Książka vs film: “Bracia Sisters”

Przeniesienie powieści na ekran to nie jest prosta sprawa. Sporo trzeba z oryginalnego tekstu powycinać, skupić się na akcji, a przy tym nie zgubić atmosfery książki i nie zmienić jej fundamentalnych założeń. Czy to znaczy, że krótką książkę, jak na przykład liczący sobie niewiele ponad 200 stron Bracia Sisters, łatwiej zekranizować? Zobaczmy.

Patrick DeWitt opublikował Braci Sisters w 2011 roku. Książka zyskała spore uznanie w jego ojczystej Kanadzie zdobywając liczne nagrody, m. in. Nagrodą Kanadyjskiego Stowarzyszenia Pisarzy i Nagrodą Literacką Gubernatora Generalnego, będąc ponadto nominowaną do Man Booker Prize czy Nagrody im. Waltera Scotta dla najlepszej powieści historycznej. W 2013 wydało ją w Polsce Wydawnictwo Czarne w przekładzie Pawła Schreibera. Może nie stała się przebojem, ale była chętnie czytana. Ponadto została zaadaptowana na radiowe słuchowisko w odcinkach – zrealizowane przez radiową Trójkę1wówczas jeszcze przez “ó”.

To właśnie w wersji radiowej, gdzie tytułowych braci zagrali również bracia Rafał i Paweł Królikowscy, miałam przyjemność “przeczytać” tę książkę po raz pierwszy. Niedawno, za sprawą premiery filmu na jej podstawie, odświeżyłam ją sobie czytając w tradycyjny sposób – i bawiłam się równie dobrze, jeśli nie lepiej.

Książkowi bracia Sisters

Powieść Patricka DeWitta, choć rozgrywa się na Dzikim Zachodzie, zaskakuje nie-westernowym podejściem. Autor bowiem do opowieści o kowbojach dodał współczesne świeże spojrzenie, doprawił szczyptą absurdalnego humoru, zamieszał i wyszła z tego książka jedyna w swoim rodzaju. 

Główni bohaterowie – Eli i Charlie Sisters – to zabójcy pracujący dla groźnego i enigmatycznego Komandora. Gdy ich poznajemy, wyruszają z Oregonu do Kalifornii by tam wykonać “zlecenie”. Słyną z brutalności i choć określenie Sisters Brothers brzmi po angielsku dość zabawnie, wśród ludności budzi postrach.

Wyjątkowość książki DeWitta bierze się z połączenia współczesnej psychologii z gatunkiem westernu. Autor wnika w głowę bohatera-narratora Eliego, który okazuje się bardzo ciekawym człowiekiem. Jak każdy z nas zmagającym się z sobą i poszukiwaniem szczęścia, rozważającym moralne dylematy i walczącym z własnymi słabościami. Do tego człowiekiem wrażliwym i poszukującym miłości, a przy tym dość nieporadnym w kontaktach z kobietami. Kompletnie to nie gra z wizerunkiem kowboja i rewolwerowca utrwalonym w kulturze popularnej. Stąd efekt komiczny całej opowieści (jeden z wielu). 

Brat Eliego – Charlie – to jego przeciwieństwo, “ten zły” – psychopatyczny alkoholik i narkoman, któremu jednak nie brak inteligencji i pewnej erudycji. Ich wspólne rozmowy przywodzą na myśl dialogi postaci granych przez Samuela L. Jacksona i Johna Travoltę, również morderców, w Pulp Fiction

Tytułowi bracia w powieści podróżują po Dzikim Zachodzie w typowych westernowych sceneriach, jednak zarówno ich refleksje, jak i zwroty akcji zaskakują, nie pasując ani trochę do tej konwencji. Wszystko to razem wzięte gwarantuje wciągającą i zaskakującą lekturę, która sprawia sporo przyjemności i idealnie nadaje się na letni czas.

Bracia Sisters na dużym ekranie

Taki materiał wyjściowy wydaje się samograjem, idealnie sprawdzającym się jako podstawa filmowego scenariusza. Być może tak by było, gdyby za film wziął się Quentin Tarantino lub bracia Coen. Stało się jednak inaczej. 

Producenci filmu – Alison Dickey i debiutujący w tej roli aktor John C. Reilly – zatrudnili uznanego reżysera Jacques’a Audiarda, który dobrał do współpracy świetnych aktorów. Genialnie wypadł duet John C. Reilly i Joaquin Phoenix w rolach tytułowych braci (wymarzona obsada!). Jake Gyllenhaal i Riz Ahmed w rolach drugoplanowych starali się im dorównać (z gorszym skutkiem). 

