Lauren Groff, „Floryda”, czyli być kobietą i przetrwać

Jak większość z was znałam Lauren Groff głównie jako autorkę Fatum i furii – głośnej powieści, która swoją popularność zawdzięczała życzliwemu zainteresowaniu prezydenta Baracka Obamy. Dla ówczesnego prezydenta USA była to jedna z lepszych lektur roku, dla mnie niekoniecznie. Prezydenckie namaszczenie przysporzyło popularności książce, jak i autorce, ale także wyniosło oczekiwania wobec lektury na niebotyczny poziom. Sprostać im potrafiłby tylko naprawdę wyjątkowy tytuł. Choć więc powieść Groff nie należała do złych, to zawód był nieunikniony, zabrakło obiecywanych fajerwerków. 

Premiera polskiego wydania Florydy – zbioru opowiadań Lauren Groff – wzbudziła ponownie zainteresowanie pisarką i jej twórczością. Czy i tym razem oczekiwania przerosły rzeczywistość? 

Nie ukrywam, że tego właśnie się spodziewałam, tym bardziej, że część głosów krytyki literackiej pozostawała raczej chłodna wobec tego zbioru. Tymczasem Floryda okazała się być nadspodziewanie satysfakcjonującą lekturą. Taką, którą pochłania się z zaciekawieniem i zachłannością, która przynosi dreszcz towarzyszący czytaniu najlepszych fragmentów. 

Sądziłam, że mój zachwyt nad książką to zasługa spotkania z autorką na Festiwalu Apostrof, z którego wyszłam urzeczona bezpretensjonalną osobowością i ironicznym poczuciem humoru Lauren Groff. Jednak nie. Po kilku miesiącach wróciłam do tego zbioru i nadal byłam pod wrażeniem. Zresztą sami zobaczcie pierwsze zdanie z opowiadania Duchy i puste:

Niezauważalnie stałam się kobietą, która wrzeszczy, a ponieważ nie chcę być kobietą, która wrzeszczy, której dzieci chodzą wokół z czujnymi, znieruchomiałymi buziami, zaczęłam po kolacji sznurować adidasy i wychodzić na spacer na szarzejące ulice, zostawiając rozbieranie, mycie, czytanie i śpiewania oraz układanie chłopców do snu mojemu mężowi, mężczyźnie, który nie wrzeszczy.

Niewątpliwie podziękowania należą się tłumaczce – Dobromile Jankowskiej – to również za sprawą jej wysiłków, nie tylko czytałam Florydę z przyjemnością, ale nawet podkreśliłam sobie co piękniejsze zdania (tak, to ta książka, przy której czytaniu przydaje się ołówek). Oczywiście, jak to zwykle ze zbiorami bywa, znalazły się w nim także słabsze opowiadania (fachowcy nazywają to “zbiorem nierównym”, ale nie przypominam sobie żadnego “zbioru równego”, poza, być może, wyborem najlepszych rzeczy danego autora), jednak bliskość jaką poczułam z ich bohaterkami zupełnie mi je przysłoniła.

Napisałam o bohaterkach, ale nie wszystkie opowiadania skupiają się na kobietach. Jest wśród nich jedno z męskim protagonistą – Z rogów czterech, gdyby je Ziemia krągła miała, choć i tak najważniejszą w nim postacią wydaje się być matka głównego bohatera. Nie da się ukryć, że to żeńska perspektywa dominuje w tym zbiorze. Groff pisze o kobietach, o tym jak zmienia je urodzenie dziecka, jak trudne jest wyzwolenie się z narzuconych społecznie ról, jak złudne jest marzenie o ucieczce i staniu się kimś innym. Bohaterki opowiadań duszą się w swoim życiu, nie potrafią jednak znaleźć dobrego wyjścia z sytuacji. Towarzyszy im ten nieuchwytny lęk, który czai się w mroku, niczym węże i aligatory w dusznym i wilgotnym klimacie Florydy. To kobiecość i jej różne oblicza są motywem łączącym wszystkie opowiadania. I nieustanne zdumienie jak wielka siła tkwi w kobietach zdolnych przetrzymać wszystko, nawet huragan.

To chyba najbardziej osobista książka Groff – przelała w niej na papier wiele z własnych lęków: tych związanych z macierzyństwem, kryzysem klimatycznym, z upływem czasu, wreszcie swój ambiwalentny stosunek do Florydy – stanu, w którym zamieszkała.

W jakiś niejasny dla mnie sposób odnalazłam w tych opowiadaniach siebie, swoje własne obawy i lęki, choć dzieli mnie z autorką różnica doświadczeń. W gruncie rzeczy bowiem Floryda opowiada o bardzo ludzkim doświadczeniu – radzeniu sobie z kryzysem egzystencjalnym, z samotnością, z obawami na temat siebie, swojego życia i przyszłości. Dlatego, bez względu na to, czy jesteście kobietami czy mężczyznami, sięgnijcie po Florydę. To moim zdaniem jedna z najlepszych książek 2019 roku. 

Anna Lipińska, @PoProstuAnia

Lauren Groff, Floryda, przeł. Dobromiła Jankowska, Wydawnictwo Pauza, 2019.

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.

Podziel się z innymi