Maciej Płaza, „Skoruń”

Czasem przychodzi mi do głowy myśl, że na nic nasze miejskie peregrynacje i inteligenckie aspiracje. Polska literatura nie powinna się ścigać z innymi na polu wielkich miejskich powieści albo eksperymentów formalnych, już zupełnie nonsensowne jest budowanie surrealistycznych wizji rzeczywistości. Musi wrócić do korzeni! Zacząć opisywać to miejsce z którego wszyscyśmy wyszli: wieś polską. Umajoną, ognojoną. W tym ujęciu klasykami nie będą (nie są?) Gombrowicz ani nawet Prus – kwestię Schulza dyskretnie pomińmy milczeniem – ale Myśliwski z Nagim sadem i Redliński z Konopielką.

To wprowadzenie jest o tyle istotne, że rzeczywiście obecnie w naszej literaturze modyfikowany nurt chłopski wydaje się być gałęzią przynoszącą najciekawsze owoce. Jeśli można mówić już o całym nurcie. Furorę robią, a przynajmniej przychylnie recenzowane są, powieści i zbiory opowiadań autorów trzydziesto-czterdziestoletnich, wychowanych na wsi i dziś spisujących wspomnienia. Tłem jest z reguły wieś modernizująca się, z wyasfaltowanymi drogami i postawionymi w szczerym polu blokami, opisywana z równie nowej perspektywy. Nie na zasadzie „powrotu do małej ojczyzny” jak w latach dziewięćdziesiątych, ale też nie można mówić, że jedyną możliwością społecznego awansu jest tu nadal jak najwcześniejsze wyrwanie się z domu. Światy wiejski z miejskim może się jeszcze nie mieszają tak do końca, ale egzystują już obok siebie na równych prawach.

Na tym tle Skoruń jest pozycją może i najlepiej napisaną, ale też najbardziej irytującą. Choć nie bardzo potrafię wyjaśnić, skąd moja niepewność się bierze. To zbiór siedmiu opowiadań, w tym dwóch naprawdę długich, których narratorem jest właśnie tytułowy Skoruń, w gwarze sandomierskiej leń albo nicpoń. Chłopak opisuje dorastanie w latach osiemdziesiątych poprzedniego wieku i kolejne jego przygody służą przedstawieniu zależności panujących w wiejskiej wspólnocie średniego Jaruzelskiego. Równie jednak istotne jak przeżycia głównego bohatera są maski opadające z każdym kolejnym opowiadaniem. Nie tylko ludzkie, ale i literackie. Najpierw czytelnik odkrywa, że Skoruń nie jest pisany z pozycji „tu i teraz”, ale przez narratora dużo starszego, zdolnego do filtrowania wydarzeń, ustawiania ich po swojemu albo przemilczenia. Potem zaczyna wątpić w autobiograficzność, początkowo mocno sugerowaną, podejmowanych wątków. By na końcu dostrzec podobieństwo wielu fragmentów do prozy chłopskich klasyków. Czy to do Myśliwskiego z jego traktatami wiejskich filozofów, czy do Mariana Pilota, może nawet Mariana Pankowskiego, w warstwie językowej.

Niby powinienem się ucieszyć. Płaza zgrabnie wpisuje się i w nowszy nurt „prozy chłopskiej”, i potrafi oddać hołd starszym twórcom. Problem w tym, że jak się Skorunia obedrze z ozdobników, wyciśnie esencję, to zostaje znacznie mniej niż się po pierwszym kontakcie oczekiwało. Ale pod względem literackim, zwłaszcza językowym, to cały czas dobra proza. To muszę autorowi przyznać.

Maciej Płaza, Skoruń, Wydawnictwo W.A.B.

Adam, @naTTjuzbylo