Henry Nicholls, „Galapagos. Historia naturalna”

Niewiele jest wysp (lub archipelagów), które wywarły tak wielki wpływ na historię ludzkości, niż Galapagos. Krótki pobyt Darwina na Galapagos na zawsze odmienił oblicze tej ziemi. Cała historia świata i historia życia została po Darwinie napisana na nowo. Galapagos. Historia naturalna Nichollsa nie jest jednak reportażem historycznym z czasów pobytu na wyspach słynnego przyrodnika. Nie jest to również literatura podróżnicza.

Wydaje się, że najodpowiedniejszym określeniem byłby chyba przewodnik. Czytając Galapagos trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to przewodnik po florze i faunie archipelagu. Ale za to jak napisany!

Henry Nicholls jest ambasadorem fundacji Galapagos Conservation Trust, a także redaktorem naczelnym pisma „Galapagos Matters”. Na każdej stronie czuć pasję, z jaką autor opisuje  organizmy nie tylko żywe obecne na archipelagu. Archipelag jest jednym z najbardziej dziewiczych na świecie – spośród ok. czterech tysięcy rodzimych gatunków, tylko siedemnaście (!) uznano za wymarłe.

Książka ma układ, chciałoby się rzec, szkatułkowy. Każdy z rozdziałów opowiada nam o innym elemencie archipelagu, począwszy od prądów morskich i ich wpływu na skaliste wyspy, przez rośliny, ptaki, bezkręgowce, oczywiście gady, aż po… ludzi. Nazwisko Darwina ściele się na kartach opowieści dość gęsto, co jednak nie dziwi, zważywszy na rolę Darwina w ich historii. Autor nie szczędzi nam opisów – nieraz krwawych – eksperymentów, które wielki przyrodnik przeprowadzał w celu udowodnienia swoich teorii.

Darwin zastanawiał się na przykład, czy było możliwe, by nasiona roślin trafiały na wyspy w ciele zwierząt. W tym celu

Darwin nakarmił gołębia nasionami, “które normalnie toną po kilkudniowem pobycie w wodzie morskiej”. Następnie zabił ptaka i przez miesiąc moczył jego zwłoki w słonej wodzie. Ku wielkiemu zdumieniu (i, jak można się domyślić, satysfakcji) badacza, delikatne nasiona po wydobyciu z resztek gołębia i wysianiu “okazały się zdolnemi do kiełkowania”.

Tego rodzaju historii w książce znajdziemy pod dostatkiem; nie brakuje też oczywiście historii o słynnych ziębach, do których Darwin początkowo nie przywiązywał większej wagi.

Najsłabsza – tak mi się zdaje – część książki dotyczy człowieka. Autor toczy sam ze sobą wojnę, gdy dostrzega, jak wielkie szkody wyrządza środowisku naturalnemu archipelagu ten niesamowicie inwazyjny gatunek, a jednocześnie czuć, że chciałby każdego na tę wyspę zaprosić, by każda czytelniczka i każdy czytelnik mogli doświadczyć tego samego, co autor. Nie mam mu tego za złe, w gruncie rzeczy każdy o swoich pasjach opowiada z podobną gorliwością w celu przekonania rozmówcy do swoich przekonań i zainteresowań. Taka jest chyba nasza *natura*.

Czy warto odwiedzić Galapagos? Zdaniem autora zdecydowanie warto (w tym celu jest nawet dopisany dodatek do książki). Czy warto chronić przyrodę Galapagos? Bez wątpienia warto. W jaki sposób pogodzić te dwie przeciwne wartości? Zdaje się, że Nicholls między wierszami i na to pytanie daje nam odpowiedź: wiedzą, empatią i pasją. I dlatego powinniśmy o Galapagos czytać, widzieć i wiedzieć. Dzięki temu ten wyjątkowy ekosystem może przetrwać. Książka Nichollsa może nam w tym pomóc.

Filip, @smootnyclown