Daniel Beer, „Dom umarłych. Syberyjska katorga pod rządami carów”

Zawsze z dużą dozą ostrożności podchodziłem do publikacji o Syberii jako o miejscu zsyłek. Bałem się, że prędzej czy później przerodzą się one w mesjanistyczne pisanie o zamęczonych tam Polakach. Nie kwestionując tragedii zsyłek, to chciało się przeczytać rzetelną pracę pozbawioną nuty, w której prędzej czy później pojawiają się mickiewiczowskie „długie, białe, dróg krzyżowych biegi. Drogi długie – nie dojrzeć – przez puszcze, przez śniegi”. Aby tak się nie stało trzeba było Anglika, który także o Polakach pisze z uznaniem, lecz trzeźwo i spokojnie.

Od razu trzeba wyjaśnić, że książka dotyczy wyłącznie systemu zsyłek w czasach carskich. System Gułagu pozostaje poza zainteresowaniem autora, co zrozumiałe, bowiem ewentualna analiza zmuszałaby autora do kilkukrotnego zapewne powiększenia swojego dzieła. „Czerwona Syberia” pozostaje więc tylko w epilogu, by pokazać, że po rozpadzie caratu:

Syberia oddała jednak swoich więźniów tylko na jakiś czas. Po 1917 roku zesłanie i katorga zostały odkryte na nowo, a system kar – przebudowany i dostosowany do wieku nauki, racjonalizmu i industrializacji”. Co najbardziej ironiczne – system zsyłek stworzył ludzi, którzy obalili go razem z całym ustrojem, Bolszewicy, dawni więźniowie z Syberii przystąpili do budowy nowego systemu „z typową dla siebie determinacją i brutalnością.

Jak ten carski system powstał? Głębsze zastanowienie pozwala zauważyć, że obejmował on „ledwie” niewiele ponad 100 lat, szeroko rozumiany wiek XIX. Dzisiejsze wyobrażenie Rosji od Bugu (dla co wrażliwszych – od Dniepru) do Władywostoku to bowiem kwestia ostatnich dwóch stuleci. W 1582 r. Rosja pierwszy raz „wyruszyła” na wschód, gdy kozacki poszukiwacz przygód Jermak Timofiejewicz przekroczył Ural na czele kilkusetosobowego oddziału, zakładając pierwszą rosyjską warownię na kierunku syberyjskim. Zaczyna się okres walki z mieszkającymi tam plemionami i rabunkowej eksploatacji zasobów naturalnych. Jak wskazuje autor „za jedno futro czarnego arktycznego lisa można było kupić spore gospodarstwo rolne, wraz z końmi, bydłem, owcami i drobiem”. Żądza bogactwa doprowadziła niemalże do zagłady np. soboli, bowiem „rozszerzające swe terytoria rosyjskie państwo nadzorowało eksploatację syberyjskich bogactw naturalnych w sposób tak bezwzględny i sprawny, że w 1700 roku źródło „miękkiego złota” zaczęło wysychać”. Zaczyna się więc okres intensywnego osadnictwa rosyjskiego, który doprowadził w pierwszej połowie XVIII w. do zrównania się liczby rdzennych mieszkańców Syberii i rosyjskich osadników (po ok. 200 tys. mieszkańców).

Władze szybko jednak odkrywają, że dziewicze tereny gdzieś daleko, na dotarcie do których potrzeba kilku tygodni a nawet miesięcy, świetnie nadają się na największe więzienie świata:

Obok nich [osadników] mieszkali tam jednak ludzie, którzy nie przybyli na Syberię z własnej woli, lecz zostali siłą wyrwani z własnego środowiska i wtrąceni do „olbrzymiego więzienia bez dachu”. Syberia była krainą wielkich możliwości, a zarazem miejscem przymusowego osiedlenia – ziemią wolnych imigrantów i zniewolonych zesłańców. Pod rządami carów stało się jasne, że te dwie funkcje są fundamentalnie sprzeczne i właśnie ta sprzeczność miała w ciągu następnych stuleci determinować kształtowanie losów Syberii i systemu zsyłek.

Przytoczony fragment pokazuje długofalową przyczynę niewydolności i klęski systemu. Rosja nie potrafiła się zdecydować, czy Syberia ma być bardziej więzieniem, czy też jednak prężną kolonią zasilającą bogactwami przeduralską metropolię. Buńczuczne głosy, że nie potrzeba Rosji kolonii w Afryce, Azji czy Ameryce, bo ma Syberię, co rusz giną jednak wśród głosów krytyki, pokazujących tereny zdominowane przez zdegenerowane grupy skazańców, którzy nie byli w stanie lub zwyczajnie nie chcieli wypełniać wizji władców o byłych więźniach przeistaczających się w osadników dbających o rozwój Syberii. Antoni Czechow po zakończeniu podróży po Sachalinie, który określał wprost jako piekło (szczególnie dla dzieci i dręczonych seksualnie kobiet), napisał reportaż, którego publikacja „wywołała taki skandal, że skłoniła rząd do powołania specjalnej komisji, która miała omówić przyszłość wyspy i wszcząć szereg dochodzeń w sprawie panujących na niej warunków”.

