ok 5 minut zajmie Ci przeczytanie tego tekstuRafał Matyja, „Wyjście awaryjne. O zmianie wyobraźni politycznej”

„Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie”. Ów cytat z Boskiej komedii winien być zamieszczony na każdej tablicy informacyjnej na granicach wjazdowych do Rzeczypospolitej. Ten bliski mi pesymizm psychologiczno-antropologiczny przebija również z ostatniego eseju Rafała Matyi, choć nie w aż tak zaawansowanej formie.

Komunizm był nie tylko złym ustrojem. Był także dobrą wymówką.

– tymi słowami Rafał Matyja rozpoczyna swój wywód. Coś nie działało? Nie domagało? Wiadomo, specyfika nieefektywnego, nierynkowego systemu, znanego pod nazwą peerel. Zmieńmy system, a wszystko zadziała, zatrybi, a my się wzbogacimy, dogonimy Zachód i ubogacimy wewnętrznie. Po 1989 roku przekonaliśmy się, ze rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, niż ta ówcześnie atyestablishmentowa retoryka. I tutaj jednak rycerze z piórami w dłoniach znaleźli rozwiązanie. Winnym okazał się człowiek, homo sovieticus. Oto, mówili, człowiek może wyjść z systemu sowieckiego, ale system sowiecki z człowieka nie wyjdzie.Rafał Matyja, "Wyjście awaryjne"

Zmiana ustroju, pisze Matyja, powinna być wsparta dwoma filarami: stworzeniem narodu politycznego oraz zbudowania państwa. W wyniku mniej lub bardziej celowych zaniedbań, do owej prze-, lub odbudowy „bazy” nigdy nie doszło. Efektem jest coraz bardziej wyniszczający i przytłaczający konflikt, którego świadkami jesteśmy od trzynastu lat.

Dlaczego ów brak uwidocznił się dopiero po 15 latach od zmiany ustroju? Możemy tutaj wskazać dwa „wydarzenia”. Pierwsze z nich to wejście Polski do Unii Europejskiej, które spina klamrą piętnastoletni okres modernizacji. Wstąpienie do Unii Europejskiej było ostatnim wielkim i strategicznym celem wszystkich kolejnych polskich rządów po 1989 roku. Drugim wydarzeniem, które stanowi pewną cezurę, jest ogólny kryzys państwa, do jakiego doszło w połowie rządów SLD. Efektem były nie tylko błyskotliwe kariery medialne Zbigniewa Ziobry i – dziś już zapomnianego – Jana Marii Władysława Rokity, ale również wielkie projekty naprawy Rzeczypospolitej.

Jak to się skończyło, możemy obserwować po dziś dzień.

Wbrew dominującemu tonowi komentarzy – pisze Matyja – […] nie uważam tego, co robi PiS w przestrzeni porządków państwowych za alternatywę wobec III Rzeczypospolitej, ale za jej smutną dekadencję, wyolbrzymienie ich błędów.

Diagnoza Rafała Matyi jest celna na wielu poziomach (choć muszę przyznać, że może to być zwykły błąd konfirmacji). Pisze Matyja np. o wyobraźni historycznej, która

nobilituje patiotyczny gest, lekceważy ułatwiający życie innym konkret. Szkoła [z kolei] kształtuje emocjonalny stosunek do narodowej zdrady, ale w zasadzie pomija kwestie uczuć związanych z panującym dookoła porządkiem kapitalistycznym. To pozostaje zepchnięte w zbiorową nieświadomość.

Na ten brak w nauczaniu „krytycznej obywatelskości” sam zwracałem uwagę po wielokroć. Trudno za takie uważać lekcje wiedzy o społeczeństwie, które nierzadko prowadzą historycy bez kierunkowego wykształcenia. Tymczasem my rozwiązujemy problemy poprzez powrót do „sprawdzonej” ośmioletniej podstawówki, przez przywracanie lub skreślanie jakichś lektur, przez rosnącą – już nawet na poziomie studiów wyższych – standaryzację nauczania i drepczącą za nią krok w krok urzędniczą kontrolą „efektów kształcenia”. Negatywne konsekwencje powyższego są dużo bardziej donośne. Na przestrzeni lat wielokrotnie, mówi Matyja, widzieliśmy brak instytucji publicznych, mogących na chłodno analizować długofalowe efekty tworzonego prawa (choć tutaj należy zaoponować, gdy Matyja twierdzi, że ów brak był widoczny np. przy wdrażaniu planów powszechnej prywatyzacji, ponieważ grzech zaniechania w tworzeniu instytucji jest niejako „równoległy” czasowo względem modernizacji gospodarczej Polski).

Właśnie ta ograniczona percepcja jest jednym z najważniejszych wyznaczników naszego półperyferyjnego statusu.

Oczywiście poza diagnozą, Rafał Matyja proponuje rozwiązanie. Owe rozwiązanie ma charakter doraźny, gdyż Matyja po wielokroć wskazuje, że dotychczasowe zaniechania mogą zostać naprawione dopiero w perspektywie wieloletnich, długofalowych i systematycznych zmian. Te kilka kroków, które Matyja proponuje, mają nam pomóc przezwyciężyć nasze narodowe niedomagania. Z natury rzeczy mam jednak krytyczne nastawienie do tego rodzaju zabaw intelektualnych, nie chciałbym więc poświęcać temu zbyt wiele miejsca. Matyja zauważa, że nie myślimy już o demokracji jako procesie uzgadniania, szukania kompromisów, a jedynie jako uproszczonej procedurze wyłaniania zwycięzcy. Tracimy – jako społeczeństwo – chęć współdziałania. Na kolejnych stronach Rafał Matyja kreśli wizję nowego imaginarium społecznego, odwołując się do bliskiej mi koncepcji Charlesa Taylora. Wokół tego nowego imaginarium (możemy nazywać to również nową historią, albo narracją, choć to ostatnie określenie jest w moim odczuciu zbyt wąsko pojmowane), możemy przystąpić do tworzenia narodu politycznego. Matyja uczciwie prezentuje sprawę i zamiast doradcy Amway zgrywa retorycznego Churchilla, obiecując krew, znój, pot i łzy. 

Od czegoś w końcu trzeba zacząć. W moim przekonaniu lepiej od Matyi niż od Gduli.

Filip, @smootnyclown

Rafał Matyja, Wyjście awaryjne. O zmianie wyobraźni politycznej, wydawnictwo Karakter

PS. Na koniec pozwoliłem sobie zostawić prawdziwą perłę. Matyja cytuje w swoim eseju brytyjskiego filozofa, Johna Gray’a, który w jednej z prac napisał: „istotniejszą rolę w polityce odgrywa lęk niż nadzieja korzyści. Ludzie w swej masie bardziej troszczą się o bezpieczeństwo, niż o prosperity”. W tym kontekście Matyja pisze:

W odmowie przyjmowania uchodźców chodziło nie o bezpieczeństwo, ale o poczucie bezpieczeństwa. Ta subtelna różnica jest dla funkcjonowania władzy niezwykle istotna. Utrzymanie bezpieczeństwa wymaga sprawnych służb policyjnych, utrzymanie poczucia bezpieczeństwa – prasowych.

5 (100%) 1 vote