Ślady. „Pusty las” Moniki Sznajderman

Wołowiec i Krzywa, Gładyszów i Smerekowiec, Uście i Wysowa, Ropica, Siary i Sękowa, Gorlice, Biecz i Jasło – te nazwy słyszałem od dzieciństwa. W tych miejscach się wychowałem, bywałem w tamtejszych lasach, cerkwiach i kościołach, odwiedzałem cmentarze z I wojny światowej. Nie dziwił mnie widok kiwonów służących do wydobywania ropy, łagodne góry na horyzoncie były czymś normalnym. Gdy usłyszałem więc, że Monika Sznajderman, którą widywałem chociażby podczas Festiwalu Haupta w Gorlicach, wydaje książkę na temat tych terenów, byłem nie tylko zaintrygowany, ale wręcz szczęśliwy. Kiedy Pusty las się ukazał, pochłonąłem tę książkę w ciągu niecałej doby.

Widzieć więcej

Autorka patrzy najpierw na konkretne miejsca: oto łąka, las, tam stare zabudowania, a tu okazały, choć walący się dwór. Próbując prześledzić historię tych miejsc, odsłania przed nami miniony świat oraz ludzi, którzy z tymi obszarami byli związani. Jedni tu się rodzili i żyli, inni przyjeżdżali, jeszcze inni byli zmuszeni stąd wyjechać, wreszcie umierali – nie zawsze z przyczyn naturalnych. Monikę Sznajderman interesuje jednak nie tylko sama historia (która w wielu punktach była i dla mnie odkryciem), ale ślady, które pozostają. Ta czujna uwaga w patrzeniu na rzeczywistość, mądre zadawanie pytań oraz wnikliwość w poszukiwaniu odpowiedzi zasługują na uznanie i są ogromnym atutem Pustego lasu – zwłaszcza, że podane jest to wszystko w sposób wyborny. Napisane językiem pięknym prostotą, bezpośredniością, szczerością, wolnym od egzaltacji czy taniej nostalgii, jakie zawsze grożą tym, którzy próbują w swoim pisaniu zaglądać w przeszłość.

Niby nic

Pusty las Sznajderman może nauczyć czytelnika czegoś bardzo istotnego: uważniejszego patrzenia wokół. Zwykłe, pospolite elementy rzeczywistości – jak się okazuje – mogą kryć w sobie tajemnice przeszłości. Dla mnie największym olśnieniem płynącym z tej książki było odkrycie, które naprawdę zmieniło nieco mój dotychczasowy sposób myślenia. Jak dotąd skłaniałem się bowiem ku temu, by sądzić, że po zdecydowanej większości ludzi nie zostaje tu na ziemi w zasadzie nic. Ot, życie człowieka jak ta barokowa „bańka mydlana”, która łatwo pryska i bardzo krótko pozostaje po niej jakiś ślad czy wspomnienie.

Sznajderman pokazała mi, że jakiś ślad przecież jest. Nawet, jeśli nikły, nie zawsze czytelny, to jednak każdy z nas coś na tym świecie pozostawi. Czasem będą to ślady, które nas pomogą zidentyfikować: fotografia, świadectwo szkolne lub inny dokument, nazwisko na jakiejś liście, nagrobek. Sznajderman tropi te ślady, przywołuje i utrwala swoim tekstem, cierpliwie wymienia nazwiska Łemków, Żydów i Polaków, aby miały jeszcze większą szansę na przetrwanie. Lecz nie poprzestaje na tym. Wyrywa rzeczywistości również ślady mniej czytelne, o wiele bardziej tajemnicze. Bo po ludzkim życiu czasem nie będzie nawet tego nazwiska czy fotografii. Być może pozostanie jednak używana na co dzień rzecz, ruiny domu albo po prostu wysokie pokrzywy, wyjątkowo soczyste maliny lub tak ciemnozielone, że niemal czarne drzewa. Albo po prostu pusta przestrzeń. Niby nic. Ale i to „nic” może być bardzo wymowne.

Snoopy, @SnoopyMuminek

Monika Sznajderman, Pusty las, Wydawnictwo Czarne, 2019

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.

Spread the love