Impreza, na której nie chcesz być gościem. „Her Body & Other Parties” Carmen Marii Machado

Pamiętasz taką noc podczas obozu harcerskiego, wycieczki szkolnej lub nocowania u znajomego ze szkoły, gdy postanowiliście zacząć sobie opowiadać straszne historie? Później było oglądanie kina klasy B na haju oraz niepewność, czy tylko się boisz, czy też to narkotyki szepczą ci coś wprost do mózgu. Potem patrzyliście, już jako małżeństwo, na zabawy waszej pociechy w jej wyimaginowanym świecie, pełnym kupy i ciągnących się glutowato slime’ów — jednocześnie obrzydliwych i pełnych brokatu.

Krąg tych emocji się zamyka, kiedy chwytacie neonowozielony debiutancki zbiór opowiadań Machado i to wszystko staje się naraz i nieodwołalnie prawdziwe.

Szczerze mówiąc, nie wiem, co bardziej sprowokowało mnie do sięgnięcia po tę pozycję — fakt jej dostania się do finału National Book Award, dziesiątki zdjęć instagramowych moli książkowych z okładką jakby zanurzoną w wyciągu z wkładów zielonych zakreślaczy czy natrafienie na informację, że Machado „żyje obecnie Filadelfii razem ze swoją żoną”. Cokolwiek to było, mam nadzieję, że jest zaraźliwe jak wirus z opowiadania „Inventory”.

Osiem opowiadań z tego zbioru to mozaika form: didaskalia dla czytającego bajarza w środku nowelki, zapiski ze stanu gry (lub beznadziei) w środku autentycznej sytuacji apokalipsy biologicznej, pastisz gazetowych podsumowań odcinków emitowanych właśnie seriali, metaliteracki wycinek z biografii, coś jakby wyciąg z feministycznego snu Davida Lyncha skrzyżowanego z Yoko Ogawą. Ale wszystkie są o jednym: jak to jest znaleźć się w kobiecym ciele, a czasem nawet jak to jest, kiedy się je utraci.

Chociaż już w pierwszym opowiadaniu z pogranicza horroru — „The Husband Stitch” — dowiesz się, że każda kobieta siłą tradycji rodzi się i wzrasta z nieodłącznie owiniętą we wstążkę częścią ciała (i nie są to wargi sromowe), to nie oczekuj koronek, falbanek i koralików. Kobiece ciała u Machado mają lepsze i gorsze dni, wydobywają się z tych ciał płyny ustrojowe i jęki — zarówno bólu, jak i rozkoszy. Te organizmy śpią, pieprzą się z sobą, tworzą i skazują na niebyt. Nie można jednak powiedzieć, by dobrowolnie poddawały się rozkazom i życzeniom swoich właścicielek. Dopasowują się do ideału w głowach swoich posiadaczek za pomocą asystowanej samoagresji („Eight Bites”), rękoma innych kobiet („Real Women Have Bodies”) lub po prostu siłą inercji („Mothers”). W tej niedoskonałej kobiecości czai się natomiast jeżąca włosy na przedramionach siła i szaleństwo. PTSD może sprawić, że zaczniemy słyszeć głosy aktorów oglądając filmy na DVD („Difficult at Parties”), przebyta w dzieciństwie choroba pomoże nam przekraczać granice czasu („The Resident”), a próżność na zakupach doprowadzi do tego, że dosłownie będziemy olśniewać innych cudzą kobiecością („Real Women Have Bodies”).

Osiem opowiadań z tego zbioru to mozaika form, ale wszystkie są o jednym: jak to jest znaleźć się w kobiecym ciele, a czasem nawet jak to jest, kiedy się je utraci Click To Tweet

Jeśli to wszystko brzmi dziwne, to takie jest. Ta lektura jest jak przebłysk dochodzenia do swojej tożsamości psychoseksualnej tuż przed coming outem wobec własnej matki. Ma w sobie coś tak niepokojącego, jak kompozycje Angelo Badalamentiego do serialu „Twin Peaks”, ale też pewne zapętlenie, jak losy Buendíów w Macondo. Przywodzi na myśl niektóre odcinki „Czarnego Lustra”, acz pozbawiona jest elementów futuryzmu i dystopii. Ich siła nie leży w zaskakującym akapicie lub zdaniu puenty pod koniec, lecz raczej w stopniowym budowaniu napięcia, stawiającym czytelnika w niekomfortowej sytuacji wykreślania w myślach coraz potworniejszych hipotez. Wydaje się, że gwałt, aborcja czy zabójstwo wyczerpują listę traumatycznych wydarzeń mogących przytrafić się danej osobie, ale co, jeśli tak nie jest? Żonglerka formami pozwala też autorce wybrzmieć głosom poszczególnych postaci czysto i odmiennie za każdym razem. O sile jej debiutu decyduje zdolność do wieloaspektowego potraktowania siebie jako kobiety, pisarki, osoby nieheteronormatywnej i wnuczki imigrantów. Machado bowiem jest też doskonałą obserwatorką natrętnych myśli, które towarzyszą każdemu z nas w różnych momentach życia i doskonale przemyca ona całą feerię podszeptów naszej podświadomości do swoich opowiadań. Łatwo zapewne przyjąć sposób myślenia naszych dalekich przodków i dostrzec intencjonalność w „złośliwości rzeczy martwych” (zepsute bankomaty to tylko mściwe duchy antyglobalistek doprowadzonych do ostateczności…), ale czy równie łatwo będzie nam zrozumieć bezokiego ducha młodej dziewczyny, której słowa zagłusza odbijające się echem dźwięczenie dzwonków zwisających jej z oczodołów..?

Jednak to, co najbardziej przeraża w tej lekturze historii, nieopartych przecież na prawdziwych wydarzeniach ani niemających żadnych reportażowych ambicji (kobiety i duchy kobiet nie mają ambicji…), można podsumować najtrafniej cytatem otwierającym „The Husband Stitch”:

„Jeśli czytasz tę historię na głos, użyj następujących modulacji głosu:
JA: jako dziecko: głos piskliwy, dający się łatwo zapomnieć; jako dziecko: taki sam. […]
WSZYSTKIE INNE KOBIETY: wymienne z moim własnym głosem” (tłum. A. Gorońska).

Carmen Maria Machado, Her Body & Other Parties, Serpent’s Tail, Londyn 2018

Agnieszka Gorońska, Naczelny Queer Polskiego Twittera na @goronska i poliglota od trudnych przypadków na goronska.pl