uwierzyć w coś czego “nie ma”. Zaufać naukowcom czy władzom państwa? Którym naukowcom? Jak pokazuje reportaż Kate Brown, zadanie to jest tym trudniejsze, im mniej jednoznaczna jest wiedza naukowa. Jeśli dodatkowo wiedza ta jest specjalistyczna i trudna do zrozumienia dla przeciętnego obywatela – otwiera się pole do manipulacji. Warto o tym pamiętać, bo bliskość nauki i polityki, to nie jest tylko sowiecka specjalność.

Abstrahując od tego, jak wielką tragedią dla ludzi była katastrofa w Czarnobylu, wypadek ten stworzył okazję do zbadania długotrwałych skutków promieniowania, szczególnie małych dawek. Wszelkie jawne badania były z oczywistych względów niemożliwe w czasach żelaznej kurtyny, jednak wraz z rozpadem ZSRR te bariery upadły. Czemu więc zachodni naukowcy i lekarze nie podeszli do tej sprawy rzetelnie? Dlaczego wszystkie oficjalne raporty były tak optymistyczne? Czemu lekceważyły opinie naukowców ukraińskich? Kate Brown pokazuje wszystkie mechanizmy stojące za takim stanem rzeczy, a refleksje z jakim zostaje czytelnik nie napawają optymizmem.

Bezpieczny atom?

Wiele ze zjawisk opisywanych przez Kate Brown w Czarnobylu przestało istnieć, rozmyło się z czasem. Rozpadł się Związek Radziecki, wyludniły się napromieniowane wsie, a ludzie pragnący dotrzeć do prawdy o katastrofie dawno temu stracili nadzieję. Tym cenniejszy jest ten reportaż dokumentujący unikalny moment w historii świat.

Tylko cząsteczki nadal promieniują, a ich stan nie zmieni się przez dziesiątki tysięcy lat.

Wszyscy chcą wierzyć w bezpieczny atom. Łatwiej dać wiarę danym uspokajającym naszą czujność, niż tym wieszczącym grozę czyhającą tuż za rogiem. Tymczasem katastrofy zdarzają się nie tylko w krajach o niedemokratycznym ustroju, a ludzkość nadal nie radzi sobie skutecznie z ich następstwami. Czy naprawdę jesteśmy na nie lepiej przygotowani niż za czasów Czarnobyla?

Anna Lipińska, @PoProstuAnia
Redakcja dziękuje wydawcy za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Kate Brown, Czarnobyl. Instrukcje przetrwania, przeł. Tomasz S. Gałązka, Wydawnictwo Czarne, 2019

Kate Brown odwiedzi Warszawę podczas tegorocznej edycji Big Book Festival

PIĄTEK, 21 CZERWCA, GODZ. 18.00

INSTRUKCJA PRZETRWANIA
O tym, jak cały świat zafałszował tragedię w Czarnobylu.
O życiu w cieniu chorób i wielkiej polityki mówi amerykańska historyk KATE BROWN.
Rozmawia Adam Szaja.

ul. Łowicka 21, CENTRUM KULTURY ŁOWICKA, GALERIA

 

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.

Podziel się z innymi