Jednak to wszystko na nic, jeśli scenariusz, za który odpowiadają Thomas Bidegain i Jacques Audiard, tak wiele wycina z fabuły pierwowzoru. Nie ma się co tu oszukiwać, wiele z tych zabiegów nie wynikało z trudności adaptacyjnych, ale z takich przyziemnych spraw, jak kategoria wiekowa (usunięto co bardziej krwawe i drastyczne oraz erotyczne momenty) czy kwestie finansowe (kowboje podróżują ciągle w tych samych sceneriach). To pociągnęło za sobą liczne uproszczenia finezyjnych powieściowych rozwiązań. Zamiast wydarzeń mówiących nam coś o charakterze postaci mamy rekwizyty, np. szal, który Eli wozi ze sobą, ma symbolizować jego sentymentalną naturę. Takich skrótów jest więcej, na czym traci nowatorski charakter tej historii. Jedyne co może zapamiętać widz z seansu, to szczoteczka do zębów, z jaką wszędzie paraduje jeden z braci.

Jest jeszcze jeden szkopuł – jak przenieść na ekran całą koncepcję wejścia w głowę twardziela z Dzikiego Zachodu? Niestety, ani reżyser filmu, ani scenarzysta nie znaleźli na to sposobu. 

Werdykt

Film Jacques’a Audiarda, mimo pozytywnych recenzji, przegrywa pojedynek z książkowym pierwowzorem. Można obejrzeć, ale raczej jako przystawkę przed książką niż smaczny deser po lekturze. Nic nie stoi na przeszkodzie, by zadowolić się samym głównym daniem, gdyż powieść Patricka DeWitta jest świetna sama w sobie i nie potrzebuje żadnych dodatków.

Anna Lipińska, @PoProstuAnia

Patrick DeWitt, Bracia Sisters, przeł. Paweł Schreiber, Wydawnictwo Czarne, 2013.

***

Inne współczesne westerny odświeżające gatunek:

Paulette Jiles, Nowiny ze świata, przeł. Tomasz S. Gałązka, Wydawnictwo Czarne, 2018

Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale w XIX wieku można było zarabiać… czytaniem gazet. Tym zajmuje się główny bohater powieści Paulette Jiles – 70-letni wdowiec Kapitan Jefferson Kyle Kidd. Podróżuje po Teksasie i w największych salach miasteczek organizuje swoje odczyty, a chętnych do wysłuchania co ciekawszych wiadomości z odległych zakątków świata nie brakuje. Uporządkowane życie Kapitana zmienia pewna dziewczynka odebrana z rąk Indian, którą ma za zadanie dostarczyć do jej krewnych – wspólnie odbywają podróż przez niebezpieczne tereny. Choć nie brakuje w książce typowo westernowych motywów, jak np. strzelaniny, to punkt ciężkości położony jest na relację dziewczynki i starszego mężczyzny. Pięknie napisana historia, w czym swój udział miał także tłumacz. 

Sebastian Barry, Dni bez końca, przeł. Jędrzej Polak, Wydawnictwo W.A.B., 2019

Queerowy western czy powieść łotrzykowska obalająca mit założycielski Ameryki? Dwa w jednym. Z jednej strony pokazuje bezsens, brutalność i bestialstwo amerykańskich wojen – secesyjnej i tej z rdzennymi mieszkańcami. Z drugiej zaś opowiada o potędze miłości na tle historycznej zawieruchy. W dodatku Dni bez końca są napisane przepięknym, a często zabawnym, językiem (znów ukłony w stronę tłumacza). Czytajcie, żeby potem nie pluć sobie w brodę, że przegapiliście taki klejnot. Więcej o książce przeczytacie TU.

James McBride, Ptak dobrego Boga, przeł. Maciej Świerkocki, Wydawnictwo Czarne, 2016

To książka, która właściwie najlepiej sprawdza się jako audiobook, napisana jest bowiem z perspektywy prostego chłopaka, który z pisaniem ma pewne kłopoty… Zostało to brawurowo oddane w polskim tłumaczeniu, co może stanowić pewną trudność dla czytelnika (kto czytał Wszystko jest iluminacją zapewne wie, co mam na myśli). Niemniej jednak jest to znowu powieść łotrzykowska, pełna absurdalnego humor, ale i skłaniająca do refleksji o początkach Ameryki.

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.

Podziel się z innymi