ok 5 minut zajmie Ci przeczytanie tego tekstuKate Brown, „Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne”

Pierwsza połowa lat 40. XX wieku była w Europie czasem próby. Do tego stopnia, że sojusz zawarły ze sobą dwa Państwa o diametralnie różnych systemach społeczno-gospodarczych. Taktyczny sojusz między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim rychło się jednak rozpadł i świat wkroczył w pięćdziesięcioletni okres wojny zimniejszej niż wszystkie.

Gdy w 1945 roku Truman powiedział Stalinowi o pracach nad stworzeniem broni atomowej, z pewnością liczył na coś więcej, niż życzenie powodzenia. Prace Amerykanów w Richland w stanie Waszyngton nie były tak tajne, by nie wiedział o nich Związek Radziecki. Na wzór amerykańskiej inwestycji również w Rosji został uruchomiony program budowy zakładów produkujących broń atomową. Taktycznie umiejscowiony został za granicami Uralu, poza zasięgiem pocisków sojuszu antysowieckiego.

Amerykańskie Richland i sowiecki Oziorsk dzieliło pół świata, a jednak były to miasta sobie bliższe, niż może się wydawać. Richland jako „prywatne” miasto korporacji DuPont, blisko współpracującej z rządem amerykańskim mogłoby uchodzić za definicję czegoś, co w swoim słynnym przemówieniu określił Dwight Eisenhower, mianowicie rosnącego w siłę kompleksu militarno-przemysłowego. Sowiecki Oziorsk wybudowany na podstawie amerykańskich planów początkowo był niczym więcej, jak kolejnym przykładem obozu pracy.

W tle budowy, a następnie rozwoju obu miast widzimy ludzkie tragedie, nieprzestrzeganie norm bezpieczeństwa i bagatelizowanie zagrożeń dla życia i zdrowia ludzkiego bezpośrednio (promieniowanie) i pośrednio (wpływ na okoliczne środowisko). I chociaż sowieckie katastrofy są bardziej spektakularne (np. eksplozja z 1957 roku), przykład Richland nie przynosi nam ulgi w postaci poczucia, że prywatne zarządzanie przynosi lepsze efekty.

Kate Brown w swojej książce akcentuje ów zdrowotny wymiar plutopii. Szkody wyrządzane ludziom i środowisku wydają się nie tylko nie do opisania, ale również nie do zrekompensowania. Ja jednak chciałbym zwrócić waszą uwagę na poboczny aspekt tej historii. Otóż Richland i Oziorskt (oraz okoliczne miasteczka), były de facto bliźniacze.

Po wojnie DuPont pozbył się zakładów w Richland i całego miasta na rzecz znanego konsorcjum GE. W latach 50. Richland odwiedził – na podstawie umowy podpisanej z General Electric – aktor i prowadzący półgodzinny program Theater, Ronald Reagan. W swoim programie reklamował produkowane przez GE sprzęty elektryczne, jak lampy, kuchnie elektryczne, czy urządzenia związane z bezpieczeństwem atomowym. Mieszkańcy (a zarazem pracownicy) Richland mieli możliwość kupienia reklamowanych sprzętów ze zniżką pracowniczą. „Naszym najważniejszym produktem jest postęp”, brzmiał refren programu Reagana. Biznes atomowy stworzył podwaliny społeczeństwa konsumpcyjnego, a poziom życia mieszkańców Richland był znacznie wyższy, niż mieszkańców pozostałej części kraju.

Mieszkańcy Oziorska nie mogli opuszczać wyznaczonej strefy zamkniętej bez odpowiednich przepustek. Nie mieli świadomości, że ich jakość życia drastycznie odstaje od życia sąsiadów spoza strefy. Odwilż po śmierci Stalina wpłynęła na krótkotrwałe rozluźnienie w państwie radzieckim, jednak próby liberalizacji systemu szybko zostały zablokowane zarówno na poziomie krajowym, jak i kombinatu w Oziorsku. A jednak państwo dalej zapewniało towar na sklepowych półkach, coraz bogatszą sferę społeczno-kulturalną, dobrobyt i spokój mieszkańców miasta.

Coraz większa zamożność i spokój w Oziorsku – pisze Brown – przełożyły się na odnowę zaufania […] i większe zadowolenie z tego, że miasto jest zamknięte. […] Na zebraniach ludzie nie protestowali przeciwko bramom i wartownikom, przeciwko życiu w złotej klatce, jak to dawniej nazywali. Wypełniając ankiety oznajmiali, że rozumieją wagę tych środków bezpieczeństwa. Kiedy miasto daleko odskoczyło od okolicy pod względem poziomu życia, zasieki zaczęły służyć raczej do zatrzymywania na zewnątrz niepożądanych elementów niż do powstrzymywania mieszkańców przed ucieczką.

Czy tylko mnie powyższy fragment skojarzył się z mnożącymi się niczym przerzuty na polskim społeczeństwie osiedlami grodzonymi?

A jednak władzom Oziorska nie do końca podobał się efekt bogacenia się mieszkańców. Okazało się, że warunki życia w zaawansowanym socjalizmie kreują zupełnie niesocjalistycznych obywateli. Nawet socjalistyczni obywatele ulegli urokom konsumeryzmu.

Konsumeryzm jednak, paradoksalnie, skutkował kolejnym podobieństwem między miastami. Choć wydaje się to paradoksalne, młodzi ludzie handlowali pirackimi nagraniami zachodnich zespołów, słuchali rock’n’rolla i… byli jeszcze bardziej wojowniczo nastawieni od rodziców, którzy dla broni atomowej widzieli tylko rolę obronną. Zarówno w Oziorsku, jak i w Richland wśród młodych ludzi zaobserwowano dużo radykalniejsze postawy, niż w pierwszym pokoleniu atomowych miast. Znacznie wzrosły również postawy dziś określane mianem klasistowskich. Konsumpcjonizm, postawy mocarstwowe i klasizm połączyły dwa przeciwstawne miasta.

Kate Brown zabrała mnie w niesamowitą i fascynującą podróż, ale w żadnym momencie swojej opowieści nie pozwala nam zapomnieć, gdzie się znaleźliśmy. Zwiedzamy miejsca, gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała.

Na ogół jest tak, że kiedy patrzysz na katastrofę ekologiczną, to o tym wiesz. Katastrofy w widoczny i wyczuwalny sposób burzą naturalny porządek. Kojarzą się ze smrodem, dymem i paskudnymi szramami na krajobrazie. Tymczasem z tym sympatycznym strumykiem wszystko było w jak najlepszym porządku. Powietrze pachniało rześko. Nad wodą śmigały jaskółki. Robiło się gorąco i ogarnęła mnie chęć przeciągnięcia stopą po gładkich kamieniach na dnie rzeki, jakby przywoływała mnie jakaś syrena. Nie było ogrodzenia ani znaków ostrzegawczych, które by mnie powstrzymywały. Musiałam sobie przypomnieć, że stoję nad najbardziej napromieniowaną rzeką świata. Nigdy nie widziałam bardziej urokliwej i kuszącej katastrofy, mniej zasługującej na to miano.

W zasadzie oba miasta poróżnił dopiero zmierzch zimnej wojny i podejście pozimnowojennych rządów do niezbyt chlubnej przeszłości. Okazało się, że rosyjska гласность dużo lepiej się sprawdza w Stanach Zjednoczonych.

Filip, @smootnyclown

Kate Brown, Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne, wydawnictwo Czarne

 

5 (100%) 1 vote