Nie wszystko złoto, co świeci. “The Radium Girls” Kate Moore

Przystąpienie Stanów Zjednoczonych do I wojny światowej w kwietniu 1917 roku diametralnie zmieniło jej przebieg. Zainicjowany w ten sposób dynamiczny rozwój przemysłu militarnego miał z kolei przełożenie na rozwój działalności wielu firm niezwiązanych dotąd z wojskiem. Wzrost produkcji samolotów wyposażonych w karabiny maszynowe spowodował na przykład zwiększone zapotrzebowanie na usługi firmy… malującej cyferblaty zegarowe.

Celowniki i cyferblaty

Samoloty wyposażone w karabiny musiały być skuteczne nie tylko w dzień, ale i w nocy. Aby tak było, musiały dysponować widocznym nawet w ciemności celownikiem. Cyferblaty zegarowe również były malowane farbą, która świeciła w ciemności. Dzięki temu nawet w nocy można było sprawdzić, która godzina. Dzięki temu piloci nawet w nocy mogli skutecznie eliminować wrogów.

Był to wkład młodych kobiet w wysiłek wojenny. Ich koledzy i bracia poszli do wojska, wyruszyli na obcy kontynent, a one malowały celowniki. Celowniki i cyferblaty. Odpowiedzialna i precyzyjna. I właśnie ta precyzja i odpowiedzialność mogła w jakimś stopniu tłumaczyć relatywnie niezłe zarobki.

Ale przynajmniej nie szły na front i nie narażały życia. Miały bezpieczną i stabilną pracę. Ich zadaniem było precyzyjnie pomalować elementy tarczy. Złe lub nieprecyzyjne pomalowanie skutkowało obniżonym wynagrodzeniem. Ot, wady i zalety pracy na akord.

Obliż, zanurz, maluj. Bułka z masłem.

Na dodatek dziewczęta pracowały z bezpiecznymi, a wręcz pro-zdrowotnymi substancjami. Farba, aby świeciła w ciemności, zawierała śladowe ilości pierwiastka, nie tak dawno odkrytego przez polską naukowczynię, Marię Skłodowską-Curie.

Rad był w tamtym czasie powszechnie uznawany za bardzo bezpieczny pierwiastek. Zaobserwowano zanikanie nowotworów złośliwych potraktowanych radem, stąd wyciągnięto wniosek, że rad jest dobry dla zdrowia. Dodawano go do kremów i past do zębów, a także wielu innych produktów codziennego użytku. To była wiedza powszechna, dlaczego młode dziewczęta, niektóre nawet poniżej 18. roku życia miały podejrzewać, że jest inaczej? Wszyscy im mówili, że rad ma dobry wpływ na zdrowie, produkty z radem sprzedawały apteki, a w reklamach przywoływano jego prozdrowotne właściwości. Dlaczego miały nie wierzyć? Więc dziewczęta wkładały pędzelek do ust i oblizywały, by „naostrzyć” włosie, aby każdy element był perfekcyjnie pokryty farbą. W końcu pomalowanie tarczy, zamiast wskazówek i cyferek to nie tylko marnowanie cennej farby, ale również niższe wynagrodzenie.

Obliż, zanurz, maluj.

Być może pojawiły się jakieś wątpliwości, gdy dziewczyny zaczęły się skarżyć na bóle zębów? Gdy pierwszej trzeba było wyrwać ząb, a rana zamiast się goić, zaczęła ropieć? Być może wtedy, gdy z kolejnym zębem stomatolog wyciągnął część żuchwy, która odeszła od reszty? Ale przecież i wtedy nikt nie podejrzewał radu. Wręcz przeciwnie – wszystkie liczyły, że dzięki pracy z radem ich bóle miną.

Być może wtedy, gdy zmarła Molly Maggia, ale w Radium Dial zaraz szefowie powiedzieli, że z raportu koronera wynika, że to syfilis. I tak Molly Maggia została pochowana, odarta z godności, owinięta w plotki.

