David Foster Wallace, „Niepamięć”

David Foster Wallace. Jedno nazwisko. Dwa imiona. Najbardziej ekscytująca postać nowej literatury. Cudowne dziecko Ameryki. Błyskotliwy czterdziestolatek. Precyzyjny chirurg specjalizujący się w wiwisekcji amerykańskiego snu. Ćpun o rozchwianej psychice. Geniusz. Samobójca. Wielki pisarz. Czego to ja się nie dowiadywałem nie tylko z literackich periodyków o znaczeniu Amerykanina – „niestety nietłumaczonego u nas” – dla współczesnej literatury. Aż w końcu pojawiły się spolszczenia. I okazało się, że nic tu nie jest oczywiste.

Na szczęście już pierwsze opowiadanie z Niepamięci jest lepsze niż cokolwiek zamieszczonego w Krótkich wywiadach z paskudnymi ludźmi. Co jest o tyle ciekawe, że Wallace w trochę późniejszym zbiorze – Niepamięć oryginalnie wydano w 2004 roku, Wywiady pięć lat wcześniej – opisuje ten sam świat, co poprzednio i używa niemal tych samych narzędzi. Tak, „Mister Sqiushy” też się rozgrywa w realiach korporacji, pełen jest specjalistycznego – czy może bardziej „specjalnego” – żargonu i przypisów, jego bohaterowie też nie są nazbyt miłymi ludźmi. A jednak jakby więcej tu luzu, brutalnej, ale jednak ironii i odrobina, bo ja wiem, sympatii? Kolejne opowiadanie, „Dusza to nie jest kuźnia”, też jest dobre i jak na standardy Wallace’a można powiedzieć, że fabularnie zamknięte, skończone.

Bo opowiadania Amerykanina, także te z Niepamięci, nadal niewiele mają wspólnego z klasycznym, choćby i późno dwudziestowiecznym, rozumieniem tego gatunku. Składają się z licznych strumieni świadomości, technologicznego żargonu, urywanych scen, narratorskich interwencji. Bardziej są fragmentami powieści, może wręcz rezerwuarem literackich pomysłów oraz narzędzi, niż samodzielnym utworem. I momentami ta technika literacka, która czasem wręcz „graficznie” zastępuje tradycyjną prozę, jest wręcz fizycznie mecząca. Drugim wyznacznikiem stylu Wallace’a jest dobór bohaterów. Jego światy zaludniają prawie wyłącznie ludzie sukcesu, nawet jeśli pozostający „tylko” w granicach średniej klasy średniej, oraz społeczni outsiderzy. I autor chyba uwielbia(ł) obserwować zderzenie tych dwóch rzeczywistości.

Najciekawiej zostało to pokazane w „Kanale Cierpienia”, opowiadaniu jeśli nie najlepszym, to na pewno kluczowym dla odczytania tego zbioru. Dla mnie, pisarz nie znosił porównań, w najlepszych momentach „Kanał Cierpienia” jest skrzyżowaniem cywilizacyjnej diagnozy DeLillo z absurdalnością Pynchonowych scenek. A traktuje… o kupie. Na jednym z jarmarków Środkowego Zachodu miejscowy artysta prezentuje rzeźby wykonane z tego materiału, dodatkowo, hmmm, adekwatną częścią ciała, co wzbudza zainteresowanie reportera nowojorskiego modnego magazynu i wywołuje popłoch w redakcji. Planowany artykuł, koniecznie ze zdjęciami!, jest obrabiany przez kilka długich tygodni, co daje Wallace’owi okazję do stworzenia subtelnie pogłębionych portretów (naprawdę się zdziwiłem, dotychczas rzecz niespotkana przeze mnie u tego autora) i pysznych scenek rodzajowych – dialog dwóch stażystek w biurowym klubie fitness to majstersztyk. Niestety efekt psuje tradycyjne rozmycie finału i próba nadania opowiadaniu jeszcze głębszego znaczenia poprzez wybór takiego, a nie innego, miejsca i czasu wydarzeń, których to okoliczności tu oczywiście zdradzić nie mogę.

Wygląda więc na to, że muszę się pogodzić z faktem, że David Foster Wallace raczej nie będzie jednym z moich ulubionych pisarzy, ale jednak trzeba mieć jego twórczość na uwadze i wypatrywać kolejnych przekładów. Jeśli nie dla przyjemności płynącej z lektury, to dla drobiazgów i, mimo wszystko, techniki narracyjnej. I może tego ekscytującego poczucia obcowania z nie wiadomo do końca czym.

David Foster Wallace, Niepamięć, Wydawnictwo W.A.B.

Oceń ten wpis!