Kraj Kwitnącej Wiśni: Jun’ichirō Tanizaki, “Pochwała cienia”

Spacer w półmroku

Jun’ichirō Tanizaki (1886-1965) to jeden z największych pisarzy japońskich. Był świadkiem i współtwórcą trzech epok: Meji, Taishō i Shōwa. Początkowo zafascynowany był kulturą Zachodu i nawet, by lepiej ją zrozumieć, przyjął wiarę chrześcijańską. Jednak ok. 1923 roku w jego zapatrywaniach nastąpił przełom – prawdopodobnie miały na to wpływ przenosiny z Tokio do nasyconego dawną kulturą Kioto – pisarz zwrócił się całkowicie ku rodzimej kulturze, na nowo odkrywając i doceniając jej walory.

Wkrótce potem rozpoczął pracę nad przekładem ze starojapońskiego na język współczesny powieści Murasaki Shikibu Genji Monogatarii, a w jego własnych utworach coraz więcej miejsca zaczęły zajmować opisy charakterystycznych dla Japonii elementów kultury. Przyznam, że mnie właśnie te opisy przyciągały z nieodpartą siłą – nie tylko zaspakajały moje pragnienie wiedzy, ale były też źródłem wielu doznań estetycznych. Kiedy Tanizaki opisywał ceremonię herbacianą czy przedstawienie w teatrze lalek, to miało się wrażenie osobistego uczestnictwa w tych obrządkach, a odmalowaną słowem czarkę niemal czuło się w dłoniach.

Esej pt. Pochwała cienia jest jakby ukoronowaniem fascynacji pisarza kulturą własnego narodu, w którym próbuje on dociec różnic i ich przyczyn w estetyce Japonii i Zachodu. Jako podstawę dla porównań przyjął Tanizaki odmienny stosunek kultur do światła i cienia: Zachód hołdujący ideałowi światła i jasności, oraz Wschód gloryfikujący cień, jako lepiej korespondujący z wyznawaną przez nich ulotnością i przemijalnością otaczającej ich rzeczywistości, cenioną wieloznacznością wypowiedzi i niedopowiedzeniem…

Tak sam pisarz ocenia te różnice:

„Skąd biorą się różnice w upodobaniach? Myślę, że istnieje w naszym usposobieniu skłonność do godzenia się z zastaną rzeczywistością, że szukamy zadowolenia w otoczeniu, w którym przyszło nam żyć. Ciemność, w związku z tym, nie budzi naszego protestu, przyjmujemy ją z rezygnacją, świadomi, że i tak nic nie poradzimy”1Jun’ichirō Tanizaki, „Pochwała cienia”, przeł. Henryk Lipszyc, Karakter, 2016, s. 60..

Tanizaki nie był ani historykiem, ani krytykiem sztuki – był pisarzem i wielkim estetą. Jego esej nie jest zatem opracowaniem naukowym – to zbiór lekkich i swobodnych rozważań na temat japońskiej sztuki i architektury, jego osobistych wrażeń i dociekań co do jej natury. Być może nie zawsze jego wnioski są w pełni uargumentowane, jego tezy nie zawsze słuszne, ale piękno, które się za jego słowami kryje warte jest poznania. Autor wkracza niemal we wszystkie obszary przestrzeni życiowej, począwszy od architektury poprzez malarstwo, teatr i sztukę użytkową, i stara się ukazać tkwiące w japońskiej tradycji piękno, które odzwierciedlało specyfikę doświadczania świata przez ludzi Wschodu.

A tak Tanizaki widział tradycyjny japoński pokój, który ludziom Zachodu wydawał się pusty i ponury:

“[…] piękno japońskiego pokoju to nic innego jak gra odcieni półmroku o różnej intensywności. Prostota japońskiego pokoju budzi u ludzi Zachodu zdumienie – mają wrażenie, że widzą nagie szare ściany bez żadnych upiększeń. Cóż, można ich zrozumieć, ale dzieje się tak, ponieważ nie potrafią przenikną tajemnicy półmroku. A my, jakby nawet tego znikomego światła było nadto, jeszcze się przed nim osłaniamy dobudowując już poza pokojami, dokąd promienie słoneczne mają i tak utrudniony dostęp, werandy okalające dom i przekrycia dachowe nad gankiem. Blade światło od ogrodu sączy się przez papier, którym wyklejone są ścianki shōji i, jakby ukradkiem, przenika do pokoju”2Jun’ichirō Tanizaki, „Pochwała cienia”, przeł. Henryk Lipszyc, Karakter, 2016, , s. 39-40..

I dalej tłumaczy:

Dla nas gra świateł, albo może raczej gra bladych cieni na ścianach jest piękniejsza od wszelkich ornamentów i nigdy nam się nie sprzykrzy. (…) Mamy oczywiście w naszych pokojach wnęki »tokonoma«, które ozdabiamy zwojem zawieszonym na wałkach albo kompozycją kwiatową, ale i zwój, i ikebana bardziej niż pełnić funkcję dekoracyjną, mają zadanie przede wszystkim dodawać głębi półmrokowi. (…) Gdyby przyrównać japoński pokój do malowidła tuszem sumi-e, ścianki shōji odpowiadałyby fragmentom wykonanym w najbledszych odcieniach, zaś wnęka tokonoma – w tych najbardziej intensywnych3Jun’ichirō Tanizaki, „Pochwała cienia”, przeł. Henryk Lipszyc, Karakter, 2016, , s. 41-43..