Zawsze z dużą dozą ostrożności podchodziłem do publikacji o Syberii jako o miejscu zsyłek. Bałem się, że prędzej czy później przerodzą się one w mesjanistyczne pisanie o zamęczonych tam Polakach.Kliknij, aby Tweetnąć

Wewnętrzna sprzeczność co do wizji Syberii sprawiała, że system ten był kolosem na glinianych nogach od niemalże samego początku. W zasadzie jedyną udaną próbą jego naprawy były reformy gubernatora Syberii Michaiła Spieranskiego z 1822 r. Potem obserwujemy prawie 100 lat powolnego rozkładu, czego symbolem będą rozpadające się budynki „etapów”, czyli kolejnych stacji postojowych na długiej drodze na Sybir. Władze stały też w miejscu w kwestii humanizowania kar i sposobów ich odbywania – w przeciwieństwie bowiem do tego, co w tej kwestii działo się na zachód od Rosji, w państwie cara zmiany były tylko symboliczne.

Historia systemu zsyłek nie jest prowadzona jako nudny akademicki wykład. Autor wybrał bowiem kilka swoistych kamieni milowych, kilka epizodów, które pozwalają lepiej zrozumieć system. Dostajemy więc najpierw opowieść o dekabrystach – ludziach, którzy porwali się na obalenie cara, a potem stworzyli na Syberii swoistą republikę, mając za sobą swoją (mniej lub bardziej prawdziwą) żywą legendę pierwszych rosyjskich demokratów. Opisywani są także tzw. „pietraszewcy”, czyli członkowie tylko i aż klubu dyskusyjnego, któremu wieczną pamięć zagwarantowało to, że jego członkiem był Fiodor Dostojewski. Wyreżyserowane zapewne w ostatniej chwili carskie ułaskawienie przed plutonem egzekucyjnym było wstępem do „zwyczajowej, zgodnej z rytuałem ceremonii. Skazańcy zostali odarci z chłopskich kaftanów i zmuszeni do uklęknięcia, a dwaj kaci uroczyście złamali nad ich głowami dwa miecze”. Lata spędzone na Syberii pozwoliły Dostojewskiemu na stworzenie „Wspomnień z domu umarłych” i ukształtowały niejedno z jego genialnych dzieł, jak choćby „Braci Karamazow”, czy oczywiście „Zbrodnię i karę”.

Autor z dającą się wyczuć sympatią podchodzi do polskich zesłańców. Opisuje ich dwie wielkie grupy, czyli powstańców listopadowych i styczniowych, którzy po 1831 r. i 1864 r. trafili na Syberię. Na wybranych przykładach pokazuje zarówno nieprzemijającą chęć powrotu do ojczyzny i walki o jej niepodległość jednych, jak i próby ułożenia sobie życia na niegościnnej Syberii przez drugich. Jak zaznaczyłem na wstępie – obraz ten jest ze wszech miar pozytywny i na szczęście pozbawiony górnolotnych i nacechowanych mesjanizmem opisów.

Opowieść prowadzi nas do swojego chyba najważniejszego punktu, czyli 1905 r., kiedy to aresztowania przed i po rewolucji z tego roku doprowadziły wbrew woli i planom caratu do tego, że:

Męczeństwo i cierpienia miały się okazać źródłem moralnego autorytetu w roku 1917, kiedy byli zesłańcy syberyjscy zgłosili swe aspiracje do poprowadzenia rebelii. Rewolucja 1905 roku przekształciła syberyjskie więzienia – nie były już one, jak poprzednio, znakiem wyróżniającym wąską elitę radykałów, ale stały się symbolem wspólnego losu dziesiątek tysięcy świadomych politycznie carskich poddanych, pochodzących ze wszystkich zakątków imperium i z wszystkich klas społecznych oraz grup etnicznych.

Tak oto można stwierdzić, że państwo stworzyło dzieło, kto je przerosło i przyczyniło się bezpośrednio do jego zniszczenia. Najgorsze zaś, że rewolucjonistom w ciągu kilku kolejnych lat udało się ten jeden raz obalić zasadę, że historia powtarza się jako farsa i powtórzyli system zsyłek na o wiele okrutniejszym i morderczo skutecznym poziomie.

Piotr, @P_e_t_ar

Daniel Beer, Dom umarłych. Syberyjska katorga pod rządami carów, wydawnictwo Literackie