Komu pomaga mierzenie pomocy? Adam Leszczyński, Eksperymenty na biednych – recenzja

W jaki sposób pomagać skutecznie? Czy możliwe jest w ogóle pomaganie skuteczne? Czy dawanie biednym pieniędzy pomoże im wyjść z biedy? Zwalczyć lub zlikwidować głód? Poprawić zdrowie, a co za tym pójdzie – poziom życia? Czy dawać należy tę przysłowiową rybę, czy może jednak wędkę? W Eksperymentach na biednych Adama Leszczyńskiego nie znajdziecie prostych odpowiedzi na te pytania.  W niniejszej recenzji nie omówię wszystkich form pomocy, o których pisze Leszczyński, pominę m.in. fascynującą dyskusję dotyczącą iście potiomkinowskich wiosek milenijnych. Skupię się za to na metodach tzw. nowej ekonomii rozwoju. Ostatnie 50 lat to czas gorących dyskusji o tym, skąd się wzięła bieda na świecie i w jaki sposób pomagać, by ta pomoc przynosiła efekty, a nawet – czy w ogóle pomaganie biednym jest moralne?

Magia racjonalności

Na szczęście (?) dożyliśmy już takich czasów, że wszystko można zmierzyć. Stworzyliśmy uniwersalne linijki, którymi możemy zmierzyć, czy wydawane na pomoc środki są efektywnie inwestowane, czy za efektownymi fajerwerkami coś się jeszcze kryje? Efektywność dociera coraz głębiej, przekształcając nasze życie w stopniu, z którego nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Nie inaczej jest z walką z ubóstwem, która musi być teraz zmierzona w każdą stronę, byle tylko nie okazało się, że przeznaczane na nią środki są marnotrawione. A o tym, czy środki są marnotrawione decydować będziemy my, a nie odbiorcy naszej pomocy. Stworzyliśmy miarę racjonalności, a więc mamy prawo oceniać, czy ktoś efektywnie wydaje powierzone mu środki, czy ich – nie daj Boże! – nie przejada, nie marnotrawi. Na szczęście ekonomia sprosta naszym wymaganiom.

Eksperymenty na kimś nam się źle kojarzą. Pewnie większość z nas kojarzy eksperyment więzienny, albo eksperyment z rażeniem prądem człowieka, który błędnie odpowiada na pytania, nawet jeśli nie pamiętamy autorów tych eksperymentów. Ale podświadomie czujemy, że eksperymenty na ludziach nie są moralne, czujemy jakiś wewnętrzny opór, gdy o nich czytamy, nie podobają nam się. Eksperymentowanie jest zabawą w Boga na mniejszą skalę. Zabroniliśmy eksperymentów na ludziach, którzy nie wyrazili na nie zgody (w ramach żmudnej i biurokratycznej procedury z końca XX i początków XXI wieku). Zabroniliśmy – albo dążymy do zabronienia – eksperymentów na zwierzętach, które przecież nie artykułują sprzeciwu w zrozumiałym dla nas języku.

Hajs się musi zgadzać

A jednak godzimy się na eksperymentowanie na ludziach. Musi być spełniony tylko jeden warunek: ci ludzie muszą być gdzieś daleko. Możemy mieć mgliste poczucie, że gdzieś na drugim końcu świata dzieje się coś złego, ale – bądźmy szczerzy – mało mamy własnych zmartwień? Niech się wstydzi ten, kto widzi. Zastanówmy się bowiem – mówi Esther Duflo, której wykład na konferencji TED możecie obejrzeć poniżej – w jaki sposób możemy sprawić, by dzieci np. z Kenii częściej chodziły do szkoły? Pomysłów może być mnóstwo: możemy fundować podręczniki, rozdawać mundurki, organizować w szkołach szczepienia, rozdawać, albo sprzedawać moskitiery. Skoro tak, to sprawdźmy, co jest… no właśnie, jakie? Najtańsze, czy najskuteczniejsze? A może powinniśmy stosować te metody, które mają najlepszy współczynnik ceny do efektywności?

Tym właśnie zajmuje się zespół Esther Duflo. Sprawdza, na co opłaca się wydawać pieniądze. Ma to oczywiście swoje dobre strony – po co wydawać miliony dolarów na mundurki dla dzieci, skoro za dziesięciokrotnie mniejsze wydatki można osiągnąć lepsze rezultaty? Nikt nie będzie dyskutował z tym, że takie racjonalne podejście pozwala nam dywersyfikować naszą pomoc potrzebującym. Wcześniej wydawaliśmy – przykładowo – 10 milionów na jedno działanie, teraz ten sam efekt możemy osiągnąć wydając 3 miliony. Jest to oszczędność 7 milionów, którą możemy przeznaczyć na inną formę pomocy. Również przetestowaną, oczywiście. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ów efektywny altruizm jest stosowaniem reguł rynkowych do przeciwdziałania efektom reguł rynkowych.

Tego rodzaju eksperymenty mają jednak i swoje słabe strony. Po pierwsze, opierają się na niskiej jakości danych statystycznych – na przykład ze względu na słabą strukturę biurokratyczną państwa. Po drugie, eksperymenty skoncentrowane są na bardzo wąskim obszarze geograficznym i społecznym, a więc ryzykowne jest ekstrapolowanie wyników na całą populację. Istnieją zresztą przykłady takich nietrafionych ekstrapolacji. Po trzecie, dobór próby eksperymentu rzadko jest naprawdę losowy.

