Książka przeoczona. Jon McGregor, “Zbiornik 13”

Poprzednia powieść Jona McGregora – Nawet psy – została wydana także u nas. Zyskała (głównie na portalach) pozytywne recenzje i wkrótce zniknęła z obiegu. Nie pojawiła się w popularnych podsumowaniach roku, ani na innych listach, na przykład autorów których warto obserwować. Wtedy wydawało mi się to dziwne. Niewielka powieść Anglika wyróżniała się nie tylko tytułem (Nawet psy – w języku polskim taka zbitka brzmi niegramatycznie, ale intrygująco). Bez wątpienia miała w sobie to coś, co każe zwrócić na danego pisarza uwagę. Jeśli jego najnowsze dzieło – Zbiornik 13 – nie porywa w pełni, to daje nadzieje na przyszły rozwój pisarza.

Szorstko o ludziach z marginesu

Nawet psy była powieścią o brytyjskim marginesie społecznym – bezdomnych, narkomanach, stałych beneficjentach opieki społecznej, popijających wdowach z rozpadłych bloków. Temat, przynajmniej od sukcesu filmowego Trainspotting, niemożebnie wręcz modny. Bardziej zwracał jednak uwagę język powieści – szorstki, oszczędny, może wręcz oschły, a przy tym z nutką brutalnej poezji. Intrygujący był też sposób przedstawienia postaci, bo z reguły podobne niebieskie ptaki zyskują heroiczną albo tragiczną oprawę, a tu byli tylko – i aż – ludźmi.

Nietypowy styl pisarza

Dziś względny brak sukcesu McGregora wydaje mi się bardziej zrozumiały. Nie dam sobie uciąć głowy (ani niczego innego), że język Zbiorniku 13 jest identyczny jak Nawet psów. Coś mi się kołacze, że raczej niekoniecznie. Wybaczcie, czytałem poprzednią powieść pięć lat temu i w pamięci pozostał mi głównie jej klimat. Styl Anglika jest niecodzienny. Bez dialogów. Pisze krótkimi zdaniami. Akapity są wyznaczone przypadkowo. Albo czytelnik ma odnieść takie wrażenie. W teorii to czysty opis. Bez introspekcji. Retrospekcji. Bez nazw umieszczających opowieść w szerszym kontekście. Z czasem traktowanym domyślnie, choć to teraźniejszość.

Blurb, który myli czytelnika

Dodatkowo wydawca, w polskim przypadku szanowany Czytelnik, mocno podkręcił opis na tylnej stronie okładki. Sugeruje on, że mamy do czynienia z thrillerem, powieścią sensacyjną albo przynajmniej solidnym angielskim kryminałem. Nawet okładkowa grafika jest stylizowana na “północną” powieść grozy. Tak naprawdę mamy jednak do czynienia z powieścią obyczajową. Obserwujemy małą wiejską społeczność na przestrzeni kilkunastu lat. Bohaterów jest około dwudziestu, reprezentują oni różne generacje, różne zawody. Jedni pochodzą ze “starych rodów”, drudzy są mieszczuchami szukającymi nowych, w miarę tanich domów na wsi, oczywiście nadal pozostających poza zasięgiem przeciętnego przedstawiciela klasy średniej. Część mieszkańców wraca po latach robienia kariery, by zaopiekować się rodzicami. Inni marzą o wyrwaniu się z mniej sielskiej okolicy. Małe biznesy są nastawione na turystów, ostatnie fermy funkcjonują głównie dzięki dotacjom, w tle wielki biznes osiąga swoje cele. Na niemal trzystu stronach nie dzieje się nic. Pozornie.

Intrygująca cykliczność zdarzeń

W tym miejscu muszę wrócić do stylu Anglika. Naprawdę, nawet w polskim tłumaczeniu, jest on specyficzny. Nie chodzi tylko o te krótkie zdania, a o ogólny sposób snucia opowieści. McGregor całoroczne życie zmodernizowanej wsi konfrontuje nie tylko z rytmem odległych/pobliskich miast i miasteczek, ale też z cyklami przyrody. Bohaterowie w ujęciu Anglika, z ich małymi dramatami i sukcesami, czasem “powtarzają” zachowania jaskółek, nietoperzy czy borsuków. Zarazem nie jest to też modna próba przycięcia naszej ludzkiej natury do… praw natury. Szczerze, to nie jestem pewien, czy mi się takie połączenie podoba, zresztą bardzo późno zorientowałem się w powtarzalności tego motywu narracyjnego. Podejrzewam również, że jest w tym wszystkim znacznie więcej ironii niż jestem w stanie wychwycić.

Z pewną dozą nieśmiałości rekomenduję książki Jona McGregora. Mimo że lepsze wrażenie zrobiła na mnie poprzednia powieść pisarza, to Zbiornik 13 jest tytułem wartym uwagi. Pozostawia po sobie sporo pytań, choć sam pomysł powieści jest chyba ciekawszy od efektu finalnego. Na razie McGregor pozostaje więc na mojej prywatnej liście pisarzy do obserwacji, ciągle liczę na jego rychły awans o półeczkę wyżej. Ale to na pewno jeszcze nie ten moment.
Jon McGregor Zbiornik 13, przeł. Jolanta Kozak, Czytelnik 2018
Spread the love