Douglas Smith, „Rasputin. Wiara, władza i zmierzch dynastii Romanowów”

W innych okolicznościach nie miałbym wielkiej ochoty na czytanie biografii Rasputina. Wiadomo – przychodzą do głowy same schematyczne obrazy jego czarnej legendy o chłopie pijaku i erotomanie. Tym razem jednak postać autora sprawiła, że wątpliwości zniknęły, zanim się na dobre w tej samej głowie zakorzeniły. Douglas Smith bowiem dwa lata temu urzekł mnie książką „Skazani. Ostatnie dni rosyjskiej arystokracji”. Kupiłem więc „Rasputina” w ciemno. I po raz kolejny się zachwyciłem.

Już we wstępie autor zauważa, że „kultura popularna jest nafaszerowana Rasputinem”. Od oprogramowania komputerowego „Rasputin” (akronim od: Real-Time Acquisition System Programs for Unit Timing in Neuroscience), poprzez bary i knajpy nazywane jego imieniem, aż po wiecznie i każdego chyba drażniącą piosenkę dawnej i na szczęście przebrzmiałej gwiazdy disco –Boney M. Słowem: przesyt i marny poziom jak nad Bałtykiem lub w Tatrach w okresie wakacyjnym. Mając przed sobą taki mit do dekonstrukcji lub opiewania, autor decyduje się postawić na delikatność osądów. Na ponad 900 stornach przedstawia nam w zasadzie całe życie Grigorija Jefimowicza Rasputina, spokojnie rozważając wszystkie za i przeciw, i starając się, mimo braków w dawnych dokumentach, przedstawić kompletny obraz najbardziej kontrowersyjnych wydarzeń związanych z Rasputinem.

Nade wszystko zaś autor daje nam książkę o Rosji. Nie o skandalach „szalonego mnicha” lub „świętego diabła”, jak o Rasputinie mówiono, ale o kraju i narodzie, który upojony szaleństwem przełomu XIX i XX wieku bezwiednie pędził ku własnej zagładzie. I dzięki temu pokazuje nam, że to nie tyle Rasputin był złem dla cara i Rosji, ale że stanowił tylko i wyłącznie obraz szaleństwa narodu i jego Gosudara. Parafrazując Gogola – nie brzydźcie się Rasputinem, bo brzydzicie się sami siebie. Autor kreśli obraz Rosji drugiej połowy XIX w., przez której niezmierzone obszary wędrowali tzw. „święci starcy”, czyli powszechnie szanowani przez lud mężczyźni, którzy pielgrzymowali do świętych miejsc próbując zyskać przebaczenie i łaskę bożą. Kraj, w którym podlane sosem mistycyzmu gorliwe prawosławie, stanowiące przecież jeden z trzech filarów państwa, skłaniało bardziej do kierowania się czuciem, a nie mędrca szkiełkiem i okiem. Do tego zaś dochodził ostatni (no, formalnie przedostatni) z Romanowów – car Mikołaj II. Bez względu na to, jaki faktycznie miała na niego wpływ jego małżonka Aleksandra, nie był to car formatu swoich poprzedników, żeby wspomnieć choćby bezpośrednich poprzedników – Aleksandra II I Aleksandra III. Już w pierwszych rozdziałach otrzymujemy historię koterii i wpływów różnych postaci na życie i decyzje podejmowane na carskim dworze, łącznie z postacią szarlatana  ‌Monsieur Philippe’a. Jego postać ma zadaniem autora pokazać, że to nie Rasputin rzekomo opętał carską rodzinę, lecz że już wcześniej była ona skłonna nurzać się w oparach mentalnego szaleństwa.

I na tak zarysowaną scenę dziejów wkracza Rasputin. Syn chłopa z syberyjskiej części Rosji, którego pierwsze lata życia nie wskazywały na jakiekolwiek cudowne i mistyczne zdolności. Później jednak wyrusza on ścieżką innych „świętych starców”, pielgrzymując po Rosji. Nie są do końca pewne wszystkie okoliczności i ludzie, dzięki którym trafia do Petersburga, a potem na carski dwór, a więc jak zaczyna się jego swoista kariera.

To jest z resztą cecha charakterystyczna tej biografii – autor wielokrotnie przedstawia nam kilka wersji jednego wydarzenia, bowiem dziś, po tak burzliwych dziejach Rosji, brak jest dokumentów i przekazów pozwalających jednoznacznie określić, jak przebiegło wiele zdarzeń istotnych w życiu naszego bohatera. Nie dostajemy więc zawsze precyzyjnych i jednoznacznych sądów, lecz argumentację skłaniającą nas ku najbardziej prawdopodobnym hipotezom.

