David Cay Johnston, „Donald Trump. Jak on to zrobił?”

To nie notka o Trumpie, tylko o książce Davida Caya Johnstona. Trudno nawet mówić o książce, jest to zbiór felietonów naprędce sklecony przed wyborami w 2015, dotyczącymi rodziny Trumpa, znajomości Trumpa, przekrętów Trumpa i samego Trumpa. Johnson ma na punkcie Trumpa obsesję. I wcale się z tym nie kryje. Od początku jego kariery jest jego cieniem. Obsesyjnie zbiera wszystkie materiały, dokumenty, relacje, które mogą go skompromitować. Ta książka to prywatna krucjata przeciwko Trumpowi, więc trudno mówić w tym przypadku o książce reporterskiej.

To nie notka o Trumpie, tylko o stosunku autora do Trumpa, o jego kilkudziesięcioletniej fascynacji jego osobą. To o człowieku, który spory kawał życia poświęcił na tropienie Trumpa, swojego największego wroga, ale w pewnym sensie lustrzanego odbicia. Typowa, westernowa historia, tylko w tym przypadku nieustraszony szeryf sam przemierza Amerykę w poszukiwaniu wszystkiego co może Trumpowi zaszkodzić. Chociaż serdecznie nie znoszę Trumpa, do autora też trudno mi poczuć sympatię. Szczególnie po przeczytaniu prologu i podziękowań, które są niczym innym jak zbiorem przechwałek, na temat swój i członków rodziny.

Johnston pisze o obsesji Trumpa na punkcie pieniędzy i atrybutów bogactwa, ale ciężko mu ukryć, że sam tę fascynację podziela. Pisze o niezdrowej fascynacji Trumpa kobietami, a sam miał kilka żon, z którymi ma ośmioro dzieci. Pisze o relacjach Trumpa z kryminalistami- oszustami, mafiozami, handlarzami narkotyków, a sam przyznaje się do znajomości ze skorumpowanymi policjantami, dilerami narkotyków, alfonsami. Po sposobie w jaki o tym mówi, trudno wnosić, że to tylko kontakty na gruncie zawodowym. Trudno rozstrzygnąć jak cienka dzieli ich granica, Johnston pisze o “światowej klasy narcyzie”. Halo. Spójrz w lustro. To go nie krępuje, wręcz przeciwnie – pochlebiają mu porównania z Trumpem. “Widzę między Trumpem a Johnstonem pewną paralelę. Obaj prowadzą bardzo barwne życie”- przytacza słowa Stevego Weinberga, dyrektora organizacji szkoleniowej Dziennikarzy Śledczych, i dodaje z dumą – Nikt kto zna mnie i Trumpa tego nie zakwestionuje. Pisze, że różni go z Trumpem system wartości- Trumpowi chodzi wyłącznie o pieniądze, a Johnstonowi o honor. Gdyby to było takie oczywiste, to by tego nie podkreślał. Mnie nie przekonał.

Chyba żadna książka się tak szybko nie zdezaktualizowała. Nie mam na myśli tego, że Trump się zmienił, wręcz przeciwnie – nowe afery, szokujące decyzje (dotyczące losów świata), skandaliczne Tweety, fakty dotyczące kontaktów z rosyjskimi hakerami, to, że dzięki tym kontaktom wygrał wybory, wyciek danych i afera Cambridge Analitica przykrywają opowieści z tej książki, skupionej głównie na aferach finansowych, oszustwach podatkowych, bankowych, deweloperskich, itd. Poza tym książka Jonstona jest pełna terminologii specjalistycznej z zakresu bankowości, podatków, deweloperki, pisania kontraktów, dochodów, ale też futbolu amerykańskiego, golfa i rugby. Większości z tego nie zrozumie żaden bidok ani amerykański, ani tym bardziej polski, więc bidoków do niegłosowania na Tumpa Johnston nie przekonał. Polskiego to fascynacji Trumpem nie zniechęci, bo Polak zna się na piłce nożnej i skokach narciarskich i żużlu, a nie na futbolu amerykańskim i golfie.

