Julia Fiedorczuk, „Bliskie kraje”

W moim czytelniczym dorobku to już trzeci tej jesieni względnie nowy, tego- lub zeszłoroczny, zbiór opowiadań sygnowany przez polską pisarkę. Zarazem pierwsze spotkanie z twórczością Julii Fiedorczuk, poetki, prozaiczki i tłumaczki. I wygląda na to, że będę musiał szybko nadrobić zaległości, przynajmniej w prozie. Bliskie kraje to zbiór tekstów bardzo równych, zgrabnie napisanych i, niech będzie, zaskakująco często frapujących.

Akurat więcej obiecywałem sobie i po Zośce Papużance, i po Weronice Gogoli. Świat dla ciebie zrobiłem pierwszej to niestety słaba książka, nie tyle tom skończonych opowiadań, co składnica pomysłów i fabularnych zarysów do wykorzystania w przyszłości. Po trochu drugiej z wymienionych autorek jest bardzo przyzwoitym debiutem, niepozbawionym jednak typowych wad – na przykład „przegadania” – pierwszej pozycji w dorobku. Na tym tle krótkie, w niespełna 300 stronicowym tomie znajduje się ich aż 22, utwory Fiedorczuk charakteryzują się przede wszystkim precyzją stylu i autonomią, zarówno formy jak i wizji rzeczywistości. Każde jedno opowiadanie jest skończoną całością. Co prawda z ważnym wyjątkiem, o którym później.

Czy to oznacza, że opowiadania Fiedorczuk są zimne? Trzeba przyznać, że czasem pojawia się takie wrażenie, zwłaszcza w tekstach będących swego rodzaju literacką grą (Hotel Logos z jawnym nawiązaniem do twórczości Bolaño czy dystopijne Orgaspce), jednak większość opowiadań, mimo pozornie oschłej formy, jest nacechowana sporą dawką empatii. Czy to będą teksty wracające do dzieciństwa takie jak MechMatka Boska Grawitacja, czy relacjonujący traumę gwałtu Poranek Marii, a nawet tragikomiczne Imago – autorka szanuje swoich bohaterów, a zwłaszcza bohaterki. Czy to będą korpogirls, czy łachmaniarki, autorka znajduje dużo zrozumienia dla ich wyborów. Wbrew pozorom to nie jest postawa często spotykana w pisarskim światku, więc Fiedorczuk wyróżnia się tu pozytywnie.

Najważniejszą cechą Bliskich krajów pozostaje jednak wysoka jakość całości. Z tych ponad dwudziestu opowiadań zaledwie kilka jest odrobinkę słabszych, naprawdę złego nie ma chyba żadnego. No może delikatnie irytuje Święto niepodległości, niezbyt udana kontynuacja surrealistycznej Medulli, która z kolei jest jednym z moich absolutnie ulubionych momentów tego zbioru. Dziwna niekonsekwencja? Bywa i tak.

Julia Fiedorczuk, Bliskie kraje, Wydawnictwo Marginesy

Adam, @naTTjuzbylo

Oceń ten wpis!