Laurent Binet, „Siódma funkcja języka”

Niektóre wielkie umysły odchodzą z tego świata w wyniku długotrwałej choroby, inni popełniają samobójstwo, jeszcze inni odchodzą po prostu ze starości. Roland Barthes miał pecha.

Roland Barthes był twórcą dziedziny badań, którą nazywamy semiologią. To interdyscyplinarna tradycja badawcza, łącząca filozofię, językoznawstwo, logikę formalną i inne nauki humanistyczne. Celem semiologii jest analiza znaku. Znak nie istnieje sam w sobie, jest częścią systemu, który określamy kodem, który z kolei składa się z … Nie zanudzając naszych Czytelniczek i Czytelników należy jeszcze wspomnieć, że semiologię zapoczątkował szwajcarski językoznawca, Ferdinand de Saussure.Znalezione obrazy dla zapytania siódma funkcja języka

Barthes w latach 60. zainteresował się strukturalizmem, wtedy też zapewne zetknął się z pracami innego wielkiego językoznawcy, Romana Jakobsona. Tenże w swojej pracy Poetyka w świetle językoznawstwa1Tekst w języku polskim dostępny jest tutaj. sformułował chyba najbardziej znany model komunikacji językowej, a wraz z nim, wyróżnił sześć funkcji języka. Jakobson mówił o funkcjach: emotywnej, poznawczej, poetyckiej, fatycznej, metajęzykowej i konatywnej.

A co, jeśli to nie są wszystkie funkcje? Co, jeśli Jakobson jedną pominął, ledwo ją nakreślił, ale nie uznał za na tyle doniosłą, by była ową siódmą funkcją? Na ten trop wpada Roland Barthes i właśnie o tym myśli, wychodząc z restauracji z obiadu z potencjalnym kandydatem socjalistów na prezydenta, Fracois Mitterandem. Pogrążony w myślach wchodzi na ulicę, gdzie zostaje potrącony przez ciężarówkę. Jest 25 lutego 1980 roku. Barhes po miesiącu umiera w paryskim szpitalu.

Śledztwo w sprawie przeprowadzić ma doświadczony komisarz, Jacques Bayard, który – co nie dziwne – nie ma pojęcia, o co chodzi z tą semiologią, funkcjami języka i tymi wszystkimi pedałami-intelektualistami. Bayard jest jednak profesjonalistą i wie, gdzie szukać pomocy. Werbuje młodego naukowca, doktoranta Simona Herzoga, który w tych wspaniałych czasach, gdy radykalni intelektualiści mieli swoje zdanie na temat służb mundurowych, gardzi Bayardem nie mniej, niż Bayard nim.

Czymże miałaby być ta siódma funkcja języka? I dlaczego chcieliby się do niej dobrać politycy? Co, do cholery, robią w tej całej układance bułgarskie tajne służby? I jakim cudem ten przydupas Foucault’a, wiecznie słuchający walkmana, przeszedł odprawę paszportową?!

W toku śledztwa Bayard i Herzog nieraz narażać będą swoje zdrowie i życie, nieraz przyjdzie im również zaryzykować własną reputacją. Na kolejnych stronach natkniemy się na całą śmietankę francuskiej filozofii, począwszy od Michela Foucault, przez Jacquesa Derridę, Phillipe’a Sollersa i jego żonę, Julię Kristevę, czy Louisa Althussera. Swoją rolę odegra również Umberto Eco, a także sam… nie, wszystkiego wam nie zdradzę. Przemknie nam również Noam Chomsky, Richard Rorty, Paul de Man, John Searle i wielu, wielu innych klasyków myśli amerykańskiej2Tak, wiem, że Paul de Man był akurat Belgiem..

Książka aż kipi nawiązaniami nie tylko filozoficzno-lingwistycznymi, ale zawiera również całą masę odniesień popkulturowych. Mamy więc tutaj – sympatyczną – satyrę świata intelektualistów (wątek fabularny powiązany z zabójstwem żony Althussera przemyślany jest naprawdę świetnie), autoironiczną powieść sensacyjną, literaturę erotyczną (czy na pewno?), czy postmodernistyczne pojmowanie literatury z ustawicznie przewijającym się motywem walki fikcji z rzeczywistością:

Simon, zamyślony, pyta Bayarda:
– Czym dla ciebie jest rzeczywistość?
Ponieważ Bayard najwyraźniej nie rozumie, o co mu chodzi, Simon wyjaśnia:
– Skąd wiesz, że nie jesteś w powieści? Skąd wiesz, że nie żyjesz w jakiejś fikcji? Skąd wiesz, że jesteś  r z e c z y w i s t y?
Bayard przygląda się Simonowi ze szczerą ciekawością i odpowiada pobłażliwym tonem:
– Popieprzony jesteś, czy jak? Rzeczywistość to jest to, co się przeżywa, i koniec.