Nie da się przy tym uniknąć odczucia, że sympatia autora znajduje się wyraźnie po stronie Rasputina. Nie jest to jednak dokonywana na siłę próba wybielenia tej postaci. Wydaje się, że autor w miarę zapoznawania się z dokumentami i „legendą” Rasputina zaczął zdawać sobie sprawę, jak wypaczony był wówczas i jest dzisiaj jego obraz. Nie jest głuchy na negatywne sygnały – nie obala plotek o seksualnych podbojach i pijaństwie „mnicha”. Stara się jednak pokazać, że jego obraz już za życia był narzędziem walki politycznej i salonowej. Wskazuje na tabuny mężczyzn zahipnotyzowanych osobowością starca oraz wielbicielek podążających za nim krok w krok, pamiętając, że wielu z tych wyznawców po upadku caratu szybko zmieniło front, szczególnie gdy rząd powołał twór o przedziwnej nazwie, czyli „Nadzwyczajną Komisję Śledczą do Zbadania Nadużyć Byłych Ministrów, Przewodniczących i Innych Wyższych Urzędników zarówno Cywilnych, jak i Wojskowych i Morskich”, dając im szansę do opowiadania, jak to rzekomo szatański starzec sprowadził ich biedne duszyczki na złą drogę.

Obraz Rasputina budowany jest w tej biografii także poprzez portrety jego wrogów, jak np. mnichów Heliodora i Hermogena, czy też jednego z zabójców – Feliksa Jusupowa. Portrety te fascynują nie tylko dlatego, że co do zasady mamy do czynienia z ludźmi, którzy najpierw byli wiernymi wyznawcami starca, a potem jego zaciekłymi wrogami. Fascynują, bowiem dokładają kolejne cegiełki do budowanego przez autora obrazu Rosji i Rosjan. W tym wypadku mnichów myślących przede wszystkim o doczesnych przyjemnościach i własnej sławie oraz zblazowanego księcia, który umyślił sobie, że uratuje i zbawi Rosję mordując Rasputina. Księcia będącego doskonałym przykładem klasy społecznej, którą wkrótce zmiotła rewolucja, co autor rewelacyjnie opisał w przywołanych już „Skazanych”.

Osobną kwestią są relacje głównego bohatera z rodziną carską. W miarę lektury coraz bardziej należy docenić wspomniany już rozdział dotyczący ‌Monsieur Philippe’a. Dzięki niemu możemy zrozumieć, że to nie tyle Rasputin podstępnie zawładnął duszami i umysłami rodziny carskiej, ale oto gdzieś w połowie spotkał się prosty chłop zaczynający wierzyć w swoją „świętość” i ludzie o słabej konstrukcji psychicznej, którzy do właściwego funkcjonowania potrzebowali swoistej duchowej podpory i mentora. Nie są znane dokładnie okoliczności, w jakich Rasputin trafił na dwór, ale na pewno punktem zwrotnym było rzekome uleczenie carewicza Aleksego po jednym z wywołanych hemofilią krwotoków. Autor – podobnie jak w wypadku każdego z wielu „cudów” przypisywanych Rasputinowi – podaje argumenty, które pozwalają wierzyć w bardziej racjonalne przyczyny niby cudownych ozdrowień i wpływów modlitewnych. Całość stosunków carskiej rodziny ze starcem można chyba określić jako wzajemne uzależnienie – z jednej strony przemożną wiarę w cudowność postawy i czynów Rasputina, a z drugiej chyba odurzenie się faktem, że jako prosty chłop dotarło się prosto do carskich uszu i duszy. Negatywny obraz Rasputina – skądinąd świetne są fragmenty o mechanizmach czarnego PR rodem z początków XX wieku – był więc także pokłosiem słabości i złego odbioru w społeczeństwie rodziny carskiej. Gdzieś w pewnym momencie przekroczono masę krytyczną i potem – szczególnie po pierwszych klęskach Wielkiej Wojny – mieliśmy do czynienia już tylko z samonakręcającą się spiralą społecznej niechęci wobec utożsamianych ze sobą pary carskiej i mnicha.

Rosja potrzebowała Rasputina, kogoś takiego jak Rasputin. Kraj, w którym władza nie potrafiła zniwelować w żaden sposób napięć społecznych, zanurzał się w oparach mistycyzmu, w którym szukał choć chwilowego poczucia sensu. Sytuacja nabrzmiewała, by w końcu wybuchnąć chaosem 1917 r. Wcześniej jednak to samo społeczeństwo zafundowało sobie Rasputina, a on po prostu „miał szczęście” znaleźć się we właściwym miejscu o właściwym czasie. Nie przeceniajmy bowiem zwykłego chłopa – mimo niewątpliwych cech osobowościowych, dzięki którym potrafił wpływać na ludzi, nie miał on władzy takiej, by podporządkować sobie szerokie rzesze ludzi, którego traktowali go jak półboga. Również w tym wypadku spotkały się w połowie drogi ambicja jednostki i gorliwe marzenia ludności o zbawcy i mentorze w jednej osobie.

Piotr, @P_e_t_ar

Douglas Smith, Rasputin. Wiara, władza i zmierzch dynastii Romanowów, wydawnictwo Literackie

5 (100%) 3 votes