Należy też podkreślić, że Johnston prawie całkowicie pomija wątek molestowania. Jest o obsesji Trumpa na punkcie kilku kobiet, ale dla niego najbardziej fascynująca jest historia zmyślonego romansu z Carlą Bruni. Wraca do niego wielokrotnie. Nie wiem jak można napisać książkę o Trumpie, lekceważąc afery związane z molestowaniem. Johnstonowi się udało.

Jest to książka zła, bo jak się sklei ze sobą kilkanaście felietonów pisanych do gazet na przełomie kilkudziesięciu lat, to nie znaczy, że powstanie z tego książka. Dlatego niektóre historie czytamy kilka razy. Najwięcej miejsca autor poświęca Trumpowi jako biznesmenowi, właścicielowi kasyna. Jeśli warto tę książkę przeczytać to głównie po to, żeby na przykładzie tej działalności Trumpa przekonać się jak łatwo jest manipulować ludźmi uzależnionymi od hazardu.

Plusem tej książki jest rozdział o strategiach zaradzania Trumpa swoim publicznym wizerunkiem. Doskonalonym przez dekady. Warto się przy tym zatrzymać.

Pierwsza strategia polega na wykorzystywaniu powszechnej słabości mediów- recytowania “faktów”, bez analizy tego co niedopowiedziane. Trump często grozi dziennikarzom pozwami, zapewniając sobie ostrożność wydawców i nadawców chcących uniknąć kosztownego procesu. Przez to zniechęca dziennikarzy pragnących dotrzeć do informacji innych niż te przekazywane oficjalnie.

Drugą zasadniczą strategią Trumpa jest zniekształcanie informacji, zaprzeczanie samemu sobie i uniemożliwianie dziennikarzom i organom ścigania uzyskania informacji o jego postępowaniu.

Skupmy się na pierwszej strategii, bo moim zdaniem ma znaczenie fundamentalne, i nie dotyczy tylko Ameryki. Z przerażeniem od dwóch lat przyglądam się jak polscy dziennikarze nie radzą sobie w opisywaniu “państwa PiS”, jak nie nie-informują, spłycają, zamulają przekaz, uprawiają sofistykę zamiast nazywania faktów po imieniu, która- jak pisał Kapuściński- sprawia, że demokratyczne państwa są chore. Ci, którzy opisują rzeczywistość zgodnie z faktami uznawani są za skrajnych, antyrządowych ideologów. Tam, gdzie dochodzi do zamachu na instytucje publiczne, na podstawy demokracji, mówi się o sporach. Dziennikarze tzw. obiektywni dostali prezent- skrajnie upolitycznione media publiczne, które są karykaturą mediów, i na ich tle każde inne są obiektywne. Jestem przekonana, że gdyby dziennikarstwo w Polsce było na wyższym poziomie do wielu patologicznych sytuacji po prostu by nie doszło. Niszczenie demokratycznych podstaw państwa przez partię rządzącą, jeśli by się nie zatrzymało, to na pewno bardzo by spowolniło. I nie jest usprawiedliwieniem dla polskich dziennikarzy, że to samo dzieje się w Ameryce i w innych krajach. Jeśli dziennikarze są emanacją społeczeństwa, ten stan będzie trwał jeszcze wiele lat, bo zdolność do refleksji, korekty, zmiany zachowań jest u nas niezwykle ograniczona. Jestem pewna, że w Ameryce szybciej zostaną wyciągnięte z tego wnioski, jestem pewna, że historia się nie powtórzy, że drugiego takiego fatalnego prezydenta długo w Ameryce nie będzie.

To nie jest nawiązanie przypadkowe. Te wątki się łączą. Trump w Polsce. Relacjonowanie jego wizyty przez polskie media. Spuszczę zasłonę milczenia na to, jak relacjonowały to media rządowe, bo to w ogóle nie jest dziennikarstwo. To tak jakby dziennikarzami nazywać osoby wymyślające historie do pisma “Detektyw”.

