Czy katastrofa może być szansą na zmianę? Recenzja „Spustoszenia” Emmy Larkin

Niemal równo 10 lat temu, w początkach maja 2008 roku Birmę (właściwie Myanmę) nawiedził cyklon Nargis. Śmiercionośny żywioł wdarł się na tereny zamieszkałe przez miliony ludzi, siejąc spustoszenie. Nargis nie przyszedł jednak sam, przyprowadził równie śmiercionośnego kolegę w postaci fali powodziowej. W wyniku tej katastrofy zginęło ponad 130 tysięcy osób, kilka milionów zostało bez dachu nad głową.

Spustoszenie amerykańskiej pisarki i reporterki nie jest jednak o skutkach cyklonu. Żywioł jest tylko pretekstem do opowiedzenia o jednym z najbardziej tajemniczych reżimów współczesnego świata. Autorce udało się to, co nie udało się wielu przed nią i wielu po niej: dostała się do Birmy i przedstawiła światu historie jej mieszkańców. Nie może zatem dziwić, że autorka swoich rozmówców stara się chronić ze wszech stron: zmienia nie tylko ich nazwiska i biografie, ale również swoje własne dane osobowe. Wszystko po to, by ludzie, z którymi rozmawia, byli bezpieczni.

Władze Birmy po cyklonie odmówiły przyjęcia szeroko oferowanej pomocy humanitarnej i odmówiły prawa wjazdu przedstawicielom organizacji międzynarodowych. Emma Larkin dostała się do Birmy na wizie turystycznej, nie zawsze jednak ten wybieg był skuteczny. Reżim był w stanie zweryfikować, czy osoba zwracająca się o wizę turystyczną nie odwiedzała innych krajów bezpośrednio po katastrofach i na tej podstawie odmawiała prawa wjazdu do kraju. Emmie Larkin się udało, dzięki czemu mogła przedstawić przejmujący obraz ludzi, dla których całe życie z dnia na dzień się zawaliło.

Ale nie to jest najważniejsze. Oto bowiem obserwujemy zachowanie władz, która nie bacząc na zniszczenia spowodowane żywiołem postanawia nie przesuwać terminu referendum konstytucyjnego. Która odmawia przyjęcia pomocy humanitarnej. Której propagandowe media przedstawiają obraz zgoła odmienny od rzeczywistego. Widzimy, że władza, która postanowiła wcielić w życie obmyślony plan nie będzie ich korygowała, niezależnie od sytuacji. Niech za przykład posłuży wielokrotnie zmieniana liczba ofiar śmiertelnych (wyliczona co do, pardon le mot, sztuki), czy trzydniowa żałoba, którą władze ogłosiły… 20 maja, ponad dwa tygodnie po przejściu cyklonu. Nawiasem mówiąc nie sposób oprzeć się wrażeniu, że decyzja o ogłoszeniu żałoby motywowana była analogiczną decyzją po stronie Chin, które ogłosiły żałobę po trzęsieniu ziemi, jakie 12 maja 2008 roku nawiedziło chińską prowincję Syczuan.

Przejmujące są również dzieje Birmy sprzed cyklonu. Autorka wiele miejsca poświęca demonstracjom antyrządowym i protestom ze strony mnichów. Sposób potraktowania mnichów przez wojsko reżimu również jest bardzo symptomatyczny. W ramach protestów mnisi buddyjscy postanowili zastosować wobec żołnierzy karę określaną mianem pattam nikkujjana kamma (potocznie thabeik hmauk), czyli odwrócenie misy na jałmużnę.Czytelnikom należy się tutaj słowo wyjaśnienia:

Buddyjskich mnichów łączy z ludnością świecką wzajemna zależność; świeccy przekazują mnichom żywność, odzienie i inne artykuły niezbędne do życia, ci zaś, przyjmując dary, w zamian umożliwiają ludziom gromadzenie zasług poprzez akt ofiarowania. Odwrócenie misy na jałmużnę przerywa cykl zapewniający praktyczną i duchową współzależność. Mnisi nie przyjmując jałmużny od żołnierzy […] sprawiają, że wojskowi i ich rodziny nie będą mogli gromadzić zasług. Dla żołnierskich rodzin oznacza to także wykluczenie z udziału w odprawianych przez mnichów ceremoniach religijnych oraz pozbawienie posługi religijnej związanej z obrzędami przejścia, od narodzin do śmierci. W wymiarze duchowym thabeik hmauk jest długotrwałym potępieniem, gdyż ci, których obejmuje ten rodzaj ekskomuniki, nie mogą gromadzić zasług na poczet przyszłych wcieleń.

Thabeik hmauk jest więc najbardziej dotkliwą karą, jaką mogą nałożyć buddyjscy mnisi. Nic dziwnego, że po brutalnym rozprawieniu się z przeciwnikami reżim w posłusznych sobie mediach kreował się na praworządnych i pobożnych buddystów.

Im więcej czasu mijało od przejścia cyklonu i fali powodziowej, tym bardziej stanowisko władz było elastyczne. W pewnym momencie władza zgodziła się nawet na przyjęcie pomocy humanitarnej i dopuściła wjazd dla przedstawicieli organizacji pomocowych. Emma Larkin w przejmujący sposób opisuje również wspólne zebrania tychże, mające na celu koordynację działań pomocowych i wymianę własnych doświadczeń, a także kształcenie ludzi, w jaki sposób mogą sobie radzić z zaistniałą sytuacją. Obraz wyłaniający się z tych zebrań daleki jest od optymizmu.

Patrząc na Birmę w 2008, 2009, czy nawet 2010 roku trudno było być optymistą. A jednak pokojowa zmiana się dokonała. Wybory w 2010 roku wygrała rządowa Partia Solidarności i Rozwoju, utworzono „cywilny” rząd (w skład które weszli sami byli wojskowi), zwolniono więźniów politycznych (w tym z aresztu domowego Aung San Suu Kyi, córkę „ojca niepodległej Birmy”), utworzono również Narodową Komisję ds. Praw Człowieka. W 2012 roku w wyborach uzupełniających zdecydowane zwycięstwo odniosła Narodowa Liga na Rzecz Demokracji z Aung San Suu Kyi na czele. Birma otworzyła się na świat. W 2016 roku Aung San Suu Kyi została szefową rządu (long story short).

O tym już w książce nie przeczytacie. Emma Larkin pisała tę książkę jeszcze bez nadziei na zmianę w Birmie. Zmiana się jednak dokonała. W trakcie lektury często w głowie pojawiała mi się myśl, czy można dokonać porównań Birmy z Polską sprzed 1989 roku? Z pewnością możemy dopatrzyć się pewnych analogii z latami 80., reżim wojskowy, pacyfikacje demonstracji, a zarazem jednak kres niedemokratycznej władzy i pokojowe przejście do demokracji oraz otwarcie na świat. Nawet, jeśli jest to zbyt pobieżne spojrzenie, by owe analogie można było uznać za zasadne, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że czy to Europa Środkowa, czy daleka Azja Południowo-Wschodnia, dążenia społeczeństw są – do pewnego stopnia – takie same. 

Reportaż Emmy Larkin możemy traktować jako klatkę filmu, zatrzymanego w momencie, gdy kolos po raz pierwszy się zachwiał. Wkrótce upadnie, ale jeszcze o tym nie wie. My już wiemy.

Emma Larkin, Spustoszenie. Nieopowiedziana historia o katastrofie i dyktaturze wojskowej w Birmie, Wydawnictwo Czarne

Filip Paszko, @smootnyclown

Oceń ten wpis!