„O zmierzchu” Therese Bohman

O zmierzchu Therese Bohman, to książka niepozorna. Raptem dwieście stron to dla porządnego mola książkowego pozycja na jeden wieczór. Jednak wbrew tytułowi odradzam Wam czytanie jej wieczorem. Chyba, że lubicie bezsenne noce, podczas których uporczywe pytania i przemyślenia nie pozwalają Wam w spokoju zasnąć.

W życia wędrówce, na połowie czasu,
Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,
W głębi ciemnego znalazłem się lasu.

Dante Alighieri, Boska komediaPiekło, Pieśń I, 1, przeł. Edward Porębowicz

Profesor Andersson

Karolinę Andersson – bohaterkę powieści Therese Bohman O zmierzchu – poznajemy niedługo po rozstaniu z długoletnim partnerem. Karolina jest profesorem historii sztuki na Uniwersytecie Sztokholmskim, ma pewien dorobek naukowy, a czterdzieste urodziny dawno już za sobą. Zakończyła związek, bo zdała sobie sprawę z tego, że nie kocha swojego partnera. Kontakt z doktoranta, który chwali się ciekawym odkryciem, pobudza ją do kolejnych rozważań o swoim życiu. Czy dokonała dobrych wyborów?

Kim jest Karolina? Kobietą sukcesu, samotną, wyzwoloną, femme fatale, singielką? Jej postać wymyka się stereotypom. Z jednej strony wydaje się być kobiecym odpowiednikiem intelektualisty-mizogina z powieści Houellebecqa. Oczytana, inteligentna, nie stroniąca od wina bez skrupułów sypia z kim popadnie. Nie przepada za swoimi kolegami po fachu, mężczyźni nieustannie ją rozczarowują. Fascynuję ją sztuka modernistyczna i tym zajmuje się w swojej pracy naukowej. Jest pewna siebie, bezpruderyjna, ale i zagubiona, neurotyczna. Oto znalazła się w momencie życiowych zmian i próbuje się na nowo zdefiniować.

Karolina od zawsze spełniała się zawodowo, przywiązując duże znaczenie do swojej kariery naukowej. Dzięki związkowi z Karlem Johanem pędziła także bogate życie towarzyskie i to jej wystarczało – obracanie się w kręgach stołecznej śmietanki, dające pozory twórczego fermentu. To wygodne życie przez długi czas jej odpowiadało. Do momentu, gdy zorientowała się, że czegoś w życiu jej zabrakło. Czy była to miłość? Bliskość? Macierzyństwo? A może większy sukces na uczelni? Na te pytania profesorka próbuje odpowiedzieć, a my zastanawiamy się razem z nią.

Bogactwo treści

Powieść nie ma w sobie fabularnych fajerwerków, za to przepełniona jest intelektualnymi rozważaniami i anegdotami. O twórcach z końca XIX wieku, niemieckim symbolizmie, o manieryzmie, rzeźbie i malarstwie, literaturze, a nawet o frapującym eksperymencie próbującym stworzyć nowy gatunek człowieka-małpy. Także Sztokholm pojawia się jako ważny bohater drugiego tła. Kto nie przepada za tego typu erudycyjną konstrukcją, tego O zmierzchu raczej znudzi, mimo napięcia z jakim śledzi się refleksje bohaterki.

O zmierzchu Therese Bohman pyta o miejsce kobiet we współczesnym świecie. Zderza postać Karoliny z wizerunkiem kobiet w twórczości modernistów – groźnych i przepełnionych erotyczną siłą. Ponadto konfrontuje ją z mężczyznami – postępującymi w życiu według własnego widzimisię, ale i łatwo dającymi się manipulować. Wreszcie, w przemyśleniach swojej bohaterki, zwraca uwagę na nierozwiązywalny konflikt między życiem zawodowym a rodzinnym kobiety.

Fascynujące jak różnie jest ta powieść odczytywana. Większość recenzji skupia się na wątku samotności bohaterki i poszukiwaniu przez nią bliskości. Poza tym podnoszony jest motyw tego, co wolno kobietom w pewnym wieku. Tak, powieść opowiada również i o tym, lecz ja proponuję jej bardziej uniwersalne odczytanie. O zmierzchu pokazuje bowiem rozterki, które dopadają człowieka w kryzysie wieku średniego, bez względu na płeć.

Refleksje w pół drogi

Co jest w życiu ważne? Jakie błędy popełniłam? Co trzeba było zrobić inaczej? Czy da się jeszcze to życie naprawić? W tym wymiarze powieść jest absolutnie uniwersalna, bo takie same pytania zadałby sobie także mężczyzna. Z drugiej jednak strony, ważny jest także punkt widzenia na te sprawy kobiety, bo ta perspektywa zmienia wszystko.

W przeciwieństwie do mężczyzny, kobieta w pewnym wieku nie może wszystkiego zmienić i zacząć od nowa. Tym tragiczniejsza zdaje się być jej szamotanina “na połowie czasu”. Tym większa waga decyzji podjętych za młodu – choćby w sprawie założenia rodziny. Decyzja o rezygnacji z macierzyństwa staje się w którymś momencie życia kobiety nieodwołalna. I na nic nam zdobycze feminizmu dowolnej generacji, zegara biologicznego nie da się oszukać. Tyka nieubłaganie i jeśli go zignorujemy, w pewnym momencie nie ma już odwrotu.

Nie wszystko można w życiu zmienić, jesteśmy sumą naszych decyzji i to, o czym opowiada nam O zmierzchu, to fakt że nikt z nas nie jest gotowy na ten moment kryzysu. Każdy musi go przejść po swojemu, pogodzić się jakoś z samym sobą i własnymi wyborami życiowymi, aby w spokoju ducha, bez zgorzknienia, przeżyć resztę życia.

Może nie ma czegoś takiego jak “dobre życie”? Może u każdego z nas wcześniej czy później pojawi się żal, czy poczucie nieodwołalnej porażki? Profesorka Karolina narzeka na to, że nigdy nie została matką, nie miała rodziny. Moja babcia, która wychowała trzy pokolenia potomków, ale nie miała możliwości zdobycia wykształcenia, skarżyła się, że niczego w życiu nie osiągnęła. Żaden wybór nie jest jednoznacznie dobry, każde życie naznaczone jest skazą. Jedyne, co możemy zrobić, to znaleźć w sobie siłę i mądrość, by jakoś się z tym pogodzić.

Anna Lipińska, @PoProstuAnia
Redakcja dziękuje wydawcy za egzemplarz do recenzji.

Therese Bohman, O zmierzchu, przeł. Justyna Czechowska, Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2019.

 

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.

Spread the love