Mapy grzech powszedni. “Teatr świata” Thomasa Reinerstena Berga

Zastanawialiście się kiedyś, jaka jest rola map w naszym życiu? Mapy są dla nas tłem, nie często nie myślimy nawet, jak często ich używamy. Korzystamy z geolokalizacji, by google znalazło najbliższą kawiarnię, restaurację albo sklep. Zamawiamy taksówkę i na mapie możemy obserwować skąd i którędy do nas jedzie. Na mapie sprawdzamy jak dojechać w nieznaną nam część miasta. Dostajemy powiadomienia o korkach na trasie, chociaż może w ogóle w trasie nie jesteśmy. Idziemy na trening pobiegać albo pojeździć na rowerze i włączamy endomondo. Nawet siedząc w biurze korzystamy z map; tworzymy mapy myśli, mapujemy procesy.

Mapa ma dla nas jednak dużo ważniejsze znaczenie. Czego nie ma na mapie, to nie istnieje. Mapa jest przedstawieniem, odwzorowaniem znanego świata. Nie dopuszczamy do siebie, by było inaczej. Sprawdzamy na mapach, do kogo należy Krym, sprawdzamy nazwy zdekomunizowanych ulic, w przestarzałych już atlasach szukamy nieistniejących dawno państw.

Ale na ile możemy mapom ufać? Albo: czy mapa mówi nam o czymś jeszcze, oprócz tego, co pokazuje? Dziś, w dobie zdjęć satelitarnych robionych z dokładnością do rzęs zalegających na policzkach trudno nam wyobrazić sobie, jak niedawnym jest to wynalazkiem.

Ludzie odwzorowują świat od ok. 40.000 lat. Najstarsza znana nam mapa została wyryta w kle mamuta. Współcześnie mapy są na tyle dokładne i szczegółowe, że trudno wyobrazić sobie mapę w formie materialnej, zawierającej wszystkie informacje o każdym zakątku naszej planety.

Teatr świata Thomasa Reinertsena Berga to fascynująca podróż w czasie i przestrzeni, odsłaniająca przed nami coraz to nowe fragmenty. Z naszej mapy znikają kolejne czarne punkty. Czarny ląd w końcu przestaje być czarny. Oczywiście dziś również odkrywamy Nowe. Nie znamy każdego zakątka lasów równikowych Ameryki Południowej, Afryki czy Azji. Nasza wiedza o najgłębszych fragmentach dna morskiego (oceanicznego, gwoli ścisłości) również pozostawia nadal wiele do życzenia. To tylko kwestia czasu, zdaje się mówić Berg, a cała dotychczasowa historia poznawania świata tylko nas w tym utwierdza.

Czytając Teatr świata w oczy rzuca nam się perspektywa autora, badacza przede wszystkim map Północy. Nie znajdziemy tam zbyt wiele na temat odkrywania wnętrza Czarnego Lądu, śródkontynentalnej Afryki, czy podróży Percy’ego Fawcetta wzdłuż Amazonki, tak pięknie opisanej przez Davida Granna w Zaginionym Mieście Z. Tylko kilkukrotnie na kartach książki pojawia się Marco Polo.

Grzech pierwszy: perspektywa

I to jest nasz pierwszy trop. Perspektywa, centrum, punkt wyjścia. Jak pisze Berg,

wiarę w centralny punkt świata odnajdziemy w wielu kulturach. Mogła ona powstać dlatego, że ludzie z czasem zauważyli, iż gwiazdy krążą, i przyjęli, że krążą wokół czegoś. Z reguły środek, co dość oczywiste, znajdował się mniej więcej tam, gdzie się mieszkało. Rodzinna miejscowość jest najlepiej znana, zabudowana i cywilizowana, wszystko zaś, co w oddali, jest nieznane i może wyobrażać chaos, śmierć i noc.

Oto inaczej wygląda mapa świata, w której centrum znajduje się Europa i Afryka, a inaczej mapa, przedstawiająca w swoim centrum Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, czy Azję Wschodnią. Perspektywa ma niebagatelne znaczenie. Możecie to sprawdzić sami:

Mapa świata umieszczająca w centrum Stany Zjednoczone Ameryki.
Mapa świata z centrum w zupełnie innym miejscu…

Grzech drugi: zniekształcenie

Z perspektywą wiąże się jeszcze jedno wyzwanie: zniekształcenie. Berg dowodzi, że już w Starożytności zdawano sobie sprawę, że globus jest najlepszym kształtem do odwzorowania Ziemi. Był bowiem okrągły jak Ziemia, a przy każdej próbie przeniesienia go na płaszczyznę trzeba poświęcić kilka prawd geograficznych.

