Duchy historii. „Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie” Jesmyn Ward

Są miejsca w Stanach Zjednoczonych z nieco mroczniejszą historią niż inne. Gdzie przeszłość żyje i ma się całkiem dobrze, niekoniecznie w postaci duchów czy zjaw. W takim miejscu na Głębokim Południu, na rolniczych terenach Delty Missisipi, rozgrywa się akcja powieści Jesmyn Ward Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie. Autorka otrzymała za nią w 2017 roku National Book Award oraz Nagrodę MacArthurów (MacArthur Fellowship), zwaną „grantem dla geniuszy”. To pierwsza wydana po polsku powieść Ward. Wcześniejsza – również nagrodzona, Salvage the Bones – prawdopodobnie także wkrótce ukaże się po polsku.

Historia z Delty Missisipi

Sama Ward pochodzi z tych okolic, pisze więc o sprawach znanych z własnego doświadczenia. Dotkliwy i wciąż obecny rasizm, bieda, także ta generacyjna, uzależnienia, wreszcie brutalność policji – wszystkie te problemy dręczące współcześnie południowe Stany Zjednoczone są w Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie obecne. Choć ich przedstawienie nie odbiega od stereotypu czy powszechnie znanych faktów, to umiejscawiają one akcję w bardzo współczesnym kontekście. Nie sposób bowiem napisać historii z Południa bez odwołania się do jego problemów.

Realizm magiczny

O wiele ciekawszy jest inny aspekt południowej codzienności opisany w powieści Ward. W życiu wielu Afroamerykanów z Południa w sposób naturalny rzeczywistość przenika się ze światem duchów. Voodoo i hoodoo są jednym z przejawów tego przenikania się światów – pomieszane z katolicką religią, afrykańskie wierzenia dają to wyjątkowe, kajuńskie połączenie. Kontakt z duchami jest ważnym elementem praktyk voodoo, obok ziołolecznictwa oraz śpiewu, a także wiary w amulety. I te motywy autorka wykorzystuje w swojej powieści, ponieważ pozwalają jej zgrabnie przemycić wątek z przeszłości.

Historia z Południa, z jego, wydawać by się mogło, dawno pogrzebanej przeszłości, jest sednem tej opowieści. By ją przytoczyć pisarka stworzyła postaci i skroiła wątki, zaprosiła gości z zaświatów. Bohaterowie Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie widzą duchy, czują ich obecność, rozmawiają z nimi. Czasem dzieje się to za sprawą przyjęcia kolejnej porcji narkotyków, innym razem dzięki naturalnym zdolnościom widzenia i słyszenia więcej. Bardzo ciekawie wypada zderzenie realizmu magicznego z brutalną rzeczywistością. Sam wątek magiczny też nie należy zresztą do tych przyjemnych – to duchy okrutnej przeszłości dają o sobie znać.

Powieść drogi

Akcja powieści to w głównej mierze podróż, także powrotna, jaką odbywa Leonie – czarnoskóra narkomanka – ze swoimi dziećmi: nastoletnim Jojo i małą Kylą – do Więzienia Stanowego Missisipi (zwanego Parchman Farm) po kończącego trzyletnią odsiadkę męża. Jak można się domyślać uzależniona od narkotyków Leonie nie jest wzorem matki. Dla Jojo to dziadkowie są Mamcią i Tatkiem, on z kolei jest najważniejszą osobą w życiu młodszej siostry. To jednak nie koniec rodzinnych dramatów – ojciec Jojo jest bowiem białym mężczyzną pochodzących z rasistowskiej rodziny.

Warto wspomnieć o bardzo sugestywnym i plastycznym języku powieści, dzięki któremu odczuwamy smaki, kolory i zapachy. Choć głównie głód, pragnienie, spiekotę oraz przykre zapachy. To detal buduje tę opowieść – dostajemy szczegółowe opisy gestów, spojrzeń, słów. Niestety, po polsku nie brzmi to tak efektownie, jak w oryginale. Nie jest to zarzut do tłumacza, po prostu nadmiar opisów prostych czynności w czasie teraźniejszym w polszczyźnie nie zawsze brzmi najlepiej (tu warto wspomnieć o zastosowanym przez Jędrzeja Polaka spolszczeniu imion bohaterów – “Given” staje się po polsku “Danym”, “Riv” – “Zrzeki” itd. – mam mieszane uczucia wobec takich praktyk). Autorka często posługuje się też metaforą i poetyckim językiem, choć nie zawsze z dobrym skutkiem. Jednak sposób w jaki operuje słowem może wielu przypaść do gustu, pozwala zanurzyć się w tej historii.

Postaci dramatu

Jojo był pierwszą postacią powieści jaka narodziła się w umyśle pisarki (o czym sama wspomina w wywiadzie dla The Guardian) i to jego głos wybrzmiewa w książce najpełniej. To z nim, głównym bohaterem Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie, utożsamiają się czytelnicy, jego opuszczenie i samotność przeżywają. Przywiązanie jakim darzy siostrę, niemalże matczyne uczucia z jakimi stara się chronić Kylę, autentycznie wzruszają, kibicujemy więc temu wrażliwcowi w nieprzyjemnej drodze przez żar Południa.

Natomiast postać Leonie to po prostu “zła matka”, jej motywacje pozostają nie do końca zrozumiałe. W dużej mierze ta postać została zbudowana na jednej nucie, przez co nie staje się w pełni autonomiczną bohaterką. Jedynie kwestia ambiwalentnych uczuć w stosunku do dzieci nadaje jej nieco wyrazistości.

Jeszcze gorzej wypada dalszy plan – te postaci w zasadzie nie zyskują dodatkowych cech, służą opowieści. Ojciec Jojo – to powód podróży, podkreśla opuszczenie dzieci przez rodziców i pozwala na wprowadzenie wątku rasistowskiego. Umierająca babcia, która uprawia voodoo, staje się łącznikiem między wątkami ze świata żywych i umarłych. Dziadek – główny opiekun i wzór do naśladowania dla Jojo – potrzebny jest do opowiedzenia historii z przeszłości Parchman Farm.


Parchman Farm Blues – jedna z licznych bluesowych piosenek zainspirowanych odsiadywaniem wyroku w Więzieniu Stanowym Missisipi

Jesmyn Ward napisała powieść o mrocznej przeszłości i niewesołej współczesności południowych Stanów konstruując akcję trochę na siłę wokół tego celu. Brak tu luźnych wątków, które nie łączyłyby się zgrabnie w całość i mimo sprawności pisarki, te szwy niekiedy bywają zanadto widoczne. Jeśli jednak przymknie się oko na to wykoncypowanie i pozwoli się ponieść realizmowi magicznemu, Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie przyniesie sporo czytelniczej satysfakcji.

Anna Lipińska, @PoProstuAnia
Redakcja dziękuje wydawcy za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Jesmyn Ward, Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie, przeł. Jędrzej Polak, Wydawnictwo Poznańskie, 2019.

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.

Podziel się z innymi