Hillary Rodham Clinton, „Co się stało”

Hillary Clinton mogła być pierwszą kobietą wybraną na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki. Przegrała z najbardziej wulgarnym, najbardziej niekompetentnym, najbardziej nieprzyzwoitym i odrażającym typem, z jakim mogła się zmierzyć. Prawdę mówiąc, nic dziwnego, że napisała książkę o jakże wymownym tytule „Co się stało”. W zasadzie brakuje w nim tylko kilkudziesięciu znaków zapytania wymieszanych z wykrzyknikami.

Tych znaków interpunkcyjnych w tytule jednak nie ma, co też nie jest przypadkiem – Clinton po wielokroć przywołuje opinie na swój temat, zgodnie z którymi jej styl wyrażania się jest zbyt wyrachowany, chłodny i skalkulowany. „I nawet osoby bezstronne, które chciałyby mnie polubić, twierdzą, że za bardzo kontroluję sposób, w jaki się wypowiadam”, mówi. Trzeba przyznać, że przypadła jej niewdzięczna rola wyjaśnienia ludziom przyczyn swojej porażki.

Niestety większą część książki można streścić w następujący sposób: niestety nieobiektywne media, moje maile, niekompetentny i leniwy Trump, moje maile, seksistowski republikanin, moje maile, miałam tyle świetnych pomysłów, moje maile etc.

Brzmi okrutnie? Jeżeli oczekujecie szczegółów z kampanii wyborczej, obawiam się, że książka zawiedzie wasze oczekiwania. „Co się stało” jest przede wszystkim opowieścią o tym, że najlepszy kandydat w tamtych wyborach przegrał i nie do końca jest w stanie się z tą porażką pogodzić.

Zdecydowanie na plus należy zaliczyć ostatnie rozdziały książki, które traktują już o samych ostatnich tygodniach i dniach amerykańskiej kampanii wyborczej. Z ostatnich kilkudziesięciu stron możemy wyciągnąć więcej konkretów, jakby były one nagrodą za przebrnięcie przez całą opowieść. To tutaj Hillary wyciąga na wierzch zarzuty dotyczące wpływu Rosjan na kampanię wyborczą oraz na środowisko i doradców Trumpa, a także w mocnych słowach wyraża się na temat akcji FBI związanej z tematem jej maili. Nie ulega wątpliwości, że tę część – szczególnie w zakresie wojny informacyjnej prowadzonej przez Rosję – powinniśmy sobie wbić do głowy i pamiętać o niej przy każdej nadchodzącej kampanii. Dla mnie – raczej okazjonalnego turystę amerykańskiej kampanii, te fragmenty zrobiły ogromne wrażenie.

Niestety Hillary Clinton obok naprawdę przemyślanych twierdzeń publikuje takie kwiatki (tu na  temat zagrożeń związanych z cybertechnologią):

Technolodzy, tacy jak Elon Musk, Sam Altman czy Bill Gates, oraz fizycy, tacy jak Stephen Hawking, ostrzegają, że pewnego dnia sztuczna inteligencja może stać się poważnym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa. Musk nazwał to „największą groźbą, przed którą stoi nasza cywilizacja”. Pomyślcie tylko: widzieliście kiedyś film, w którym maszyny zaczynają myśleć samodzielnie, i kończy się to dla nas dobrze?

Argument niczym fatality.

Sporo otrzymamy ciekawostek o prowadzeniu kampanii, o planowaniu wydarzeń i spotkań z udziałem kandydatów, o przygotowaniu programów i przemów. Znajdziemy tam również uszczypliwości wobec innych kandydatów (Hillary pozdrawia Bernie’go), sporo utyskiwań na rolę mediów we współczesnym świecie (skąd my to znamy), a także kilka brzydkich, nieparlamentarnych zwrotów wobec kontrkandydata (znów: skąd my to znamy).

Książka prezentuje bardzo nierówny poziom. Należy docenić fragmenty mówiące o trudach związanych połączeniem życia publicznego z życiem osobistym, roli polityczki oraz roli babci. Tym bardziej, że zapewne żaden męski polityk nie miałby odwagi poruszyć takiej tematyki we własnej autobiografii (o ile w ogóle przyszłoby mu to do głowy).

I to jest kolejny punkt dla Hillary Clinton – doskonale pokazuje nam naszą hipokryzję. To, co rozumiemy jako zaletę męskiego kandydata, jak na przykład opanowanie, ostrożny dobór słów, u kobiety stanowi o jej słabości, sztuczności. Co ona chce ukryć pod tą maską?, pytamy. Role społeczne kobiet i mężczyzn są różne – kobieta ma się zajmować domem, rodziną, dziećmi, wnukami… jej zaangażowanie w politykę to poświęcenie rodziny. Mężczyzna-polityk jest z kolei obiektem wyciągniętym z domowej codzienności, stworzonym do wyższych, uniwersalnych rzeczy. Mężczyzna-polityk nie poświęca swojej rodziny dla kraju, on poświęca siebie

Kilkanaście lat gender studies i coraz bardziej egalitarnej praktyki politycznej nie zlikwidowało jeszcze tych nierówności, ale pomogło nam je zidentyfikować i nazwać. To dopiero pierwszy krok. Hillary Clinton próbowała wykonać drugi. Mam nadzieję, że już niedługo inna kandydatka go wykona.

Filip, @smootnyclown

Hillary Rodham Clinton, Co się stało, wydawnictwo Sonia Draga

5 (100%) 1 vote