W drugiej połowie XVI wieku Gerard Merkator stworzył na potrzeby nawigacji mapę świata. Cel mapy – potrzeby precyzyjnej nawigacji – zmusił twórcę do “wyprostowania” kulistości Ziemi. Merkator nakreślił południki równolegle, a wszystkie równoleżniki zrównał w długości. Z punktu widzenia nawigacji mapa spełniła swój cel, była obarczona jednak zasadniczym błędem. O ile okolice równika były odwzorowane prawidłowo, o tyle im dalej na północ lub południe od równika – tym błąd odwzorowania był większy.

Odwzorowanie Merkatora jest najpopularniejszym współcześnie przedstawianiem świata na płaszczyźnie. Mapa, sporządzona po raz pierwszy w 1569 roku uformowała sposób, w jaki Zachód postrzega sam siebie aż po dziś. Bojowo moglibyśmy powiedzieć, że jest to wynik poczucia wyższości Zachodu, choć to pewnie byłaby nieprawda. Jak to zwykle bywa, najbardziej prozaiczne powody są prawidłowymi. W tym przypadku, najbardziej prozaiczny powód jest taki, że jest to najprostsza i najbardziej czytelna mapa, którą zapewne najłatwiej przyswoić dzieciom w toku kształcenia.

Nie możemy jednak zapominać, że odwzorowanie Merkatora znacznie zniekształca świat i zmienia naszą perspektywę. Zróbcie mały eksperyment. Jeśli macie dzieci w wieku szkolnym, pokażcie im mapę świata i zapytajcie, co jest dłuższe (z Zachodu na Wschód w najszerszym punkcie) – Afryka, czy Rosja?

A potem pokażcie mu to: 

Wizerunek Afryki i Rosji na mapach zgodnie z odwzorowaniem Merkatora.

i to:

Rzeczywista wielkość Afryki (30,2 milionów km²) i Rosji (16,4 milionów km²).

A później razem z dzieckiem zobaczcie, co przygotowało CNN. Możecie również sprawdzić faktyczne rozmiary na poniższym gifie:

Mapa świata z odwzorowaniem Merkatora, na której kraje przybierają swoją rzeczywistą wielkość.

Grzech trzeci: polityka

Nie zawsze jednak możemy usprawiedliwić twórcę mapy. Mapy, szczególnie w swojej historii, pełniły ważną funkcję polityczną i ideologiczną. Były przyczynami wojen i zbrodni. Bywały usprawiedliwieniem. Często równie ważne, jak to, co na mapie, było to, co się na niej nie znalazło. Jak pisze sam Berg,

można dostrzec wyraźny kontrast między aztecką mapą miasta Tenochtitlán z 1540 roku, na której zaznaczono jedynie panujących w poszczególnych dzielnicach, a atlasem Norwegii z 1963 roku, w którym wydawnictwo Cappelen ze względu na lokalne społeczności “postanowiło umieścić raczej za wiele nazw, niż zbyt mało”. Mapa Azteków odzwierciedlała hierarchię w społeczeństwie o ostrych podziałach klasowych – atlas Norwegii reprezentuje integrujący wszystkich złoty wiek socjaldemokracji. W każdym z tych odwzorowań widać wpływ aktualnych w danej epoce wartości.

Jeśli jednak myślicie, że polityka nie odgrywa już takiej roli w tworzeniu map, muszę was rozczarować. Odgrywa, tylko na innym poziomie. Współczesny system GPS jest dzieckiem wcześniejszego programu nawigacyjnego Transit, którego celem było ustalenie położenia swoich i wrogich jednostek na wypadek ataku.

Thomas Reinertsen Berg napisał książkę o historii map, którą czyta się jak wspaniałą literaturę przygodową. Pozwala nam zrozumieć, że za każdą mapą stoi jakiś marzyciel, jakiś odkrywca, który sięga, gdzie wzrok nie sięga. A przy tym to potężne kompendium wiedzy o historii obrazów naszego świata. Można żałować, że Berg skupia się w swojej opowieści na odkrywaniu lądów Północy, ale z drugiej strony – nie przeczytacie pewnie o tym nigdzie indziej. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego w szkole w ogóle nie zajmujemy się historią północy naszego kontynentu?

Historia odwzorowania świata to przede wszystkim historia ludzkiej wiedzy. Historia, która może nam powiedzieć więcej, niż niejeden pamiętnik z epoki. Nie zwraca uwagi na doświadczenia jednostki. Mówi nam o wiedzy społeczeństwa, o zbiorowym imaginarium. I chyba dlatego tak chętnie ją śledzę.

Filip, @smootnyclown
Redakcja dziękuje wydawcy za egzemplarz do recenzji.

Thomas Reinersten Berg, Teatr świata. Mapy, które tworzą historię, przeł. Maria Gołębiewska-Bijak, wyd. Znak Literanova 2018.

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.

Spread the love