Trzy problemy Ondjakiego. „Babcia 19 i sowiecki sekret” – recenzja

Powieści pisane pod wpływem snów, powstałe z ich inspiracji, dosyć często pozostawiają wiele do życzenia w kwestii logicznego następstwa faktów, co jednocześnie przyprawione bezpiecznym wariactwem i fantazją autora, wprowadza całkiem przyjemny harmider. Wybacza się im nawet wulgarne ociosanie postaci, nieregularną i wyboistą fabułę, przerywanie ciągów przyczynowo-skutkowych czy pokręconą narrację. I chyba właśnie Babcia 19 i sowiecki sekret Ondjakiego coś takiego chciała nam podarować, aby uczynić powieść luźną, łatwą w lekturze, przystępną dla normalsa. Wyszło jak wyszło.

Pierwszy, podstawowy problem powieści Ondjakiego dotyczy kwestii nakreślenia postaci. Oczywistym jest, że aby czytelnika zaciekawić, należy stopniowo odkrywać bohatera, dawać czytelnikowi powody do tego, aby z tym bohaterem spędzał jak najwięcej czasu, chciał się z nim zaprzyjaźnić, współczuć, kochać, a nawet znienawidzić. Nie twierdzę, że postaciom Ondjakiego brakuje empatii, od każdego z nich promienieje wręcz angolskie słońce, to się czuje. Kłopot leży zupełnie gdzie indziej. Kiedy poznajemy pojawiające się osoby, które noszą prześmiewcze imiona, wyjaśnianie ich pochodzenia ogranicza się do jednego, góra kilku, luźnych wspomnień. Czytelnik nie ma możliwości zapoznać się z jego osobowością, głębszymi przemyśleniami. Zostaje wrzucony w wir wydarzeń, kolejne osoby przychodzą, aby potem po prostu odejść, znowuż inne pojawiają się zupełnie bez przyczyny, nic nie wnosząc. Autor zachowuje się w relacji z czytelnikiem jak trener wprowadzający na murawę w 80. minucie meczu zaskoczonego rezerwowego, od którego oczekuje się odwrócenia przebiegu gry, który to jednak zupełnie nie ma pojęcia co się wokół niego dzieje, bo do momentu wywołania do zmiany siedział w toalecie.

Próba dokonania większej kreacji, została podjęta w przypadku jedynie w tytułowej Babci 19, która zostaje porzucona w drugiej części powieści. Szkoda, bo tu tkwił potencjał książki.

Staram się zrozumieć intencje autora, który być może chciał nas jedynie przegonić przez swoje wspomnienia, szczędząc nam licznych opisów, a kiedy się na nie jednak decyduje – jak w przypadku eksplozji – nie posługuje się zaskakującymi konstrukcjami, tworzy wyprane z emocji zdania, które czyta się jednym tchem, bez mrugnięcia oka.

Drugi problem to deficyt snucia odrealnionego świata, odrzucenie materialnego postrzegania rzeczywistości na rzecz doznań metafizycznych, transcendentnych – onirycznego zestawu must have jeżeli chcemy mówić o wywołaniu efektu opowiadania „jak gdyby przez mgłę”. Przeszukując sieć w celu znalezienia odmiennego podejścia do książki, natknąłem się na wpis Niespodziegadek, w którym to autorka twierdzi, iż w omawianej powieści „to, co realne, często bolesne i trudne przenika się z tym, co duchowe i wyobrażone.” Cóż, jeżeli nawet dochodzi do jakiegoś „przenikania”, to materia zdecydowania przykrywa duchowość, ogranicza ją, tłamsi i trzyma krótko, nie pozwalając ruszyć się za bardzo, a duchowość – wytresowana, przestraszona – zna doskonale swoje miejsce, nie buntuje się, siedzi sztywno jak pierwszoklasista na apelu.

Po trzecie – olbrzymi, nerwowy udawany uśmiech. To jedna z tych powieści, które się szybko zapomina, a ścisk w zębach dalej zostaje. Angola została tu przedstawiona jako sielanka, kraina spełnienia marzeń, kolorowych ptaków, owoców, tańca i biesiady z każdej możliwej okazji. Wszystko to, przed celownikami wymierzonych w ludność tubylczą karabinów, podczas długotrwałego procesu zagarniania afrykańskiej ziemi, bratania się miejscowych z AK-47 czy materiałami wybuchowymi. Do tego dochodzi komiczne przedstawienie Rosjan – wiecznie napitych, spoconych, śmierdzących, zdziczałych.

Koktajl podano, a polski czytelnik – na przemian – wzdycha do tych opisów fauny i flory oraz

odchyla głowę, śmiejąc się, gdy tylko zostaje podstawiony mu pod nos Rosjanin. Nic z tego nie zapamięta, bo próżno tu szukać aforystycznych zdań, błyskotliwości czy konstrukcji charakterystycznych dla wielkiej literatury.

Ondjaki, Babcia 19 i sowiecki sekret,  Wydawnictwo Karakter

Krzysztof, @niechec