“Radowe dziewczyny”

Kate Moore, pisarka i reżyserka, w The Radium Girls przedstawia nam historię, od której włos jeży się na głowie. Historia młodych kobiet, wykorzystywanych przez świadomych ryzyka szefów i państwo, które przemyślanym ustawodawstwem unika odpowiedzialności. To historia życia i śmierci, ale przede wszystkim długiej batalii o godność. Zainteresowanie Kate Moore historią dziewczyn radowych wzrastało od kilku lat. W 2015 r. wyreżyserowała sztukę Promienne życiorysy, w której po raz pierwszy nagłośniła historię kobiet malujących cyferblaty luminescencyjną farbą.

Przejmujące historie kobiet cierpiących na choroby popromienne same w sobie robią piorunujące wrażenie. Mam drobne zastrzeżenia co do samego stylu opowiadania. Książkę czyta się w zasadzie jednym tchem, ma się wręcz obecność uczestnictwa w opisywanych wydarzeniach, co jest ogromną zaletą i potencjałem na przyciągnięcie większej liczby czytelników. Jednakże brakowało mi takiego mocnego ugruntowania w faktach, budowania historii w oparciu o dokumenty. To nie jest zarzut dotyczący researchu. To moja prywatna opinia na temat stylu, w jakim książka jest napisana. Co, obiektywnie rzecz biorąc, jest jej zaletą.

Mam jeszcze jedną uwagę, tym razem merytoryczną. Kate Moore komentując fakt, że ostatecznie doszło do uruchomienia śledztwa przeciwko firmie, w której pracowały chore dziewczyny, sugeruje, że stało się to dopiero w przypadku, gdy pojawiła się męska ofiara pracy z radem. A więc jest to kolejny argument za tym, że kobiety były „prześladowane”1Cudzysłów, ponieważ nie jestem pewien, czy w tym akurat kontekście zwrot „prześladowane” jest odpowiedni; w żadnym razie nie chcę umniejszać niechlubnej roli męskiej połowy ludzkości i miały mniejsze prawa, niż mężczyźni. Teza ta (tj. stwierdzenie, że śledztwo otworzono w takich, a nie innych okolicznościach) nie została jednak w żaden sposób udokumentowana, czy choćby rozwinięta. Nie jestem więc przekonany, czy takie stwierdzenie jest zasadne.

Jak to się stało?

Czytając The Radium Girls jak bumerang powraca do nas pytanie, jak to w ogóle było możliwe? Jakim cudem młode dziewczęta przez 20 lat musiały walczyć o swoje prawo do życia? Jak to możliwe, że nawet po poznaniu przerażającej prawdy o działaniu radu, United States Radium Corporation wypierała się odpowiedzialności, a państwo rozkładało ręce? Jak to się stało, że pomimo tylu cierpień i tylu zgonów, firma przez wiele lat unikała jakiejkolwiek odpowiedzialności?

Ale ich cierpienia, jakkolwiek może nie było to dla nich pociechą, nie poszły na marne. To „dzięki” nim zmianie uległy przepisy bezpieczeństwa w pracy z radem2Choć musimy mieć świadomość, że równolegle do amerykańskich dziewczyn, podobną pracę wykonywały dziewczęta w Szwajcarii, ale nie używały do tego celu zwykłego pędzelka, tylko specjalnie wykonanego, naostrzonego szklanego pędzelka, dzięki czemu nie musiały wkładać włosia do ust. Tym samym uniknęły przerażających konsekwencji pracy z pierwiastkiem, ich ofiara stanowiła najlepszy dowód na szkodliwość radu i konieczność ograniczania jego zastosowań oraz ścisłego przestrzegania procedur związanych np. ze stosowaniem odzieży ochronnej. Niezliczona liczba istnień ludzkich powinna być wdzięczna za ich poświęcenie.

Czytając The Radium Girls chce się wyć. I niech to będzie najlepsza rekomendacja.

Filip, @smootnyclown

Kate Moore, The Radium Girls. Mroczna historia promiennych kobiet Ameryki,
przeł. Dorota Konowrocka-Sawa, wyd. Poradnia K, 2018

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.

Podziel się z innymi