Kiedy Tanizaki pisze o zaletach używanego w Japonii w jego czasach papieru to niemal ma się ochotę sięgnąć po taki arkusz i zanurzyć pędzelek w tuszu.

“Podczas gdy zachodni papier nie budzi w nas szczególnych emocji i traktujemy go czysto użytkowo, faktura papieru chińskiego lub japońskiego daje szczególne poczucie ciepła i przynosi odprężenie. Niby ta sama biel a jakże różnią się arkusze papieru zachodniego od bieli naszego hōsho [gami] albo shiro-karagami! Powierzchnia papieru zachodniego zdaje się odbijać światło, nasz tymczasem zachowuje się jakby je obejmował i wchłaniał tak, jak puszysta powierzchnia pierwszego śniegu. W dotyku miękki, nie szeleści przy zginaniu lub zgniataniu, jest bezgłośny i sprawia wrażenie, że podobnie jak liść drzewa zawiera w sobie wilgoć”4Jun’ichirō Tanizaki, „Pochwała cienia”, przeł. Henryk Lipszyc, Karakter, 2016, , s. 27..

Pisarz zwraca również uwagę na odmienne upodobania ludzi Zachodu i Wschodu jeśli chodzi o biżuterię czy naczynia. Tam, gdzie Zachód lubuje się w pełnych blasku diamentach czy rubinach, ludzie Wschodu skłaniają się ku kamieniom roztaczającym znacznie bardziej subtelny urok.

„Chińczycy uwielbiają też nefryt. Chyba tylko nas, ludzi Orientu, zniewala urok niezwykłej bryłki kamienia, z zamkniętym w środku bladym światłem, tym uwięzionym przez setki lat powietrzem, które przymglonym, mlecznym cieniem wtapia się w głąb aż do samego wnętrza”5Jun’ichirō Tanizaki, „Pochwała cienia”, przeł. Henryk Lipszyc, Karakter, 2016, , s. 28..

Opisuje piękno, które kryje się w ceramice japońskiej a szczególną uwagę poświęca przedmiotom wykonanym z laki, które obdarza szczególnym sentymentem. Wyjaśnia, że nawet nadmierne, wydawałoby się w pełnym świetle, zdobienia złotem i srebrem, mają za zadanie ukazać swoje piękno dopiero w półmroku.

„Kiedy dzisiaj oglądamy szkatułki, pulpity do pisania albo półki kryte warstwami gładkiej, woskowej laki, ozdabiane jeszcze dodatkowo jaskrawą inkrustacją ze złotych lub srebrnych płatków, wydają się nam irytujące, ba, wręcz niesmaczne w swej pospolitości. Ale spróbujmy wyobrazić sobie, że przestrzeń, w której znajdują się te przedmioty, pogrążyła się nagle w mroku, wszystko dookoła zostało pokryte czernią, a światło elektryczne lub promienie słoneczne zastąpiono pojedynczą lampą lub świecą. Okazałoby się, że te wyzywająco krzykliwe przedmioty nabierają głębi, zyskują dostojeństwo i wyrafinowanie”6Jun’ichirō Tanizaki, „Pochwała cienia”, przeł. Henryk Lipszyc, Karakter, 2016, , s. 32..

Wędrujemy z autorem poprzez japońskie ogrody, docieramy do tradycyjnych japońskich kawiarni, do świątyń a nawet do wychodków. W każdym z tych miejsc Tanizaki dostrzega szczególne piękno – niekiedy ukryte przed wzrokiem nieświadomych wędrowców – którym dzieli się z czytelnikiem. Piękne mogą być wzory słoi na poczerniałych ze starości deskach, wytarte na nich od długiego dotykania ślady lub patyna na srebrnych czy miedzianych naczyniach.

Tacy już jesteśmy, że piękno odnajdujemy nie w rzeczach, lecz w smugach cienia, które powstają przez oddziaływanie rzeczy na siebie, w grze światła i cienia. (…) Nie ma piękna bez cienia7Jun’ichirō Tanizaki, „Pochwała cienia”, przeł. Henryk Lipszyc, Karakter, 2016, , s. 58. – twierdził Tanizaki i pisząc o nim uczył je dostrzegać.

„(…) myślę sobie, jak inaczej wyglądałoby nasze życie, gdyby Orient wykształcił odmienną, sobie właściwą cywilizację naukową. (…) Czy nie bylibyśmy otoczeni tysiącem rzeczy – urządzeń mechanicznych, medykamentów czy wyrobów sztuki rzemieślniczej – znacznie bardziej uwzględniających naszą narodową specyfikę?”8Jun’ichirō Tanizaki, „Pochwała cienia”, przeł. Henryk Lipszyc, Karakter, 2016, , s. 23..

Patrząc na dzisiejszą Japonię – ulice miast, parki, salony pachinko – która wręcz jarzy się jaskrawymi barwami i światłami trudno nie stwierdzić ze smutkiem, że mylił się Tanizaki przypisując swoim rodakom zdolności do stworzenia nowoczesności tak odmiennej od tej zachodniej. Mam wrażenie, że Japonia w swym pędzie do blasku i jasności dawno już przegoniła Zachód – osiągnęła przeciwny biegun. Tym bardziej, warto z Tanizakim w tę pełną cieni podróż wyruszyć, by móc dostrzec ulotne piękno, które już niemal znikło ze świata.

Hanka, Okres ochronny na czarownice

Jun’ichirō Tanizaki, Pochwała cienia, przeł. Henryk Lipszyc, Karakter, 2016.

 

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.

Spread the love