Prosta historia. Przedpremierowa recenzja “Nikt nie idzie” Jakuba Małeckiego

Tą drogą
Nikt nie idzie
Tego jesiennego wieczoru.

Basho, przeł. Czesław Miłosz1Czesław Miłosz, Przekłady poetyckie prawie wszystkie, Kraków 2015, s. 356.

Gdy w zeszłym roku czytałam „Rdzę” Jakuba Małeckiego, przez większość czasu towarzyszyło mi dziwne uczucie, jakby… zażenowanie. Początkowo nie byłam w stanie wyjaśnić skąd ta emocja się wzięła. Przecież autor buduje zdania, nad którymi unosi się rodzaj trudno uchwytnej magii, potrafi stwarzać atmosferę baśni, niezwykłości. Aż przy którymś kolejnym rozdziale, w którym śmierć zbierała swoje żniwo nieco zbyt obficie, olśniło mnie…

Kiedy myślicie o kiczu, widzicie zapewne kolorowe, przesłodzone, infantylne przedmioty – nieskomplikowane, ale wzbudzające radość (przynajmniej w założeniu). Jest jednak jeszcze jeden rodzaj kiczu, który w Polsce wydaje się dobrze zadomowiony. To kicz makabry, nieszczęść i tragedii – oferujący zamiast przesłodzenia, „przefajnienia” – nadmiar wzruszeń i szoków. Ta estetyka dobrze czuje się w głównym nurcie polskiej kultury, nie tylko przy okazji uroczystości państwowych. Jej obecność uzasadnia się często podejmowaniem trudnych tematów, ignorując banalny, łopatologiczny czy nadmiernie ckliwy sposób prezentacji.

Tak, czytając „Rdzę” czułam że unoszę się na pograniczu kiczu. Nie dość, że autor postanowił osierocić głównego bohatera i przeprowadzić go oraz jego przyjaciół przez nieprzyjemne sytuacje, to wprowadził jeszcze równoległą narrację o życiu jego babci. Wiadomo: wojna, Niemcy, Żydzi, a do tego śmierć i choroby. Tylko talent Małeckiego do budowania pięknych fraz uchronił mnie przed poczuciem przytłoczenia nadmiarem nieszczęść i porzuceniem lektury.

A gdzie normalne życie? Gdzie codzienność? Autor opisał trochę zwykłego życia w dzieciństwie i młodości bohaterów, jednak nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że gdyby powkładał pomiędzy nieszczęścia nieco więcej takich chwil, w których „nic się nie dzieje”, powieść o wiele lepiej uniosłaby ciężar tragedii.

Z niepokojem, ale i ciekawością zasiadłam do czytania najnowszej powieści Jakuba Małeckiego pt. „Nikt nie idzie”, która lada chwila ukaże się w księgarniach. Nie liczyłam na powieść inną niż dotychczas, tym bardziej że „Rdza” często porównywana była do wcześniejszego „Dygotu”, ale w głębi serca miałam nadzieję na zmianę.

Choć pierwszy rozdział na to nie wskazywał, bo został napisany w typowym dla Małeckiego stylu, „Nikt nie idzie” okazało się być kameralną opowieścią rozpisaną na troje (3,5?) bohaterów. To historia Olgi i Igora, którzy znają się od dziecka. Jego fascynuje kultura japońska, ona ciągle szuka swojego miejsca w życiu. By opowiedzieć nam ich historię autor zastosował ciekawy zabieg – naprzemienną narrację o tych samych zdarzeniach z punktu widzenia dziewczyny i chłopaka. Otrzymujemy dzięki temu pełniejszy obraz wydarzeń opisany z dwóch perspektyw. Mamy także do czynienia z przemieszaną chronologią, pozwalającą stopniowo odkrywać przeszłość naszych bohaterów, samodzielnie dodając dwa do dwóch.

Trzecia postać – niepełnosprawny umysłowo chłopiec-mężczyzna, rzadko spotykany w polskiej literaturze motyw, został potraktowany przez Małeckiego trochę rekwizytowo. Chłopak nie mówi, dlatego o jego życiu opowiadają nam inni, on nigdy nie dochodzi do głosu, przez co nie zyskuje statusu bohatera. Otrzymuje go za to jego mama – samotnie wychowująca go kobieta, choć jest ważna dla biegu wypadków, pozostaje w cieniu głównego nurtu akcji.

Tym razem autor nie próbował opisać losu postaci na tle historii Polski, akcję umieścił w czasach współczesnych, z retrospekcjami do czasów dzieciństwa i niedawnej przeszłości. Jednak ulubione motywy autora wierni czytelnicy znajdą także w jego najnowszej powieści.

To, co najlepiej wspominam z „Rdzy” – nostalgiczne opisy młodości, w których autor posługuje się znanymi przez wszystkich wychowywanych w latach 90-tych rekwizytami – w „Nikt nie idzie” dostajemy w jeszcze większej dawce. Swoją drogą, to ciekawe, że pisarze młodego pokolenia, nawet młodsi od Małeckiego, tak chętnie i często piszą z nostalgią o swoim dzieciństwie i młodości. Jakby przedcyfrowa era była czymś dawno już minionym, a nie zjawiskiem sprzed niespełna dwudziestu lat.

Również w relacji do współczesności autor bardzo sprawnie posługuje się przedmiotami i zwyczajami, to one mają nam mówić o bohaterach. Opisane przez niego życie singielki-słoika w wielkim mieście, może sprawiać wrażenie nieco stereotypowego, ale może być efektem uważnego przyglądania się rzeczywistości. Dobrze znane wszystkim rekwizyty sprawiają, że postacie stają się bliższe czytelnikom.

[bctt tweet=”To ciekawe, że pisarze młodego pokolenia tak chętnie i często piszą z nostalgią o swoim dzieciństwie i młodości. Jakby przedcyfrowa era była czymś dawno już minionym, a nie zjawiskiem sprzed niespełna dwudziestu lat. ” username=”readlistpl”]

Kolejny, poza rekwizytami, ulubiony motyw autora – dziwne hobby – również znajdziemy w „Nikt nie idzie”. Jego bohaterowie znowu, jak niegdyś postacie z filmu „Amelia”, kolekcjonują i tworzą nietypowe rzeczy, tym razem jednak Małecki znajduje uzasadnienie dla większości z dziwactw.

W powieści są także tragedie, tym razem jednak bez samobójstw, wybuchających granatów czy masowych grobów. Nieszczęścia w „Nikt nie idzie” są zwykłe, codzienne – ot, każdemu mogą się przytrafić i wiele osób spotykają. W wymiarze jednostkowym nadal mają wymiar tragiczny, ale przez swoją zwyczajność są jakby bardziej ludzkie. Autor nie zgłębia ich jednak zbyt dokładnie, wiele spraw ledwo dotyka, sugeruje, otwiera przed czytelnikiem. Przy czym nawet przez drażliwe tematy udaje się Małeckiemu przejść z elegancją i taktem, a to wcale nie łatwe.

Tym razem Jakub Małecki uwiódł mnie swoją opowieścią. Zamiast próbować zmieścić zbyt wiele na trzystu stronach, skupił się na parze bohaterów, by oszczędnymi środkami opowiedzieć nam ich historię. Być może to japońska kultura, tak intensywnie obecna w powieści, zainspirowała go do takiej formy, mam jednak nadzieję, że to zmiana trwała, a następne powieści będą jeszcze lepsze.

Ania, @PoProstuAnia

Jakub Małecki, Nikt nie idzie, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2018

Za egzemplarz recenzencki redakcja dziękuje wydawnictwu Sine Qua Non.

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.