Powiedzieć o nim “kuriozalne to nic nie powiedzieć. Największy portal informacyjny TVN24 zachowywał się tak, jakby do Polski przyleciał Papież. Papież Polak. Odliczane minuty do lądowania, do odlotu, pogoń za Trumpem do hotelu, samej torebce Melanii zostało poświecone kilka godzin. Niezdrowe podniecenie człowiekiem, który nie tylko jest fatalnym prezydentem, ale też oszustem, mizoginem, kłamcą, awanturnikiem i zagraża światowemu bezpieczeństwu. To się nie dzieje – myślałam sobie wtedy. “Trump mówi dokładnie to, co wszyscy (dosłownie wszyscy) Polacy chcieliby od niego usłyszeć. Nic dziwnego, że został amerykańskim Prezydentem” – to słowa Marzeny Suchan, redaktorki naczelnej serwisów informacyjnych Onet. Dziennikarze Rzeczpospolitej, ci, którzy starają się nam wmówić, ze ich tchórzostwo i koniunkturalizm to obiektywizm, rozpływali się w zachwytach. Musiały się pojawić kolejne afery, żeby zaczęli opisywać rzeczywistość zgodnie z faktami. To samo zresztą dotyczy opisywania przez nich państwa PiS- refleksja nastąpiła dopiero wtedy, kiedy naprawdę nie było już żadnych argumentów na obronę chaosu jaki w Polsce zapanował pod ich rządami.

Jest na to lekarstwo. Stworzył je David Boardman, dziekan na wydziale dziennikarstwa na Uniwersytecie w Filadelfii, założyciel The Solutions Journalism Network. Mówi -“Jako ludzie mediów musimy przyznać, że część winy spada na nas. Niedostatecznie dobrze wykonywaliśmy naszą pracę, niedostatecznie głęboko pokazywaliśmy problemy i rozwiązania, podążając ścieżką tego, co “klikalne”. Musimy zwrócić się w stronę poważniejszego dziennikarstwa. Takiego, które wzmacnia społeczeństwo i które pozwala ludziom zrozumieć, co jest odpowiedzialnością władz. I wierzę, że to rzeczywiście działa”.

Dziennikarstwo rozwiązań to nie dobre wiadomości i wychwalanie bohaterów. Zwykłe dziennikarstwo to w dzisiejszych czasach za mało. Ludzie na całym świecie tracą zaufanie do dziennikarzy, wyłączają media, wolą Netfixa, zrezygnowali z poszukiwania informacji. Dziennikarstwo zaangażowane nie zostawia ludzi z poczuciem bezradności, z poczuciem, że nic się nie da zrobić. To nie zachowania polityków determinują pogłębiający się brak zaufania do mediów, oni je tylko wykorzystują dla swoich korzyści. Brak zaufania do mediów to wina mediów. Media muszą się zwrócić w stronę poważniejszego dziennikarstwa, takiego, które wzmacnia społeczeństwo, które pozwala ludziom zrozumieć, co jest odpowiedzialnością władz. Rolą dziennikarza jest nie tylko mówienie o problemach, takie dziennikarstwo niczego nie wnosi, rolą dziennikarza jest przewidywanie problemów i zaangażowanie się w ich rozwiązywanie[1].

Oby polscy dziennikarze zechcieli wziąć to sobie do serca, bo inaczej powrót na drogę praworządności i demokracji nie będzie możliwy. Oby powtórki z fetowania kryminalisty, tylko dlatego, że jest amerykańskim prezydentem nie więcej nie było, oby debata na tak dramatycznie niskim poziomie (z winy dziennikarzy, którzy ulegli szantażowi polityków) jak ta prezydencka w TVN24 w 2015 nigdy się nie powtórzyła, bo Polska już nie może sobie pozwolić na powtórkę z rozrywki, czyli niszczenia struktur państwa i więzi społecznych.

Agata, @Tulilam

[1] Posłuchajcie audycji na temat dziennikarstwa rozwiązań z radia TOK FM.

David Cay Johnston, Donald Trump. Jak on to zrobił?, wydawnictwo Krytyki Politycznej

Oceń ten wpis!