John Gimlette, „Dzikie Wybrzeże. Podróż skrajem Ameryki Południowej”

John Gimlette zabiera nas w podróż do trzech krajów, nie jest to podróż wzdłuż całego wybrzeża Ameryki Południowej. Odwiedzamy z autorem tylko trzy kraje, których linia brzegowa jest pewnie niewiele większa, od linii brzegowej Polski (może z półtora raza). Gujana, Surinam i Gujana Francuska to trzy najmniejsze państwa* w Ameryce Południowej.

Na około pół tysiąca stron autor opowiada nam o historii europejskiego osadnictwa na tych terenach i o współczesności, o codziennym życiu jego mieszkańców. Zdecydowanie najbardziej przejmująca – przynajmniej dla mnie – część tej książki dotyczyła zbiorowego samobójstwa blisko 1000 mieszkańców utopijnej osady Jonestown w Gujanie. Są w tej książce fragmenty, że chce się wyć. Są miejsca, w których brakuje słów, gdzie czuję się bezsilny w ocenie, gdzie nie potrafię w żaden sposób skomentować tego, co przeczytałem. To historie wymykające się racjonalnym sądom.

Nie znam niestety żadnej pozycji traktującej o samobójstwie z Jonestown, więc choćby i tylko z tego powodu książka była warta uwagi. Autor wielokrotnie przytacza historię kolonizacji tych ziem przez Europejczyków, cytuje listy i pamiętniki. Słowem: odwalił naprawdę kawał dobrej, faktograficznej roboty. Swoją podróż przeplata zresztą co i rusz opowieściami z XVIII, XIX, a nawet XX wieku, próbując odkryć, co takiego w tym lądzie tak przyciąga ludzi.

Nie ukrywajmy, że owa tajemniczość dzikiego wybrzeża jest tym, co nas tak bardzo interesuje. Te tereny zostały zajęte przez Europejczyków już w XVII wieku, a część z nich do dziś jest czarnymi plamami na mapie.

Ale ma książka również swoje słabe strony. Przede wszystkim w oczy rzuca się bardzo nierównomierny podział opisywanych terenów. Ponad połowa książki dotyczy Gujany, a o Gujanie Francuskiej mamy dosłownie kilkadziesiąt stron. Trudno powiedzieć, z czego to wynika, ale efekt jest taki, że w przypadku części dotyczącej Surinamu i Gujany Francuskiej pozostaje spory niedosyt. Zdecydowanie brakuje mi czegoś więcej, poza standardowy opis departamentu zamorskiego, więzienia z którego uciekł Papillon (autor pozytywnie mnie zaskoczył przyznaniem, że historie Papillona, tj. Henri’ego Charriere’a to najprawdopodobniej zręczne połączenie historii zasłyszanych przez Charriere’a, który nie był zbyt trudnym więźniem), czy obecnie centrum lotów kosmicznych.

Męczył mnie również styl narracji wraz z przekazywaniem głosu swoim co ciekawszym rozmówcom w sposób A oto historia, którą mi opowiedział: ….. Czyta się to drętwo, jak historie opowiadane przez taniego bajarza w karczmie w grze w Dungeons & Dragons.

Czytając Dzikie Wybrzeże zastanawiałem się, jakie są różnice między literaturą podróżniczą a reportażem. I tu, i tu mamy solidną warstwę faktograficzną. W obu również najczęściej przeczytamy o uwarunkowaniach historycznych i życiu codziennym. Ale gdzieś intuicyjnie czujemy różnicę między literaturą podróżniczą a reportażami. Zacząłem się zastanawiać, co to są za różnice. Na przykładzie książki Gimlette’a pokusiłbym się o stwierdzenie, że głównym wyróżnikiem jest pozycja autora w tekście. Oto bowiem w literaturze podróżniczej – tak to czytam u Gimlette’a – opowieść o historii danego regionu jest tylko pretekstem do opowiedzenia o przygodach autora. Tak właśnie postrzegam Dzikie wybrzeże – jako opowieść o tym, co autor widział, co słyszał i co czytał. Z naciskiem na autora.

Książkę muszę docenić z dwóch powodów. Po pierwsze, dowiedziałem się z niej czegoś nowego, nawet jeśli było to podane w innej formie, niż bym chciał. Po drugie, wiem, że więcej po literaturę podróżniczą raczej nie sięgnę – styl reporterski dużo bardziej mi odpowiada.

* trudno mówić o Gujanie Francuskiej jako o osobnym państwie, jest to terytorium zależne Francji, należące do pięciu departamentów zamorskich (razem z Gwadelupą, Martyniką, Reunion i Majottą), a jako integralna część Francji należy do Unii Europejskiej.

John Gimlette, Dzikie Wybrzeże. Podróż skrajem Ameryki Południowej, Wydawnictwo Czarne

Filip, @smootnyclown

 

Oceń ten wpis!