Pieniądze to nie wszystko

Czwarty argument przeciwko eksperymentom z pomocą rozwojową jest już najcięższego kalibru. Czy tego rodzaju praktyka jest w ogóle etyczna? Czy etyczne jest pomaganie jednej, wybranej społeczności, aby za jakiś czas porównać wyniki z grupą, której nie pomagaliśmy (lub pomagaliśmy w inny sposób)? Czy nie przypomina to właśnie zabawy w Boga? Kto dał nam prawo do obserwowania ze wzgórza umierających ludzi? Ponieważ mamy więcej pieniędzy? Ponieważ mamy do pieniędzy inne podejście? Ponieważ my inwestujemy, a oni trwonią?  Wreszcie, co w przypadku, gdy wynik finansowy naszej inwestycji będzie sprzeczny z wynikiem społecznym? Co w przypadku, gdy okaże się, że wraz ze wzrostem zamożności rozbiciu uległa leczona społeczność (tzw. „operacja się udała, pacjent zmarł”).

Pamiętajmy również, że owa metoda eksperymentalna to są wprost eksperymenty na ludziach, przeprowadzane w sposób całkowicie pozbawiony etycznego nadzoru i regulacji, jak mówi Stephane Baele. O ile w psychologii, czy naukach medycznych stosowne regulacje zostały z biegiem lat wypracowane (jaki uniwersytet dziś by się zgodził na przeprowadzenie eksperymentu więziennego Zimbardo?), o tyle w zakresie walki z biedą takiego nadzoru ekonomicznego brakuje. Nie jesteśmy również w stanie ocenić ryzyka szkód, jakie eksperyment może wyrządzić jego (nieświadomym!) uczestnikom. Uczestnicy eksperymentu – w szczególności grupa kontrolna – nie wyraża przecież żadnej świadomej zgody na udział w eksperymencie. Tymczasem ów nieświadomy udział wiąże się z tym, że dana społeczność nie otrzymuje potrzebnej pomocy rozwojowej. W imię czego? W imię tego, że może dzięki temu w przyszłości będziemy wiedzieć, jak wam pomóc?

Efektywny altruizm jest stosowaniem reguł rynkowych do przeciwdziałania efektom reguł rynkowych. Click To Tweet

Nie jest to jedyny moralny dylemat związany z pomocą rozwojową. Moralny obowiązek wsparcia biedniejszych, ciążący na bogatych tego świata (tak, Polska również jest bogata w skali świata) bardzo łatwo może przerodzić się w paternalizm, skąd już tylko mały krok do retoryki XIX-wiecznego brytyjskiego imperializmu, który niósł światło cywilizacji podbijanym adoptowanym ludom. Musimy pamiętać, że nierzadko to, co dla ekonomistów i działaczy organizacji z Zachodu jest niesieniem pomocy, dla jej odbiorców […] jest narzędziem kontroli i zniewolenia. Metoda eksperymentalna odbiera również podmiotowość i autonomię tym, którym ma pomagać.

Racjonalizm racjonalizmowi nie równy

To zresztą już się dzieje, obserwujemy to w zmianach zachodzących w języku. Język możemy traktować niczym kanarka w kopalni, a obserwowanie jego zmian może nam pomóc w dostrzeżeniu, w którym kierunku zmierzamy. I oto widzimy nagromadzenie słów dotąd używanych w biznesie. Retoryka pomocy rozwojowej niebezpiecznie korzysta z języka ekonomii do oceny efektów działań, mających na celu przeciwdziałanie biedzie. Czy owa efektywność, oparta o swoje stopy zwrotu z inwestycji, swoje KPI rzeczywiście są najbardziej racjonalnym podejściem do tematu? Mówimy o racjonalizacji, o inwestycji, o zyskachkosztach, a nawet wprost o liberalizacji rynków, która ma być najefektywniejszym sposobem zwalczania biedy. Ekonomia tak dalece wdarła się w nasze życie, że trudno wręcz wyobrazić sobie język bez powyższych zwrotów. 

Leszczyński zwraca uwagę na to, że

Przeprowadzony w 2011 przez brytyjski Departament do spraw Pomocy Rozwojowej (DFID) przegląd wyników badań pokazał jednoznacznie, że dawanie biednym pieniędzy jest bardzo skuteczne i przynosi trwałe rezultaty. Biedni wydają pieniądze w sposób racjonalny, przede wszystkim przeznaczają je na żywność – zwłaszcza dla dzieci – oraz na swoje warsztaty pracy (s. 184).

Co ciekawe również,

W 2015 roku naukowcy z organizacji J-PAL i z Harwardu opublikowali wyniki badań, z których wynika, że pomoc nie zmniejsza chęci do pracy – a w każdym razie nie dzieje się tak w ubogich krajach (s. 187).

Warto zwrócić również uwagę, że nierzadko wraz ze środkami finansowymi z Zachodu do krajów-beneficjentów pomocy trafia zestaw wymagań, dotyczących kształtowaniem ich państwa i życia społecznego. Nie należy o tym zapominać przy analizie wpływu pomocy rozwojowej na daną społeczność, czy choćby przy ocenie nastawienia kraju-beneficjenta do samej pomocy.

Polska literatura dotycząca problemów pomocy rozwojowej nie jest zbyt obszerna (tak, to eufemizm). Tym bardziej powinniśmy docenić pracę Adama Leszczyńskiego. Jest to nie tylko relacja z debat na świecie w ostatnich kilkudziesięciu latach. To przede wszystkim kompendium  wiedzy na temat dylematów pomocy. I choć jest to praca naukowa, unikająca publicystycznej przesady, czyta się jak najlepszą publicystykę. Dla mnie to jedna z najważniejszych lektur tego roku.

Adam Leszczyński, Eksperymenty na biednych. Polityczny, moralny i ekonomiczny spór o to, jak pomagać skutecznie, Wydawnictwo Krytyki Politycznej , Instytut Nauk Politycznych PAN

Filip, @smootnyclown

Oceń ten wpis!