Nawiązań jest oczywiście całe mnóstwo, by wspomnieć choćby tajemnicze okaleczenia przypadkowych zdaje się ludzi, popisy retoryczne, które – słowo daję – jako żywo przypominały mi Ósmą milę, czy wreszcie, moim skromnym zdaniem najlepsze nawiązanie literackie, z jakim miałem do czynienia, a więc postać Morrisa Zappa (!!!). Wybaczcie ten entuzjazm, uwielbiam autoreferencyjność w literaturze.

Drugi przykład. W XIII wieku Marco Polo wyruszył na morską wyprawę w kierunku wschodnim. W relacjach z wyprawy3Ową relację, znaną jako “Opisanie świata” wydało w Polsce swego czasu wydawnictwo W.A.B. w serii Terra incognita. opisuje spotkanie z jednorożcami, które jednak nijak się mają w rzeczywistości do tego, co Europejczycy sobie wyobrażają. Są ciężkie, masywne, szare i wielkie jak słoń. Róg ich jest gruby i wygięty niczym broń. Dziś wiemy, że Marco Polo pisał o spotkanych nosorożcach. Otóż tak się składa, że komentarz do owej relacji napisał Umberto Eco, w którego usta Binet wkłada następujący pasus:

Są tacy ludzie, co wyruszyli na poszukiwanie jednorożców, a znaleźli tylko nosorożce.

I przykład trzeci, związany zarówno z pierwszym, jak i drugim przywołanym cytatem. Tym razem również Eco:

– To tak, jakby powiedzieć, że Czerwony Kapturek nie jest w stanie wyobrazić sobie świata, gdzie odbywa się konferencja jałtańska, a Reagan następuje po Carterze. […]
Krótko mówiąc, dla Czerwonego Kapturka, który by uważał, ze możliwy jest świat, gdzie wilki nie mówią, “aktualny” byłby jego świat, ten, gdzie wilki mówią.

Ok, rozumiem, że nie do każdego przemawia ta retoryka, ten styl i tematyka. Ja sam mam mieszane uczucia co do tego rodzaju puszczania oka do czytelnika. Miewam wrażenie, że takie zagrywki ze strony autora mają na celu wywołanie u czytelnika poczucia elitaryzmu, wspólnoty intelektualnej z autorem. Jak w autoironicznej komedii, w której jeden bohater czyni aluzję, a drugi że swoistym samozadowoleniem się uśmiecha, bo on zrozumiał, a wielu nie. Mam nadzieję, że użycie przez autora tak wielu nawiązań (wielu pewnie sam nie odkryłem, a niektóre przy wydatnej pomocy wujka G.) miało inne uzasadnienie.

Jest jeszcze druga sprawa, na którą muszę zwrócić waszą uwagę. Zakończenie jest kompletnie spaprane. Choć zapowiada się naprawdę nieźle, mamy bowiem dwa punkty kulminacyjne i dobry plot twist, czar pryska, gdy okazuje się, że czeka nas jeszcze kilkadziesiąt stron kończenia poszczególnych wątków i wyjaśnień. Otwartym pozostaje, czy lepiej by było skończyć tę książkę te 30 stron wcześniej.

Jeśli lubicie powieści sensacyjne, zachęcam do sięgnięcia po Siódmą funkcję języka, ot choćby, żebyście zobaczyli, że margines powieści sensacyjnej jest naprawdę szeroki i pomieści również taką literaturę. Jeśli lubicie literaturę postmodernistyczną, sięgnijcie po Siódmą funkcję języka, żeby zobaczyć, że można z niej ulepić przyzwoity wątek sensacyjny (ok, wiadomo to co najmniej od czasów Wady ukrytej Pynchona). Jeśli lubicie filozofię, sięgnijcie po Siódmą funkcję języka, żeby zobaczyć, że filozofia może trafić pod strzechy w naprawdę dobrej formie. Jeśli – choćby obserwując moje recenzje, albo czytane przeze mnie książki – uważacie, że macie podobny do mojego gust literacki, sięgnijcie po Siódmą funkcję języka – nie zawiedziecie się.  

Jeśli na każde z powyższych pytań odpowiedzieliście “nie”, i tak sięgnijcie po Siódmą funkcję języka. Dobrej literatury nigdy za wiele, a ostatnia powieść Laurenta Bineta to zdecydowanie #mustreadPL.

Filip, @smootnyclown

Laurent Binet, Siódma funkcja języka, Wydawnictwo Literackie