Marcin Wicha, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”

„Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy niemal tuż po wydaniu zostały ogłoszone książką ważną i absolutnym #mustread, a już na przełomie tego i zeszłego roku uhonorowano je szeregiem wyróżnień, między innymi drugim miejscem w podsumowaniu roku „Książek” i Paszportem Polityki. Ostatni laur przypadł pisarzowi „za oszczędność języka i bogactwo książki, która mówi o rzeczach najważniejszych”. Wspominam o tym, bo mam absolutnie ambiwalentne odczucia odnośnie tej pozycji i, obawiam się, finalnie moja opinia nie jest aż tak entuzjastyczna.

Rzeczywiście, „Rzeczy” są bardzo dobrze napisane, przemyślane chyba nawet lepiej, bo każde słowo zdaje się mieć osobne znaczenie i być powiązane z innym kilka rozdziałów wcześniej albo później; często dopiero kilkanaście stron dalej znajduje wyjaśnienie czy też rozwinięcie w osobnym akapicie. Formalnie „Rzeczy” są prozą wspomnieniową, utworem pozostającym na pograniczu teraźniejszości i przeszłości, tyleż traktującym o tym co było kiedyś, co relacjonującym obecny stan psychiczny i wizję świata narratora/autora. Ale to nie, czasem nadmierna, obecność autora powoduje trudność w ocenie.

„Rzeczy” są reklamowane, jakkolwiek makabrycznie w tym kontekście to nie brzmi, jako zapis straty/żałoby po śmierci matki, ale równie szybko zostaje zasygnalizowana, a potem rozwinięta, kolejna warstwa interpretacyjna. W tym miejscu, jeśli ktoś dopiero zamierza przeczytać książkę, powinien przerwać lekturę mojej nieskładnej recenzji.

Otóż „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” równie silnie co tabu śmierci są naznaczone niepojętością Zagłady. Rodzice autora są potomkami ocalonych – czy to w okupowanej Polsce, czy w Związku Radzieckim – polskich Żydów. Co zaznacza ojciec Wichy, ironicznie przechwalając się w towarzystwie: „Tak, powiedzieliśmy mu, obie jego babcie były”. To niejedyny smutny żart w tym temacie, pojawia się choćby kapitalna anegdota o dinozaurach, brzmiąca wręcz zbyt dobrze, by być prawdziwą, ale ja w naszym pięknym kraju jestem w stanie uwierzyć w prawie wszystko. Zwłaszcza teraz.

Tak więc „Rzeczy” są zapisem niemożności pogodzenia się ze śmiercią bliskiej osoby, ale też rozważaniem na temat bycia Żydem, i do tego polskim inteligentem, w Polsce po 68 roku do – w zasadzie – dziś. Tragikomicznym, z naciskiem chyba jednak na komizm, choć czasem pojawia się, musi się pojawić, powaga. Problem w tym, że ostatecznie, choć to znowu nie najlepsze słowo, oba tematy, ani jeden, ani drugi nie cechują się nadmierną oryginalnością. W ujęciu Wichy żaden, w moim odczuciu, nie wnosi niczego naprawdę nowego do opowieści o XX wieku. A na upartego da się wyznaczyć kolejne narracyjne pole, czyli trudną nostalgię po PRL i znacznie mniejszą po bałaganiarskich latach 90. Można znaleźć kilka ładnych obrazków z dzieciństwa autora, jak choćby opowieść o „kupowaniu” książeczki na stoisku księgarskim wielkiego domu towarowego, kilka bardziej poważnych opisów z pierwszych lat po transformacji, kiedy tytułowe rzeczy niejako przejmują kontrolę nad życiem rodziny (i tokiem opowieści). Całość mieści się na oszczędnie zapisanych 180 stronach.

Trudna sprawa. Bo wszystko to, poszczególne wydarzenia, wielkie traumy i zwyczajną codzienność, opisano naprawdę oszczędnym, ale i eleganckim językiem. Literacko bardzo dobrym. Jednak dziwią aż tak wysokie oceny recenzenckie, to nie jest książka ocierająca się o wybitność, jak z co drugiego z tych tekstów wynika. Błyskotliwość bywa nadmiernie wysilona, wyrachowana, ociera się o emocjonalny szantaż względem czytelnika. Więc wstydliwie zastanawiam się: Czy motywy żydowskie mają tu wpływ na wysokość oceny? Ale też nie do końca się zgadzam z rzadkimi zdaniami przeciwnymi, że „Rzeczy” są wykalkulowane od pierwszej do ostatniej strony. Literacko trochę tak, kolejny raz powtórzę: widać wysiłek włożony w to, by każde słowo niosło znaczenie, pasowało. Mimo wszystko tematycznie chyba nie, raczej pisarzowi brakuje odwagi, odrobiny szaleństwa. Czasem mógłby pójść na żywioł. Ale czy w takich tematach jest to możliwe?

Moja mama, z pokolenia rodziców Wichy, była zachwycona.

Marcin Wicha, Rzeczy, których nie wyrzuciłem, Karakter 2017

Adam, @naTTjuzbylo

3.8 (76%) 5 votes